„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – Jan Zamoyski.
Irytują mnie kąśliwe, agresywne wypowiedzi w mediach pod adresem szkolnych nauczycieli. Z tych wypowiedzi wywodzę, że odwrócono role.
Odwrócenie ról
Obecnie to nie nauczyciel ocenia ucznia, jego postępy w nauce, jego zachowanie. Dzieje się odwrotnie: to uczniowie i ich rodzice oceniają i wychowują nauczycieli. Przed laty widziałam w TV, jak rozwydrzona młodzież w jednej z polskich szkół w trakcie lekcji, w klasie szkolnej nałożyła na głowę śmietnik bezbronnemu nauczycielowi języka angielskiego. Robiąc „bekę”, jednocześnie nagrywając to zdarzenie na smartfony…
Domniemanie winy nauczyciela
Obecnie „naukowcy” wymyślili kilka „zaburzeń”, które umożliwiają uczniowi specjalne traktowanie w szkole. Aktualnie w TV pokazują, jak rodzice wzywają policję, pod wydumanym pretekstem, na nauczyciela. Wystarczy, że nauczyciel w subiektywnej ocenia ucznia wyrządzi mu „krzywdę”. Mniejsza o to jaką i jak ta rzekoma krzywda ma się do rzeczywistości… Wystarczy jedno słowo, zdanie nauczyciela przy ocenie wypracowania lub tym podobne, które „pokrzywdzony” interpretuje w sposób dowolny. Stało się też modne tak zwane „molestowanie seksualne” wśród rzekomo pokrzywdzonych. Co skutkuje dla nauczyciela niebywałymi konsekwencjami. Nauczycielka lub nauczyciel musi udowodnić, że nie jest wielbłądem.
Kształtowanie charakteru
Moja śp. mama, Halina Wójcikiewicz, z domu Lewicka często wspominała czasy gdy kształciła się w szkole, prowadzonej w okresie międzywojennym przez Siostry Urszulanki. Było to Prywatne Gimnazjum i Liceum Żeńskie Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej w Gdyni. Działalność tej placówki, zlokalizowanej przy ul. Pomorskiej 39/41, rozpoczęła się w czerwcu 1931 roku. Prężnie funkcjonowała do wybuchu II wojny światowej, kształcąc i wychowując młodzież w duchu patriotycznym. Mama mówiła mi, że dzięki kształtowaniu jej charakteru, w rodzinnym domu oraz szkole, przeżyła okres hitlerowskiej okupacji. Ciężko pracując, utrzymując chorą matkę Karolinę Lewicką i młodszego brata Zbyszka Lewickiego, podczas gdy jej ojciec kapitan Marynarki Wojennej Bolesław Lewicki, przebywał w niemieckiej niewoli.
Nauczyciel ma rację
Temat ten wracał, ilekroć przychodząc ze szkoły, do której uczęszczałam przed laty jako dziecko (była to Szkoła Podstawowa Nr 14 w Gdyni, przy ul. Władysława IV nr 50), próbowałam skarżyć się na nauczycielkę lub nauczyciela. Mama perswadowała mi, że muszę podporządkować się stawianym wymogom. Nauczyciele w opinii mamy a priori zawsze mieli rację. W ten sposób pacyfikowała mój bunt. Jak się później, po latach dowiedziałam, rodzice dyskretnie badali zgłaszane przeze mnie problemy, sprawdzając ich zasadność.
Gruntowne przygotowanie
W szkole Sióstr Urszulanek w Gdyni, panowała dyscyplina. Nauczyciele byli bardzo wymagający. Nabyta wiedza i umiejętności pozwoliła mojej mamie, po zdaniu matury w 1939 roku, na przyjęcie jej na studia medyczne. Ambitne plany mamy zostania lekarką zniweczyła we wrześniu 1939 roku napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę. Po przymusowym wysiedleniu z Gdyni i wyjeździe do rodziny w Warszawie mama rozpoczęła bardzo ciężką pracę jako robotnica w fabryce produkującej metalowe wyroby, utrzymując ze skromnej pensji swoją schorowana matkę Karolinę Lewicką i młodszego brata Zbyszka. Po zapoznaniu pierwszego w swoim życiu kawalera, a później mojego ojca, Antoniego Wójcikiewicza działającego w podziemiu (w Armii Krajowej), zmieniła pracę w okupowanej Warszawie. Rozpoczęła pracę na dalekopisach Deutsche Post Osten (Niemiecka Poczta Wschód). Instytucja ta powstała na mocy rozporządzenia Hansa Franka i zajęła cały majątek dawnego polskiego przedsiębiorstwa Polska Poczta, Telegraf i Telefon. O przyjęciu do tej pracy zadecydowała znakomita znajomość języków mojej mamy: francuskiego, niemieckiego i łaciny. Języków, które opanowała dzięki nauce w szkole Sióstr Urszulanek w Gdyni. Zadecydowały też o tym potrzeby Armii Krajowej posiadania tam kogoś odważnego, kto mógłby przekazywać wywiadowi Armii Krajowej pozyskiwane na tym stanowisku istotne informacje.
Rola religii
Będąc dzieckiem, chodząc na religię, którą traktowałam z przymrużeniem oka, przed pójściem do Pierwszej Komunii Świętej, gdy mama spostrzegła, że mój stosunek do katolicyzmu ma charakter powierzchowny i de facto ludyczny, poświęciła mi dużo czasu, aby przygotować mnie do niej. Imponująca była jej wiedza, cierpliwość, aby wyjaśnić i wpoić we mnie właściwe rozumienie wiary, w której zostałam ochrzczona. Po latach, jako już dojrzała kobieta, zapytałam ją kiedyś skąd posiada ona tak imponującą wiedzę teologiczną. Odparła, że z nauki, którą wyniosła ze szkoły. Napomknęła też, że ksiądz profesor, który uczył tam religii, był pasjonatem teologii. Powiedziała mi wówczas, że charyzmat wiary, który posiada pozwolił jej na przetrwanie najtrudniejszych chwil w jej życiu.
Piszę o tym gdyż dostrzegam, że ludzie zatracili się w pogoni za pieniądzem, będącym jedyną wartością. Piszę gdyż zaniedbania w edukacji młodzieży mają fatalne, dostrzegalne, wymierne skutki. 40% Polaków z trudem rozumie najprostsze komunikaty. Śmieszy mnie, gdy dorośli ludzie nie potrafią przeprowadzić prostych obliczeń bez pomocy kalkulatora.
Przeraża mnie kosmopolityzm Polaków, polegający na obojętności wobec losów Ojczyzny w sytuacji, gdy dosłownie na naszych oczach Polska przestaje istnieć jako państwo narodowe.
Joanna Zinkiewicz



