PolitykaPolskaŚwiatJastrzębski: Ukraina bez różowych okularów

Red.7 godzin temu
Wspomoz Fundacje

Polacy zaczynają patrzeć na Ukrainę bez różowych okularów.

Temat okrutnych ukraińskich mordów na ludności polskiej stał się powszechny i pierwszoplanowy w naszym kraju. W dziesiątkach, jak nie setkach miejscowościach w całej Polsce odbyły się uroczystości rocznicowe. Czas wspomnień rozpoczął się 4 lipca Marszem Pamięci w Warszawie zorganizowanym przez Fundację Wołyń Pamiętamy, a symbolicznie zakończył 11 lipca pod Pomnikiem „Rzeź Wołyńska” w Domostawie. O tragedii, która wydarzyła się na polskich Kresach usłyszał praktycznie każdy Polak. Stało się tak dzięki długotrwałej mrówczej pracy działaczy kresowych i narodowych. Okna Overtona zostało wreszcie przesunięte. Ukraina przestała być „złotym cielcem”, który należy wielbić, a nie można go krytykować. Ma w tym zasługi „Myśl Polska”, na łamach której przez dziesięciolecia przypominano kim byli i uczynili banderowcy. Na szerokie wody temat ukraińskich zbrodni wypłynął jednak dzięki internetowemu pokoleniu działaczy kresowych, przebiegu wojny rosyjsko-ukraińskiej, roszczeniowej postawy znacznej części ukraińskich uchodźców i butnemu zachowaniu władz ukraińskich względem naszego kraju.

Banderyzm.

Banderyzm na Ukrainie, nie jest żadną nowością. Heroizacja polakożerców, zbrodniarzy i kolaborantów III Rzeszy jest na Ukrainie normą przynajmniej od czasów „euromajdanu”. W kolejnych miastach Ukrainy jak grzyby po deszczu stawiono pomniki Stepana Bandery. Ulice, place, skwery nazywano na cześć Szuchewycza, Melnyka, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Obchodzono rocznice związane z działaniami 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS. Tak było od 2014, tak było w 2022 roku i trwało to, aż do 2026 roku. Władze państwowe, władze kościelne i media w Polsce udawały, ze problem nie istnieje. Dopiero decyzja przywódcy Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek imienia „Bohaterów UPA” spowodował powszechną zmianę patrzenia na kwestię ukraińską przez media i polityków głównego nurtu. A przez to przez społeczeństwo. Symbolem zmiany była decyzja prezydenta Polski Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Zełenskiemu.

Przypadek?

Nie wierzę w takie przypadki. Moim zdaniem w realnych ośrodkach władzy zapadła decyzja o tym, że należy mocno przytemperować cierpiącego na syndrom zbawcy narodu Wołodymyra Zełenskiego. W niedalekiej przyszłości zaś najprawdopodobniej zakończyć jego karierę polityczną. Motorem sprawczym zmiany narracji może być Londyn, który zdecydowanie wolałbym na stanowisku przywódcy Ukrainy wiedzieć Wałerija Załużnego. Myślę, że właśnie w tym kontekście należy odczytywać nagłe zdymisjonowanie premier Ukrainy Julii Swyrydenko, jak i rezygnację z funkcji ambasadora Ukrainy w USA Olgi Stefanishyny. Sam Zełenski i jego w znacznej częsci skorumpowane środowisko stało się mocno problematyczne nie tylko dla Londynu, ale również Waszyngtonu i Tel Awiwu.

Londyn gra na długotrwałą wojnę Ukrainy z Rosją. Jest przekonany, że era Wołodymyra Zełenskiego się kończy i może on zostać obalony przez własnych obywateli. Takiego rozwoju sytuacji moim zdaniem nie chcą Brytyjczycy. To podważyłoby i tak mocno zachwianą w krajach zachodu pozycję władz w Kijowie. Dla Londynu optymalnym rozwiązaniem byłaby rezygnacja z funkcji przywódcy Ukrainy Zełenskiego i zastąpienie go mającym pełne zaufanie Załużnym. Obecnego przywódcę Ukrainy nie chce również bronić Waszyngton. Bezczelny i próbujący rozgrywać samego prezydenta USA Donalda Trumpa Zełenski stał się zupełnie nieakceptowalny dla podchodzącego biznesowo do polityki obecnego prezydenta USA i jego ekipy. Zełenski ze względu na swoje pochodzenie, a dzisiejszą postawę gloryfikującą szowinistów i kolaborantów III Rzeszy stał się zbędnym balastem dla Izraela.

Bruksela i Warszawa.

