PublicystykaSwolkień: Nienawiść zła i… dobra

Redakcja2 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Nienawiść jest tylko wtedy siłą, jeśli działa, jeśli tworzy własne siły lub niszczy obce. Nienawiść, która niszczy siły własne, a obcym nic a nic nie szkodzi, jest właśnie samobójstwem narodowym” (Aleksander Bocheński „Dzieje głupoty w Polsce”)

„W niewoli uczuć” – to tytuł znakomitej powieści Williama Somerseta Maughama ukazującej katastrofy jakie może na nas sprowadzić zbyt łatwe i bezrozumne im uleganie. Jednak coraz częstsze karanie za przejawy, a de facto za same uczucia jakie ma miejsce zarówno w polskim kodeksie karnym (KK) jak i w praktyce sądowniczej oznacza prawdziwy przełom na drodze do państwa totalitarno – terapeutycznego, w którym KK ma służyć nie tylko karaniu czynów, ale także usuwaniu wad ludzkiej psychiki.

Słownik języka polskiego określa nienawiść jako „bardzo silne uczucie niechęci i wrogości wobec jakiejś osoby, któremu towarzyszyć może pragnienie, aby stało się jej coś złego.” W słowniku jest tematycznie zakwalifikowana do działu: „człowiek jako istota psychiczna” w odniesieniu do „relacji międzyludzkich”. Na stronach poświęconych zdrowiu psychicznemu czytamy zgodnie z własnym grzesznym doświadczeniem, że nienawiść jest naturalnym stanem i każdy człowiek w jakimś momencie jej doświadcza. Jako przyczyny nienawiści często podawane są poczucie krzywdy lub zagrożenia, lęk, a także manipulacja polityczna. Nienawiść jawi się także jako utrwalone uczucie gniewu powodujące chęć zemsty za doznane lub urojone krzywdy. Bardzo często jest odpowiedzią na pogardę i lekceważenie. Na co dzień najczęstsza jest nienawiść wynikająca z poczucia własnej niższości wobec czyjejś wyższości, z powodu zawinionej przez Boga lub naturę różnicy, której nie da się zniwelować. Dlatego nienawiść uważana jest za uczucie wstydliwe, a nawet upokarzające. Artur Schopenhauer opisał mechanizm jej powstawania następująco: „jeśli ktoś stwierdza i odczuwa znaczną przewagę swego rozmówcy, wówczas w głębi ducha, nie zdając sobie z tego sprawy, wyciąga stąd wniosek, że tamten stwierdza i odczuwa w tymże stopniu jego własną niższość i duchową ograniczoność. Entymemat ten wzbudza w nim gwałtowną nienawiść, niechęć, animozję (…) Na dodatek natura pospolita burzy się na widok swego przeciwieństwa, skrytym zaś sprawcą tej rebelii jest zazdrość.” „Klasowa” odmiana nienawiści opisywana jest często przez kresowych Polaków relacjonujących okrucieństwa oraz wandalizm bolszewików i Ukraińców po rewolucji październikowej, a jej symbolem żywcem obdarty ze skóry tytułowy „Koń na wzgórzu” z opowiadania Eugeniusza Małaczewskiego. Dlatego polscy członkowie klas wyższych pod okupacją sowiecką starali się upodobnić do proletariuszy lub czerni wyglądem, sposobem bycia, ale zdradzić mógł myślący, bardziej subtelny wyraz twarzy czy dłoń nie zniszczona pracą fizyczną.

