HistoriaRecenzjeFałszywy mit Radia Wolna Europa

Redakcja4 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

W okresie Polski Ludowej Radio Wolna Europa skupiało przed radioodbiornikami szerokie rzesze słuchaczy, prezentując odmienną od oficjalnej narracji ocenę rzeczywistości politycznej.

Znaczna część obywateli uważała, że przekaz płynący z tej rozgłośni stanowi wyraz patriotyzmu i polskiej racji stanu, jak również jest swego rodzaju antidotum na propagandę czasów PRL-u. Słuchacze w większości nie zdawali sobie sprawy z tego, jaka była rzeczywista geneza powstania RWE, przez kogo rozgłośnia była finansowana, a także jakie cele realizowała. Wśród środowisk postsolidarnościowych do dnia dzisiejszego kultywowana jest swego rodzaju „legenda” Wolnej Europy. Chociażby na stronie internetowej Instytutu Pamięci Narodowej można przeczytać, że rozgłośnia „przez 40 lat była naszym głosem wolności”, jak również „źródłem niezależnych informacji o kraju i świecie”. Czy faktycznie tak było? Z tymi, jak i wieloma innymi mitami rozprawia się Andrzej Świdlicki w książce – „Radio z misją – Wolna Europa dla średnio domyślnych”, wydanej w 2023 roku przez wydawnictwo Capital. Autor, będący w latach 1981-1994 redaktorem rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa ujawnia szereg nieznanych szerzej faktów dotyczących genezy powstania rozgłośni, źródeł jej finansowania, a także rzeczywistej roli politycznej jaką odgrywała.

Bardzo istotną kwestią podjętą przez autora jest geneza powstania rozgłośni i oczekiwań jakie z nią wiązano. Jeszcze przed formalnym założeniem RWE – w lipcu 1949 roku został utworzony Komitet Radiowy w celu uruchomienia rozgłośni o charakterze politycznym, realizującej cele polityczne rządu amerykańskiego. W grudniu 1949 roku Komitet Radiowy przekształcił się w wydział Narodowego Komitetu Wolnej Europy. Rozgłośnia miała być w swoim założeniu instrumentem wojny psychologicznej i informacyjnej wymierzonej przeciw krajom bloku wschodniego, realizującym cele polityki amerykańskiej. Jednym z inicjatorów tych działań był Allen Dulles – przyszły wieloletni szef CIA. W grupie założycieli Komitetu Wolnej Europy był  również magnat prasowy Charles Douglas Jackson – jeden z twórców grupy Bilderberg. Jak ujął to autor: „Najważniejszym celem radiostacji było wpływanie na politykę zagraniczną komunistycznych rządów i opinię publiczną, by były życzliwie nastawione do Stanów Zjednoczonych. Audycje RWE miały długofalowo przynieść polityczne korzyści polityce zagranicznej USA, ale nie być z nią utożsamiane, bo nadawane pod szyldem rządu byłoby mniej skuteczne propagandowo duplikując, zamiast uzupełniać oficjalną rządową tubę – Głos Ameryki” [1].

Inauguracja działalności rozgłośni polskiej RWE miała miejsce 3 maja 1952 roku, przy czym początkowo rozgłośnia działała jako „Głos Wolnej Polski” w wymiarze trzech godzin dziennie. Pierwszym dyrektorem rozgłośni został Jan Nowak-Jeziorański, znany ze swej działalności podczas wojny jako kurier i emisariusz, a także pracownik Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej. Co ciekawe, Jeziorański skrzętnie ukrywał swoją mniej chlubną działalność, gdy podczas okupacji był zatrudniony w Komisarycznym Urzędzie Powierniczym, gdzie zajmował się gospodarowaniem mienia pożydowskiego (ujawnienie tego faktu opinii publicznej spowodowało jego odejście z rozgłośni w 1976 roku). Po wojnie Jeziorański pozostał na emigracji, gdzie działał w Polskim Ruchu Wolnościowym „Niepodległość i Demokracja” (NiD), a także był współpracownikiem brytyjskich i amerykańskich służb specjalnych. Fakt tej współpracy może być kluczem do zrozumienia dlaczego właśnie on został dyrektorem rozgłośni powołanej do życia za amerykańskie pieniądze.

