PublicystykaBardziej nienawidzą Żydów niż kochają Polskę

Przemysław Piasta3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Nie raz wytykamy naszym oponentom, że bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. W tej postawie celuje nasza neosanacyjna władza, która dla symbolicznego choćby zaszkodzenia, czy wręcz jedynie dokuczenia naszym wschodnim sąsiadom, gotowa jest poświęcić konkretne polskie interesy. Tak się dzieje, gdy zamiast rozumem kierujemy się obsesjami.

Okazuje się jednak, że nie jest to jedynie problem pogrobowców piłsudczyzny. Sprawa pana Olszańskiego vel Jabłonowskiego wyraźnie pokazała, że identyczną postawę przyjmują także niektóre osoby określające się, i zapewne identyfikujące się, jako narodowcy. Przy czym ostrze nienawiści, silniejszej niż miłość do własnego państwa i narodu, kierowane jest przez nich nie wobec Rosji, a wobec Żydów.

Obserwując w ostatnich dniach polskie media można odnieść wrażenie, że w tajemniczy sposób przenieśliśmy się do Polski lat trzydziestych ubiegłego wieku. Tymczasem wystarczy oderwać się od ekranów telewizorów i komputerów by przekonać się, że na ulicę Miłą, która obecnie jest całkiem miła, nie wróciły domy surowe, trzypiętrowe, czteropiętrowe ani zakład pogrzebowy, ani jatka i sklepik z balonem wody sodowej. Tabuny Żydów funkcjonują co najwyżej w urojeniach tych, którzy na urojenia cierpią, zatem wariatów.

Co nie znaczy, że Żydów w dzisiejszej Polsce nie ma. Jak najbardziej są. Przynależność do tej mniejszości narodowej, podczas przeprowadzonego w 2011 r. narodowego spisu powszechnego ludności i mieszkań zadeklarowało 7353 obywateli polskich. Zakładając, że rząd wielkości więcej mamy w Polsce osób pochodzenia żydowskiego, które kultywują swe tradycje, daje to liczbę 80 tysięcy osób. To nieco ponad 0,02% populacji Polski. Kropla w morzu. Tymczasem w roku 1921 Żydzi stanowili 7,6% ogółu ludności a w roku 1931 już 8.6%. W kresowych miasteczkach często stanowili żywioł dominujący. Tak liczna, nieasymilująca się społeczność wykazująca wobec państwa postawy bierne lub jawnie wrogie. stanowiła poważny społeczny, polityczny i ekonomiczny problem. 90 lat temu. Nie dzisiaj. Jeśli ktoś tego nie widzi jest albo ślepy albo zaślepiony nienawiścią.

Natomiast faktyczny problem stanowią roszczenia międzynarodowych środowisk żydowskich. Tych samych, które dwadzieścia lat temu opisał żydowski historyk Norman Finkelstein w klasycznej już książce „The Holocaust Industry”. Dla organizacji „przedsiębiorstwa holocaustu”, które usiłują wyłudzić od Polski odszkodowanie za tak zwane „mienie bezspadkowe” happening urządzony w Kaliszu przez pana Olszańskiego vel Jabłonowskiego jest znakomitym prezentem. Piękną ilustracją do opowieści o polskim antysemityzmie, wyssanym z mlekiem matki. Tak perfekcyjną, jakby była odegrana przez zawodowego aktora na zlecenie możnych mocodawców…

Równie niemądra co sama inkryminowana postawa jest argumentacja ową postawę uzasadniająca. Stanowi ona zlepek chciejstwa, braku realizmu oraz gigantycznych emocji. Czyli wszystkich budulców destruktywnego politycznego romantyzmu, który już tyle razy prowadził nas do narodowych klęsk. „Polakom nie wolno tego co wolno Żydom?” albo „Jesteśmy u siebie w domu”- czytamy w kipiących emocjami wpisach zwolenników Olszańskiego vel Jabłonowskiego. Wypowiadający tego rodzaju słowa zdają się być przeświadczeni, że to, iż we własnym mniemaniu mają słuszność (a nie mają jej), pozwala im na dowolne zachowania w dowolnych okolicznościach. Nic bardziej mylnego. Nawet słuszność racji nie pozwala na zachowania nieakceptowane w danych społecznościach. Słuszność bądź jej brak nie jest bowiem jedynym kryterium akceptowalności działania. Równie istotnym jest jego relacja wobec przyjętych w danych społecznościach zasad moralnych oraz funkcjonujących w nich tabu, czyli głębokich i fundamentalnych zakazów kulturowych. Takim tabu jest w oczywisty sposób wzywanie do nienawiści wobec grupy osób, nie ze względu na ich podłe uczynki, ale ze względu na samą przynależność. To droga, która doprowadziła w historii do każdego ludobójstwa jak na przykład rzezi Ormian czy banderowskiego ludobójstwa na Polakach. Jednak w obliczu buzujących emocji nie ma dyskusji. Każdy racjonalny argument kończy się obelgą.

