PublicystykaAktualny i rzeczywisty obraz polskiej polityki

Jan Engelgard21 minut temu
Wspomoz Fundacje

Charakterystykę rzeczywistego stanu, w jakim obecnie znajduje się Polska i prowadzona przez nasze państwo polityka, trzeba rozpocząć od krótkiego rozpoznania i podsumowania tego, czego doświadczyliśmy na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

Od zakończenia II wojny światowej, Polacy byli skazani na poruszanie się w niewielkiej przestrzeni, jaką pozostawiły nam zwycięskie mocarstwa, które przy okazji uzgodnienia podziału wpływów w Europie, ustaliły nowe granice Polski i zdecydowały o jej bezalternatywnej przynależności do sowieckiej strefy wpływów.  W polityce rzadko mamy do czynienia z prostymi i jednoznacznymi sytuacjami, dlatego również w tym przypadku, empiryczna ocena postępowania stron współtworzących nowy porządek światowy nie jest taka, jak przedstawia się ją obecnie w propagandowej, czarno-białej tonacji.

Sojusznicy Polski – w tym miejscu mam na myśli przede wszystkim Wielką Brytanię, ponieważ Francja w 1945 roku miała niewiele do powiedzenia – którzy najpierw zachęcili Polskę do zbrojnego przeciwstawienia się ekspansywnej polityce Niemiec ze wszystkimi skutkami przegranej wojny obronnej w 1939 roku, w 1945 roku jednostronnie uznali, że zawarty z Polską układ nie obowiązuje już ani de iure, ani de facto, ani literalnie, ani co do istoty. Nie tylko zaakceptowali nową granicę wschodnią Polski, ale ponadto przeciwstawiali się zbytniemu rozszerzeniu granic państwa polskiego na zachodzie. Natomiast Związek Sowiecki, choć z jednej strony narzucił Polsce swoje zwierzchnictwo i wcielił do republik litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej polskie kresy wschodnie z Wilnem i Lwowem, z drugiej jednak przeforsował korzystniejszy dla Polski wariant granicy zachodniej. Po kilkudziesięciu latach, relatywnie korzystna dla nas granica na Odrze i Nysie, jakkolwiek ustalona arbitralnie, jest utrwalona i pozostaje obecnie granicą państwa polskiego.

W ramach porządku jałtańskiego, w długofalowo pojmowanym interesie polskim było konserwowanie bytu Polski Ludowej, czyli niesuwerennego państwa polskiego, a więc unikanie gwałtownych wystąpień społecznych i nie podejmowanie radykalnych działań zmierzających do wyrwania się z sowieckiej strefy wpływów. Taką linię postępowania zastosował w praktyce prymas Stefan Wyszyński i taką postawę „samoograniczającej się rewolucji” zachowywała większość opozycji antykomunistycznej działającej od połowy lat 70. Trzeba w tym miejscu dodać, że w miarę upływu czasu państwo zwane Polską Ludową ewoluowało od stalinowskiej wersji państwa totalitarnego ku państwu o charakterze narodowym i autorytarnym. W takim państwie istniejącym w ramach porządku powojennego, naród polski posiadał względną swobodę trwania i rozwoju, w oczekiwaniu na zmianę sytuacji geopolitycznej, czyli rozpad imperium komunistycznego i unieważnienie podziału Europy.

Najważniejsza dla zrozumienia naszej dzisiejszej sytuacji zmiana, nastąpiła w 1989 roku wraz z unieważnieniem podziału Europy i zakończeniem sowieckiej okupacji wschodnich Niemiec i państw Europy środkowej, w tym Polski. Od tego momentu Polacy otrzymali większą swobodę wyboru własnej formy rządu i modelu gospodarczego. Zainicjowany odgórnie proces demokratyzacji oznaczał, że w Polsce mogła rozpocząć się cyrkulacja elit, uwzględniająca w większym stopniu dynamikę społeczną. Taka była istota wydarzeń, których symbolem stały się porozumienia zawarte przy tzw. „okrągłym stole”.

