RecenzjeDlaczego Polska nie została drugą Japonią?

Redakcja1 godzinę temu
Wspomoz Fundacje

185 lat temu ukazało się w Niemczech klasyczne dzieło Friedricha Lista „Narodowy system ekonomii politycznej. Jak powstają potęgi gospodarcze.” Tłumaczenie na japoński miało miejsce w 1889 r.

W 2026 r. nakładem wydawnictwa Prześwity otrzymaliśmy jego polski przekład autorstwa Doroty Glinki. Książka uchodzi za jedno z intelektualnych źródeł potęgi, jaką Niemcy zbudowały w drugiej połowie XIX wieku. Z myśli w niej zawartych korzystali Japończycy w okresie reform Meiji, potem azjatyckie tygrysy w drugiej połowie XX wieku, a za pośrednictwem Japonii Chiny. Jednak to nie tylko brak polskiego tłumaczenia pracy F. Lista w 1989 r. sprawił, że nie zostaliśmy drugą Japonią. Obserwacje i wnioski w niej zawarte są w wielu punktach zgodne ze zdrowym rozsądkiem i wręcz potoczną wiedzą z dziedziny historii, polityki i psychologii.

Bardzo podobne spojrzenie prezentował także jeden z najważniejszych ekonomistów Narodowej Demokracji okresu międzywojennego – zamordowany przez Niemców Roman Rybarski. Co więcej, już 11 lat wcześniej dzięki wydawnictwu Wektory otrzymaliśmy polskie tłumaczenie pracy E. Michaela Jonesa „Jałowy pieniądz”, w którym autor poświęcił twórczości F. Lista kilka ważnych rozdziałów. Niestety nie towarzyszył temu rozgłos, nawet taki jaki ma miejsce w przypadku pracy Lista. Tymczasem twórczość E. M. Jonesa jest nie tylko współczesna i bardziej aktualna, ale także głębsza poprzez ukazanie cywilizacyjnych oraz religijnych źródeł kryzysów finansowych i gospodarczych jakich doświadczamy od kilku wieków. Osią jego rozważań jest lichwa. To co List sygnalizuje, to Jones, podobnie jak czynił to Rybarski w Polsce, przenosi na grunt konkretnych religii i wynikających z nich typów moralności. Inną pracą, która też celnie ujmuje to zagadnienie jest wydane także przez niestrudzone Wektory dzieło Wernera Sombarta, jakie ukazało się pod nieco odmiennym od oryginału tytułem „Żydzi i początki kapitalizmu”. W książce Jonesa możemy też zapoznać się z szerszym obrazem współczesnej Listowi ekonomicznej myśli germańskiej, ze szczególnym uwzględnieniem jej katolickiego skrzydła.

Temat teorii wolnorynkowych krytycznie porusza również najnowsza publikacja Adama Wielomskiego i Kamila Klimczaka „Dlaczego nie jestem liberałem”. Tak więc było i jest co czytać, ale fakt, że tak ważne publikacje przechodzą w większości bez echa, potwierdza prawdę o tym, że jako naród czytamy niewiele, a jeżeli już, to niczym inżynier Mamoń wybieramy z lektur jedynie to, co pasuje do z góry przyjętej, obiegowej, ludowej mądrości, którą wyznają „wszyscy normalni ludzie”. Tak jest z publicystyką Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego, tak jest z polityką Józefa Piłsudskiego i z pismami Romana Dmowskiego, Tak samo z teoriami przypisywanymi R. Rybarskiemu i jak pokazuje lektura książki F. Lista analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku polskiej recepcji twórczości Adama Smitha, której utopijność i niezgodność z praktyką niemiecki ekonomista wykazał ponad 100 lat przed pojawieniem się jej wolnorynkowych apologetów  z nad Wisły.

