RecenzjePiskorski: biografia Putina bez emocji

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Pisanie biografii wciąż żyjącego i aktywnego polityka to zadanie wyjątkowo karkołomne, a do tego obarczone ogromnym ryzykiem, bo przecież jego przyszłe zachowania, wypowiedzi i decyzje zburzyć mogą całą biograficzną narrację.

A już z pewnością próba szczegółowego prześledzenia życiorysu Władimira Putina to przedsięwzięcie niemal z punktu widzenia autora heroiczne (chyba, że autor jest propagandystą i tanim paszkwilantem, a tych przecież jest sporo). Podjął się go brytyjski dziennikarz Philip Short. Czy uniknął oczywistych pułapek?

Korespondent i jego źródła

Anglik Philip Short przez lata był korespondentem czołowych mediów brytyjskich (BBC, „The Economist”, „The Times”) w Moskwie, Pekinie i Waszyngtonie. Obecnie mieszka w południowej Francji. Lata pracy, m.in. w stolicy Rosji, zaowocowały mnóstwem kontaktów, których zdobycie byłoby doprawdy niełatwe dla każdego innego autora, w tym dla takiego, który wywodziłby się z kręgów akademickich. Short to wprawdzie dziennikarz, ale jednocześnie człowiek łączący umiejętności typowe dla swojego zawodu z systematycznością i klarownością popartego źródłami wywodu, charakterystyczną dla uczonych. Wcześniej dał się poznać szerszemu gronu czytelników jako autor biografii Pol Pota (wydanie polskie: Pol Pot. Pola śmierci, Warszawa 2016), Mao Zedonga i Françoisa Mitteranda.

Nad biografią rosyjskiego prezydenta Short pracował przez długich osiem lat. Przeprowadził kilkadziesiąt rozmów i wywiadów z analitykami, byłymi urzędnikami i dyplomatami, a także z ludźmi, którzy poznali Putina we wcześniejszych okresach jego życia i działalności. Do tego dodał lekturę niezliczonych wystąpień, wywiadów i nagrań rosyjskiego przywódcy. Sięgnął też po prasę (choć z pewnym, typowym dla Anglosasów, ciążeniem w kierunku mediów w Rosji opozycyjnych, zbliżonych do tamtejszych liberałów) i prace innych dziennikarzy oraz uczonych, również rosyjskich.

Formujące doświadczenia

Gdy niektórzy zastanawiają się nad ogromną wagą, którą Władimir Putin przykłada do radzieckiego zwycięstwa z hitlerowskimi Niemcami, najczęściej zapominają o historii jego własnej rodziny. Takich historii jest oczywiście w rosyjskim społeczeństwie tak wiele, że przerastają w zbiorową pamięć i historyczną tożsamość. Późniejszy rosyjski prezydent jeszcze w dzieciństwie słyszał o losie swojej rodziny podczas oblężenia Leningradu. To wtedy zmarł w wieku niemowlęcym jeden z jego starszych braci. „Słuchając tych opowieści, Wołodia zrozumiał, przez co przeszli jego rodzice” – pisze Short. Do tych doświadczeń z ustnej historii rodzinnej dodać można jeszcze partyzancką walkę jego ojca w niedalekiej Estonii, w szeregach grupy dywersyjnej.

Później Putina wychowywała leningradzka ulica; jak wiemy, faktycznie był o krok od tego, by stać się jednym z chuliganów i wybrać całkowicie inny model życia. Jego ojciec był w Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, lecz – podobnie jak matka – również był prostym robotnikiem. Pokój w komunalnym mieszkaniu na ulicy Baskowa, spartańskie warunki i niebezpieczne włóczęgi – to doświadczenia obce większości przywódców tzw. świata zachodniego, które Putina kształtowały w najmłodszych latach.