Polityka polska po 1989 roku koncentrowała się na realizacji dwóch powiązanych ze sobą strategicznych celów: przezwyciężaniu podziału jałtańskiego i dziedzictwa komunistycznego oraz radykalnej przebudowie gospodarczej, czyli zintegrowaniu polskiej gospodarki ze światem i z zachodnim modelem gospodarczym. Strategiczny cel polskiej polityki został osiągnięty na przełomie XX i XXI wieku wraz z przyjęciem Polski do paktu NATO (1997) oraz członkostwem w Unii Europejskiej (2004). Żelazna kurtyna została zlikwidowana, a państwa Europy środkowej zostały zintegrowane z państwami zachodnimi. Trzeba jednak zaznaczyć, że zniesienie barier i aplikacja liberalno-demokratycznego modelu ustrojowo-gospodarczego nie oznaczały, że automatycznie nastąpił zanik odrębności społecznych czy różnic w poziomie życia pomiędzy zachodnią i wschodnią Europą.

Niestety, wraz z formalną integracją Polski ze strukturami europejskimi i północno-atlantyckimi, nie zostały określone nowe wyzwania i nowe cele strategiczne. W XXI wieku Polska z własnej winy czy też przez zaniechanie, straciła busolę wytyczającą kierunek polityki państwa i wskazującą społeczeństwu pożądany kierunek rozwojowy. Powtórzmy: po 1945 roku było to cierpliwe dążenie do ewolucyjnego przekształcania komunistycznej Polski Ludowej w niepodległe państwo narodu polskiego. Po 1989 roku było to trudne i bolesne podążanie drogą reform ustrojowo-gospodarczych, prowadzącą do integracji niepodległej Polski z Europą zachodnią i zachodnim modelem ustrojowo-gospodarczym. Natomiast mniej więcej od roku 2004 powinien otworzyć się nowy etap, w którym Polacy mogliby skupić się wokół nowych strategicznych wyzwań, wynikających z naszej obecności w strukturach atlantyckich i europejskich i doniosłych zmian dokonujących się na świecie. Niestety, nie otworzył się, ponieważ w nowych okolicznościach, rządzące Polską elity nie potrafiły sformułować nowej wizji polskiej polityki.

Wojciech Turek 

Zamiast tego mogliśmy obserwować proces utraty przez państwo polskie statusu państwa niepodległego i postępującej wasalizacji polskiej polityki oraz gospodarki, podporządkowanych decydentom w Berlinie i/lub Waszyngtonie. Jednym z przejawów tej wasalizacji było uwikłanie debaty publicznej w Polsce w wewnętrzne spory  i animozje między dwoma zwaśnionymi obozami, czy też „plemionami”. Nastąpił regres jeśli chodzi o poziom dyskursu politycznego: racjonalną wymianę poglądów zastąpiły propagandowe prezentacje, niezwykle popularne w social mediach, ale szkodliwe i zaciemniające rzeczywistą sytuację Polski. Innym, niezwykle znaczącym przejawem wasalizacji jest tendencja do stosowania przez rządzących, niezależnie od opcji politycznej, polityki obrazowo opisanej przez Wojciecha Wasiutyńskiego jako „kult kolorowego ułana”. W tym miejscu przypomnę, że nieprzemijającą zasługą Romana Dmowskiego i jego uczniów, było wykazanie zagranicznego, agenturalnego zaplecza hurra patriotycznych działań i emocjonalnych uniesień zastępujących racjonalną i realistyczną analizę polityczną.

Rzeczywistej, niebezpiecznej dla przyszłości Polski sytuacji, charakteryzującej się zanikiem realistycznego i długofalowego myślenia i działania politycznego, nie zmieniło pojawienie się na scenie politycznej Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej – z postulatem odwrotu od wasalizmu i  zastosowania zasady prymatu interesu narodowego także w polityce wewnętrznej. Nie zmieniło, ponieważ zarówno Braun oraz jego zwolennicy nie zostali do chwili obecnej dopuszczeni do stanowienia o czymkolwiek, nawet do uczestniczenia w debacie publicznej.

