Rząd niemiecki, notujący rekordowy poziom niepopularności – postanowił zastosować metodę Tuska, tzn. uderzyć w histeryczne tony wojenne i antyrosyjskie.
Zanim jeszcze na dobre ruszyło śledztwo w sprawie aktów sabotażu, a raczej niebyt udolnych aktów sabotażu, na terenie tego kraju (lotnisko w Lipsku, sieci energetyczne w Dormagen w Nadrenii Północnej-Westfalii, elektrownia Jaenschwalde w Brandenburgii) – rząd kanclerza Friedricha Merza oficjalnie oskarżył Rosję o próbę destabilizacji kraju poprzez ataki „terrorystyczne”.
Od samego początku każdy rozsądny obserwator poddawał w wątpliwość tę wersję, ale niemieckie media i politycy wiedzieli swoje. Mechanizm jest ten sam co w Polsce – dochodzi do uszkodzenia toru kolejowego pod Puławami, najpierw rząd zapowiada śledztwo, ale na drugi dzień wychodzi Donald Tusk i oficjalnie obwieszcza, że za tym wszystkim stoją „rosyjskie służby specjalne”. Radosław Sikorski wzywa „na dywanik” ambasadora Rosji i wyraża stanowczy sprzeciw a przy okazji nakazuje zamknąć kolejny rosyjski konsulat. Notujemy kolejny rekord świata – „śledztwo” trwa góra 48 godzin.
Merz posłużył się tą samą metodą rządzenia – wskazano winnego nie w wyniku śledztwa, ale decyzją polityczną. Niemieckie służby potrzebowały dwóch lat, żeby ustalić sprawców wysadzenia Nord Stream, a Merz potrzebował kilku dni, by rozwikłać zagadkę w sumie niezbyt groźnych incydentów w kilku miejscach kraju. Akurat tak się „przypadkowo złożyło”, że te ustalenia rządu zbiegły się z końcem kampanii wyborczej w wyborach do Landtagu Saksonia-Anhalt, gdzie opozycyjna Alternatywa dla Niemiec (AfD) prowadzi z sondażach, co wywoływało panikę establishmentu. AfD w propagandzie oficjalnej jest „V kolumną Putina”. Jeśli tak, to jaki cel miałby Putin, żeby tymi atakami osłabić pozycję swojego ewentualnego politycznego sojusznika? Na to logiczne pytanie nikt oczywiście nie ma zamiaru odpowiadać.
Politolodzy z prawdziwego zdarzenia od kilku lat zastawiają się nad przyczynami irracjonalnego zachowania tzw. elit europejskich, zarówno tych brukselskich, jak i większości państw, w tym Polski. Chyba rację ma Emmanuel Todd, który w swojej głośnej książce pt. „Klęska Zachodu” napisał:
„Pomimo jednak tych absurdów i niedorzeczności Europa nie uwikłała się w tę wojnę przez przypadek, z głupoty czy przez pomyłkę. Coś ją do tego pchnęło – i nie wszystko można zrzucić na Stany Zjednoczone. Tym czymś jest jej własna implozja. Projekt europejski umarł. Poczucie społecznej i historycznej pustki ogarnęło nasze elity i klasy średnie. W tym kontekście rosyjski atak na Ukrainę jawił się jako dar losu. Komentatorzy medialni zresztą się z tym nie kryli: Putin, swoją „specjalną operacją wojskową” przywracał sens idei integracji europejskiej; Unia potrzebowała zewnętrznego wroga, by się na nowo zjednoczyć i ruszyć naprzód. Ten optymistyczny ton skrywał jednak mroczniejszą prawdę. Unia jest biurokratycznym molochem, niemożliwym do zarządzania i – dosłownie – nienaprawialnym. Jej instytucje funkcjonują, ale jak maszyna na jałowym biegu – pracują, lecz niczego nie napędzają. Wspólna waluta doprowadziła do nieodwracalnych nierównowag wewnętrznych. Reakcja na „zagrożenie ze strony Putina” niekoniecznie świadczy o próbie odzyskania równowagi, lecz może być – przeciwnie – wyrazem impulsu samobójczego, niewypowiedzianej nadziei, że ta niekończąca się wojna ostatecznie wszystko wysadzi w powietrze”.
Jan Engelgard
PS. W tych godzinach pojawiały się informacje, które poddają w wątpliwość wersję rządu Merza. Do niemieckich mediów zaczęły trafiać listy osoby podającej się za autora ataków. Co niezwykłe, pisma zostały podpisane nazwiskiem. Według dziennika „Taz” policja poszukuje obecnie mężczyzny z Gevelsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii. Gazeta podaje, że chodzi o Daniela V., mężczyznę po 40., z wykształceniem medycznym. Policja potwierdza poszukiwania osoby z Gevelsbergu, ale wciąż sprawdza autentyczność listów. Być może to fałszywy trop, ale należało się raczej nie spieszyć z ferowaniem przedwczesnych wyroków. Jednak rząd niemiecki uznał, że musi go wydać przed datą wyborów w Saksonii-Anhalt.



