Przy okazji porażki Viktora Orbána na Węgrzech warto doprecyzować, czym jest „demokracja nieliberalna”, które to pojęcie ustępujący przywódca Węgier wprowadził do szerszego obiegu politycznego, w Polsce zaś podchwyciły ochoczo niektóre środowiska „narodowe”.
Zacząć warto od tego, że główni promotorzy tej idei nie zrealizowali jej w swojej praktyce politycznej, ani chyba nawet nie mieli takich planów. Viktor Orbán na Węgrzech, Donald Trump w USA, narodowcy w Polsce nie chcą bowiem budować nieliberalnego ustroju, tylko realizować nieliberalną politykę w ramach ustroju liberalnego. Innymi słowy, „nieliberalna demokracja” to w ich interpretacji rządy „narodowych solidarystów”, które jednak nie wykraczają poza liberalne standardy ustrojowe. Doskonałą tego ilustracją są Donald Trump który pomimo politycznego „wierzgania” ostatecznie zaakceptował niepomyślny dla siebie wynik wyborów prezydenckich z listopada 2020 roku, oraz Viktor Orbán który zaakceptował niepomyślny dla siebie wynik wyborów parlamentarnych.
Istota demokracji nieliberalnej
Demokracja nieliberalna różni się zaś od liberalnej brakiem alternacji politycznej i pluralizmu partyjnego. W demokracji nieliberalnej nie ma dowolności tworzenia ani rywalizacji partii politycznych, dowolności układania list wyborczych, dowolności prowadzenia przez partie agitacji wyborczej, dowolności szerzenia przez nie swojej ideologii. Układ partyjny jest w zasadzie stały: z reguły występuje partia „wiodąca” i stronnictwa „sojusznicze”. Krytyka władzy ograniczona jest w zasadzie do elity politycznej zorganizowanej w partię rządzącą lub wypełniającej kierownicze organy państwa. Jeśli nawet występuje rywalizacja polityczna, jak choćby w Iranie lub w Rosji, to partie ani parlament nie są ośrodkami decyzji politycznych.
Sensem demokratyzmu w demokracji nieliberalnej jest zaangażowanie mas w proces polityczny. Miarą legitymizacji władzy jest więc frekwencja wyborcza; wysoka frekwencja oznacza akceptację elity rządzącej i prowadzonej przez nią polityki. Z kolei wysoki poziom absencji sygnalizuje alienację elity rządzącej a nawet całego reżimu politycznego od ludu.
Restytucja naturalnej roli parlamentu
Demokracja nieliberalna nie jest oczywiście pozbawiona wad – o nich za chwilę. Posiada natomiast zaletę w postaci stworzenia swoistego barometru nastrojów społecznych w postaci frekwencji wyborczej, sygnalizującego władzy nastroje mas. Zaletą jest też profesjonalizacja parlamentu, który, nie będąc ośrodkiem decyzji politycznych, nie przyciąga ideologów i demagogów, lecz staje się ciałem czysto technicznym, wplecionym w proces kreacyjno-kontrolny w zakresie ustawodawstwa, podatków i obsady niektórych urzędów. I tak, na przykład, w będącej modelową demokracją nieliberalną Białorusi, obecność partii w systemie politycznym jest szczątkowa, parlament zaś zapełniają urzędniczy, prawniczy i ekonomiczni technokraci w średnim wieku, pozbawieni zacięcia ideologicznego, doświadczeni zaś w pracy w administracji państwowej, gospodarczej lub organizacjach społecznych.
Tłum w demokracji
Wadą każdej współcześnie istniejącej demokracji jest oczywiście abstrakcyjność kategorii mas wyborczych, które w takiej sytuacji stają się anonimowym tłumem, będąc z natury chimeryczne, podatne na fanatyzm, niezdolne do racjonalnej refleksji. I tak, w obecnych analizach dotyczących Węgier powraca na przykład wątek, że Viktor Orbán po prostu „znudził się” Madziarom, bo „za długo rządził” – zwróćmy uwagę, że nie ma tu żadnego czynnika racjonalnego. Gdy z kolei pochylimy się nad nastrojami schyłkowej PRL, to rzuca się tam w oczy szerzony przez środowisko „Solidarności” ideologiczny fanatyzm, moralniacko zabarwiony ostracyzm społeczny, niemalże atmosfera linczu wobec tych, którzy uznawali ówczesny reżim – na przykład występowali w ówczesnej telewizji, współpracowali ze służbami, grali w filmach, służyli w milicji, chodzili na wybory. Demokracja nieliberalna przed tymi wszystkimi zjawiskami nie chroni, wciąż bowiem operuje na anonimowej masie wyborczej, mającej z natury swej wszystkie cechy Le-Bonowskiego tłumu.
