PublicystykaŚwiatW kierunku nowego imperatywu moralnego

Redakcja15 minut temu
Wspomoz Fundacje

Podejmując tematykę etyki w stosunkach międzynarodowych natkniemy się na podwójny sprzeciw: w wymiarze poznawczym ze strony pozytywistów, którzy tkwiąc w XIX-wiecznym minimalizmie i fenomenalizmie wciąż odrzucają współczynnik humanistyczny (Florian Znaniecki).

A w wymiarze praktycznym ze strony największych potęg, które nie potrzebują luster aksjologicznych ujawniających sens realizacji ich egoistycznych interesów.  Międzynarodowa etyka nie może jednak ignorować faktu, że państwa różnią się od siebie pod względem siły i możliwości, a więc także zobowiązań. W istocie moralne preferencje dotyczące koncepcji dobrego życia stanowią  podłoże dla potencjalnego konfliktu nie tylko w wewnątrz danego systemu politycznego, ale również w stosunkach międzynarodowych. Moralność stanowi więc nieusuwalny składnik stosunków międzynarodowych. O ile uniformizm jest w ogóle możliwy, można go osiągnąć jedynie drogą brutalnych opresji, gdy wbrew temu „sprawiedliwość społeczna jest cnotą, która pojawia się w odpowiedzi na możliwość pojawienia się konfliktu pomiędzy racjonalnie umotywowanymi wartościami” (Jon Mandle).

Podstawowe fakty aksjologii 

W oparciu o zastosowanie współczynnika humanistycznego  podstawowe fakty aksjologiczne wyznaczają kategorie dobra i zła. Dobro obejmuje to, co wartościowe, pomyślne, pożyteczne i użyteczne dla zaspokojenia wielowymiarowych potrzeb jednostek i grup społecznych. Ostatecznym celem jest dobro najwyższe, a więc abstrakcja, której konkretyzacja wyznacza celowe działania jednostek i aktorów zbiorowych: narodu lub państwa.

W wymiarze jednostkowym najpełniej dobro scharakteryzował artykuł 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, wedle którego „każdy człowiek ma prawo do poziomu życia zapewniającego zdrowie i dobrobyt jemu i jego rodzinie, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne, a także prawo do poczucia bezpieczeństwa w przypadku bezrobocia, choroby, kalectwa, owdowienia, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny”. Kryterium spełniania dobra jest zatem korzystanie z możliwości pojawiających się wraz z postępem cywilizacyjnym. W wymiarze wspólnotowym najwyższym dobrem jest pomyślność narodu i siła państwa, które sprzyjają temu postępowi.

Czym jest zatem zło? Nietrudno wydedukować, że stanowi praktyczne działanie jednostek i aktorów zbiorowych przeciwko realizacji wskazanego prawa, podważając pomyślność narodu i siłę państwa. W wymiarze jednostkowym przejawia się w zjawiskach negatywnych: chorobie, strachu, biedzie, negacji statusu człowieczeństwa, a ostatecznie pozbawianiu życia. Z  kolei na poziomie wspólnoty jego obecność obrazuje sytuacja, gdy prywatny zysk ignoruje etykę społecznej odpowiedzialności; lub w imię „wybraństwa” niektórych narodów i państw Globalna Większość staje się przedmiotem eksploatacji, w ten sposób pozbawiając społeczeństwa szans rozwojowych.

W stosunkach międzynarodowych stawką zmagań dobra i zła są sprawy globalne, co oznacza że stoją za nimi konkretni aktorzy ideologiczni, ekonomiczni i geopolityczni zdolni do wysyłania impulsów strategicznych w trwającej ,,hipergrze” (William Zwicker). To oni ustalają zakres działań pozostałych na płaszczyźnie przedmiotowej i merytorycznej. Normalna gra opiera się na ustalonych zasadach i skończonej ilości ruchów, natomiast „hipergra”, ma charakter meta, a więc to gra ustalająca rodzaj, typ i zasady gry normalnej.

