Nasz region jest poddany niezwykłemu eksperymentowi energetycznemu.
Został ściśnięty w imadle, które dusi potencjał przemysłowy, ograniczając tak suwerenność decyzji rozwojowych, jak i niezależność i bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowej. Czy można się z niego wyrwać?
Pełzająca dezindustrializacja
Jedną szczęką tego imadła jest polityka klimatyczna, drugą, dużo dzisiaj ważniejszą – geopolityczna. Dzisiaj całkowicie zaciśnięta przez Brukselę, całkowicie odcięła nasz region, łącznie z Niemcami, od surowców energetycznych z Rosji. Dlatego ważniejsza, gdyż boleśnie uderzyła w przemysł ciężki, który w ostatnich latach skurczył się dramatycznie. Także w Polsce, gdzie produkcja stali spadła aż o 28%, a nawozów sztucznych czy gum i tworzyw przeżywa głęboki regres. Mamy w efekcie zamykanie hut (Huta Królewska w Chorzowie), wygaszanie wielkich pieców (w dawnej Hucie Katowice), redukcję zatrudnienia. Pracę straciły tysiące osób, w zakładach chemicznych doszło do zwolnień 15–20% załogi. Mamy więc w Polsce i regionie pełzającą dezindustrializację.
Bez szans
Rodzi się więc pytanie: czy jest szansa przeciwdziałać tej niszczącej strategii Brukseli? Czy polskie władze wspólnie z politykami Europy Środkowej, ponoszącej największe koszty tej polityki, mogłyby skutecznie jej przeciwdziałać?
Moim zdaniem, w dzisiejszy realiach politycznych – nie ma na to najmniejszej szansy.
Prawna blokada
Stworzono bowiem wiele przeszkód do pokonania, którymi Bruksela odgrodziła nas od Rosji. Techniczne są niewielkie, większość rurociągów jest sprawna, choć trzy nitki z czterech gazociągu Nord Stream wysadzono. Jednak skutecznie oddzieliły nas od tanich surowców bariery prawne, które przez ten czas skrupulatnie hodowano w Brukseli. Długo by je wymieniać, ale z końcem roku wchodzi pełny zakaz importu LNG z Rosji, a we wrześniu 2027 roku – gazu rurociągami. Te przepisy trudno będzie uchylić, a nie stosować ich nie ośmieli się żadne przedsiębiorstwo w obawie przed skutkami prawnymi. Żeby odejść od katastrofalnej polityki blokady należałoby dokonać rewolucji w Brukseli. To na dzisiaj bardzo mało realne. Również stworzenie bloku energetycznego krajów Europy Środkowej, który mógłby takiej rewolucji dokonać, wydaje się dzisiaj mało możliwe.
Polska derusyfikacja energetyczna
Największą przeszkodą jest Polska, która pojękując z lekka w temacie energii odnawialnej, twardo odcina się od wschodnich dostaw surowców, woląc drożej płacić za węgiel, ropę czy gaz. Skutecznie przeprowadzono całkowitą „derusyfikację energetyczną”. I to niezależnie, która opcja polityczna rządziła – konsensus elit jest tutaj pełny.
Brak lidera buntu
Inne państwa Europy Środkowej, gdyby nawet chciały, są małe i słabe tak politycznie, jak i gospodarczo. A co najgorsze – beznadziejnie uzależnione od pieniędzy z Brukseli. A tamtejsi biurokraci potrafią skutecznie zmusić dotacjami beneficjentów do posłuszeństwa. Przypomnijmy, że Bruksela odniosła niedawno ogromny sukces – doprowadziła do porażki wyborczej Viktora Orbána na Węgrzech, który był najtwardszym przeciwnikiem samobójczej strategii wschodniej UE. I potrafił utrzymywać kontrakty energetyczne z Rosją, importując gaz, ropę, a nawet budując elektrownie atomową z Rosatomem. Bruksela użyła wobec niego tak broni finansowej, blokując węgierskie dotacje, jak i informacyjnej – przez cenzurę internetu. Współpracowała też po cichu z Ukrainą, która zablokowała tranzyt rosyjskiej ropy na Węgry i Słowację. Brak dzisiaj przywódcy, który mógłby poprowadzić zbuntowanych do ataku.
Niemcy i Polska mogłyby doprowadzić do zwrotu
Jednak jakieś światełko w tunelu widać. To Niemcy, które najboleśniej odczuły działania Brukseli, ich potęga przemysłowa topnieje jak śnieg na wiosnę, a przecież zaliczane są do Środkowej Europy. Jeśli odsunięte zostaną od władzy globalistyczne elity, nie dbające o krajową gospodarkę, na przykład przez zwycięstwo wyborcze Alternatywy dla Niemiec. Jedynie one mogą stać się skutecznym liderem takiego środkowo-europejskiego zwrotu. No, gdyby jeszcze wyobrazić sobie podobny zwrot w Polsce… wtedy rzeczywiście, taki tandem mógłby skutecznie przeprowadzić energetyczną rewolucję w naszym regionie. Ale trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię…
Andrzej Szczęśniak