Philip Short opisuje następnie, jak obecny rosyjski przywódca uniknął charakterystycznych dla wieku i otoczenia zagrożeń dzięki uprawianiu sportów walki (judo, sambo) i przykładnej nauce, w tym języka niemieckiego. Później było zgłoszenie się do miejskiego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB), bez znajomości, z przysłowiowej ulicy. To tam podpowiedziano mu, pół żartem, pół serio, że przed złożeniem aplikacji do radzieckich służb specjalnych, o pracy w których marzył, powinien ukończyć studia, najlepiej prawnicze. I tak trafił na Uniwersytet Leningradzki. Po jego ukończeniu został przyjęty do KGB, w którym początkowo zajmował się bezpieczeństwem wewnętrznym. Czy to go, jak chcą niektórzy, jakoś szczególnie ukształtowało? „Putin był już Putinem zanim zaczął służbę w KGB” – pisze Short. I pewnie ma rację.

Mało mówić, dużo słuchać

Z relacji ludzi, którzy znali go od najmłodszych lat wyłania się obraz człowieka skrytego, introwertyka, bardzo rzadko pokazującego emocje i dążącego do zachowania pełnej samokontroli. Być może cechy te powiązać można ze sportem, który uprawiał – wschodnimi sztukami walki, za którymi stoi przecież cała filozofia życia.

Po latach spędzonych w Niemczech, Władimir Putin zachował do tego kraju pewien sentyment. Wśród jego najbliższych znajomych znalazło się sporo Niemców, nie tylko tych, których poznał jako funkcjonariuszy Stasi w latach 1980. Jednym z nich był Franz Sedelmayer, młody bawarski biznesmen, który u progu transformacji zaczął inwestować w Petersburgu. Short przytacza słowa jego charakterystyki rosyjskiego prezydenta: „Był ciekawy, oczywiście bacznie obserwujący. I zawsze zachowywał kontrolę nad sobą i nad sytuacją. Zachowywał się różnie przed różnymi ludźmi. Był niczym kameleon. Tworzył dla nich lustrzane odbicie pokazujące go takim, jakim – w jego przekonaniu – chcieli go widzieć. Był dobry w wyciąganiu informacji od ludzi, lecz podchodził z rezerwą do rozmów o osobach trzecich. Nie był człowiekiem, który by się otwierał. Życie prywatne utrzymywał w prywatności. Utrzymywał ścianę między swoimi znajomymi a rodziną. Nigdy nie opowiadał o swoich rodzicach, o swojej żonie. Nie mogę sobie przypomnieć ani jednego przypadku, żeby mówił mi coś nowego na temat swej przeszłości prywatnej”.

Samokontrola i dyscyplina wewnętrzna przejawiała się też w codziennym stylu życia rosyjskiego prezydenta. Short opisuje stałe elementy rozkładu dnia Władimira Putina: „Gdy nie był w podróży, zaczynał dzień w Nowym Ogariewie od półgodzinnych ćwiczeń, po których przepływał 20 do 30 basenów olimpijskich. Jeśli tylko było to możliwe, później trenował przez kolejną godzinę – albo w domu po śniadaniu, na które jadł zazwyczaj kaszę, albo na sali gimnastycznej na Kremlu, po lunchu, który składał się z kefiru i owoców. Niezależnie od tego, gdzie był, starał się ćwiczyć codziennie od półtorej do dwóch godzin. Jego pasją było pływanie”.

Sprawności fizycznej Putina towarzyszyła znakomita pamięć i sprawność intelektualna. Jego rozmówcy relacjonowali, że zazwyczaj na spotkaniach pojawiał się bez żadnych notatek, za to znakomicie przygotowany. Były niemiecki ambasador, Hans-Friedrich von Ploetz wspominał: „Rozmawialiśmy sporo w cztery oczy. Nigdy nie robił notatek. Ale, jeśli powiedział, że coś zrobi, było to zrobione”.

Jak najmniej konfliktów

Philip Short obszernie opisuje gigantyczne problemy Rosji z korupcją i innymi patologiami administracji publicznej. Analizuje przy tym reakcje Putina na poszczególne skandale. Wyłania się z nich obraz polityki kadrowej charakterystycznej dla rosyjskiego prezydenta.

