ŚwiatPiskorski: Polska na III wojnie światowej

Redakcja1 tydzień temu
Wspomoz Fundacje

Emmanuel Todd to francuski intelektualista znany z pierwszych stron gazet i mediów głównego nurtu.

Jest historykiem, politologiem, antropologiem, socjologiem i demografem, najbardziej znanym z tego, że w 1976 roku, mając zaledwie 25 lat, opublikował analizę naukową, w której prognozował upadek Związku Radzieckiego. Czas i okoliczności tego geopolitycznego trzęsienia ziemi przewidział niemal dokładnie. Prof. Todd wydawany i czytany był również w Polsce (Schyłek imperium. Rozważania o rozkładzie imperium amerykańskiego, Warszawa 2003; z Youssefem CourbageSpotkanie cywilizacji, Kraków 2009). Francuski uczony napisał właśnie książkę na temat obecnie toczącej się wojny na Ukrainie (La Troisième Guerre mondiale a commencé), a właściwie jej szerokiego, globalnego kontekstu. Tej jego pracy zapewne w Polsce nikt nie wyda – na razie planowane jest jedynie wydanie francuskie i… japońskie.

To właśnie na temat głównych tez swojej sprzedanej już w ponad 100 tys. egzemplarzy ostatniej pracy porozmawiał z dziennikarzem dziennika „Le Figaro” (jednej z największych, najstarszych gazet francuskiego głównego nurtu), Alexandrem Devecchio.

Być albo nie być amerykańskiego imperium

Todd nie zgadza się z tezą stawianą przez amerykańskiego politologa, twórcę nurtu realizmu ofensywnego w nauce o stosunkach międzynarodowych, prof. Johna Mearsheimera. Przypomnijmy, że ten ostatni stoi na stanowisku, iż aktualny konflikt ma egzystencjalne znaczenie dla Moskwy, ale już nie dla Waszyngtonu, który w zasadzie mógłby sobie pozwolić na wycofanie się z wojny zastępczej prowadzonej przez tzw. Zachód na Ukrainie. „Ta wojna nabrała dla Stanów Zjednoczonych egzystencjalnego znaczenia. Podobnie jak Rosja, one też nie mogą się z niej wycofać. Dlatego znajdujemy się dziś w stanie wojny permanentnej, starcia, którego wynikiem musi być upadek jednej lub drugiej strony” – niezbyt optymistycznie konstatuje francuski profesor.

Todd od lat przewiduje zmierzch hegemonii amerykańskiej, zaznaczając jednocześnie, że będzie on przebiegał w konwulsjach. Ich przejawem będzie m.in. próba zacieśnienia kontroli amerykańskiej nad swoimi satelitami i protektoratami, przede wszystkim kontynentalną Europą i Japonią.

Wasale Waszyngtonu powoli zaczynają jednak zdawać sobie sprawę z zagrożeń, które niesie za sobą pozostawanie przy upadającym imperium. Dlatego, jak twierdzi prof. Todd, głównym sprawcą przedłużającej się wojny jest oś Waszyngton – Londyn – Warszawa – Kijów. To właśnie do niej ograniczać ma się faktyczne jądro NATO. W tym sensie na Warszawie spoczywać ma współodpowiedzialność za wywołanie krwawego konfliktu i jego konsekwencje. „Ukraina, której armia została właściwie podporządkowana wojskom NATO (amerykańskim, brytyjskim, polskim) co najmniej od 2014 roku, była tym samym członkiem NATO de facto” – przypomina Francuz, podzielając w tym względzie diagnozę Mearsheimera. W tym sensie, przypomina, z punktu widzenia Rosji obecna wojna ma rzeczywiście charakter „obronny i prewencyjny”.