Obok Nowaka-Jeziorańskiego czołową rolę w rozgłośni polskiej RWE odgrywali początkowo: były szef propagandy przedwojennego OZN, a następnie Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK – Tadeusz Żenczykowski, a także działacze NiD-u Andrzej Pomian i Józef Garliński. Warto w tym miejscu przyjrzeć się bliżej politycznemu środowisku założycieli rozgłośni polskiej RWE. Organizacja Niepodległość i Demokracja oprócz haseł antykomunistycznych, głosiła idee federalistyczne i zjednoczeniowe. Postulowała utworzenie ponadpaństwowej federacji na szczeblu regionalnym (Federacja Państw Europy Środkowo-Wschodniej), europejskim (Konfederacja Europejska) oraz światowym (Państwo Światowe), pośrednio inspirując się ideami głoszonymi przez Józefa Retingera, a także założyciela Unii Paneuropejskiej – Richarda Coudenhove-Kalergi.

W trakcie swojej działalności rozgłośnia polska RWE realizowała cele zbieżne z interesami jej politycznych sponsorów i mocodawców. Zdaniem Andrzeja Świdlickiego: „Radio Wolna Europa było długofalową amerykańską polityczną inwestycją – urabiało polityczne myślenie dwóch pokoleń Polaków, kształtowało pozytywny obraz Zachodu i przekonanie, ze tam było ich miejsce, dawało do zrozumienia, że mimo przynależności do sowieckiej strefy wpływów nie byli z komunistami sam na sam, bo Zachód się o nich upominał” [2]. Rozgłośnia od samego początku kontestowała powojenny ład polityczny w Polsce i atakowała władze PRL-u, zarzucając im, że są narzędziem polityki radzieckiej. Pośrednio wypromowała opozycyjne środowiska polityczne, biorące udział w późniejszych protestach społecznych, skierowanych przeciw władzom Polski Ludowej.

Szczególną aktywność rozgłośnia przejawiała w zakresie tropienia i nagłaśniania sporów oraz walk frakcyjnych w obrębie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Początkowo dotyczyło to działalności dwóch głównych frakcji partyjnych – „natolińczyków” i „puławian”, a następnie aktywności dynamicznie rozwijającej się grupy zwanej „partyzantami”. Było to środowisko skupione wokół gen. Mieczysława Moczara oraz gen. Grzegorza Korczyńskiego, łączące postulaty obrony socjalizmu z hasłami o charakterze patriotycznym i narodowym. Rozgłośnia polska RWE od początku podjęła bezkompromisową walkę z „partyzantami”, a przede wszystkim z Mieczysławem Moczarem. Nie było to niczym szczególnie dziwnym, biorąc pod uwagę okoliczność, że RWE od 1956 roku faworyzowało liberalno-rewizjonistyczne skrzydło w łonie PZPR związane z „grupą puławską”. Działania te przybierały czasami formy wręcz groteskowe. Jak obrazowo ujął to Andrzej Świdlicki: „Insynuacyjny i skarykaturowany obraz wroga miał „partyzantom” przyprawić gombrowiczowską gębę, której nie mogliby się wyzbyć, bo byłaby bardziej realna niż oni sami. Mieli budzić strach i chęć usunięcia z życia publicznego. Niczym kapłan orwellowskiej minuty nienawiści Nowak podsuwał słuchaczom nazwiska-klucze, by pienili się w bezwarunkowym odruchu” [3].