Biograf przytacza jego słowa o tym, że nie przywykł pielęgnować urazy, wychodząc z założenia, że obecni przeciwnicy mogą być w przyszłości sojusznikami. Przykładem może być tu powierzenie odpowiedzialnych zadań Władisławowi Surkowowi, wcześniej pracującemu dla oligarchicznego wroga Putina, Michaiła Chodorkowskiego. Na dodatek uznawał, że wyrzucanie ludzi ze stanowisk nie oznacza wcale, że na ich miejsce przyjdą lepsi. Typową dla niego reakcją w przypadku kolejnych kryzysów było przenoszenie ich sprawców na inne stanowiska. Pod tym względem przywództwo Putina jest przeciwieństwem jakiejkolwiek dyktatury, która opiera się przecież na strachu i niepewności podwładnych.

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że Putin ściągnął na najwyższe stanowiska w państwie i państwowym sektorze gospodarki liczne grono swoich znajomych i osób zaufanych z czasów, gdy był zastępcą mera Petersburga, lub z grona dawnych towarzyszy służby w KGB. Poza tym, jego polityka kadrowa polegała na łączeniu zasobów z różnych środowisk i sfer. Jak twierdzi Philip Short, czasem sięgał po przyjaznych oligarchów (np. Olega Deripaskę czy Arkadija Rotenberga), czasem po petersburskich liberałów, a innym razem po przedstawicieli struktur siłowych, lub młodych technokratów awansowanych z prowincji.

Żądanie szucnku i nieingerencji

„Szacunek miał dla Putina fundamentalne znaczenie. Czy w latach chłopięcych na ulicy Baskowa, czy dla Rosji jako wielkiego mocarstwa, potrzeba bycia szanowanym była stałą zasadą w jego życiu” – pisze Philip Short. Z biografii rosyjskiego prezydenta wyłania się obraz człowieka, który nieustannie domaga się partnerskiej, równoprawnej rozmowy, miejsca dla swojego kraju odpowiadającego jego skali. Z czasem przechodzi przez proces coraz większej emancypacji, uwolnienia się od kompleksów wobec tzw. Zachodu. Wystarczy zwrócić uwagę na ewolucję retoryki ostatnich lat w odniesieniu do zagranicy: najpierw nieustannie mówiono w Rosji o „naszych partnerach”, by z czasem wyeliminować to nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, lecz związane bardziej z życzeniami określenie na rzecz innych, bardziej odpowiadających stosunkowi tzw. Zachodu do Moskwy i charakterowi ich relacji.

Kolejną wartością podkreślaną nieustannie przez Władimira Putina przez lata była suwerenność, rozumiana również jako niezgoda na zewnętrzną ingerencję w wewnętrzne procesy i wydarzenia polityczne. Doświadczenie Rosji w tym zakresie nie pojawiło się dopiero na początku obecnego wieku, wraz z tzw. kolorowymi rewolucjami. Istniało wcześniej i było znacznie bliższe. Warto przytoczyć, co Philip Short pisze o rosyjskich wyborach prezydenckich w 1996 roku: „Aby zagwarantować, że nie powrócą rządy komunistyczne, Stany Zjednoczone i rządy innych krajów zachodnich wsparły kampanię wyborczą Jelcyna. W pewnym sensie nie było to niczym nowym. W okresie zimnej wojny, zarówno Rosja, jak i Stany Zjednoczone próbowały wpływać na wybory w krajach przeciwnego obozu. Po raz pierwszy jednak Zachód próbował wywrzeć wpływ na wynik wyborów w samej Rosji. Zastosowane metody mieściły się zazwyczaj w ramach normalnych relacji międzypaństwowych: tajne pożyczki, przyspieszona wypłata kredytów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oficjalna wizyta prezydenta Clintona w czasie kampanii wyborczej i wysłanie na prośbę rosyjską amerykańskich strategów wyborczych do sztabu Jelcyna. Powstał jednak precedens, który 20 lat później uderzył w Amerykanów, o czym powinno się pamiętać”. Oczywiście, Short nawiązuje tu do oskarżeń wysuwanych pod adresem Moskwy o wspieranie kandydatury Donalda Trumpa w 2016 roku.