Rosja: gospodarcza odporność i mityczna izolacja 

Todd zwraca uwagę na zaskoczenie, które wywołał przebieg pierwszych miesięcy wojny na Ukrainie. Większość prognoz opierała się na uznaniu Rosji za militarnego giganta i ekonomicznego karła. Okazało się jednak, że militarnie Moskwa nie radzi sobie wcale tak dobrze, za to zachowała odporność na sankcje gospodarcze tzw. Zachodu, choć mają one skalę niespotykaną dotąd w historii. „Ukraina nie została zmiażdżona militarnie, choć straciła już 16% swojego terytorium. Rosja nie została zniszczona gospodarczo. Gdy dziś rozmawiamy, rubel zyskał już od czasu rozpoczęcia wojny 8% w stosunku do dolara i 18% w stosunku do euro” – zauważa francuski uczony. Zwraca też uwagę na jałowość fetyszyzacji PKB jako wskaźnika mającego świadczyć o rzekomej słabości ekonomicznej Rosji w porównaniu z jej zachodnim przeciwnikiem.

„Wojna staje się testem z zakresu ekonomii politycznej, jest wielką demaskacją. PKB Rosji i Białorusi to zaledwie 3,3% zachodniego PKB (Stanów Zjednoczonych, sfery anglojęzycznej, Europy, Japonii, Korei Południowej), czyli tyle, co nic. Powstaje pytanie, jak taki mikroskopijny PKB daje sobie radę i ciągle produkuje rakiety. Problem w tym, że PKB to fikcyjny miernik produkcji. Jeśli od amerykańskiego PKB odejmiemy połowę przeszacowanych wydatków zdrowotnych, ‘dobra’ wytworzone przez prawników, najbardziej przepełnione więzienia na świecie, całą gospodarkę fikcyjnych usług, choćby ‘produkcję’ 15 czy 20 tysięcy ekonomistów zarabiających średnio 120 tys. dolarów, dojdziemy do wniosku, że znaczna część tego PKB to bańka mydlana. Wojna przywraca nas do gospodarki realnej, pozwala nam zrozumieć, jakie jest prawdziwe bogactwo narodów, zdolność do produkcji i tym samym do prowadzenia działań zbrojnych” – głosi Todd.

Wszystko to związane jest dodatkowo z faktem, że izolacja Federacji Rosyjskiej to jedynie mit. „Zachodnie gazety zachowują się tragikomicznie. Nie przestają powtarzać: ‘Rosja jest izolowana, Rosja jest izolowana’. Kiedy jednak popatrzymy na głosowania w ONZ, widzimy, że 75% świata nie popiera Zachodu, który wydaje się wtedy bardzo mały” – mówi prof. Todd.

Błędna kalkulacja? 

Skąd biorą się więc problemy strony rosyjskiej z realizacją pierwotnych scenariuszy konfliktu? Różni eksperci, komentatorzy i analitycy napisali już o tym całkiem sporo. Todd nie jest tu oryginalny, zwracając uwagę na błędne informacje, w które wierzono w Moskwie przed rozpoczęciem operacji. Dodaje jednak do tego ciekawe spostrzeżenie dotyczące samych Ukraińców i ukraińskiego społeczeństwa. „Sądzę, że kalkulacja Kremla polegała na tym, że ta rozkładająca się wspólnota zawali się pod wpływem pierwszego szoku, albo wręcz powie świętej Rosji ‘witaj, Mamo’. Tymczasem okazało się, że społeczeństwo w stanie rozkładu, dokarmiane przez zewnętrzną pomoc finansową i uzbrojenie, odnaleźć może nowy rodzaj równowagi, a nawet pewną perspektywę, nadzieję. Rosjanie nie mogli tego przewidzieć. Nikt nie mógł” – twierdzi. Faktycznie, sytuacja, z którą mamy do czynienia jest właściwie nowa. W obliczu braku historycznych precedensów prognozowanie zachowania społeczeństwa wydaje się niewykonalne.

