FelietonyPolitykaFormacje schodzące

Redakcja44 minuty temu
Wspomoz Fundacje

„Izrael jest częścią wolnego świata. Przecież Izrael jest po jasnej stronie mocy” – zadeklarował jeden z tuzów intelektualnych Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak.

„Izrael jest państwem na swój sposób wielkim i tą wielkość musimy traktować jako dowód siły ducha, ale także jako dowód tego, że gdzieś tam nad nami jest siła, ta najwyższa, boska, która o wszystkim decyduje, bo bez niej Izrael nie mógłby istnieć. To swego rodzaju cud naszych czasów” – ogłosił kilka lat temu jego szef, Jarosław Kaczyński.

Polska prawica definiująca się jako niepodległościowa to w rzeczywistości formacja najbardziej skrajnej podległości ośrodkom zewnętrznym. Od zarania swych dziejów służy obcym – w obecnej mutacji przede wszystkim Stanom Zjednoczonym, a w konsekwencji Izraelowi. W świetle obecnych wydarzeń na świecie i zmian opinii publicznej na temat obu wspomnianych państw, PiS wybiera drogę formacji schodzącej, nie rozumiejącej głębokich przemian, zarówno globalnych, jak i krajowych. Biorąc pod uwagę skrajną szkodliwość Kaczyńskiego i jego ugrupowania na polskiej scenie politycznej, jest to wiadomość z gatunku tych dobrych. Być może po stronie polskiego systemu partyjnego, umownie określanej mianem „prawej”, formację schodzącą zastąpią byty nowe, nie cechujące się aż tak dogmatyczną podległością ośrodkom zewnętrznym – Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej.

Zostawmy jednak w spokoju polską scenę polityczną, która i tak jest co najwyżej odbiciem i odzwierciedleniem procesów dziejących się poza nami na dużo wiekszą skalę. Przejdźmy do sytuacji, w której znaleźliśmy się właśnie w ramach jednego z takich procesów. Chodzi o przeformatowanie międzynarodowych stosunków gospodarczych, a być może wręcz całego systemu neoliberalnego kapitalizmu, który – wiele na to wskazuje – również jest już formacją ewidentnie schodzącą. Agresja amerykańsko-izraelska na Iran i jej konsekwencje ekonomiczne, na czele z blokadą Cieśniny Ormuz, nie są jakimś zapalnikiem, który wywołał przełom w światowej gospodarce. Wydaje się raczej, że mamy do czynienia nie tyle z gwałtownym efektem jakichś konkretnych działań politycznych czy militarnych, lecz z procesem zdolnym do dogłębnego przeorania obecnego modelu rozwoju gospodarczego. Od co najmniej kilku lat jesteśmy bowiem świadkami przemian niezwykle istotnych, prowadzących do całkowicie nowej architektury ekonomicznej naszego globu.

Wraz z lockdownami okresu pandemii, sankcjami wprowadzanymi przeciwko Rosji po wybuchu obecnej fazy wojny na Ukrainie w lutym 2022 roku, a teraz konfliktem bliskowschodnim, który dotarł do Zatoki Perskiej, dochodzi do procesu przerwania łańcuchów dostaw, krwiobiegu światowej wymiany handlowej. Proces ten wzmacnia dodatkowo polityka celna Donalda Trumpa mająca w sposób świadomy doprowadzić do reindustrializacji przez deglobalizację. W warunkach tych coraz większą rolę odgrywać będzie względna samowystarczalność (pełna autarkia we współczesnych warunkach nie jest do końca możliwa). To zaś skazuje kraje mniejsze i średnie na przyłączanie się do bloków integracji ekonomicznej. Powinny one powstawać na bazie oceny komplementarności gospodarczej ich członków. Najlepszym tego rodzaju blokiem, mającym niewątpliwie największy potencjał rozwojowy jest format integracji europejskiej uzupełniany przez współpracę eurazjatycką. Koszmarny sen Anglosasów, wizja, której przeciwstawiali się na wszelkie możliwe sposoby na przestrzeni wieków. Skoro konstatujemy, że kapitalizm neoliberalny oparty na wolnej wymianie handlowej i globalizacji odchodzi do lamusa, będąc formacją schodzącą, musimy jakoś na to wyzwanie odpowiedzieć.

Wspomniane na wstępie schodzące formacje polityczne bronić będą z uporem godnym lepszej sprawy owej globalnej formacji schodzącej. Nie zmieni to jednak biegu historii. Imperium Americanum będzie powoli zwijać swe strefy wpływów, ograniczając się do Ameryki Łacińskiej. Od czasu do czasu wykonywać będzie desperackie ruchy i wszczynać wojny w innych miejscach na świecie. Wojny te jednak zaczną przynosić coraz wyraźniejsze porażki, czego zwiastunem jest klęska amerykańskich planów w Iranie. Ameryka ograniczy się do swojej półkuli. Im szybciej to zrozumiemy i im prędzej pogodzimy się z faktem, że polityczna nadbudowa (na przykład NATO) nie odpowiada już aktualnym charakterystykom bazy, tym lepiej dla nas. Będziemy mieli więcej czasu na przemyślenie naszej roli w ramach formacji wschodzącej – nowego porządku międzynarodowego.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Redakcja