Zresztą, jak twierdzi zupełnie słusznie, odrzucenie przez Rosję zasad demokratycznych tak opiewanych na Zachodzie dokonane zostało właśnie rękoma hołubionego przez ów Zachód Borysa Jelcyna. O tym trzeba pamiętać, rzucając oskarżenia o łamanie standardów demokratycznych przez jego następcę, Władimira Putina.

Liberalny Europejczyk

Bardzo istotnym wnioskiem z lektury książki Philipa Shorta jest oparte na olbrzymiej ilości przeanalizowanego materiału z wypowiedziami Władimira Putina przekonanie, iż w istocie prezydent Rosji przez większą część swojego życia przejawiał wyraźne upodobanie do europejskiego liberalizmu, rozumianego czasem w sposób uproszczony i nieco szablonowy. W odwiecznym rosyjskim sporze okcydentalistów ze słowianofilami, Putin był zapadnikiem. Bliższy był mu wzorzec Piotra Wielkiego niż Iwana Groźnego, jeśli sięgnąć po totemiczne dla obu obozów carskie figury.

Jeszcze podczas pracy w rezydenturze KGB w Dreźnie, w latach 1980., „Putin twierdził, że kluczowa jest własność prywatna. Żeby zmotywować ludzi, trzeba pozwolić im na gromadzenie majątku i przekazywanie go swoim dzieciom. Jeśli gospodarka ma się rozwijać, musi istnieć konkurencja” – pisze biograf.

Jak twierdzi Philip Short, prozachodnie, liberalne przekonania rosyjskiego przywódcy nie były wszakże motywowane ideologicznie, lecz – jak wiele innych jego poglądów – czysto pragmatycznie. Uznawał po prostu, że transformacja do modelu zachodniego, dołączenie do wiodących sił ekonomicznych i politycznych, skopiowanie ich rozwiązań umożliwi Rosji zajęcie odpowiedniej pozycji w porządku światowym.

Otwarty na Waszyngton

Ale to nie wszystko. Władimir Putin deklarował się wielokrotnie nie tylko jako Europejczyk, ale również polityk gotowy do współpracy z całym, szeroko rozumianym Zachodem, w tym z jego anglosaskim jądrem. Dotyczyło to również Stanów Zjednoczonych. „Zainteresowanie Putina lepszymi stosunkami z Ameryką nie było czymś na pokaz – było prawdziwe” – pisze Short o początkach prezydentury Władimira Putina. W pierwszym roku prezydentury podkreślał wprost, że Waszyngton nie jest już dla Moskwy przeciwnikiem, lecz partnerem. Biograf rosyjskiego prezydenta utrzymuje, że było to związane również z personalnymi relacjami z George’m W. Bushem, przypominając zresztą słowa tego ostatniego na temat rosyjskiego odpowiednika z 2000 roku: „Popatrzyłem człowiekowi w oczy. Stwierdziłem, że jest bardzo bezpośredni i wiarygodny. Mieliśmy bardzo dobrą rozmowę. Zdołałem wejrzeć w jego duszę: to człowiek głęboko oddany swojemu krajowi i jego dobrze rozumianym interesom”.

Współpraca stała się jeszcze bardziej intensywna po zamachach na World Trade Center z 11 września 2001 roku. Putin stwierdził wówczas, że nie tylko Stany Zjednoczone, lecz także NATO gotów jest traktować jako sojusznika w walce z terroryzmem.