Nietrudno dostrzec, że instytucje i jednostki, które próbują implementować dobro według ustalonych zasad gry, są przedmiotem szerokiego nagłośnienia oblanego nierzadko marketingowym sosem potrzebnym do nobilitacji danej cywilizacji. Znacznie trudniej wniknąć w sprężyny działania tego, co możemy określić jako ekspozytury zła, konkretnych instytucji i jednostek, często działających skrycie. Wszak samo pojęcie ekspozytury bywa odnoszone do tajnych placówek, np. wywiadu lub wojska.

Przejawy zła w XXI wieku. Wymiar militarny         

Największym złem w świecie człowieka jest wojna, czyli świadome, intencjonalne dążenia do zabijania wrogów w imię partykularnej racji. Za regres cywilizacyjny należy zatem uznać ogromny wzrost wydatków wojskowych. W 2024 roku wzrosły dziesiąty rok z rzędu, osiągając rekordowy poziom 2,7 bln dolarów. Raport ONZ wskazuje na bezpośrednią korelację między militaryzacją a degradacją usług publicznych. W państwach o niskim i średnim dochodzie każdy 1% wzrostu wydatków na zbrojenia wiąże się z niemal równoważnym spadkiem nakładów na publiczną ochronę zdrowia. Zaledwie 4% rocznych globalnych wydatkach wojskowych (93 mld dolarów) pozwoliłoby wyeliminować głód do 2030 roku. Z kolei każdy miliard dolarów wydany na cele wojskowe tworzy około 11 200 miejsc pracy, podczas gdy ta sama kwota zainwestowana w edukację generuje ich aż 26 700, a w czystą energię 16 800.

Za ekspozytury zła można uznać aktorów zdolnych do wysłania najsilniejszego impulsu strategicznego, a więc dążących do wywoływania i prowokowania wojny światowej. Dlatego aktualnie brzmią wezwania Tadeusza Kotarbińskiego opisane ponad pół wieku temu w Medytacjach o życiu godziwym. Udzielając odpowiedzi na pytanie „co robić, a czego nie robić”, wskazał on, że „sprawa dziś przemożnie aktualna: dokładanie wszelkich starań, by zapobiec wybuchowi wojny światowej i wprowadzeniu w ruch nuklearnych narzędzi zniszczenia. Czy to nie najlepszy przykład rzetelnej troski o szczęście, troski przez udział w udaremnianiu gigantycznego grożącego zła? Może to i dziwne, ale z pewnością wielka to prawda, że pogodzie wewnętrznej dojrzałego człowieka najbardziej sprzyja życie poważne, czyli takie, kiedy się główne siły zużywa na czyny najważniejsze, a to jest najważniejsze, co zwalcza zło największe, już istniejące lub grożące nadejściem. Największe dobro zyskujemy przez zwyciężanie największego zła, najgłębszą szczęśliwość zdobywa się chroniąc istoty kochane przed zagrażającym im nieszczęściem (a życie stale bywa pełne niebezpieczeństw), najgłówniejsze piękno życia rozkwita na drodze zapasów z pleniącą się jak robactwo brzydotą”.

Z wywodów polskiego filozofa wynika jasno, że największe zło ujawnia się przez działania: 1) korzystających ekonomicznie i geopolitycznie na wywoływaniu i prowokowaniu wojen; 2) podżegaczy wojennych; 3) dehumanizujących obraz wroga, nawołujących do mordowania, sprowadzających „innego” do statusu gorszego bytu (rasizm); 4) pragmatyków, którzy nie sprzeciwiają się wojnie dbając o własne korzyści. A że tych ostatnich jest zawsze najwięcej, dlatego Kotarbiński słusznie odróżnia sprawność od dzielności, czyli sprawności zastosowanej do działań o celach godziwych. „Co jest jednak godziwe, a co niegodziwe? (…) Szanuje się i czcią otacza postępowanie uczciwe, odważne, ofiarne, gardzi się hańbą, piętnuje nieprawość, tchórzostwo, okrucieństwo” – pisze.