Paleta przedstawionych tu odcieni nienawiści choć i tak niepełna dowodzi, że krucjata w jaką z takim zapałem zaangażował się minister Żurek, od samego początku zanurzona jest w mętnych głębinach niejasnych psychologicznych definicji, stopniowalnych i zmiennych stanów emocjonalnych, co sprawia, że finalnie z dużym prawdopodobieństwem dowiedzie prawdziwości twierdzenia Lao Tsy: „Gdy ktoś pełen ochoty do zmieniania świata, zabiera się do odnawiania go, łatwo okazuje się, że końca w tym nie widać.” Przypomnijmy więc sławetne wystąpienie polskiego ministra w czasie ukraińskiego święta narodowego: „Powołałem ponad stu prokuratorów w całym kraju, którzy od lutego tego roku bardzo aktywnie razem z policją ścigają każdy przejaw nienawiści (…) Ci, którzy myśleli, że bezkarnie mogą obrażać, lżyć, bić, następnego dnia prowadzeni są w kajdanach do sądu i idą do aresztu. Podjęliśmy działania nie doraźne, ale systemowe. Nikt nie zniszczy naszej przyjaźni.” Starszym słuchaczom zarówno wypowiedź jak i sama nieco groteskowa persona ministra Żurka z pewnością przywołały w tym momencie na myśl postać „młodej lekarki” z niezapomnianego cyklu audycji radiowych, w którym zbędne bądź kłopotliwe stany psychiczne bohaterka usuwała dźwięcznymi cięciami skalpela.

Motyw ważniejszy niż czyn

To co w wypowiedzi polityka KO zadziwia i niepokoi najbardziej to nieproporcjonalnie  duży nacisk położony nie na czyny, ale na motywację. W klasycznych kryminałach detektywi z reguły również szukają motywu, ale nie jako celu i zasadniczej zbrodni, tylko narzędzia pomagającego ustalić potencjalnego sprawcę czynu. Nienawiść motywująca do zemsty jest jednym z nich, to samo dotyczy innych przywar ludzkiej natury, wśród których na ważne miejsce wysuwa się chciwość. W wypadku ministra Waldemara Żurka mamy jednak do czynienia z odwróceniem klasycznego policyjnego i prokuratorskiego toku myślenia, stosunkowo drobny i niegroźny czyn jakich mnóstwo spotykamy stale w codziennym życiu, który normalnie nie jest karany, służy szukaniu motywów i w praktyce to motywy, a nie czyn karane są niezwykle surowo. Chociaż tzw. niskie pobudki były od dawna jedną z okoliczności, które wpływają na wysokość kary, to jednak zasadniczo jej wysokość wyznaczał dotąd czyn, a nie motyw. W narracji polskiego ministra sprawiedliwości i całej armii jemu podobnych ochotniczych tropicieli grzesznych myśli jest odwrotnie. Z drugiej strony zabójstwo w afekcie jest kodeksowo karane łagodniej od zabójstwa dokonanego na zimno i z wyrachowaniem. Czy takim afektem może być uzasadniona nienawiść, czyli stan emocjonalnego wzburzenia postawą Ukraińców jako narodu i sposobu zachowania jego reprezentantów w konkretnych sytuacjach?

Praktyka realizowana przez podległych ministrowi prokuratorów i niezawisłe, ale chłonące ducha dziejów sędziny potwierdza przypuszczenia o mającej miejsce zasadniczej zmianie. Trenujący sztuki walki Ukrainiec, który na boisku w Suwałkach znienacka zaatakował i złamał polskiemu chłopcu oczodół jest póki co przez polski sąd rodzinny traktowany łagodniej niż jego ofiara, bo sprawca pobicia oskarżył ją już po pobiciu o wcześniejsze zachowania (słowne?) motywowane nienawiścią. Łamiąca zasady kulturalnego zachowania w środku publicznego transportu nastolatka prowokacyjnie nagrywająca starszego Pana jest traktowana jak ofiara dlatego, że Pan nieopatrznie zwrócił uwagę na jej narodowość. Za trzymanie nóg na oparciu siedzenia dostaje bezpłatny bilet, a Panu za mało eleganckie w formie zwrócenie uwagi grozi surowa kara.