Waszyngton nie chce kooperacji

Erozja wzajemnych stosunków zaczęła się wraz z falą kolorowych rewolucji na obszarze postradzieckim, z pomarańczową rewolucją w Kijowie na czele. Amerykanie nie wykorzystali szansy, jaką było nastawienie rosyjskiego przywódcy na bliską współpracę z nimi. Nie pomogły też deklaracje, które padły na początku drugiej kadencji Busha; amerykański prezydent uznał w duchu neokonserwatywnych jastrzębi, że jednym z podstawowych zadań Waszyngtonu będzie teraz wspieranie ruchów „demokratycznych” na całym świecie.

„Rosja nie eksportowała już swojej ideologii i systemu wartości. Zamiast niej robiły to Stany Zjednoczone” – zauważa Short i wymienia cały szereg ingerencji amerykańskich w procesy polityczne na obszarze postradzieckim.

Waszyngton nie tylko odrzucił wyciągniętą rękę Moskwy, ale na dodatek robił wszystko, co w jego mocy, by przeszkodzić współpracy rosyjsko-europejskiej w różnych obszarach. Szczególnie w sferze energetycznej. „To był amerykański konik od czasów administracji Reagana, która usiłowała zablokować budowę gazociągów do Europy Zachodniej w latach 1980. Nabrało to jednak teraz nowego wymiaru, bo poza kwestiami geopolitycznymi, Waszyngton poszukiwał europejskich rynków zbytu dla amerykańskiego gazu skroplonego (LNG)” – pisze Short.

Biograf Putina uznaje, że rosyjski przywódca pozbył się złudzeń co do możliwości współpracy z Zachodem dopiero w 2006 roku, po niemal sześciu latach prezydentury. Długo się wahał; „twardogłowi, jak Sieczyn czy Patruszew od samego początku wątpili w zainteresowanie rządów zachodnich prawdziwym, partnerskim dialogiem z Moskwą. Putin nie śpieszył się z uznaniem ich sceptycyzmu za zasadny”. Analizując zachowanie Rosjan i Amerykanów, Short dochodzi w końcu do wniosku, że „wniosek był taki, że Rosja stała ramię w ramię ze swoimi sojusznikami, gdy byli w potrzebie. Ameryka tego nie robiła”.

„Wbrew twierdzeniom amerykańskim, tarcza była obronna tylko z nazwy. W rzeczywistości stanowiła integralną część potencjału ofensywnego Ameryki” – pisze brytyjski dziennikarz o instalacji tzw. tarczy antyrakietowej w Rumunii i w Polsce, które doprowadziło do kolejnego zaostrzenia relacji na linii Moskwa – Waszyngton.

Czy w relacjach rosyjsko-amerykańskich coś uległo zmianie, gdy w Białym Domu zasiadł uważany bezpodstawnie za prorosyjskiego Donald Trump? „Niszczenie mechanizmów pozwalających na zachowanie równowagi militarnej przyspieszyło po objęciu urzędu przez Trumpa. Paradoks polegał na tym, że to za prezydenta, który mówił nieustannie o konieczności poprawy stosunków Ameryki z Rosją, relacje pogarszały się znacznie szybciej niż za jego poprzedników” – odpowiada Short.

Podsumowując rozważania o rozczarowaniu Putina tzw. Zachodem, Philip Short przypomina słowa rosyjskiego prezydenta skierowane podczas dyskusji Klubu Wałdajskiego w 2017 roku do amerykańskiego uczonego: „Naszym największym błędem było to, że za bardzo wam zaufaliśmy. Waszym błędem było uznanie tego zaufania za naszą słabość i nadużywanie go”.

Radziecka katastrofa geopolityczna 

Jak wiemy, stosunek Władimira Putina do radzieckiej przeszłości jest dość ambiwalentny. Short przypomina, że pierwszy szok związany z rozpadaniem się imperium Putin przeżył jeszcze w Niemieckiej Republice Demokratycznej, widząc, że wszechpotężna do tej pory Moskwa nie jest w stanie powstrzymać procesów rozkładowych u swojego wschodnioniemieckiego sojusznika.