Libertariańskie zaczadzenie

W okresie późnego PRL zarówno szykowani do współpracy z nowym hegemonem partyjni stypendyści, jak i brylujący w przykościelnych salkach jawni wyznawcy ideologii wolnego rynku zamiast Lista zachwycali się reformami Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, a w wersji ekstrawaganckiej wyczynami Augusto Pinocheta. Teorii usprawiedliwiających tamte katastrofy dostarczał ich zdaniem Adam Smith i jego kolejni następcy. Czy stała za tym zwykła niewiedza czy też była to sterowana z zewnątrz operacja intelektualnego otumanienia, a może jedno i drugie? Być może kiedyś się dowiemy. Jednak dla zrozumienia ich popularności kluczowy był inny czynnik. Obie grupy i ich zwolennicy wychowały się w rzeczywistości panowania czegoś co nazywano systemem przez duże S, bez względu na przymiotnik jaki stawiano po nim. Zarówno System panujący w naszej części Europy. jak i jego zachodni odpowiednik miały stojące u ich podstaw podobne wartości, oba przedstawiały niezwykle uproszczoną, jednowymiarową wizję człowieka i tak samo uproszczony, wyabstrachowany z historii schemat rozwiązań, stąd pozornie radykalna zmiana była tylko zmianą biegunów tego samego uniwersum zbudowanego na tej samej duchowo – intelektualnej płyciźnie ukrytej albo jak w wypadku marksizmu pod zawiłymi formułami, albo uproszczonymi do poziomu felietonów schematami wolnorynkowców.

Przeskoczyliśmy z kiepskiego schematu w kiepski schemat, a w praktyce od tragikomedii późnego PRL w horror zafundowany przez nawróconego na wolny rynek partyjnego adiunkta. Zabrakło wiedzy, że Marks albo Hayek to nie jedyny wybór, że oprócz dróg pośrednich są alternatywy, w których obaj znajdują się po tej samej stronie. Zabrakło odwagi spojrzenia na rzeczywistość tu i teraz własnymi oczyma i co ważne przez pryzmat własnego sumienia. Z takiej perspektywy napisałem wtedy esej „Nowy ustrój te same wartości. O tym dlaczego współczesny człowiek niszczy naturalne środowisko.” Radosław Sikorski „przeczytał go jednym tchem”, a Szymon Kobyliński i kilku profesorów napisało entuzjastyczne recenzje, potem próbowałem podobne idee szerzyć na łamach już dawno nieistniejącego Magazynu Obywatel, ale to działo się na dalekich peryferiach głównego nurtu, który prowadził  w nowym jedynie słusznym kierunku.

Co nam mówi List?

Friedrich List w odróżnieniu od polskich wolnorynkowców pod wpływem obserwacji rzeczywistości i analiz historycznych był w stanie zmienić swoje poglądy. Protestant i zwolennik Oświecenia zaczynał jako wyznawca teorii Smitha i to na tyle radykalny, że z przyczyn politycznych musiał opuścić Wirtembergię i udać się na emigrację do USA. Tam zapoznał się z dobroczynnymi skutkami protekcjonistycznej polityki amerykańskiej, która stanowiła przeciwieństwo lansowanej wówczas przez Wielką Brytanię ideologii wolnego rynku. Po latach na obczyźnie jako niemiecki nacjonalista powrócił do kraju, by podzielić się z rodakami nabytą wiedzą. Na wstępie swojego opus magnum dokonał analizy historycznej gospodarczych zwycięstw i porażek najważniejszych narodów Zachodu i niemieckiej Hanzy.

