PolskaBrytyjczycy nas obronią

Przemysław Piasta2 godziny temu
Wspomoz Fundacje

W czasie gdy na ulicach Warszawy rozbrzmiewają radosne rytmy ludowych piosenek, wykonywanych z okazji obrony naszej Ojczyzny przed zamachem stanu, w zaciszu Pałacu Prezydenckiego dzieją się rzeczy istotne. Prezydent Karol Nawrocki, w przerwie pomiędzy strojeniem srogich min i obroną Najjaśniejszej Rzeczypospolitej przed nawałą Niemców Tuska, podpisał ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację traktatu. I to nie byle jakiego traktatu, bo traktatu obronnego z przesławnym Albionem.

Nie wiem jak Państwo, ale ja poczułem się dużo bezpieczniej. Znów, całkiem jak w 1939 roku, Brytyjczycy gotowi są stanąć w naszej obronie. Ta wspaniała nacja już nie raz udowodniła, że jest gotowa walczyć o swe interesy do ostatniego żołnierza swoich sojuszników. Tak będzie zapewne i tym razem. W szykowanym pieczołowicie globalnym konflikcie Polska z dumą przyjęła rolę zwycięzcy moralnego. Ci spośród nas, którzy przeżyją, będą mogli z dumą, z kup gruzu, w jakie zamienią się nasze miasta, wołać: „To my stanęliśmy do boju pierwsi!”. Aż czuję dreszczyk na samą myśl.

A w traktacie same delicje. Już w artykule pierwszym Polska i Wielka Brytania określają Federację Rosyjską jako najważniejsze długoterminowe zagrożenie dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Deklarują przeciwdziałanie „rosyjskiej agresji”, koordynację polityki sankcyjnej oraz działania na rzecz pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności za naruszenia prawa międzynarodowego. Zobowiązują się do dalszego wspierania Ukrainy, w tym wojskowo, oraz uznania jej suwerenności i integralności terytorialnej w granicach międzynarodowo uznanych. Traktat przewiduje również wsparcie integracji euroatlantyckiej Ukrainy.

Przeczytajmy jeszcze raz to ostatnie zdanie. Tak, Szanowni Państwo, rządzące Polską na zmianę, pozornie skłócone plemiona dzikusów, zgodnie uznały, że w interesie Polski jest wspieranie integracji euroatlantyckiej Ukrainy. Naprawdę? Zapewne jest to w interesie Ukrainy. Prawdopodobnie także Wielkiej Brytanii. Ale czy Polski? – nie sądzę.

Piszemy tutaj od lat, że Ukraina nie jest przyjacielem Polski czy jej potencjalnym partnerem. Jest jej rywalem i potencjalnym konkurentem. Wspieranie jej członkostwa w Unii Europejskiej to działanie na szkodę polskiego rolnictwa, handlu i resztek przemysłu. Natomiast wpisywanie Ukrainy do NATO to wciąganie nas w nieuchronny konflikt z Rosją. Konfliktu, na który można patrzeć ze stoickim spokojem z punktu widzenia odległej wyspy, ale nie z punktu widzenia właściciela przyszłego pola bitwy.

Artykuł drugi jest najważniejszą częścią traktatu. To właśnie on określa zasady wzajemnej pomocy. Będą one polegały na tym, że Polska bohatersko stanie w obronie wschodniej flanki NATO i uzyska silne moralne wsparcie Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy będą szczerze żałowali każdego polskiego żywota, ba, każdego zniszczonego mostu, a nawet domostwa. Zdobędą się na najsilniejszą odpowiedź dyplomatyczną, silne gesty oburzenia, a może nawet sankcje. Marzy mi się, by w takiej sytuacji rozsypali nad Moskwą propagandowe ulotki, lecz wiem, że wymagam zbyt wiele.

Artykuł trzeci mówi o walce na froncie wewnętrznym. Dzielni Brytyjczycy będą pomagać naszym orłom w walce z dezinformacją i defetyzmem, które obok dezynterii stanowią największe zagrożenia w czasie konfliktów zbrojnych. Walkę z dezinformacją Brytyjczycy mają opanowaną w stopniu wysoce zadowalającym. Na przykład, jeśli jakiś angielski odpowiednik ruskiej onucy nazwie siejącego terror czarnoskórego przybysza właśnie siejącym terror czarnoskórym przybyszem, zostanie za tę dezinformację niechybnie aresztowany, osądzony i sprawiedliwie skazany. Te piękne zachodnioeuropejskie standardy od dawna marzą się i polskim politykom.

Artykuł czwarty dotyczy spraw gospodarczych. Wspaniale, że Polacy zgłosili się na ochotnika, by ginąć w interesie Wielkiej Brytanii, ale czyż nie byłoby jeszcze wspanialej, gdyby sami zapłacili za naboje do swoich karabinów? Sprawy ideowe sprawami ideowymi, ale przecież nie wolno zapominać o interesach.

Artykuł piąty jest tak osobliwy, że wymagałby odrębnego felietonu. Dotyczy on bowiem energetyki i zielonej transformacji, czyli tematów z obronnością nie mających wspólnego zgoła nic. Jak łatwo się domyślić, Polska i Wielka Brytania deklarują tam poparcie dla transformacji energetycznej, realizacji celów porozumienia paryskiego oraz dążenie do neutralności klimatycznej do 2050 roku. Przyznam, że czytałem to z narastającym niedowierzaniem, ale jednocześnie z fascynacją. Wyobraźcie sobie Państwo futurystyczną wizję czołgów na baterie, które nie dojechały na pole bitwy i ładują się gdzieś na stacji przy autostradzie. Albo niskoemisyjnych samolotów. Mamy nawet takie. Nazywamy je szybowcami. Mamy też niskoemisyjne drony, znane jako latawce. Jak widzicie Państwo, zachodnia myśl techniczna połączona z zieloną ideologią rozszerza perspektywy poznawcze w nieznanych dotąd kierunkach.

Mógłbym się nabijać dalej, choć temat wcale nie jest śmieszny. Jest przerażający. Polskojęzyczna banda, nieudolnie podrabiająca narodową elitę, prowadzi nas ku nieuchronnej katastrofie. W tym czasie patriotyczna część społeczeństwa zajęta jest odpustową obroną Trybunału Konstytucyjnego, którą pani Florentyna Gust z partii Razem uprzejma była nazwać “teatrem dla gojów”.

Tymczasem Polska nie jest na zawsze. Jeśli kolejny raz ją zmarnujemy, możemy już więcej jej nie odzyskać. Może i słusznie. Bo będzie to oznaczało, że po prostu na nią nie zasługujemy.

Przemysław Piasta

fot. KPRP

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.