Wymiar gospodarczy 

Zaciskająca się pętla zadłużenia to kolejny przejaw zła wpisany w funkcjonowanie cywilizacji w XXI wieku. Według najnowszego raportu Institute of International Finance (IIF), całkowite zadłużenie globalne osiągnęło w trzecim kwartale 2025 roku poziom blisko 346 bln dolarów, co stanowi równowartość około 310% światowego PKB. Publiczne zadłużenie w państwach peryferyjnych i półperyferyjnych rosło od 2010 roku dwukrotnie szybciej niż w gospodarkach centrum, osiągając na koniec 2025 roku rekordowy poziom 117 bilionów dolarów, co w relacji do ich PKB stanowi ponad 235%. W 2024 roku czyste odsetki od długu publicznego krajów Globalnego Południa osiągnęły rekordowy poziom 921 miliardów dolarów, a całkowita obsługa długu (kapitał i odsetki) w ujęciu globalnym dla gospodarek rozwijających się sięgała w tym okresie bilionów dolarów. W Polsce spłata samych odsetek od publicznego długu wyniosła w 2025 roku ponad 70 miliardów złotych, by w roku bieżącym oscylować wokół 100 miliardów.

W tym wypadku trudniej zidentyfikować ekspozytury zła. Nie każdy dług i nie każdy wierzyciel zasługuje na krytykę. Myślimy jednak o globalnej strukturze zdominowanej przez wielkie banki i fundusze inwestycyjne, za którymi kryją się konkretne jednostki i grupy interesu wpisujące się w zasady anglo-holenderskiego imperium pieniądza (Robert Ingraham). Jak dotąd nawet nieśmiałe próby ograniczenia ich supremacji są skazane na niepowodzenie. Ostatnio państwa Globalnego Południa, pod przewodnictwem premier Barbadosu Mii Mottley sformułowały plan reformy światowego systemu finansowego, znany jako Bridgetown Initiative. Proponowały wprowadzenie do umów kredytowych automatycznych bezpieczników, zwanych klauzulami odpornymi na katastrofy (Climate-Resilient Debt Clauses, CRDCs). Mechanizm ten miał umożliwić państwu dotkniętemu np. huraganem, pandemią czy gwałtownym kryzysem żywnościowym, natychmiastowe zawieszenie spłaty rat długu na okres dwóch lat, co pozwoliłoby uchronić finanse publiczne przed całkowitym załamaniem w obliczu klęski. Projekt nie spotkał się z poparciem mocarstw kapitalistycznego Zachodu. Wszak wierzyciele to kapitał związany z nimi funkcjonalnie i historycznie.

Na pytanie jak walczyć z tym złem obszernej odpowiedzi udzielił David Graeber w książce Dług. Pierwsze pięć tysięcy lat: „od dawna należy nam się coś na kształt biblijnego jubileuszu: obejmującego dług zarówno konsumencki, jak i międzynarodowy. Taki jubileusz nie tylko usunąłby wiele autentycznych ludzkich cierpień. Stanowiłby również przypomnienie, że pieniądz nie jest święty, że płacenie długów nie jest istotą moralności, że wszystkie te sprawy są wytworami człowieka i że jeśli demokracja w ogóle ma jakieś znaczenie, to jako mechanizm, dzięki któremu wszyscy możemy się zgodzić na urządzenie rzeczywistości w inny sposób. Czym jest zresztą dług? Dług jest tylko wypaczonym przyrzeczeniem. To obietnica zepsuta przez matematykę i przemoc. Jeśli wolność (autentyczna wolność) jest zdolnością nawiązywania przyjaźni, to z konieczności jest ona również zdolnością składania autentycznych przyrzeczeń”.

Wymiar kulturowo-cywilizacyjny

W kształtowaniu nowożytnego światopoglądu zachodniej geokultury istotną zmianą aksjologiczną stała się logika „dwóch kultur” (Charles Percy Snow), czyli panująca od Kartezjusza zasada rozłącznego badania prawdy od pozostałych wartości wyższych: piękna i dobra. Prawda klasyczna zmieniła znaczenie w ramach filozofii utylitaryzmu i pragmatyzmu ośmielanych sukcesami nauk przyrodniczych. Pojawił się człowiek faustyczny (Oswald Spengler), a panowanie nad przyrodą uznano za wystarczającą legitymizację panowania nad uprzedmiotowianymi masami. Rasizm, kolonializm, imperializm to czytelne konsekwencje tego zwrotu.