Tak więc obecnie dominujące środowiska polityczne, wymazały z pamięci i publicznego dyskursu nie tylko doświadczenia kilkudziesięciu lat, w tym również niemałe własne dokonania na przestrzeni minionych dekad, ale jednocześnie cofnęły polską myśl polityczną do czasów poprzedzających narodziny nowoczesnych ruchów politycznych i ukształtowanie się szkoły realizmu politycznego, której najwybitniejszym przedstawicielem był Dmowski. Przywódcy nowoczesnych ruchów politycznych w XX wieku, notabene nie tylko z obozu narodowego, rozumieli, że działalność polityczna nie polega na bezmyślnym powtarzaniu efektownych i chwytliwych formułek, że patriotyzm nie polega na prowadzeniu narodu od klęski do klęski, że polityków rozlicza się nie z obietnic, ale z efektów ich pracy. Nade wszystko zdawali sobie sprawę, że wyznacznikiem ich działalności są spójne programy polityczne, a nie zdobywanie władzy wszelkimi dostępnymi sposobami. Największą, dziejową zasługą Romana Dmowskiego było wzniesienie poziomu refleksji politycznej elity polskiej – obnażenie miałkości i tragicznych skutków działalności powstańczej w XIX wieku. Działalności nierzadko inspirowanej z zewnątrz a zawsze przynoszącej Polakom – obok niewątpliwej chwały – bolesne i trudne do odrobienia straty.

Z tych wszystkich umiejętności, opisanych powyżej, elita rządząca Polską zrezygnowała w XXI wieku. Kierując się nową i nadrzędną w stosunku do wszystkiego, zasadą skuteczności w zdobywaniu władzy, zaczęła ograniczać się do sterowania nastrojami społecznymi i odwoływania się do emocji, które są ważne dla wzmocnienia poczucia wspólnotowości i mogą być wykorzystywane w celach propagandowych, ale niekontrolowane przez rozum są zawsze złym doradcą w polityce. Wspomniany „kult kolorowego ułana” stał się aktualnym wyznacznikiem polskiego patriotyzmu. Emocjonalne reagowanie i programowa antyrosyjskość są sterownikami, przy pomocy których siły zewnętrzne mogą realizować w Polsce swoje własne cele. Oczywiście nie można wykluczyć, że interes sił zewnętrznych może być chwilowo i w pewnym zakresie zbieżny z polskim interesem narodowym, ale nie da się tego ustalić bez przeprowadzenia dogłębnej i racjonalnej analizy sytuacji geopolitycznej. Niestety, takich analiz, debat, dyskursów w Polsce nie ma.  Z odstającymi od mainstreamu poglądami głoszonymi przez Brauna nie polemizuje się, tylko je histerycznie zwalcza.

Emocjonalny stosunek do świata i aksjomatyczna antyrosyjskość stanowią fundament nie tylko mainstreamowego przekazu medialnego, ale również szeroko pojętej pedagogiki, propagowanej przez system oświatowy. Wzorem postawy nie tyle obywatelskiej, bo to pojęcie w ogóle nie funkcjonuje, co patriotycznej jest tzw. „żołnierz wyklęty”, czyli ten, który wypowiedział wojnę komunistycznej Rosji i jej sługusom „na śmierć i życie” i w tej walce bohatersko wytrwał, wzorem XIX wiecznych powstańców – usque ad finem. W narracji historycznej dominuje apoteoza militaryzmu, czyli skoncentrowanie uwagi na wojsku i walczących żołnierzach lub powstańcach. Nic dziwnego, że dzieło prymasa Stefana Wyszyńskiego czy niezłomna postawa i dorobek intelektualny powojennej emigracji politycznej zostały odsunięte w cień. Nawet „Solidarność”, jej program i dokonania, nie są godne uwagi, za wyjątkiem życiorysów obecnych przedstawicieli elity, którzy swoją karierę polityczną rozpoczynali jako działacze opozycji antykomunistycznej lub działacze związkowi.