W kodeksie karnym, jak pisze dr Grzegorz Maroń w artykule pod tytułem „Motywacja nienawiści”, jako okoliczność obciążająca w polskim kodeksie karnym i w ujęciu prawno – komparatystycznym” termin motywacja pojawia się ośmiokrotnie, z tego czterokrotnie w artykule 53. Nienawiść jako motywację szczególnie obciążającą i wpływającą na większy wymiar kary dodano do niego w 2022 r. Wcześniej pojęciem nienawiści zajmował się zarówno Sąd Najwyższy (SN) jak i Trybunał Konstytucyjny (TK). Szczególnie niepokojące jest postanowienie SN z 5 lutego 2007 r. w którym „nawoływanie do nienawiści” określił jako: „tego typu wypowiedzi, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych”. Zgodnie z tym fragmentem za nawoływanie do nienawiści może być uznane nawet opisywanie czy przypominanie zbrodni wymienionych podmiotów. Czy informacja o sposobach w jaki Ukraińcy mordowali Polaków i wiedza o gloryfikowaniu przez Ukraińców zbrodniarzy odpowiedzialnych za tamto ludobójstwo nie wzbudza silnej niechęci? W tym samym czasie Konstytucja RP w artykule 54 stwierdza, że: 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Mamy więc w tym wypadku ewidentny przykład wydawania przez SN uzasadnień i wyroków jawnie sprzecznych z Konstytucją. Informacje wzbudzające niechęć najwyraźniej stanowią zdaniem SN wyjątek, o którym Konstytucja zapomina.

Z dziejów walki z nienawiścią

Najczęściej wykorzystywane do tłumienia wolności słowa pod pretekstem walki z nienawiścią są artykuły 256 i 257 KK zawierające literalne odniesienie do tego uczucia. Zostały uchwalone w 1997 r. i w polskim prawie pojawiły się rok potem wraz z nowym KK. Głosowało przeciw przyjęciu nowego KK jedynie kilkunastu posłów prawicy, jednak ich krytyka dotyczyła głównie zniesienia kary śmierci. Któż bowiem ośmieliłby się bronić prawa do nienawiści? Nienawiść jest w tych artykułach limitowana, to znaczy karane jest nienawidzenie z pewnych określonych powodów i pewnych określonych grup. Parafrazując słowa piosenki Starszych Panów wynika z nich, że: „jeżeli nienawidzić bezkarnie, to lepiej indywidualnie”. Ilość rodzajów nienawiści podlegających szczególnie surowym karom w polskim prawie próbowano powiększyć w 2023 r. o kolejne grupy, ale Prezydent A. Duda uniemożliwił wprowadzenie rozszerzenia niedozwolonych rodzajów nienawiści o płeć, wiek i orientację seksualną wysyłając projekt zmian do TK.

Dlatego Minister Nowacka za nazwanie konserwatystów „dziadami” pod nienawistne paragrafy nie podpada. Liczba grup szczególnie chronionych przed przestępstwami motywowanymi nienawiścią jest różna w różnych krajach europejskich. Jak pisze G. Maroń „Kazuistyczność w tym względzie znamionująca coraz liczniejsze porządki prawne sprawia wrażenie swoistego „licytowania się”, który prawodawca stworzy wrażenie bardziej „postępowego”, „empatycznego” wobec ofiar czynów kryminalnych dyktowanych nienawiścią bądź dyskryminacją i jednocześnie „kategorycznego” wobec sprawców tych czynów.” Rozpiętość w ilości wskazanych przyczyn nienawiści zasługujących na szczególne traktowanie według podanego w artykule zestawienia waha się od 4 we Włoszech do ponad 30 w Belgii. W Luksemburgu karane jest nienawidzenie ze względu na „moralność”, w Norwegii na „sposób życia”, w Macedonii Północnej ze względu na „wykształcenie”, w Hiszpanii na „aporofobię” (lęk czy niechęć wobec osób biednych), w Belgii, Kosowie ze względu na „status ekonomiczny” itp. itd. Na pierwszy rzut oka zapisy te mają w pierwszej i bardziej powierzchownej fazie przejrzysty cel polityczny, koncentrując się jak to ma miejsce w III RP na karaniu za niechęć na „tle narodowościowym”.