Frierdich List

Wynika z niej jednoznacznie, że wszystkie one łącznie z Wielką Brytanią największe sukcesy odnosiły wtedy, gdy stosowały zasady odwrotne do teorii głoszonych przez popularnego Szkota. List skupiał się w swojej analizie na polityce celnej i wskazał, że analizowane przypadki dowodzą, iż przemyślany protekcjonizm i taryfy celne w odróżnieniu od polityki otwartych rynków  przynosiły dobre owoce. Dostrzegał także, że o ile cła zewnętrzne na towary przemysłowe z Wielkiej Brytanii są dla niemieckiego przemysłu błogosławieństwem, to wewnętrzne bariery celne w rozdrobnionych wtedy Niemczech stanowiły hamulec rozwoju niemieckiej potęgi i potrzebnej wewnętrznej konkurencji. W forsowaniu ideologii Smitha widział celowe działania Wielkiej Brytanii. Jak pisał: „Powszechnie wiadomo, jakie środki angielskie ministerstwo (niezwyczajne nigdy skąpić, gdy trzeba wesprzeć własne interesy handlowe) posiada w swoim secret service money (funduszu tajnych służb), by wszędzie za granicą pozyskać opinię publiczną. Tony korespondencji i ulotek z Hamburga (…) ukazywały się, agitując przeciw irracjonalnym żądaniom niemieckich fabrykantów domagających się wspólnotowej ochrony celnej i przeciw ich doradcy (F. Listowi – przyp. O.S.), któremu w twardych i wyniosłych słowach zarzucano, że nie zna nawet tych podstawowych, uznanych przez wszystkich naukowców aksjomatów ekonomii politycznej, lub po prostu nie posiada wystarczającego rozumu, by je pojąć”. Gdy bez mała dwa wieki później słucha się rodzimych propagatorów wolnego rynku, ale także influencerów innych aspektów polskiej polityki za brytyjskie pieniądze, to… brzmi znajomo.

Swoje konkluzje w XIX-wiecznym kontekście List skupiał głównie na cłach i polityce przemysłowej. Jednak choć część jego poglądów zgodnie z tym co sam głosił, dotyczyła tylko konkretnych momentów historii, to nadal aktualne są jego wnioski ogólniejszej natury. Przede wszystkim zwracał uwagę, że błąd lub świadomy fałsz teorii Smitha polega na tym, że w swoim rozumowaniu pomijał konkretne etapy rozwoju na jakim znajduje się dane państwo i gospodarka narodowa. Wolny rynek służy z jednej strony najsilniejszym potęgom przemysłowym, które dzięki niemu zalewają swoimi towarami potencjalną konkurencję i nie dopuszczają do rozwoju przemysłu na jej terenie, lub z drugiej strony państwom najbardziej zacofanym, akceptującym lub zmuszonym do akceptacji swojej roli jako dostarczycieli surowców.

Często dzieje się to za sprawą ogłupiałych, egoistycznych czy skorumpowanych elit. Nie służy natomiast państwom i narodom mającym ambicje dorównać przemysłowej czołówce, nie godzącym się na tkwienie w pułapce średniego rozwoju. Zwraca także uwagę, że sam Smith przyznaje, iż jednymi z najlepszych pod względem politycznym angielskich ustaw były Akty Nawigacyjne wprowadzające cła chroniące angielski przemysł w XVII w.,  i jak przystało na wolnorynkowca ukoronował swoją karierę na wysokim stanowisku w szkockim urzędzie celnym. Oprócz ahistoryczności Smith popełnił zdaniem Lista inne, jeszcze bardziej zasadnicze błędy. Swoją teorię umieścił w świecie wyimaginowanym, w którym nie ma rywalizujących ze sobą państw i narodów, nie ma zakorzenionych w historii, klimacie i warunkach geograficznych wspólnot, wojen gospodarczych, nie ma sprzecznych interesów geopolitycznych. Świat do którego pasowałby wymyślony przez Smitha schemat musiałby być światem totalnie zglobalizowanym, bez wojen i rywalizacji. Co ciekawe sam List oceniał taką wizję pozytywnie jako postulat dalekiej przyszłości, ale uważał to za realnie nie istniejący sztuczny konstrukt. E.M. Jones tłumaczy ten schematyzm mentalnym tkwieniem Smitha w atmosferze XVIII-wiecznego Oświecenia, w którym świat wyobrażano sobie na kształt samoregulującego się mechanizmu, przypominającego bardziej newtonowską mechanikę niż składające się z żywych ludzi realne społeczeństwo.