Kolejny szok przeżył już po powrocie do kraju. Estońscy nacjonaliści postawili wówczas słupy graniczne na terenie położonym w głębi Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Na ziemiach, na których podczas wojny partyzantem był jego ojciec. Wówczas wydawało mu się czymś niewyobrażalnym powstanie niepodległych państw bałtyckich.

Philip Short obala w swojej książce kolejny mit, związany tym razem ze słynną wypowiedzią Putina z 2005 roku, w której miał stwierdzić, że rozpad ZSRR to największa katastrofa geopolityczna XX wieku. „Jak utrzymywał później, mówiąc o katastrofie, miał na myśli wymiar wyłącznie humanitarny” – podkreśla Brytyjczyk. Trudno się z nim nie zgodzić, biorąc pod uwagę liczne jednoznacznie krytyczne wobec epoki radzieckiej wypowiedzi rosyjskiego prezydenta.

Konserwatywny putinizm

Z czasem, jak słusznie zauważa Short, poglądy Władimira Putina ulegały pewnej ewolucji. Od wyraźnego liberalizmu podążał w kierunku coraz bardziej zdecydowanego konserwatyzmu. Poza wspomnianym już pragmatyzmem, Putin miał zatem określone, krystalizowane z biegiem lat przekonania. Philip Short dochodzi zatem do wniosku, podobnie jak u nas przed laty prof. Andrzej Walicki, że da się wyróżnić pewien zestaw przekonań i źródeł inspiracji charakterystyczny dla rosyjskiego przywódcy.

Jego niewątpliwą częścią jest przywiązanie do prawosławnego chrześcijaństwa, pomimo wielowyznaniowego charakteru rosyjskiego społeczeństwa.  Short twierdzi, że rosyjski prezydent jest niewątpliwie pogrążony w prawosławnej religijności, być może pod wpływem obecnego metropolity Tichona Szewkunowa. „Pojawił się u niego zwyczaj, aby się żegnać za każdym razem, gdy wymieniany był Szatan, rozpowszechniony wśród prawosławnych mnichów, lecz raczej nie wśród osób świeckich. Kreml poinformował, że archimandryta Tichon, przełożony położonego niedaleko Łubianki Monasteru Sreteńskiego, został spowiednikiem Putina. Młodszy o 10 lat od prezydenta, noszący rudo-brązową brodę i związane w kucyk długie włosy Tichon zaprzeczał tym związkom, lecz Pugaczew, który przedstawił ich sobie pod koniec lat 1990., gdy Putin był szefem FSB, mówił, że niewątpliwie duchowny miał do niego bliski dostęp” – pisze brytyjski biograf.

Do idei konserwatywnych przekonywał rosyjskiego przywódcę również słynny reżyser Nikita Michałkow. To właśnie on zarekomendował mu prace konserwatywnego, emigracyjnego myśliciela Iwana Iljina. Poglądy Putina ukształtowały również lektury klasyków filozofii religijnej XIX i XX wieku – Władimira Sołowjowa i Nikołaja Bierdiajewa, a także historyka Wasilija Kluczewskiego.

Short twierdzi, że z czasem u Putina pojawiało się coraz więcej elementów przekonania, że stoi przed nim ogromna misja. Przytacza nietypowe dla niego, emocjonalne wypowiedzi na temat Rosji i dochodzi do wniosku, że „wypowiadał je nie prezydent, lecz kapłan-król”.

Czerwone linie 

Od samego początku Putin zwracał uwagę na kolejne łamane przez Waszyngton obietnice zatrzymania ekspansji NATO w kierunku granic Rosji. Robili to nie tylko politycy rosyjscy. Jak przypomina Short, przeciwnikami rozszerzenia sojuszu byli „George Kennan, Richard Pipes, Jack Matlock i Strobe Talbott, którzy ostrzegali, że krótkoterminowe korzyści z przyjęcia do NATO krajów środkowo- i wschodnioeuropejskich, przeważone zostaną przez długoterminowe szkody w relacjach z Rosją. Podobną opinię przekazywała do Białego Domu CIA”.