Chodzi o karanie Polaków za „nienawiść” wobec napływających do naszego kraju milionów Ukraińców. Jednak podobnie jak współczesna medycyna rzadko szuka przyczyn, a częściej skupia się na zwalczaniu objawów, tak samo w wypadku „nienawiści” Polaków do Ukraińców karze się Polaków za objawy domniemanej nienawiści, ale nie łączy ich z przyczynami w rodzaju łamania zasad współżycia społecznego, nieuzasadnionych przywilejów emerytalnych i wielu innych działań odbieranych jako niesprawiedliwość i niewdzięczność, czy wreszcie z samego faktu napływu dużej ilości członków obcej i historycznie wrogiej narodowości. Gdyby przenieść całą sytuację na poziom indywidualny moglibyśmy wyobrazić sobie dwóch sąsiadów. Dziadkowie jednego z nich przecięli piłą dziadka drugiego, babcię przed rozcięciem brzucha zgwałcili, a 3 letniej siostrzyczce przybili język do stołu i rozbili główkę siekierą. Wyobraźmy sobie, że sąsiad taki nie tylko nie pozwala pochować zamordowanych, których kości leżą w jego ogródku, ale mordercom wznosi kapliczki i uczy dzieci, że byli to bohaterowie. Czy drugi sąsiad – wnuk tamtych ofiar miałby powody, a nawet prawo do nienawiści, czy jego niechęć do goszczenia u siebie tamtego nie byłaby usprawiedliwiona, a czyny z niej wynikające traktowane jako działanie w afekcie? Jest oczywiste, że takie proste przeniesienie sytuacji jednostkowych na zbiorowe bywa niesprawiedliwe.

Tym niemniej uderzające jest, że politycy i sądy zupełnie pomijają te okoliczności i przypominają lekarzy ordynujących coraz to więcej coraz mocniejszych lekarstw nie zważając na skutki uboczne i reakcje alergiczne. Krytycy stosowania tak zwanej odpowiedzialności zbiorowej uważają, że jest ona niesłuszna z czysto moralnego punktu widzenia. Takiej argumentacji towarzyszy walka z tzw. stereotypami. Zgodnie z tym popularnym myślowym gotowcem nie ma czegoś takiego jak utrwalone przez pokolenia zbiorowe postawy czy narodowe charaktery ze specyficznymi zaletami i wadami. W rzeczywistości jest to walka nie ze stereotypami, ale ze statystykami i faktami, które statystyki opisują. W przypadku morderstw wynika z nich, że na Ukrainie popełnia się ich średnio 6 razy więcej niż w Polsce, to samo dotyczy korupcji czy wreszcie państwowego i aprobowanego społecznie kultu zbrodniarzy. Wszystko to mamy traktować jako nieistotne czy wręcz nieistniejące, zanegować generalnie zbiorowość jako nośnik osobnych obyczajów, etosów, kultur i zgodnie z ideologią multikulti uznać, że różnice mają nas z definicji ubogacać, a nie mogą niepokoić lub drażnić.

Nienawiść i moralność mają niejedno imię

Tendencja do walki z nienawiścią wszelkich typów ma też drugi, głębszy niż tylko polityczny poziom. Aby zrozumieć źródła odczuwanego dzisiaj niemal w każdym politycznym sporze moralnego wzburzenia warto sięgnąć do pracy Arnolda Gehlena „Moralność i hipertrofia moralności”, w której autor zwraca uwagę, że moralność ma różne oblicza i w odniesieniu do różnych podmiotów różne antropologiczne podstawy. Upraszczając; istnieje różnica między etosem rodziny i obyczaju, a etosem instytucji. Była ona dostrzegana już w starożytności czego przykładem jest przedstawiony przez Sofoklesa tragiczny konflikt Antygony i Kreona. W naszych czasach z uwagi na stosunkowy dobrobyt i bezpieczeństwo chwiejna równowaga między nimi została zachwiana. Stąd upadek klasycznych instytucji oraz silniejsza pozycja w życiu politycznym kobiet, które z natury kierując się etosem rodzinnym uważają tego typu moralność za jedyną i obowiązującą także w polityce. Mężczyźni ubiegający się w warunkach demokracji o głosy żeńskiego elektoratu, lub zyski ze sprzedanej czytelniczkom twórczości także ulegają „moralnej” presji.