Krytyka Adama Smitha

W tą mechanistyczną wizję Smith wpisał też moralność, a w rezultacie jakiekolwiek łajdactwa popełniane na arenie wolnego rynku mocą niewidzialnej ręki i tak przyczyniały się do wspólnego dobra niczym w obiektywnych prawach fizyki. Podobnie utopijna jest wizja człowieka, który w koncepcji Smitha jawi się jako istota jednowymiarowa, jakby na zamówienie dzisiejszych globalistów całkowicie zatomizowana i zmaterializowana, postrzegająca wszystko z punktu widzenia kupca, który chce tanio kupić i drogo sprzedać. Tymczasem List patrzy na gospodarkę z perspektywy realnie istniejących narodów i państw. On sam nazywa to teorią sił produkcyjnych i to według niej postępowali angielscy ministrowie, którzy wprowadzając u zarania brytyjskiej potęgi cła „nie chcieli nabywać tanich i nietrwałych wyrobów, lecz cenną i trwałą siłę przemysłu”. Można to porównać do znanej choćby z dziecięcego testu marshmallow zbadanej w psychologii umiejętności działania z odłożoną gratyfikacją, która jest kluczem życiowego sukcesu. Po zbudowaniu siły w XVIII wieku zaczęli natomiast rozprzestrzeniać na całym świecie ideologię wolnego rynku. Jak pisze F. List: „Adam Smith, twierdząc, że akty nawigacyjne nie były dla Anglii korzystne ze względów komercyjnych, przyznaje, że jednak zwiększyła ona swą potęgę, a potęga jest ważniejsza niż bogactwo.” Potęga gospodarcza danego narodu w ujęciu Lista nie bierze się z wierności abstrakcyjnym schematom, ani nie ogranicza do polityki gospodarczej sensu stricto.

W innym miejscu tak opisuje źródła siły Anglii: „To prawda, że niepomierna siła produkcyjna, wielkie bogactwo Anglii, nie jest wyłącznie efektem fizycznej siły narodu i żądzy zysku jednostek; mają w tym swój udział  pierwotne poczucie wolności i sprawiedliwości, energia, religijność i moralność narodu, mają  w tym swój udział konstytucja kraju, instytucje, mądrość i sprawczość rządu i arystokracji; mają w tym swój udział położenie geograficzne, losy kraju, a nawet szczęśliwe przypadki.” Na tym tle szczególnie płytkie jawi się przekonanie polskich wolnorynkowców o tym, że jedynie przedsiębiorcy tworzą narodową siłę i utrzymują resztę społeczeństwa, czego konsekwencją jest ostentacyjne lekceważenie takich grup jak urzędnicy, nauczyciele czy ogół pracowników najemnych.

W tym kontekście warto przytoczyć fragment, w którym za Monteskiuszem List odnosi się do przyczyn upadku Polski; „Tylko dzięki rozwojowi wewnętrznej siły wytwórczej, dzięki wolnym miastom obfitującym w ludność i przemysł, Polska mogła osiągnąć silną organizację wewnętrzną, przemysł narodowy, wolność i bogactwo (…) Zamiast zagranicznych wyrobów powinna sprowadzać zagranicznych producentów i zagraniczny kapitał produkcyjny (…). Ale jej szlachta lubowała się w wysyłaniu skromnych owoców niewolniczej pracy na obce rynki i paradowaniu w pięknych zagranicznych tkaninach.” Dlatego jeden z recenzentów Książki F. Lista trafnie porównał Lista do Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, który także zrozumiał mechanizm tworzenia siły państwa i narodu. I nie był twórca Banku Polskiego jak chce Grzegorz Braun socjalistą, tylko wprowadzał ład w finansach publicznych i kładł podwaliny pod uprzemysłowienie i siłę kraju.