Zdaniem autora – kampania przeciw Mieczysławowi Moczarowi miała jeszcze jedną przyczynę. W  Monachium obawiano się, że Moczar, będący szefem prężnie rozwijającego się Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBOWiD), przyciągnie do tej organizacji weteranów AK i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, co zmarginalizuje wpływy pozostałych na emigracji kombatantów, w tym byłych działaczy Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, takich jak: Żenczykowski, Garliński, Korboński, czy sam Nowak-Jeziorański.

Wolna Europa atakowała Moczara na dwa sposoby. Z jednej strony przypisywała mu odpowiedzialność za zbrodnie stalinizmu, wykorzystując fakt, że przez pewien czas był kierownikiem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi. Było to o tyle absurdalne, że Mieczysław Moczar nie miał żadnego wpływu na decyzje podejmowane przez centralę, czyli Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Był on funkcjonariuszem średniego szczebla i to przez stosunkowo krótki okres czasu. Warto pamiętać, że pracując w aparacie bezpieczeństwa Moczar dość szybko skonfliktował się ze swoimi przełożonymi (m.in. wiceministrem Romanem Romkowskim), w wyniku czego musiał odejść z resortu, jak również zaczęto zbierać przeciw niemu obciążające materiały w ramach akcji o kryptonimie „Bagno”. Jednocześnie Mieczysław Moczar był oskarżany przez rozgłośnię polską RWE o nacjonalizm i antysemityzm, co nasiliło się zwłaszcza po wydarzeniach marca 1968 roku. Również tło samych wydarzeń marcowych było przedstawiane przez RWE w sposób skrajnie nierzetelny i tendencyjny. Przykładem tego była chociażby przytoczona przez autora wypowiedź Tadeusza Żenczykowskiego na falach rozgłośni polskiej RWE: „Nie ma dziś numeru pisma partyjnego, czy wystąpienia jakiegoś aktywisty, w którym nie byłoby rasistowskich gromów, rzucanych na tak zwanych «syjonistów». Pod tym syjonistycznym sloganem kryje się pospolity antysemityzm typu hitlerowskiego zaczerpnięty z przedwojennego programu «Falangi» Bolesława Piaseckiego” [4].

Nie ulega również wątpliwości, że rozgłośnia polska Radia Wolna Europa ogrywała istotną rolę w aktywizowaniu opozycji politycznej w PRL i promowaniu jej działalności. Działania te rozpoczęły się już po wydarzeniach marca 1968 roku, kiedy to radio jednoznacznie wsparło uczestników protestów studenckich inspirowanych przez rewizjonistów i dawnych „puławian”. W następnych latach RWE zaangażowało się we wsparcie Komitetu Obrony Robotników oraz NSZZ „Solidarność”. Nastąpiło to już za czasów Zygmunta Michałowskiego, a następnie Zdzisława Najdera, którzy po Jeziorańskim sprawowali funkcję dyrektorów rozgłośni.

Zwłaszcza postać Najdera była znamienna dla kierunku politycznego rozgłośni. Zbigniew Najder był z wykształcenia literaturoznawcą, jednak przedkładał działalność polityczną ponad aktywność naukową. Mimo stosunkowo młodego wieku, Najder miał szerokie kontakty w kręgach politycznych na Zachodzie. Jednym z jego promotorów był doradca CIA William Griffin, który wprowadzał Najdera na polityczne salony. Wpływ na drogę życiową i karierę Zbigniewa Najdera miał również Józef Retinger, którego ten poznał w Oksfordzie w 1957 roku. Relacje Retingera i Najdera można określić mianem relacji mentora i ucznia. Jak zauważył Andrzej Świdlicki: „wspólną cechą Retingera i Najdera była skłonność do wpływania na decyzje ludzi u władzy zza kulis, doradztwo bez brania odpowiedzialności za skutki, teoretyczne myślenie o polityce w oderwaniu o ekonomii, na której się nie znali, brak praktycznego doświadczenia w administrowaniu bądź zarządzaniu czymkolwiek” [5]. Również działalność stworzonego de facto przez Najdera Polskiego Porozumienia Niepodległościowego miała (zachowując wszelkie proporcje) wiele wspólnego z działalnością stworzonej przez Retingera Grupy Bilderberg. Organizacja ta również usiłowała w sposób zakulisowy i nieformalny wpływać na rzeczywistość polityczną – rzecz jasna w znacznie węższym zakresie. Powyższe kontakty rzucają światło zarówno na rozwój kariery samego Najdera, jak i jego działania jako dyrektora rozgłośni polskiej RWE.