Ilustracją tego zjawiska są programy publicystyczne prowadzone przez kobiety w stanie moralnego wzmożenia przesłuchujące „niemoralnych” mężczyzn. Oznacza to także podążanie za oświeceniowym mitem dobroludzizmu i wiary w możliwość stworzenia świata, w którym zgodnie z proroctwem Izajasza: „Wilk i baranek paść się będą razem; lew też będzie jadał słomę jak wół”. A. Schopenhauer wyśmiewał tę sprzeczną z doświadczeniem mrzonkę pisząc: „Augustynizm ze swoim dogmatem o grzechu pierworodnym i wnioskami jest (…) właściwym i czystym chrześcijaństwem. Pelagianizm natomiast usiłuje powrócić do płaskiego i prymitywnego optymizmu religii żydowskiej”.

W rezultacie podstawowym narzędziem politycznej argumentacji stosowanym przez wyznawców takich emocjonalno – intelektualnych węzłowisk staje się szantaż moralny, którym ocieka dzisiejsza publiczna debata. Z drugiej strony strach przed moralnym napiętnowaniem sprawił, że zniknął z niej smakowity dowcip, sarkazm i poczucie humoru. Ponieważ jednak rzeczywistość nie zawsze poddaje się słowom, efekt takiej polityki Gehlen opisuje następująco: „Kto dąży do „urzeczywistnienia„ idei, łatwo odczuje realne opory jako niemoralne, jako nierówności rzeczywistości, które należy zeszlifować gilotyną.”

Wielcy naprawiacze świata gdy zabrali się do praktyki szybko zdawali sobie z tego sprawę.  Gehlen przywołuje przykład Robespierre’a, który po początkowym okresie głoszenia etosu braterstwa „uznaje „bezgraniczną wspólnotę” głoszoną przez Anarchasisa Clootsa w czasach pierwszej wojny koalicyjnej za zagrożenie dla bezpieczeństwa  i w konsekwencji zmuszony jest go ściąć.” Podobną ewolucję wymusiła rzeczywistość na Stalinie. Dominacja oderwanego od rzeczywistości „rodzinnego” moralizatorstwa w jawnej debacie politycznej jest jedną z przyczyn wycofania się realnej władzy i polityki na tajne zaplecze do służb, głębokich państw, zamkniętych klubów i stowarzyszeń, gdzie można mówić jak jest, co się naprawdę czuje i myśli.

W takim klimacie emocjonalnego fałszu mnożą się zarówno spiski jak i wszechogarniająca podejrzliwość.  Minister Żurek i polscy tropiciele nienawiści także wpisują się w tym obszarze w długą tradycję politycznego realizmu. Walczą z nienawiścią, która szkodzi ich politycznym celom i jednocześnie niczym w „Roku 1984” Orwella nie tylko tolerują, ale organizują seanse nienawiści do tych, którzy tej wizji szkodzą. Jej obiektem może być Grzegorz Braun, pozbawiony serca wnuczek pragnący zabić babcię odmową przyjęcia eksperymentalnego zastrzyku, palący w piecu negacjonista klimatyczny, a przede wszystkim każdy nie podzielający nienawiści do symbolu arcyzła jakim jest Władimir Putin. Wedle obowiązującej narracji przewodzi on narodowi złożonemu z  barbarzyńców przypominających tolkienowskich orków, mordujących z zapałem dzieci, ciężarne kobiety i kradnących klozety. Nie znam przypadku by minister Żurek i polski wymiar sprawiedliwości ukarały jakikolwiek przejaw tak skierowanej nienawiści.