Czerwoną linią wyznaczoną przez samego Władimira Putina była kwestia ekspansji NATO na obszarze postradzieckim, za wyjątkiem krajów bałtyckich, z których członkostwem musiał się pogodzić. Chodziło więc o Gruzję, ale przede wszystkim Ukrainę, której Putin w swoich rozważaniach poświęcał dużo miejsca od lat, uznając ją za państwo zamieszkałe przez bliski, bratni naród i naturalnego sojusznika. W 2008 roku obecny szef CIA William Burns był ambasadorem w Moskwie. Short przytacza fragment jego notatki z tego okresu skierowanej do sekretarz stanu Conoleezzy Rice. „Wstąpienie Ukrainy do NATO to najbardziej jaskrawa z czerwonych linii dla elit rosyjskich (nie tylko dla Putina). Po ponad dwóch i pół roku moich rozmów z kluczowymi postaciami w Rosji, od betonu z najciemniejszych zakątków Kremla, po najostrzejszych liberalnych krytyków Putina, nie spotkałem jeszcze nikogo, kto nie uznawałby Ukrainy w NATO za bezpośrednie wyzwanie dla interesów rosyjskich. Na tym etapie przyznanie Mapy Drogowej do Członkostwa (MAP) nie byłoby uznane za krok techniczny, lecz za rzucenie strategicznej rękawicy. Obecna Rosja na to odpowie” – pisał późniejszy szef wywiadu.

Pierwszym sygnałem, po słynnym przemówieniu Putina na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 roku, że Moskwa traktuje owe czerwone linie poważnie była jej operacja w Gruzji latem 2008  roku. Jak słusznie zauważa Philip Short, „wojna, którą później media i rządy zachodnie określały mianem inwazji rosyjskiej, rozpoczęta została przez Gruzję, nie przez Rosję”.

Ukraina

Philip Short na kartach biografii prezydenta Putina konsekwentnie wypunktowuje prowokacyjne wobec Rosji działania na Ukrainie, które w efekcie doprowadziły do obecnej, zbrojnej fazy konfliktu.

„Paul Wolfowitz nie był już we władzach, ale jego idee przetrwały. Carl Gershman, wieloletni prezes National Endowment for Democracy, nazwał Ukrainę ‘największą zdobyczą’ Ameryki, jaką udało się wyrwać z objęć Rosji. Kilka lat później odpowiedzialny za politykę ukraińską w Białym Domu Aleksandr Vindman określał ją mianem państwa buforowego – ‘zapory przed rosyjską agresją w Europie Wschodniej, kluczowej dla interesów Stanów Zjednoczonych i NATO” – przypomina. W Waszyngtonie zwyciężyła ostatecznie frakcja jastrzębi, głuchych na przestrogi realistów i znawców Rosji.

W kontekście Ukrainy, ale również rosyjskiej operacji antyterrorystycznej w Syrii rozpoczętej w 2015 roku, Short zauważa nabrzmiewające rozdźwięki między Waszyngtonem a Starym Kontynentem. Wspomina o Emmanuelu Macronie, który, podobnie jak kanclerz Angela Merkel, miał uznawać, że „niezależnie od poglądu Amerykanów, Rosja poddana izolacji i wroga nie była w długofalowym interesie Europy”.

Short opisuje też sytuację po przewrocie w Kijowie w 2014 roku. Pisząc o Donbasie, słusznie zwraca uwagę, że tamtejszy separatystyczny ruch oporu trudny był do kontrolowania przez Moskwę, mając nieco chaotyczny, momentami anarchiczny charakter. To też miało przyszłe konsekwencje, szczególnie jak Kijów zadeklarował, że odchodzi od realizacji porozumień mińskich.

Rozprawa z mitami

Short daleki jest od idealizacji Władimira Putina. Uznaje jednak, że przypisywanie mu działań i win musi opierać się choćby na uprawdopodobniających poszlakach. Tym ostatnim autorzy większości tekstów o współczesnej Rosji kompletnie się tymczasem nie przejmują.