W XXI wieku sięgnięto po manicheizm, który pozwolił wyznaczać nieprzekraczalne różnice między światem dobra i zła. Jego wykorzystanie na poziomie hipergry można dostrzec w rozwoju pozornie odległych koncepcji neokonserwatyzmu i społeczeństwa otwartego. Ta pozorność stała się zarazem kodem źródłowym pozwalającym na zarządzanie społeczeństwami w ramach dualizmu partii liberalnych i konserwatywnych. Wzrost świadomości antyglobalistycznej na przełomie wieków spowodował jego uzupełnienie o tęczowo-lewackie nurty polityczne, których zadaniem było stępienie rozumowania w kategoriach marksistowskiej walki klas na rzecz obyczajowych nowinek. W efekcie możliwe stało się sprowadzanie rywalizacji do emocji plemiennych wewnątrz państw, przy jednoczesnym ustanawianiu frontu jedności ideologicznej w wymiarze międzynarodowym. Zwolennicy wymienionych nurtów jednoczą się przecież, niczym strumyki spływające do jednej rzeki, w bezwarunkowym  wspieraniu „naszych wojen” za „nasze wartości”. Jak to się stało możliwe?

Amerykański neokonserwatyzm uznawał, że w imię partykularnej hierarchii wartości można narzucać je innym, co prowadziło do zaniku polityki międzynarodowej rozumianej jako konflikt interesów. Zanegowano myśl komunitaryzmu argumentującego, że żaden sposób życia nie powinien być uznany za jedynie właściwy, a żadna kultura czy państwo nie powinny rościć pretensji do wyznaczania normatywnych fundamentów porządku światowego. Z nową wiarą na ustach na początku XXI wieku ruszono więc do boju z tzw. „osią zła”, uruchamiając  „przemysł moralny” opierający się na karceniu i osądzaniu wrogów, np. Rosji, Chin, Iranu. Własne czyny, np. tortury więźniów w Guantanomo uzasadniane „walką z terroryzmem” , czy ujawnienie danych o inwigilacji obywateli państw zachodnich przez Edwarda Snowdena, pomijano milczeniem. O sile ukąszenia mentalności zachodnich, a szczególnie jego postpolskiej wersji, manicheizmem świadczy brak moralnej recepcji treści zawartych w aktach Epsteina, omówionych przecież przez amerykański Kongres w 2026 roku.

Mniej oczywistym przejawem manicheizmu stała się koncepcja liberalnego społeczeństwa otwartego sformułowana przez Karla Poppera. Uzyskało ono właśnie glejt „dobra”, legitymizując zarazem walkę ze „złem” – tzw. społeczeństwem zamkniętym. Na jej podstawie  systematycznie urabiano całość wyobrażeń, pojęć, sądów, idei, nauk, koncepcji, przekonań, mniemań ludzi o wszystkim, co w czasie neoliberalnej globalizacji uznano za ważne. A że zło potrafi się stroić w piórka dobra, aby uśpić czujność i łatwiej manipulować ludźmi, to właśnie w imię „otwartości” stworzono zamkniętą klatkę poglądów, powierzając klucze wstępu do bramy z napisem „wolność, tolerancja, pluralizm” określonym strażnikom tzw. społeczeństwa obywatelskiego.

Stworzono mechanizm obejmujący całość ludzi, organizacji, instytucji, przedsiębiorstw i dostępnych im środków związanych z pracą ideologiczną, której efekt odbiega od początkowych obietnic skąpanych w narracji dotyczącej wolności słowa i poglądów dla każdej jednostki. Dobro jest ciche, a zło często głośno domaga się podziwu, do czego służy medialna popularność wywoływana na zawołanie oraz systematycznie organizowane nagrody literackie i filmowe, nagrody Nobla, gale biznesu imitujące Davos. Pojawiły się sekty polityczne czasem udające partie, organizacje pozarządowe, sygnaliści, „niezależni” eksperci, filozofowie relatywizmu, socjolodzy płynnej rzeczywistości. Część z nich korzystała nawet bezpośrednio z funduszy dostarczanych przez korporacje i mocarstwa zachodnie. Dlatego w niektórych państwach, np. w Gruzji, wprowadzono ustawę o agentach zagranicznych, aby podjąć trudną walkę obrony suwerenności narodowej przed zagraniczną dywersją ideologiczną. Wspólnota wyobrażeń reprezentantów iluzorycznej otwartości odwołuje się bowiem do konstrukcji, nigdy nie istniejącej, zachodniej kosmopolis.