List mówi także: – uczmy się od gospodarczych rywali. W dzisiejszej praktyce dobrze koresponduje z tym wypowiedź jednego ze znanych polskich przedsiębiorców Ryszarda Florka, w której tłumaczył przyczyny bogactwa Szwajcarów, podając przykład tamtejszego partnera, który zamiast od Florka wolał zakupić towar o 30% drożej, ale od swojego rodaka. Znam przypadek gdy polscy rolnicy nie byli w stanie zachować lojalności wobec ubojni sąsiada, gdy wielki koncern zaoferował cenę tylko minimalnie wyższą. Polacy zapytani przeze mnie na portalu społecznościowym o źródła siły Szwajcarii gremialnie odpowiadali: paserstwo i ogólnie łajdactwo. Zawiść oraz niechęć do spojrzenia w prawdzie i w pokorze na własne ułomności też jest przyczyną naszej słabości. Innym, znacznie ważniejszym z polskiego punktu widzenia rywalem są Niemcy i dlatego od nich także warto się uczyć.

Nie powtarzajmy błędu JKM

Znane jest hasło Grzegorza Brauna, wedle której „ZUS do wygaszenia” bo to wynalazek niemiecki i socjalistyczny, w dodatku wprowadzony przez wrogiego Polakom Bismarcka i jako taki niczego dobrego w Polsce nie może przynieść. Tymczasem ubezpieczenia społeczne wprowadzone w Niemczech przez żelaznego kanclerza jak obszernie opisuje E.M. Jones były jedną z szeregu decyzji jakie stały u podstaw niemieckiej potęgi, budując spójność społeczną opartą na poczuciu sprawiedliwości i chrześcijańskiej odpowiedzialności za słabszych rodaków. Po odejściu od walki z katolicyzmem Bismarck, jak często w polityce bywa, skorzystał z programowych propozycji swoich przeciwników i sam wprowadził coś, co było słusznie nazywane „praktycznym chrześcijaństwem”. Nakładało się to w XIX-wiecznych Niemczech na o wiele szerszy i głębszy ruch cywilizacyjno – moralny określany terminem Bildung, który Peter Watson opisał w głośnej książce „German genius” (niemiecki geniusz), a którego podstawą było dążenie do wszechstronnego samodoskonalenia i twórczości; od skomplikowanej filozofii po powszechną edukację, masowe i ambitne czytelnictwo oraz kultywowanie takich cnót praktycznych, jak uczciwość, nawyk dobrej roboty, życzliwość i zespołowa solidarność, dzięki którym made in Germany wkrótce dorównało jakością made in Britain, a Niemcy jako państwo i naród zaczęły Wielkiej Brytanii dorównywać siłą. W pewnej mierze procentowało to aż do czasów RFN po II wojnie światowej, dowodząc, że od bogactwa o wiele ważniejszym i trwalszym dobrem jest posiadanie cnót i nawyków pozwalających je tworzyć. Warto o tym pamiętać obserwując to co stało się w dziedzinie edukacji, czytelnictwa, języka, szeroko pojętych obyczajów, estetyki, relacji pracowniczych i międzyludzkich w III RP po 1989 r.

Sięgnijmy po Rybarskiego

Czytanie Lista zachęca żeby sięgnąć do prac Romana Rybarskiego, by zobaczyć, że gdybyśmy chcieli być „drugą Japonią” to nie trzeba było czekać na wskazówki Niemca do roku 2026 r. Najważniejsze podobieństwo obu polega na tym, że Rybarski podobnie jak List nie był dogmatykiem. W „Podstawach narodowego programu gospodarczego” (NPG) pisał: „nie ma jakiejś abstrakcyjnej ideologii gospodarczo – narodowej, która by obowiązywała zawsze i wszędzie”. Zauważał wynikającą z tego zasadniczą różnicę pomiędzy gospodarką narodową a liberalizmem i socjalizmem: „Nie można mówić o nacjonalizmie gospodarczym tak, jak się mówi o liberalizmie ekonomicznym względnie o socjalizmie. Te dwa ostatnie kierunki są w założeniu swoim powszechne. Obejmują całe gospodarstwo światowe, opasują swymi ideami cały świat, na niedomagania gospodarcze znajdują jedne, powszechne lekarstwa.” Wskazywał też na zasadnicze podobieństwo obu wąsko i skrajnie materialistycznych doktryn. „Rządy plutokracji, które otwierają drogę wpływom międzynarodowego kapitału, które są nieraz przykrywką rządów żydowskich, nie godzą się z kierunkiem narodowym. Ale również nie godzi się z nim materializm życiowy w zimnej skrajnej postaci: walka klasowa, która na pierwszy plan wysuwa rozdział bogactwa, która dąży do jego niwelacji, nie dbając wiele o inne wartości życiowe. I ten kto ma przed oczyma, jako główny cel życiowy, jak największe nagromadzenie bogactwa, i ten, kto za największy cel uważa odebranie tegoż bogactwa komuś innemu, który ma go więcej, należą do jednego typu ludzi. Pozostają razem w niewoli pieniądza, uprawiają politykę brzucha”.

