To my narodowcy mieliśmy rację w sprawie Unii Europejskiej, NATO, Ukrainy i Rosji.
Minęło już ponad ćwierć wieku, jak jako bardzo młody człowiek związałem się z Obozem Narodowym. Był to wybór orientacji politycznej przemyślany i jak się okazało słuszny. Endecja nie odegrała niestety należytej jej roli w III RP. Gdyby w czasie przemian ustrojowych istniało silne stronnictwo narodowodemokratyczne, być może historia Polski potoczyłaby się inaczej. Nie mogło się tak jednak stać – mój obóz polityczny stracił w dużej mierze ciągłość historyczną. Obozu Narodowego nie oszczędziły lata okupacji, jak również powojenny czas bermanowszczyzny.
Obóz Narodowy słusznie wskazywał co jest dla nas zagrożeniem, a co szansą. O tych zagrożenia i szansach dosyć nieudolnie pisałem jako młody człowiek w niskonakładowych czasopismach „Narodowiec”, „Naród i Wiara”, „Polskie Sprawy”, „Wspólnota”. Później – już chyba bardziej dojrzale w „Ojczyźnie” – w wydawanej przez Kolegów Bogusława Rybickiego i Bogusława Jeznacha. Dzisiaj jestem zaangażowany w rozwój narodowodemokratycznej „Myśli Polskiej”. Jedynego czasopisma tej orientacji w Polsce. Dzięki uporowi Kolegów Jana Engelgarda i Przemysława Piasty pismo wychodzi i ciągle się rozwija.
Byliśmy przeciwko Unii Europejskiej. W 1994 lub początku 1995 roku brałem udział w pierwszej swojej demonstracji przeciwko Brukseli. A dokładnie manifestowaliśmy w Krakowie pod hasłami „Nie dla EWG” i „Traktat z Maastricht – koniec niepodległości„. Tych manifestacji antyunijnych przez lata były dziesiątki: Warszawa, Kraków, Wrocław, Katowice, Góra Świętej Anny, Częstochowa, Tychy czy Bielsko-Biała. Byliśmy Budapeszcie i Pradze. W naszych materiałach podkreślaliśmy, że na akcesji Polski do UE skorzystają wielkie korporacje i Niemcy. Pisaliśmy, że Polska przyszłościowo na tym wiele straci. Działałem w założonym przez Kolegę Jana Kępińskiego Stow. Nie dla UE. W czasie kampanii przedreferendalnej byłem pełnomocnikiem tego stowarzyszenia na Śląsk. Ludzie przeważnie pukali się wtedy w głowę – co wy wymyślacie. Jaka utrata niepodległości, jaka utrata suwerenności, jaka utrata majątku narodowego? Po latach okazało się, że mieliśmy rację.
Byliśmy przeciwko członkostwu Polski w NATO. W 1997-1999 organizowaliśmy osamotnieni wiele manifestacji i pikiet. Byliśmy wtedy atakowani również fizycznie. Tłumaczyliśmy, że przynależność naszego kraju do NATO, podobnie jak obecność obcych wojsk w Polsce nie zwiększa naszego bezpieczeństwa. Podkreślimy, że jest wręcz przeciwnie – zwiększa ryzyko wciągania naszej ojczyzny w nowe awantury militarne wywoływane w interesie sił globalistycznych. Podkreślaliśmy, że skonfliktuje nas to z Rosją i przyszłościowo z Chinami. Że będzie to kosztowne, i być może polscy żołnierze będą ginąć w obcych wojnach. Ludzie pukali się wtedy w głowę – co wy wymyślacie. Jaki pakt agresywny, jaka konfrontacja, jaka wojna. Do Paktu Północnoatlantyckiego przystąpiliśmy 12 marca 1999 roku. Pikietowaliśmy wtedy w kilkanaście osób na czele z Kolegą Marianem Barańskim przed Sejmem. Kilka dni później NATO dokonało haniebnej agresji na ówczesną Jugosławię. Później było tylko gorzej. Okazało się, że mieliśmy rację.