Przezwyciężenie mas w platonizmie politycznym
Słabość tę teoretycznie można obejść, odchodząc od idei głosowania powszechnego. Demokracja działa bowiem jedynie we wspólnotach naturalnych, to jest takich których członków łączą relacje osobowe, działają zatem mechanizmy odpowiedzialności wobec grupy. By zachować zasadę osobowej odpowiedzialności wobec grupy, należy wprowadzić drabinę polityczną w której grupy niższego rzędu są reprezentowane w grupach wyższego rzędu przez swoich przedstawicieli. Kryteria selekcji i kooptacji muszą być oczywiście oparte o partycypację przez daną osobę w prawdzie bardziej ogólnej niż jej wspólnota naturalna. System taki można by nazwać „platonizmem politycznym”. Na gruncie rosyjskim opracował go tradycjonalistyczny filozof Aleksandr Dugin. Nie musimy jednak sięgać do przykładów rosyjskich, bowiem na gruncie polskim dużo wcześniej opracował go i praktykował na przeciągu całej swojej drogi politycznej wybitny polityk Bolesław Piasecki. Jeszcze przed wojną nazwał on swoją koncepcję Organizacją Polityczną Narodu i to właśnie ona wydaje się być najdoskonalszą formą demokracji nieliberalnej a zarazem systemem opartym na prawdach Tradycji.
Demokracja nieliberalna nie upadła zatem wraz z Viktorem Orbánem, który w praktyce nawet się do niej nie zbliżył. Jest to wciąż atrakcyjna alternatywa dla demokracji liberalnej z cechującą ją dezorganizacją władzy politycznej poprzez zapodmiotowienie jej w będących pasem transmisyjnym narzucania subiektywnych roszczeń partiach politycznych i parlamencie. Idea demokracji nieliberalnej majaczyła w myśli katolickiej u progu XX wieku (jako chrześcijańska demokracja) i w różnych nurtach nacjonalizmu w pierwszej połowie XX wieku. Jej inspiracją są jeszcze starsze instytucje społeczeństwa stanowego i tradycyjnej res publica. Te z kolei, choć w nieco już zatartej postaci, odzwierciedlają prawdy antropologiczne rozpoznane na gruncie takich dyscyplin jak socjologia, psychologia ewolucyjna, czy psychologia społeczna. Należy jedynie te koncepcje dopełnić osiągnięciami polskiej myśli politycznej, tak więc platonizmem politycznym realizowanym przez Bolesława Piaseckiego zarówno w pierwszej połowie XX wieku w Ruchu Narodowo-Radykalnym jak i w drugiej połowie XX wieku w Stowarzyszeniu Pax – dorobek ten moglibyśmy nazwać „polską szkołą platonizmu politycznego”.
Idea demokracji nieliberalnej wydaje się naturalnym dopełnieniem refleksji politycznej nurtów katolickich, narodowych, socjalistycznych, a także koncepcji tożsamościowych i tradycjonalistycznych. Należy tylko pamiętać o fundamentalnym fakcie: żyjemy w warunkach eksplozji demograficznej, tymczasem instytucje które wykształciła dotychczas ludzkość powstały w warunkach gdy ludzie żyli w grupach liczących od kilku do kilkudziesięciu osób; do takiej perspektywy społecznej ewolucyjnie dopasowały się też nasze umysły – ludzkość żyła tak dwa miliony lat. Gdy zatem przyłożymy instytucje wymyślone jeszcze przed rewolucją przemysłową do społeczeństwa masowego które zalało (duchowo zatopiło) społeczeństwo na przeciągu ostatnich dwustu lat, nie będą one działały, bowiem pasują one do kontekstu grup naturalnych a nie anonimowych mas. Również demokracja działać może tylko w warunkach grup naturalnych, nigdy zaś anonimowych mas znoszących osobową odpowiedzialność. Stąd potrzeba dopełnienia demokracji platonizmem politycznym, znoszącym z kolei (d)efekt masowości.
Uwaga na demoliberalne podróby!
Nie dajmy się też nabrać na polityczne podróby: demokracja nieliberalna to nie byłyby rządy demoliberałów takich jak na przykład Związek Ludowo-Narodowy w latach 1920. czy Ruch Narodowy współcześnie. Demokracja nieliberalna nie oznacza dominacji solidarystycznego społecznie stronnictwa w systemie liberalnym. Nie jest na przykład demokracją nieliberalną dzisiejsza Japonia, choć od 1945 roku niemal nieprzerwanie rządzi tam jedna partia (Japonia to liberalny ustrój państwowy w nieliberalnym społeczeństwie i cywilizacji). Podobnie nie jest demokracją nieliberalną rządzona od siedemdziesięciu lat przez socjaldemokratów Szwecja.
Demokracja nieliberalna to partycypacja polityczna ludu, jednak bez liberalnego pluralizmu i alternacji politycznej. Demokracje nieliberalne to dziś na przykład Białoruś, Chiny, Kuba, Wietnam, Korea Północna. W niepełnym wymiarze Iran i Rosja. Nie były ani nie są demokracjami nieliberalnymi natomiast ani Węgry Viktora Orbána, ani Turcja Recepa Tayyipa Erdogana, ani USA Donalda Trumpa, choć wszyscy ci trzej przywódcy zwracali się przeciwko liberalnej oligarchii politycznej. Bycie przeciwko liberalnej oligarchii nie jest jednak byciem przeciwko liberalnej demokracji, a demokracja nieliberalna z definicji ma być alternatywą dla tej ostatniej, czyli właśnie przeciwko niej być zwrócona.
Ronald Lasecki
Fot. profil fb partii Fidesz