Głębia wiary w ten mit wskazuje, że to właśnie manicheizm stanowił podglebie dla umocnienia wpływów osób w istocie nietolerancyjnych i dyskryminujących. Fundamentem uprzedzeń i nietolerancji stały się bowiem czarno-białe schematy poznawcze: demokracja – autokracja, oś zła – oś dobra, ogrody europejskie – dżungla, wolność jednostki – wspólnotowe zniewolenie, zła Rosja – dobra Ukraina. Za tymi uprzedzeniami kryją się silne i negatywne emocje oraz niesłychanie silna odporność na logiczną argumentację. Już Erich Fromm, badając anatomię zła w XX wieku, udowodnił, że osobowość autorytarna została ulepiona z mentalności drobnomieszczańskiej. Dzięki systematycznemu oczyszczaniu jaźni z treści religijnych, narodowych i klasowych, doszliśmy fazy Globalczyka.

Zamiast powtarzania, że „wiedza to władza”, lepiej skoncentrować się procesie, w którym władza decyduje o tym, co uznawane jest za wiedzę, jak się ją rozpowszechnia, kto ją posiada i do jakich celów się ją wykorzystuje. Kontrola społeczna działa najlepiej poprzez wyznaczanie parametrów tego, co jest dozwolone, oraz ustanawianie punktów kontrolnych, które regulują działania. Ludzie mogą działać swobodnie, ale w granicach modelu: dobry uczeń, dobry pracownik, dobry obywatel, dobry profesor i tak dalej. Nie ma miejsca na dewiacje czy odstępstwa od normy (Jathan Sadowski). W filmie Norymberga psychiatra Douglas Kelley po zbadaniu mentalności nazistów podczas wywiadu radiowego trafnie konstatuje „jeśli myślicie, że kolejnych poznamy po mundurach, to pan oszalał”. A przecież w zachowaniach i komentarzach współczesnych „narkomanów kontroli” dominuje mieszanina pychy i pewności płynąca z przekonania, że to oni wędrują jedyną słuszną ścieżką. Swobodna estetyka i kolorowy image nie ukryją, że radosny uśmiech jest skierowany „tylko w jednym kierunku”, m. in., by nie dostrzec kultury eksterminacji w Palestynie, Gazie (Paweł Mościcki).

Tak powstała kultura ślepoty. Do roli nowych cenzorów nadają się sygnaliści i donosiciele funkcjonujący na wszystkich poziomach życia społecznego, tj. w pracy, internecie, uczelniach, urzędach. W zakrzyczeniu i emocjonalnym uniesieniu wobec wrogów nie różnią się zanadto od swoich poprzedników sprzed stu lat. Kiedyś typ sadystycznego Kapo pełnię swoich psychicznych zaburzeń rozwinął w obozach koncentracyjnych. Charakteryzują się obsesyjną potrzebą panowania nad każdą sytuacją, detalem oraz zachowaniem innych ludzi. „Złem” może stać się wpis w internecie, teoria oparta na dowodach, lecz niezgodna z wyrokami ekspertów, a nawet tezy profesora z dużym dorobkiem naukowym, który powinien zamilknąć, albo zająć się zdrowiem chorej mamy. Chyba, że profesor z dużym dorobkiem sam nawołuje do cenzury i delegalizacji partii „wrogich otwartości”.