Ostrzegaliśmy przed banderyzmem. Obóz Narodowy jasno stawiał sprawę ukraińską. Jako jedno z nielicznych środowisk politycznych w Polsce od lat 80-tych podkreślaliśmy niebezpieczeństwo związane z ukraińskim szowinizmem. Podczas mojego pierwszego spotkania z seniorami naszego ruchu – Kolegami Tadeuszem Radwanem i Witoldem Staniszkisem usłyszałem o trzech niebezpieczeństwach dla narodu polskiego: zjednoczeniu Niemiec, odrodzeniu banderyzmu i skonfliktowaniu nas z Rosją. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem o „integralnym nacjonalizmie ukraińskim”. Temat banderyzmu w tamtym czasie praktycznie wszystkim wydawał się archaiczny. Nawet wielu nas młodych w latach 90-tych uważało, że nasi seniorzy przesadzają, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się odwoływał do tak obrzydliwych tradycji. A jeśli nawet to przecież nie zdobędzie powszechnego poparcia na Ukrainie. Jednak wyczuleni na kwestię ukraińskiego szowinizmu seniorzy naszego ruchu okazali się bardziej przenikliwi. Po latach okazało się, że wszystko co mówili stało się rzeczywistością. Obóz Narodowy również w tej kwestii miał rację.
Zwracaliśmy uwagę na poprawnych stosunków z Rosją. Obóz Narodowy z racji historycznych był wolny od antyrosyjskiej fobii, co pozwalało działaczom tego środowiska trafnie oceniać sytuację. Szkoła Dmowskiego dawała narzędzia do prawidłowej oceny polityki rosyjskiej. Nasi przeciwnicy kłamliwie nazywali naszą orientacje polityczną moskiewską czy kremlowską. Nawet część środowisk patriotycznych (patrioci serca, nie rozumu) uważali, nas za orientacje rusofilską. Wynikało to z głęboko zakorzenionej postawy rusofobicznej, którą mocno pielęgnowała najpierw sanacja, a później Komitet Obrony Robotników i środowisko styropianu. Obóz Narodowy konsekwentnie uważał, że w naszym polskim interesie jest mieć poprawne stosunki z największym państwem globu. Uważam, ze mieliśmy i mamy rację.
Świat się przez dziesięciolecia zglobalizował i ucyfryzował. Europa – zwłaszcza ta na Zachodzie – stała się multikulturalna, a przez to mało przewidywalna i niebezpieczna. Niemcy się zjednoczyły i militarnie rosną w siłę. My Polacy straciliśmy znaczną część suwerenności na rzecz Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej. Bezrozumna polityka wiary w zachodnie struktury skonfliktowała nas z Rosją i Białorusią. Utrudnia też nasze relacje z Chinami czy światem islamu. Utraciliśmy większość majątku narodowego w czasie tzw. prywatyzacji i okresu dostosowania naszej gospodarki do standardów Unii Europejskiej. Obce wojska znów stacjonują na terytorium Polski i to na bardziej upokarzających warunkach, niż radzieckie w okresie Polski Ludowej. Orientacja propagowana przez przeciwników Obozu Narodowego ustawiła nas w roli sponsora i głównego adwokata akceptującej banderyzm Ukrainy. Spełnił się czarny scenariusz przewidywany przez nasze środowisko polityczne.
W innych sprawach też mieliśmy rację: strofując pewne lobby i państwo położone gdzie chce, zapowiadając jakie będą skutki masowej emigracji, piętnując insurekcyjność i płytki patriotyzm promowany przez ośrodki państwowe, ostrzegając przed nabożnym stosunkiem do ruchu solidarnościowego, sprzeciwiając się szaleństwu lustracyjno-dekomunizacyjnemu, ostrzegając przed promocją w mediach spraw obyczajowych czy krytykując politykę Kościoła. Obóz Narodowy miał racje w sprawach istotnych, ale satysfakcja to jednak bardzo gorzka.
Łukasz Jastrzębski
PS. O tym w czym się Obóz Narodowy mylił następnym razem.