Wojna o Europę 

Jak już wspomniano, Todd uważa, że imperium amerykańskie będzie starało się za wszelką cenę utrzymać pod kontrolą swoje dotychczasowe protektoraty, których posiadanie umożliwia im udział w obecnym konflikcie. „Jeśli przeczytamy Wielką szachownicę  Brzezińskiego, zobaczymy, że imperium amerykańskie powstało wraz z końcem II wojny światowej w drodze podboju Niemiec i Japonii, które nadal pozostają jego protektoratami. W miarę jak system amerykański się kurczy, wywiera coraz większy nacisk na lokalne elity tych protektoratów (mam tu na myśli całą Europę). Pierwszymi, który stracą wszelką narodową autonomię będą (właściwie już są) Anglicy i Australijczycy. Internet wytworzył tak intensywne powiązania ze Stanami Zjednoczonym w anglosferze, że jej elity akademickie, medialne, artystyczne zostały jakby zaanektowane. Na kontynencie europejskim chronią nas przed tym nasze języki narodowe, jednak spadek poziomu naszej autonomii jest znaczny i gwałtowny” – mówi politolog.

Neoliberalizm kontra kapitalizm przemysłowy 

Dlaczego rosyjska gospodarka radzi sobie relatywnie dobrze, skutecznie opierając się naciskom kreowanym przez tzw. Zachód? Być może, jak uważa Todd, rzecz w odmienności systemów i modelów ekonomicznych. „Jeśli popatrzymy na wskaźniki produkcji, zobaczymy dane o gospodarce rosyjskiej. W 2014 roku wprowadziliśmy pierwsze istotne sankcje przeciwko Rosji, która w tym okresie zwiększyła produkcję pszenicy z 40 do 90 mln ton w 2020 roku. Jednocześnie, w wyniku stosowania neoliberalizmu, amerykańska produkcja pszenicy spadła z 80 mln ton w 1980 roku do 40 mln ton w 2020” – odnotowuje.

Według francuskiego intelektualisty, okazało się, że legendarna elastyczność i zdolność do adaptacji gospodarek neoliberalnych okazuje się znacznie mniej skuteczna od mechanizmów opartych na „znacznej roli państwa”, choć jednocześnie Todd podkreśla, że sam Władimir Putin nieustannie przestrzega podstawowych reguł gospodarki wolnorynkowej.

III wojna światowa 

„Jest oczywiste, że konflikt, który przekształcił się z ograniczonej terytorialnie wojny w globalną konfrontację ekonomiczną pomiędzy całym Zachodem z jednej strony a Rosją wspieraną przez Chiny – z drugiej, jest już wojną światową. Nawet, jeśli skala agresji zbrojnej jest niewielka w porównaniu do poprzednich wojen światowych” – stwierdza Todd. Czy to figura publicystyczna, barwne wyolbrzymienie procesu, w którym wszyscy uczestniczymy? Francuski politolog twierdzi, że nie: „Dostarczamy ciągle broń. Zabijamy Rosjan, nawet jeśli się do tego otwarcie nie przyznajemy. W rzeczywistości my, Europejczycy,  zaangażowani jesteśmy w to wszystko gospodarczo. Odczuwamy przecież nasz faktyczny udział w wojnie poprzez inflację i deficyty”.

„Ameryka jest słaba. Opór stawiany przez gospodarkę rosyjską spycha amerykański imperialny system na skraj przepaści. Nikt nie spodziewał się tego, że rosyjska gospodarka zdoła przetrwać pod naciskiem ‘potęgi ekonomicznej’ NATO. Myślę, że sami Rosjanie się tego nie spodziewali” – mówi Emmanuel Todd.

Wypowiedzi Emmanuela Todda to jeden z przykładów głosu w debacie publicznej nad Sekwaną, która – w przeciwieństwie do tej nad Wisłą – nadal jest w sprawach najistotniejszych możliwa. To też wyraźne wskazanie na winnych obecnej tragedii, uznawanej przez Todda za wojnę światową, wśród których niestety znalazła się Polska.

Mateusz Piskorski

Redakcja