Dzisiaj za Zełenskim stoi Bruksela – głównie Niemcy i Francuzi. Przywódca Ukrainy jeszcze ma oparcie w dwóch głównych państwach Unii Europejskiej. Ale ze względu na swoja roszczeniowość i sytuację skomplikowaną wewnętrzną Ukrainy również dla Berlina i Paryża staje się on coraz mniej przydatny. Bo bez poparcia ukraińskich mas nie ma szansy na prowadzenie wojny z Rosją i utrzymaniena Ukrainie kursu, jeśli już nie euroatlantyckiego, to przynajmniej proeuropejskiego. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron to zimni gracze, którzy dzisiaj poklepują po plecach Wołodymyra Zełenskiego, by nazajutrz moc zachować się jak Brutus względem Juliusza Cezara.

Władze w Polsce chociaż nie są samodzielne, również w znacznej części czekają na koniec kariery przywódczej Wołodymyra Zełenskiego. Arogancja i buta tego człowieka sprawiły, że stał się on w Polsce powszechnie uważany za nieprzyjaciela. Coraz trudniej społeczeństwu tłumaczyć, dlaczego rząd popiera kijowskie władze. Dzisiaj już nie tylko uważana za suwerenistyczną opozycja jak Konfederacja Mentzena czy Korona Brauna, ale również ukrainofilskie PiS Kaczyńskiego i obrotowy PSL Kosiniaka-Kamysza widzą w Zełenskim nie przyjaciela a wroga Polski. Mimo wrodzonej rusofobii i nakazanemu ukrainofilstwu przedstawicielom rządu jak i samemu premierowi Donaldowi Tuskowi coraz trudniej tłumaczyć nieprzyjazne wzgledem Polaków posunięcia przywódcy Ukrainy. Opozycja skupiona wokół Jarosława Kaczyńskiego dobrze odczytała nastroje społeczne i przetwarza się z radykalnie proukrainskiego stronnictwa w partię ukrainorealistyczną. Ściga się w tym z Konfederacją oraz Koroną. Moim zdaniem opozycja jawnie, zaś koalicja po cichu liczy na upadek powszechnie znienawidzonego w Polsce Zełenskiego.

Biden & Soros

Stronnikami obecnego przywódcy Ukrainy pozostają amerykańscy demokraci i zbiorowy Georg Soros. Amerykańskie jastrzębie wojny skupione wokół prowojennej części Partii Demokratycznej oraz liczne fundacje rozsiane po Europie a powiązane z Sorosem, będą bronić Zełenskiego jak źrenicy własnego oka. Spowodowane jest to zarówno kwestiami ideologicznymi czyli wiarą w konieczność demokratyzacji świata na modłę amerykańską, jak również ochroną własnych tyłków. Nie chcą by na światło dzienne wyszły kulisy związane z wydarzeniami poprzedzającymi i samą wojną na Ukrainie. Nie mogą sobie pozwolić na to, by argumentacja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, a tym bardziej prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina okazał się prawdziwa i stała się przekazem medialnym. To byłby ogromny cios dla tych wpływowych z różnorakich względów środowisk. Jednak nawet w środowisku demokratyczno-liberalnym, które stoi za wsparciem dla Ukrainy rodzi się opozycja, która chciałaby zakończyć „operacje Zełenski”.

Putin

Chichotem historii jest fakt, że obecny przywódca Ukrainy stał się wygodny dla prezydenta Federacji Rosyjskiej. On sam jak i jego środowisko ze względu na heroizację banderyzmu, powszechną korupcję i nastroje społeczne na Ukrainie stał się niechcący sojusznikiem narracji Władimira Putina. Każdy krytyczny obserwator sceny politycznej dzisiaj wie kim stał się Zełenski i jego koteria. Najbardziej zagorzali wrogowie Rosji w Polsce – jak Karol Nawrocki, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek – muszą dzisiaj przyznać, że słowa Władimira Putina o brunatnieniu Ukrainy były faktem, zaś banderyzm jest realnym problemem a nie propagandowym wymysłem moskiewskiej propagandy. Same władze na Ukrainie mówią o wielkich problemach korupcyjnych, a media w Polsce informują raz za razem o kolejnych skandalach uderzajacych w otoczenie Zełenskiego. Dochodzą do tego problemy demograficzne, mobilizacyjne i religijne na Ukrainie.

Źle nie tylko na Ukrainie

Sytuacja Federacji Rosyjskiej również nie jest różowa, co opisuje w swoim reportażu pozbawiony rusofobii znakomity polski Maciej Wiśniowski. Jego relacje można znaleźć na stronie Strajku i Tygodnika NIE. Ale o tym w kolejnym tekście. Parafrazując słowa wypowiedziane przed wieloma laty przez seniora Obozu Narodowego Władysława Wójciak – sytuacja Ukrainy jest zła, sytuacja Rosji jest zła, ale mnie interesuje dlaczego to Polska znów dostanie w tyłek.

Łukasz Jastrzębski 

Red.