Sprawa staje się jeszcze poważniejsza, gdyż prowadzona systematycznie praca nad zduszeniem wolności słowa czyści dyskurs publiczny przed nadejściem społeczeństwa inwigilacji kierowanego przez korporacje Big Data. Dziwnie konspiracyjną prawdą czasów, w którym żyjemy, jest fakt, że nieznane podmioty gromadzą nasze dane w nieznanych celach. Wiele z tych danych – niezwykle cennych – dotyczy ludzi: naszej tożsamości, przekonań, zachowań i innych informacji osobistych. Oznacza to, że pozyskiwanie danych często wiąże się z coraz bardziej inwazyjnymi systemami sondowania, śledzenia i analizowania życia ludzkiego.

Państwo liberalne, tak „ślepe” na wskazane zagrożenia, wolności usuwa, zrzuca coraz bardziej odpowiedzialność na jednostki, czego najnowszym przykładem jest 19 milionów poszkodowanych przez słabości polskiego cyberbezpieczeństwa. To jednostka ma ochronić siebie przez zastrzeganie numer PESEL, po gigantycznym wycieku wrażliwych danych zdrowotnych.  Czy zatem rację ma Gerard Celente, twórca „Trends Journal” oraz Trends Research Institute (od 1980 roku prawidłowo przewidział m. in. kryzys z 2008 roku, krach giełdowy na rynku dot.com w 2001 roku, ostrzegał przed 9/11, kryzys z 1987, upadek ZSRR, wybór Donalda Trumpa na prezydenta w 2016 roku, wojnę i przegraną USA w Iraku), że kapitalizm zastąpił już otwarty faszyzm, gdy korporacje i militaryzm splotły się w nierozłącznym uścisku i dążeniu do globalnego ucisku?

Imperatyw moralny w XXI wieku

Imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta proponował, aby zasada naszego postępowania stała się uniwersalnym prawem dla każdego człowieka. W świetle omówionych przejawów zła, jaki powinien być zatem imperatyw w XXI wieku? Lew Tołstoj pisał „o nie sprzeciwianiu się złu siłą”, co Mahatma Gandhi przełożył na „walkę bez przemocy” przeciwko brytyjskiej opresji. Czy może w XXI wieku imperatyw moralny powinien skorzystać z postulatu Iwana Iljina, że „złu trzeba się przeciwstawiać siłą”? Ale czy zło rozumie tylko język siły? Czy nie wystarczy perswazja? Przecież wśród zachodnich filozofów pojawiły się tezy przeciwne manicheizmowi. John Rawls uznawał możliwość współżycia społeczeństw liberalnych oraz tzw. „społeczeństw hierarchicznych” regulowanego ideą sprawiedliwości, pod warunkiem, że te drugie nie będą prowadzić polityki ekspansjonistycznej oraz przyjmą podstawowe prawa człowieka. W XXI wieku sytuacja międzynarodowa uległa jednak daleko idącemu odwróceniu. Obecnie to niezachodnie państwa proponują wprowadzenie zasady pokojowego współistnienia i wzajemnego gwarantowanego rozwoju, pod warunkiem, że prywatne i mocarstwowe ekspozytury globalnego korporacjonizmu zrezygnują z prowadzenia polityki ekspansjonistycznej, a zwłaszcza działań mogących wywołać kolejną wojnę światową.

W świetle naszych rozważań nowy imperatyw moralny może dotyczyć po pierwsze przeciwstawienia się złu wojny światowej przez wspierania państw, instytucji i jednostek promujących pokój, negocjacje międzynarodowe oraz dążenie do sprawiedliwego kompromisu. Po drugie, ustalenia warunków zniesienia globalnej pętli zadłużenia ze względu na prawo do życia jednostki i konieczność rozwoju społecznego. A po trzecie, upowszechniania prawdy i demaskowaniu hipokryzji przejawiającego się w inwigilacji i cenzurze. Pomyślność narodu i suwerenność państwa może także potrzebować identyfikacji wszystkich funkcjonariuszy systemu opresji, a nawet przeprowadzenia detoksykacji ideologiczno-umysłowej, która stoi na straży ograniczania rzeczywistej wolności.

prof. Gracjan Cimek

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

 

 

 

 

Redakcja