FelietonyPublicystykaKoniuszewski: Człowiek: byt przygodny?!

Redakcja4 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Każdy człowiek powinien zastanowić się właściwie dlaczego, a nawet być może po co żyje? Przecież z biologicznego punktu widzenia prawdopodobieństwo, że przyjdzie na świat jest bliskie zeru! A jednak…

Podobne pytanie można zadać odnośnie naszego bytu gatunkowego. Pouczenia nauk przyrodniczych o prawach ewolucji są – mimo ich powszechnego uznania – bliskie absurdu. Wykształcenie się w wyniku ewolucji istoty jest właściwie niemożliwe! To chrześcijanie znają odpowiedź: ludzie, jak i wszystkie inne byty ożywione lub nie, są stworzone.

W celowym akcie Najwyższej Istoty. Jednak ta zdawałoby się, że oczywista konkluzja nie kończy sporów, ale właściwie otwiera szereg innych. I o nich teraz trochę pomówimy, a przede wszystkim o pouczeniach pewnych skrajnych szkół. Należy rozpocząć od poznania Pierwszej Przyczyny. Czy zatem Świat naturalny – w tym i my – jest kolejną emanacją istot duchowych, czy pochodzi od Boga. Jeśli jest manifestacją, to dla niektórych oznacza, że został stworzony w kolejności przez większy byt duchowy. Niektóre ezoteryczne szkoły nazywają ową twórczą siłę demiurgiem. Inni nawet wprost mówią, że jego miano to szatan.

Człowiek wyposażony jednak w duchową boską iskrę musi się przedzierać do swego właściwego Stwórcy, czyli Boga. Sami ezoteryści dzielą się na kilka szkół. Jedni z nich powiadają, że tylko wiedza o tym jak jest (gnoza) umożliwia szczęśliwe zakończenie tej trudnej wędrówki. Pozostali zwracają uwagę na potrzebę kolejnych wcieleń, by przewędrować cały szlak z dołu, aż na szczyt (hinduizm) albo oceniają, że medytacja i wynikające zeń oświecenie zapewniają rozlanie się jednostkowego, duchowego bytu w bezosobowym oceanie (np. buddyzm). Dla chrześcijan, tych zasadniczych rytów, sprawa jest jasna. To co poniżej Trójcy ma jednego Stwórcę.

W tym i ludzie. Świat nie jest emanacją różnych wyższych, ale zróżnicowanych mocy, a powstał w akcie powołania do istnienia z niczego. W tym przypadku uważa się, że ludzie są bytami zindywidualizowanymi. Ów pogląd ma ogromne, a może nawet decydujące znaczenie dla ukształtowania teologiczno – filozoficznych poglądów na rdzeń i istotę życia. Jak je pojmujemy i jak w konsekwencji tego praktykujemy? Jesteśmy jakby na przysłowiowej prostej, ale i tu tkwią pułapki. Chodzi głównie o to, czy istnienie człowieka jest konieczne w celu dopełnienia historii stworzenia. Jednym słowem, czy w istocie Stwórca również jest zdeterminowany i jakby logika aktu stworzenia całości wymaga, by zaistniał na końcu człowiek.

I tu się pojawia grzech antropocentryzmu, czyli podniesienie ludzkiego statusu ponad ustaloną dla nas miarę. Tymczasem, nie jesteśmy koroną stworzenia. Świat by się doskonale bez nas obył. Antropocentryzm jest zatem także herezją. Nie tak zgubną jak te wyżej oznaczone, ale w końcu także szkodliwą. Zaciemnia on obraz rzeczywistości. Czyli oddala nas od prawdy, którą przecież  można rozpoznać. Wszystko to stanowi swoisty kocioł współczesności, w którym do gotowania wrzucono różne produkty. Wyłania się z tej pychy chaos i rozdarcie, wielka kakofonia. A nauczycielskiego urzędu brak, by mógł nam to na nowo wytłumaczyć. Wszelki autorytet zmarł. I nowego już nie będzie!

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 21-22 (19-26.05.2024)

Redakcja