Według nich, już samo dojście do władzy Putina możliwe stało się dzięki rzekomo zorganizowanych (operacja fałszywej flagi) zamachach terrorystycznych w szeregu rosyjskich miast w roku 1999. Short trzeźwo zauważa, że, gdyby tak rzeczywiście było, rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa bez większych problemów zorganizowałaby fałszywe przyznanie się do popełnienia aktów terroru przez walczących wówczas z Moskwą czeczeńskich separatystów i islamistów. Nic takiego nie miało miejsca. „To, co wydawało się w sposób żelazny niezaprzeczalne, oparte na nieodpartych dowodach, wskazujących na to, że to Kreml stał za demonicznym schematem zabijania własnych obywateli, by przekazać władzę wybranemu przez siebie kandydatowi, nie wytrzymuje próby przy bliższym spojrzeniu” – pisze brytyjski biograf.

Kolejnym obalanym przez brytyjskiego dziennikarza mitem jest teza o jakimś ogromnym bogactwie i majątku rosyjskiego prezydenta. „Jego przyszłość jest zagwarantowana, podobnie jak była przyszłość Jelcyna, nie pieniędzmi, lecz przez tych, którzy go zastąpią. Są też inne powody, by wątpić, że Putin ma jakiś znaczny majątek prywatny. Jako prezydent ma dostęp do wszystkiego, co zechce” – pisze Short.

Trzeźwy opis zamiast demonizacji

Shortowi przyświecały podczas pracy nad biografią rosyjskiego prezydenta przytaczane przez niego słowa amerykańskiego historyka, Richarda Hofstadtera, który u szczytu zimnej wojny zauważył, że jego rodacy (dodajmy – w ślad za nimi cały tzw. świat zachodni) mieli tendencję do postrzegania przeciwnika w kategoriach „modelu absolutnego zła, rodzaju amoralnego supermena, występnego, wszechobecnego, wszechpotężnego, okrutnego, czerpiącego korzyści ze zła, które wyrządza”.

Nie oznacza to, że najnowsza biografia Władimira Putina wolna jest od tendencyjności i błędów. Po pierwsze, widać wyraźnie, że dobór źródeł podyktowany był pewnymi tezami. Najważniejsza z nich to przekonanie o dogłębnym zepsuciu życia publicznego w Rosji, prezentowane z punktu widzenia przypominającego nieco diagnozy i retorykę Aleksieja Nawalnego. Nie znaczy to, że Rosja korupcją przeżarta nie jest, warto jednak może wskazać na to, że nie jest pod tym niechlubnym względem jakoś wyjątkowa. Po drugie, w biografii autorstwa Shorta z oczywistych względów pominięto w zasadzie sferę relacji, kontaktów Putina ze światem niezachodnim. Trudno jednak sobie wyobrazić, by autor mógł równie swobodnie jak po anglosaskie sięgać po źródła np. chińskie. Po trzecie, w pracy pojawiają się błędy, na których uniknięcie pozwoliłaby porządna redakcja i korekta. Dotyczą one niektórych dat, nazwisk i umiejscowienia wydarzeń.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że w obecnych czasach książka byłego dziennikarza BBC może być czytana jako odtrutka na propagandowe wyziewy nienawiści i surrealistyczne teksty ukazujące się na temat rosyjskiego prezydenta w mediach zachodnich. Short ukazuje Putina jako człowieka, mającego swe słabości, cechy charakterystyczne, ale jednocześnie będącego kimś, kto na tle wielu przywódców tzw. Zachodu jest znacznie bardziej interesujący, nie tylko pod względem poglądów i roli w świecie, ale również osobowości. Choćby dlatego warto byłoby postarać się o polski przekład biografii rosyjskiego prezydenta. Autor tymczasem zapowiada zaś, że bierze się za kolejne wyzwanie – biografię chińskiego przywódcy Xi Jinpinga. Czekamy.

Mateusz Piskorski

Philip Short, Putin, Henry Holt and Co., New York 2022, ss. 864.

Redakcja