W takich okolicznościach nie dziwi, że w oficjalnej narracji stawia się znak równości między komunistycznym Związkiem Sowieckim a współczesną Rosją. Wcześniej ten sam zabieg niwelacji przeprowadzono na Polsce Ludowej, tak jakby nie było różnicy między okresem stalinowskim i Polską po przełomie w październiku 1956 roku. Podobne propagandowe fałszowanie rzeczywistości miało miejsce w okresie komunistycznym, gdy w urzędowym przekazie stawiano znak równości między przedwojennymi i powojennymi Niemcami albo między ruchami faszystowskimi i polskim obozem narodowym.

Zastosowanie czarno-białego szablonu i optyki jednowymiarowej, zdecydowanie ułatwiają sterowanie opinią publiczną. Zadziwia, choć nie powinno, ponieważ tutaj nie mówimy o racjonalnym postrzeganiu rzeczywistości, że ci sami ludzie, którzy obecnie pielęgnują kult „żołnierzy wyklętych” są oburzeni kultem Stepana Bandery i UPA na Ukrainie. Przecież to są dwie, narodowe w treści, odsłony tego samego uniwersalnego schematu: połączenia emocjonalnego oglądu świata z aksjomatyczną antyrosyjskością, która wybiela i usprawiedliwia wszystko, co antyrosyjskie i potępia wszystkich, którzy usiłują spojrzeć na Rosję przez pryzmat rzeczywistych faktów, a nie urojeń.

W jakim zatem kierunku powinna pójść odradzająca się realistyczna i racjonalna polska myśl polityczna, jakie obecnie stoją przed Polską nowe wyzwania? O pierwszym celu i niejako warunku sine qua non jakiegokolwiek odrodzenia, była mowa powyżej. Polska musi odzyskać niepodległość, czyli możliwość stanowienia przez jej elitę rządzącą polityki służącej naszym krótko i długofalowym interesom. Bez tego, nie ma i nie będzie w ogóle mowy o w pełni realistycznym rozpoznaniu stanu rzeczy. Niestety, nie ma pomiędzy nami nowego, współczesnego następcy Dmowskiego, ponieważ tacy ludzie jak on pojawiają się raz na sto lat a nawet jeszcze rzadziej. Do wzniesienia refleksji politycznej na odpowiedni poziom, możemy dojść jedynie pracą zespołową i obsadzając najważniejsze stanowiska w państwie odpowiednimi i kompetentnymi ludźmi. Instytucje państwowe muszą zacząć pracować dla Polski i w jej interesie.

Na tym właściwie należałoby poprzestać, jednak na zakończenie spróbuję opisać pokrótce sytuację w jakiej, w mojej ocenie, obecnie znajdujemy się. Jesteśmy częścią Zachodu, skolonizowaną przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Nie znam całościowego bilansu naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, jednak polska polityka zagraniczna jest ewidentnie podporządkowana ambasadorowi amerykańskiemu w Warszawie, podobnie jak pod koniec XVIII wieku rzeczywisty ośrodek władzy w Warszawie znajdował się w ambasadzie rosyjskiej. Istnieją natomiast i są łatwo dostępne opracowania wykazujące kolonialny charakter relacji polsko-niemieckich – Polska stanowi zaplecze taniej siły roboczej i logistyki dla gospodarki niemieckiej i bilans relacji pozostaje dla nas zdecydowanie niekorzystny. Dopiero w tym kontekście należy oceniać często przywoływane w debacie publicznej saldo relacji Polska – Unia Europejska, które obejmuje jedynie część faktycznych relacji polityczno-gospodarczych Polski z państwami europejskimi. Mówiąc w skrócie, o ile przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w minionych latach przyniosło Polsce szereg korzyści,  o tyle obecnie, prawdopodobnie sytuacja uległa zmianie na naszą niekorzyść.