W innym miejscu, tak samo jak List, krytycznie oceniał brak ceł w dawnej Polsce odwołując się do osoby Stanisława Staszica i jego poglądów na budowanie własnego przemysłu. Dostrzegał podstawowe znaczenie religii i konieczność dostosowania do niej gospodarki; „Jeżeli Polska jest narodem katolickim, to nie może budować ustroju sprzecznego z tym pierwiastkiem.” Choć we wstępie do NPG zamieszczono wywiad z Januszem Korwin-Mikkem, to jednak jej treść pokazuje, że powoływanie się przez niego na pasujący do własnej  państwofobii cytat o szkodliwości państwowego monopolu, to tylko jedna strona antyetatystycznych poglądów Rybarskiego, który pisał: „Naród osiąga swoje cele w dziedzinie gospodarczej przez działalność jednostek i ich związków z jednej strony, a z drugiej przez politykę gospodarczą prowadzoną przez państwo. Ogromną doniosłość ma właściwa równowaga tych pierwiastków.” Gdzie indziej z kolei dodawał: „Celem polityki gospodarczej nie jest, jak wiemy, tylko jak największe nagromadzenie bogactwa, jak największa jego suma. Ogromnie wiele znaczy i rozdział tego bogactwa, zdrowa struktura społeczna narodu.”

O uznawanej przez polskich wyznawców za „świętą” własności prywatnej: „Używanie własności nie może być niczym nieograniczone. (…) Z wolnej gry sił gospodarczych nie zawsze wynika układ stosunków gospodarczych i społecznych, najkorzystniejszy dla narodu i państwa.” A „Lasy w rękach państwa zabezpieczają kraj przed deforestacją.” Nawet partia Razem mogłaby nawiązać do Rybarskiego, gdyż jeden z podrozdziałów swojej pracy zatytułował „Ziemia nie jest towarem”. Tymczasem w wywiadzie JKM Rybarski jawi się prowadzącemu niemal patronem współczesnych wolnorynkowców. Co po raz kolejny potwierdza, że mamy jako społeczeństwo skłonność do myślenia zero jedynkowego, a lenistwo i niechlujstwo intelektualne sprawia, że odczuwamy niechęć do bardziej subtelnej analizy i dojrzałej sztuki niuansowania. Jak opacznie możemy wykorzystać nawet najmądrzejsze wskazówki pokazuje także inny przykład.

Przygotowując ten artykuł zapoznałem się z nagraniem debaty promującej książkę Lista, którą prowadził inicjator jej wydania i autor wstępu dr Krzysztof Mazur. W podsumowującej całość wypowiedzi stwierdził, że gdybyśmy prowadzili taką politykę przemysłową jaką postuluje List, to bylibyśmy niezależni od Ameryki, a wtedy:  „statek cieni płynący po Bałtyku. Grom ląduje zapraszamy go do portu w Gdyni z giwerami i niech się cały świat orientuje, że to była decyzja suwerenna w W-wie podjęta. Albo, że ustawiamy nasze patrioty w Estonii i one są wycelowane w Sankt Petersburg.” I ten cytat także stanowi formę odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule.

Olaf Swolkień

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Redakcja