OpiniePrzyjaźń za złamanego grosza

Przemysław Piasta3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Dobrze obiecać, to lepiej niż zrobić – głosi starożytne porzekadło fachowców. W myśl tej złotej zasady polskojęzyczne media* ogłosiły, że w poniedziałek (to jest 11.07) heroiczny prezydent naszej umiłowanej Ukrainy potępi ludobójstwo, którego niemal osiemdziesiąt lat temu dopuścili się przodkowie jego wyborców. Co powinno mu pójść tym łatwiej, że sam należy do grupy etnicznej, równie entuzjastycznie mordowanej przez banderowskich zwyrodnialców co Polacy. Mianowicie jest Żydem. Niestety, ci którzy czekali na zapowiedzianą proklamację, nie doczekali się.

W ramach ekwiwalentu Wołodymyr Zełeński, który przecież przez większość zawodowego życia był komikiem, postanowił nieco nas rozśmieszyć. Dlatego zapowiedział ustawę nadającą specjalny status dla Polaków na Ukrainie. Dzięki niej będziemy mogli aż przez osiemnaście miesięcy legalnie przybywać na Ukrainie, uczyć się tam i pracować. Co powinno być tym łatwiejsze, że zostało tam sporo miejsca po Ukraińcach, którzy w akcie niezrozumiałego szaleństwa porzucili swój mlekiem i miodem płynący kraj by w Polsce pracować na mopie lub na zmywaku. Szczęśliwi migranci będą mogli też skorzystać z rozbudowanego ukraińskiego socjalu. Potencjalna emigracja ma jednak jeszcze jedną wartość dodaną. Jeśli Polacy, którzy wyjadą za chlebem na wschód zdecydują się korzystać z kwater prywatnych, uzyskają unikatową szansę zobaczyć gdzieniegdzie dobytek zrabowany poprzednim właścicielom. Także tym pomordowanym przez UPA.

„Niechże to też będzie dla nas jakimś znakiem, w tych wszystkich sprawach, w których mówić często trudno” – podsumował cały pasztet prezydent Duda. Panie Prezydencie, jeśli mówi się prawdę, wcale nie jest trudno mówić. Wystarczy morderców nazwać mordercami a bydlęta bydlętami. Trudno jest jedynie kręcić i mataczyć. Na przykład próbując spiąć intelektualnie ukraińskie ludobójstwo sprzed 80 lat ze współczesną Rosją, tak jak czyni to pan Morawiecki.

Jeśli zresztą przy Rosji jesteśmy, przypominam, że w roku 2010 Rosyjska Duma Państwowa potępiła zbrodnię katyńską. To był konkretny „znak”. Próżno szukać takiego ze strony rzekomo przyjaznej Polsce Ukrainy. Jedyne co dostajemy to mgliste sugestie, że taki gest nastąpi być może jutro, może pojutrze… Pewnikiem jednak w dniu św. Bigdy, którego jak wiadomo nie ma nigdy.

Zresztą nie jest prawdą, że współczesna Ukraina nie pamięta o tamtych tragicznych wydarzeniach. Roześmiane paszcze morderców szczerzą się do nas z pomników i pamiątkowych tablic rozsianych po miastach, miasteczkach i siołach. Ci, którzy mordowali naszych rodaków** oraz ci, którzy wydawali im rozkazy są patronami szkół, obiektów sportowych i ulic. Tożsamość współczesnej Ukrainy budowana jest na kościach pomordowanych dzieci, kobiet i starców. Już nawet nie przy bierności Polski, ale przy jej entuzjastycznym współudziale.
„W stosunkach z Polską osiągnęliśmy najwyższy poziom zaufania” – posumował sprawę Wołodymyr Zełeński. Zdaje się, że miał rację w całej rozciągłości.

Przemysław Piasta

 

*Co ciekawe w tej sprawie media teoretycznie anty- i pro-rządowe mówią monogłosem. Polskojęzycznym.
**Ukraińców zresztą też, ale to już nie nasz problem.

 

fot. KPRP

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.