Ameryka chce wrócić do nuklearnej gry. Dała się z niej wyimpasować Rosji i Chinom, zaniedbała ten strategiczny rodzaj energii. Przy pomocy ogromnych pieniędzy chce zbudować nowoczesne małe reaktory. Jednak amerykańska kapitałowa maszyneria nie radzi sobie z problemem.
Stany Zjednoczone przegrywają wyścig nuklearny, tej najpotężniejszej gałęzi energetycznej. Wcześniej próbowały zdusić jej cywilne zastosowania, pompując pieniądze tylko w wiatraki i panele słoneczne, więc zachodnia energetyka jądrowa powoli obumierała. Jednak konkurenci – Rosja i Chiny – osiągnęli niezwykłe sukcesy w tej dziedzinie. Szczególnie Rosja, przyparta do muru eskalacją wojny na Ukrainie, przypomina, że może użyć swoich nowoczesnych rodzajów broni atomowej https://myslpolska.info/2026/02/26/jedyny-sojusznik-rosji/, na dodatek przenoszonej środkami o napędzie jądrowym https://myslpolska.info/2026/03/13/atom-napedza-rosyjska-bron-jadrowa/
Ameryka zdecydowała się więc wrócić do gry i za wszelką cenę nadrobić zapóźnienia w rozwoju technologii jądrowych. Aby sprostać konkurencji musi szukać nowych rozwiązań, opanowywać technologie, wprowadzać je do obiegu i rozwijać. Pierwszą ścieżką, którą wykorzystuje, jest sprawdzony w innych dziedzinach sposób (choćby w sztucznej inteligencji) – znalezienie pomysłu, zespołu ludzi, gotowych go zrealizować i… obdarowanie go górą pieniędzy. Jednak nawet przy niewiarygodnie wręcz wielkich zasobach inwestycyjnych, z atomem nie idzie łatwo.
Ot, taki choćby NuScale Power, najgłośniejszy kiedyś start-up, najbliższy realizacji swojej koncepcji, jednak okazało się, że koszta energii uzyskiwanej z jego projektu realnie są dużo wyższe, niż spółka przedstawiała. Projekt porzucono, a inwestorzy ciągają spółkę po sądach. I jest to jedyny, powtarzam – jedyny, projekt, mający urzędowe zatwierdzenie typu reaktora. Żeby było jasne, czym jest „zatwierdzenie typu”… to zaledwie wstępna zgoda amerykańskiego regulatora, że nie widzi przeszkód teoretycznych dla budowy takiej jednostki. I to co u nas był nagłaśniane, jako rozwiązanie, które już prawie prawie i zasili Polskę… jest tylko konceptem, przeliczonym na komputerach dzięki modelom cyfrowym. I nie wzbudzającym zastrzeżeń przy weryfikacji jego założeń. Jednak realnie taki reaktor nie istnieje. Trzeba go dopiero zbudować. Więc naprawdę żeby cokolwiek konkretnego powiedzieć o reaktorze – musi powstać choćby jego prototyp. A takiego nie ma jeszcze w żadnym z szeroko reklamujących się amerykańskich SMR-ów. W odróżnieniu od chińskiego czy rosyjskiego https://myslpolska.info/2022/12/19/szczesniak-rosyjskie-smr-y/, który pracuje już cztery lata.
Dlatego od tej wstępnej zgody, którą ma tylko jeden amerykański wykonawca, do budowania realnie działających bloków energetycznych – droga jeszcze bardzo daleka. Przy tak niebezpiecznej dla otoczenia technologii, gdy niewielka nawet awaria może doprowadzić do dramatycznych skutków, nie wystarcza weryfikacja pomysłu oparta na modelach komputerowych. Realnie działający reaktor musi być intensywnie przetestowany choćby w warunkach laboratoryjnych. I dopiero wtedy można go dopuścić (lub nie) do szerokiego, publicznego stosowania. I amerykańska Komisja Nuklearna o tym doskonale wie.
Ale zbudowanie reaktora „w żelazie” przekracza już możliwości takiego modelu finansowania. Ten obowiązek chce się więc przerzucić na komercjalnego dostawcę energii. Ale ten nie jest poligonem rozwoju technologii, oczekuje, by zbudowano mu działający blok energetyczny, a nie zajmować sprawdzaniem, czy to, co działało w modelu komputerowym, rzeczywiście będzie bezpiecznie i ekonomicznie dostarczać energię. Stąd dziura między konceptem a rynkową komercjalizacją jest głęboka jak Rów Mariański. I nie da się zasypać pieniędzmi.
NuScale Power na swój wstępny koncept reaktora (77 megawatów mocy) zebrał od inwestorów ponad miliard dolarów (dokładnie 1,3 mld, czyli prawie 5 miliardów złotych). Projekt osiągał niewiarygodnie (dla nas) wysokie notowania akcji na giełdzie. W szczytowym momencie był wart 20 miliardów dolarów. Spółka z pomysłem w komputerze, prawie zero dochodów, stratami setek milionów dolarów rocznie – osiąga połowę kapitalizacji Orlenu, który miał prawie dwa miliardy dolarów rocznego zysku. Więc błyskawiczne przepalanie zebranych z rynku pieniędzy i brak rezultatów, zaniepokoiło inwestorów, którzy po cichutku zwijają się, wycofując pieniądze. A start-upom zagląda w oczy widmo bankructwa.
Rozwój nowych technologii jądrowych jest bowiem niezwykle kosztowny. Skrzyknięcie ludzi z pomysłami i wiedzą fachową, znalezienie kapitału wysokiego ryzyka… Ten model tu nie działa, gdyż droga od pomysłu do przemysłu jest niezwykle długa, najeżona trudnościami, z którymi trzeba walczyć latami, a ryzyka, które ze sobą niesie – nie do udźwignięcia dla spekulacyjnego ze swej natury kapitału.
I tu na scenę wkracza amerykańskie wojsko. O czym w następnym numerze Myśli Polskiej.
Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)