Dzieje się tak ponieważ nienawiść może być i często jest narzędziem, także politycznym. Jest bardzo silnym motywatorem do działania, dodaje odwagi, umacnia wolę, choć często zaślepia, to w pewnych sytuacjach wyostrza intelekt. Nienawiść odczuwali Polacy wobec Niemców w czasie okupacji, odczuwa ją żołnierz wobec przeciwnika i pomaga mu ona w znoszeniu trudów wojny. Nienawiść może przyczynić się do politycznego sukcesu jak w wypadku Ukraińców, którzy po wymordowaniu polskich sąsiadów przejęli ich ziemie, majątki, a terytorium włączyli do swojego kraju. Znakomicie uchwyciła to w dramacie „Termidor” Stanisława Przybyszewska wkładając w usta obdarzonego chłodnym rozumem szefa policji Fouché słowa jakimi zwraca się do świetnego mówcy, ale porywczego  Talliena: „A wtedy ty, Tallien, wejdziesz na mównicę i całą swoją nienawiść do Roberspierre’a, cały strach i całą wściekłość rzucisz mu w twarz! Ja ze swoimi ludźmi obstawię drzwi”. Może być ona także motywatorem całego narodu do budowania siły, wyzbycia się osłabiających go wad by pokonać aktualnego czy odwiecznego wroga.

Do takiej nienawiści nawiązuje w motcie tego artykułu A. Bocheński. Z własnego życia zapamiętałem scenę, w której nienawidzący doktoranta recenzent osobiście odczytywał druzgocącą recenzję, a siedzący obok mnie koledzy ocenili, że nienawiść dodała jego dziełu przenikliwości. Sam po młodzieńczych oburzeniach z przymrużeniem oka, ale czasem z uwagą czytam krytyczne analizy własnej osobowości, traktując je jako autentyczną szansę na wyzbycie się wad. Bardzo ciekawe są pod tym względem trafne pseudonimy i analizy charakteru werbowanych opozycjonistów jakie sporządzali funkcjonariusze służby bezpieczeństwa. Polacy popełniają błąd oburzając się na nawet delikatną krytykę zamiast dostrzec w niej cenny i darmowy skarb.

Przykładem stosunek do Fiodora Dostojewskiego, który w „Braciach Karamazow” ukazał nas jako oszukujących w karty i żyjących z kobiet, deklamujących wzniosłe frazesy „panów szlachciców”. Czyż nie widzimy takich rozbieżności pomiędzy napuszoną retoryką, a podłą prozą małych czynów wokół siebie, w polityce dużej i małej, systemowej i antysystemowej? I czy nie warto byłoby się tym na serio zająć? To co w nienawiści złe, tak samo jak w innych niebezpiecznych uczuciach wymienionych w wielu etycznych systemach, to brak jej kierownictwa, wyrwanie się spod kontroli rozumu. Wtedy nienawiść staje się ślepa i autodestrukcyjna, ale tak samo jest ze ślepą miłością, chciwością i innymi emocjami. Zamiast walczyć z uczuciami przy pomocy paragrafów, lepiej budować cnoty pozwalające nad nimi panować i rozumnie sublimować. Pielęgnować cnotę umiaru, swego rodzaju obojętności i zmysł odważnego humoru.

W ostateczności zgodnie z tekstem pięknej pieśni Czesława Niemena pogodnie „dziwić się światu” i pracować nad „zniszczeniem nienawiści w sobie”. A jeżeli to się nie uda, wtedy przynajmniej wiedzieć kogo, kiedy, gdzie i jak nienawidzić, ale nigdy nie należy pozwolić by tego rodzaju uczucie niczym silny alkohol nad nami panowało. Natomiast umieszczanie takiego afektu w Kodeksie Karnym jest nie tylko politycznie motywowanym populizmem, traktowanym jako instrument do gnębienia politycznych przeciwników, ale przede wszystkim ośmieszającym powagę prawa i praworządności nonsensem.

Olaf Swolkień

Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2026)

 

 

Redakcja