Pomijając jednak aspekt etyczny i kulturowy zachowań, warto przypomnieć, że fundamentem postawy endeckiej jest skrajny realizm i wynikły z niego pragmatyzm. Narodowy demokrata, nawet sprawy słuszne podejmuje wtedy, gdy wymaga tego interes narodowy. Natomiast gdy jest odwrotnie, atrybut słuszności danej sprawy musi ustąpić pierwszeństwa dobru wyższemu, którym jest interes narodu.

Gwoli kronikarskiej rzetelności wspomnę, że niektórzy zwolennicy pana Olszańskiego vel Jabłonowskiego starają się racjonalizować swoją postawę. Twierdzą na przykład, że swobodne wypowiadanie słowa Żyd jest w ich opinii miarą wolności wypowiedzi. To dość infantylne rozumowanie. Skoro bowiem użycie słowa Żyd w przestrzeni publicznej zwiększa swobodę wypowiedzi, niniejszy tekst, w którym użyje tego słowa kilkanaście razy znacząco poszerzy przestrzeń wolności słowa. A gdybym użył go sto razy? A tysiąc? Oczywiście stałoby się dokładnie to samo, czyli nic. Herbata nie staje się słodsza od samego mieszania.

Mogę przywołać w tym miejscu kilkanaście argumentów podobnej klasy, co jednak nie wniesie do naszych rozważań nic poza pustą krotochwilą. Rzecz jasna można w ramach intelektualnej rozrywki wznieść się na szczyty sofistyki by bronić dowolnie niemądrej sprawy. Pytanie jednak czy warto. W tym przypadku prawda jest wystarczająco czytelna. Mamy do czynienia z prowokacją bądź z działaniem osób zaburzonych (by nie użyć dosadniejszych określeń). Wiele przemawia za tym drugim. Z jednego z youtubowych komentarzy dowiadujemy się na przykład, że wydarzenia z Kalisza nie były głupawym i skandalicznym happeningiem… Nie, nie, to był: „Akt Narodowo-Wyzwoleńczy dokonany przez Aleksandra Jabłonowskiego”. W jaki sposób spalenie kopi aktu prawnego wydanego przez średniowiecznego księcia dzielnicowego przyczyniło się do wyzwolenia narodu przez Olszańskiego vel Jabłonowskiego niestety nie zostało wyjaśnione. A szkoda, gdyż za tak sformowanym ciągiem – przyczynowo skutkowym musi stać iście misterne rozumowanie. To już nawet nie jest życzeniowość. To myślenie magiczne, a może nawet mesjanizm, żywcem wyjęty z co głupszych dzieł Mickiewicza.

Pomimo wszystko zwolenników pana Olszańskiego vel Jabłonowskiego nie opuszcza dobre samopoczucie. W najlepsze witają się „Czołem Wielkiej Polsce”, obwieszają gdzie popadnie mieczykami Chrobrego (raczej mieczami, wziąwszy pod uwagę ich rozmiar) i przywdziewają operetkowe mundury. I zapewne sami nie wiedzą, że w międzyczasie stali się tacy sami jak nasi neo-sanatorzy, tylko znacznie bardziej groteskowi bo upstrzeni post-endecką ornamentyką. Trochę to śmieszne, trochę smutne.

Przemysław Piasta

PS. Osobnym wątkiem, nie mającym wpływu na ocenę samych wydarzeń z Kalisza, jest reakcja władz i prokuratury, która jest zwyczajnie nieakceptowalna. Jeśli organizatorzy inkryminowanego wydarzenia cierpią na zaburzenia psychiczne wymagają leczenia, nie aresztowania. Wtedy rzeczywiście potrzebne jest im wsparcie osób życzliwych, lecz zgoła odmienne od potakiwania i zachwytów.
Jeśli natomiast poczytalność pana Olszańskiego vel Jabłonowskiego nie budzi wątpliwości to i tak na postawione zarzuty powinien on odpowiadać z wolnej stopy. W sprawie nie ma ryzyka mataczenia, materiał dowodowy jest stosunkowo oczywisty. Niestety nie po raz pierwszy tymczasowe aresztowanie, jako środek przymusu, zostało u nas w sposób jaskrawy nadużyte. To podwójnie źle, gdyż w tym przypadku tylko uwiarygadnia to postać Olszańskiego vel Jabłonowskiego w jego środowisku.

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.