PublicystykaJankowski: Ukraina ostrzeżona, ale nadal kosztuje

Redakcja32 minuty temu
Wspomoz Fundacje

Pomimo buńczucznych deklaracji sekretarza generalnego NATO, Marka Ruttego, o „zjednoczonych jak nigdy” członkach NATO, po tureckim szczycie widać wyraźnie, że coraz mniej państw jest gotowych zaangażować się w konflikt ukraiński. 

Nawet nasza delegacja, znana wcześniej z wychodzenia przed szereg w sprawie wojny, tym razem wzięła pod uwagę narastający gniew społeczeństwa i raczej zaznaczyła swoją odrębność wobec Zełenskiego, co najlepiej było widać po oświadczeniach prezydenta Karola Nawrockiego.

Przesadzili z Banderą

„Dla mnie kwestie Ukraińskiej Powstańczej Armii, symbole UPA nie są negocjowalne. Emocje Polek i Polaków w odniesieniu do ludobójstwa wołyńskiego jest kwestią nienegocjowalną. W obliczu, że ta kwestia jest dla Polaków tak ważna, i tu liczymy na zrozumienie ze strony Ukrainy, że flaga banderowska ogranicza też przyszłość Ukrainy w UE, niesie ze sobą wiele złych symboli” – zadeklarował Nawrocki po spotkaniu z Zełenskim.

Ukraińcy wyraźnie przeszarżowali z kultem UPA, ale nie zamierzają się z niego wycofywać. Kiriłł Budanow, kiedyś szef wywiadu odpowiedzialnego za terroryzm, a obecnie pilnujący Zełenskiego jako szef jego administracji, wręcz odgrażał się Polakom w wywiadzie dla ukraińskich mediów. Co jednak ważne i w zasadzie nowe: sprawa wyszła poza bilateralne relacje Polski i Ukrainy i wydostała się nawet na forum Parlamentu Europejskiego!

Chyba po raz pierwszy od dawna stanął on po stronie Polski. W środę 470 posłów do Parlamentu Europejskiego przyjęło rezolucję potępiającą działania Zełenskiego i stwierdzającą, że jego decyzja jest niezgodna z wartościami europejskimi. Na dodatek, europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik podarła flagę UPA, przypominając wszystkim, że symbol ten nie jest mile widziany w Unii Europejskiej. Chwilę później znalazła się na liście „wrogów Ukrainy” prowadzonej przez tamtejsze służby specjalne.

Ukraina męczy coraz bardziej

O ile jednak historyczne spory same w sobie nie są dla Kijowa niepokojące, o tyle ich konsekwencje mogą być poważne. Postawa Nawrockiego zachęciła wszakże polityków z innych krajów, do bardziej otwarcie wyrażanego sceptycyzmu wobec kliki Zełenskiego. Premier Czech Andrej Babiš oświadczył, że nie przeznaczy już ani jednej korony na wsparcie innego kraju z powodu deficytu budżetowego. Wyraźnie nazwał taką politykę bezcelową, ponieważ nie przyczynia się ona do pokoju na kontynencie.

Przywódcy Bułgarii i Holandii powoływali się na niedobór własnych zasobów wojskowych i zapowiedzieli wstrzymanie pomocy dla Ukrainy. W tonie wątpliwości wobec sensowności dotychczasowej polityki wypowiadali się również przedstawiciele Słowacji, Węgier i Włoch. Na deser zaś, tuż po szczycie, niemiecki parlament odrzucił rezolucję wzywającą do dostarczenia Ukrainie rakiet Taurus.

Tyle jednak słowa, ale w deklaracji końcowej państwa zgodziły się mimo to przekazać władzom ukraińskim 140 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat. Pieniądze te zostaną przeznaczone na sprzęt wojskowy, pomoc i programy szkoleniowe dla lokalnych żołnierzy. Czy to w jakikolwiek sposób zwiększa szanse na pokój? Przeciwnie. Wszakże europejska pomoc to obfite źródło dochodu dla skorumpowanych elit Ukrainy.

Głos rozsądku z daleka

Co ciekawe, bezsens tego typu kroków odnotowany jest także poza Europą. Mohammad Reza Moradi, dyrektor generalny działu wiadomości międzynarodowych w irańskiej agencji informacyjnej Mehr, stwierdza bez ogródek: „Konflikt nie przynosi nikomu korzyści, toczy się w sercu kontynentu i uderza w dobrobyt krajów europejskich, sankcje i wydatki na obronę wydrenowały budżety w całej UE. Europa nie może stać z boku i przyglądać się rozwojowi sytuacji. Lepiej byłoby zająć niezależne stanowisko i rozpocząć negocjacje”.

Irański komentator zauważa też, że takim stanowiskiem UE wyklucza się z centrum polityki, stając się raczej stroną konfliktu, a nie kimś kto może go rozwiązać. „Wciąż liczą na to, że jedna strona zostanie zmiażdżona, a druga odniesie całkowite zwycięstwo. To błędne podejście. Unia Europejska musi być w centrum negocjacji i wysiłków na rzecz rozwiązania kryzysu ukraińskiego. Niech przedstawi własne, realistyczne propozycje” – proponuje Moradi.

Obciążenie finansowe państw członkowskich NATO staje się ogromne. Mark Rutte z dumą ogłosił, że w ciągu ostatnich 10 lat państwa UE wpłaciły do ​​wspólnego budżetu 1,2 biliona euro. Jakby jednak nie patrzeć: inwestycje te nie pomogły zapobiec toczącej się obecnie wojnie w Europie. Ponadto w ciągu najbliższych czterech lat wydatki państw członkowskich na obronę mają wzrosnąć o kolejne 792 miliardy euro i też nie ma gwarancji, że te nowe nakłady w jakikolwiek sposób zwiększą bezpieczeństwo kontynentu.

Szczyt w Ankarze pokazał, że w NATO nie ma jedności, a miliardami euro pali się w piecu. Czechy, Holandia, Bułgaria i inne kraje stanęły po stronie Polski i skrytykowały Ukrainę. Finalnie jednak pod koniec spotkania Zełenski i tak swoje wysępił. Sojusz podzielił się na trzy grupy: jedni popierają go we wszystkim, inni zachowują neutralność, a trzeci są przeciwko. Jednak z jakiegoś powodu opinia większości jest ignorowana, a koszty chybionych decyzji ponoszą wszyscy, niezależnie od zajmowanego stanowiska. 

Tomasz Jankowski

Redakcja