Ciekawym wątkiem poruszonym przez autora były również źródła i sposoby finansowania RWE. Pieniądze na radio pochodziły oficjalnie ze zbiórek organizowanych przez organizację „Krucjata Wolności”, a następnie z Funduszu Wolnej Europy. Były one jedynie przykrywką dla utajnienia prawdziwych źródeł finansowania radia, którym było CIA. „Skalę tajnego finansowania RWE i Swobody przez CIA badał republikański senator Clifford Clase, który 25 stycznia 1971 roku ujawnił, że zbiórka pieniędzy korporacyjne dotacje pokrywały jedną piątą wydatków RWE, a reszta pochodziła z tajnego funduszu CIA poza kontrolą Kongresu” [6]. W okresie późniejszym kwoty na RWE były już oficjalnie asygnowane przez z budżetu Departamentu Stanu. Na przykład w roku 1972 senacka komisja spraw zagranicznych zaproponowała wyasygnowanie na działalność Wolnej Europy i Swobody kwotę 35 mln dolarów z budżetu Departamentu Stanu. Propozycja ta została przyjęta przez Kongres. Zdaniem autora było to oficjalne przyznanie, że radiostacje te były instrumentem polityki USA. Potrzeby radia stale rosły – w latach 1973-1974 oceniano je na 54 mln dolarów, a w latach 1978-1979 Kongres uchwalił budżet w wysokości ponad 88 mln dolarów i 10 mln dolarów wyrównania. Jedynie niewielką część kosztów rozgłośni pokrywał rząd brytyjski.

Czy zatem rozgłośnia polska Radia Wolna Europa była niczym nieskażonym źródłem prawdy i głosem wolności? Czy treści z niej płynące wyrażały polską rację stanu w epoce zimnej wojny? Czy dziennikarze RWE z pobudek czysto patriotycznych zabiegali o dobro Polski? Odpowiedź na to pytanie daje Andrzej Świdlicki: „Radio Wolna Europa nie należy oceniać z punktu widzenia polskich aspiracji wolnościowych, lecz politycznych celów Stanów Zjednoczonych. Nie był to darmowy prezent dla narodów, które po Jałcie znalazły się w strefie wpływów ZSRR, lecz instrument zarządzania ich zbiorową percepcją w duchu proamerykańskim. Do dziś niewiele się zmieniło. Polityka USA wobec Polski była funkcją polityki wobec ZSRR, dziś wobec Rosji. Polska jest drugim po Ukrainie najważniejszym przyczółkiem antyrosyjskiej polityki, co podporządkowuje ją neokolonialnym interesom Anglosasów”. [7].

Michał Radzikowski

PS. Książkę można zamówić w myslpolska.info/sklep lub e-mail: n.myslpolska@hoga.pl

[1] Andrzej Świdlicki: „Radio z misją. Wolna Europa dla średnio domyślnych”, Wydawnictwo Capital sp. z o.o., str. 38,

[2] ibidem – str. 10,

[3] ibidem – str. 261.

[4] ibidem – str. 277,

[5] ibidem – str. 410,

[6] ibidem – str. 373,

[7] ibidem – str. 12.

Fot. Konferencja programowa z udziałem Tadeusza Żenczykowskiego (pierwsze z lewej) i Jana Nowaka (drugi z lewej). Monachium 1961. (wikipedia)

Myśl Polska, nr 21-22 (19-26.05.2024)

Redakcja