Trzeba jednak mieć świadomość, że Polska nie leży na pustyni, ale – jak wspomniano – stanowi część Zachodu w świecie wielobiegunowym, w którym liczą się jedynie wielkie mocarstwa czy też organizmy ponadnarodowe, takie jak Unia Europejska. Choćbyśmy chcieli, nawet po odzyskaniu suwerenności we własnym państwie, nie będziemy mieli wielkiego pola manewru. Możemy poruszać się w takiej przestrzeni, jaką będziemy potrafili sobie wypracować.

Największym naszym atutem jest, paradoksalnie, położenie geograficzne, które w warunkach wojny było (i będzie jeśli obecna wojna nie zakończy się) dla nas przekleństwem, jednak w warunkach pokoju, zważywszy rywalizację chińsko-amerykańską, sprawia, że możemy stać się częścią szlaku handlowego, tzw. „jedwabnego szlaku”. W tym miejscu, interesy amerykańskie nie pokrywają się z naszymi, ponieważ Stany Zjednoczone (także Wielka Brytania) usiłują zastopować rozwój szlaku łączącego Europę przez Rosję z Chinami.

Polska nie ma powodów by pozostawać w konflikcie z Chinami (także z Rosją). Mamy natomiast powód by obawiać się reperkusji w przypadku dążenia do uniezależnienia się od Niemiec (i od Stanów Zjednoczonych, oczywiście). Paradoksalnie, ewentualne zwycięstwo prawicowej AfD w Niemczech, zmniejszy nacisk na niepodległą Polskę ze strony Niemiec, ponieważ nowa polityka niemiecka zastopuje proces centralizacji Unii Europejskiej, tym samym zmniejszając możliwości Niemiec wpływania na Polskę za pośrednictwem instytucji unijnych. Ponadto, nowe Niemcy mogą zacząć wspierać dążenie Polski do uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych.

Największym lokalnym wyzwaniem, stojącym przed niepodległą Polską w XXI wieku jest nasza polityka wobec najbliższych sąsiadów na wschodzie. Bezdyskusyjna jest konieczność unormowania stosunków z Białorusią. Sytuacja na Ukrainie wymaga skomentowania. Fantasmagorią są zgłaszane przez wpływowe osoby projekty bliskich relacji międzypaństwowych polsko-ukraińskich (symboliczna zapowiedź zniesienia granic  zgłoszona przez Prezydenta RP). Pojednanie polsko-ukraińskie, na wzór pojednania francusko-niemieckiego po II wojnie światowej, będzie możliwe w odległej przyszłości, ale musi być poprzedzone pojednaniem polsko-niemieckim, które dotychczas nie nastąpiło. Polska nie jest dla Niemiec równorzędnym partnerem. Polska, aby zabezpieczyć swą wschodnią granicę, musi wyegzekwować od Ukrainy dokonanie radykalnych zmian i koncesji.

Nie sądzę aby to było realne, co oznacza, że pesymistycznie oceniam perspektywę relacji polsko-ukraińskich. Dlatego też uważam, że – paradoksalnie – dalsze sukcesy wojsk rosyjskich w wojnie na wschodniej Ukrainie leżą w długofalowym polskim interesie, ponieważ osłabiają Ukrainę demograficznie, militarnie, gospodarczo i geostrategicznie. Polska będzie mogła wyegzekwować cokolwiek jedynie od Ukrainy słabej.  Zrozumienie tego paradoksu całkowicie zmienia nasze postrzeganie aktualnej polityki Polski wobec Ukrainy i Rosji. Stosunek Polski do Ukrainy powinien być następujący: wspieramy słabą Ukrainę, gdy przeciwstawia się Rosji, natomiast absolutnie nie wspieramy budowy „Wielkiej Ukrainy”. Eskalacja czy przedłużanie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego nie leży w długofalowym interesie Polski, ponieważ utrudnia rozwój tzw. „jedwabnego szlaku”.

Dyskusja na temat wyzwań stojących przed Polską w XXI wieku jest dopiero przed nami. Najpierw musimy odzyskać niepodległe państwo.

Wojciech Turek

Historyk i publicysta, mieszka w Gdańsku

Myśl Polska, nr 41-42 (11-18.10.2026)

 

 

Jan Engelgard