OpinieRękas: Krym, gaz i Szczecin

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Wszelkie -filie i -fobie tylko zaciemniają rozsądek i poczucie własnych interesów. W przypadku stosunków polsko-niemieckich najbardziej natomiast brakuje faktów – to znaczy jasnego przyznania, że w obecnym kształcie polska gospodarka nie istnieje bez niemieckiej (a oczywiście nie odwrotnie), więc to gospodarka powinna rządzić naszymi relacjami, a nie głodne kawałki polityków puszczane w obu przeciwstawnych kanałach dezinformacyjnych.

Tajne Generalgouvernement

Oczywiście jednak, politycy głównego nurtu nijak tego Polakom powiedzieć nie mogą – no bo jakie niby uzależnienie od Niemiec, we “wspólnej Europie” czy w ramach “Polski powstającej z kolan”?! Nasza przynależność do gospodarczych Wielkich Niemiec jest zatem publiczną tajemnicą, z której nie zdaje sobie sprawy tylko te trzydzieści parę milionów mieszkających nad Wisłą. I aby tak zostało pilnują i Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński, sam niegdyś mocno związany z celami polityki niemieckiej w Polsce, tylko grający na inną berlińską ekipę, w wiecznym marzeniu, że będzie dla niej fajniejszy od swego liberalno-europejskiego skrzydłowego.

Nie rozmawiamy zatem o rzeczach poważnych, a dyskusja o stosunkach z Niemcami ogranicza się niemal wyłącznie właśnie do prymitywnych -filii i -fobii na poziomie TVN i TVP.

Rozstrzyga Energiewende

W tej drugiej króluje rzecz jasna przekaz “Niemcy zdradziły – osłabiają euroatlantycki front przeciw Moskwie!”.  Czy jednak Berlin rzeczywiście jest “słabym ogniwem Europy” wobec Rosji, jak to się dziś powszechnie ogłasza?

Cóż, zależy co przez to rozumieć. Z pewnością jednak nie może być mowy o żadnych niespodziankach, zaskoczeniach czy nawet radykalnych zmianach polityki niemieckiej, skoro od lat jej głównym elementem w zakresie energetyki, a więc i gospodarki – jest Energiewende, transformacja energetyczna, oparta w znacznej mierze o rosyjski gaz, a ukierunkowana tak na spełnienie ideologicznych wymogów brukselskiego kilmatyzmu, jak i na osłonięcie europejskich gospodarek przed uzależnieniem od amerykańskiego LNG. A skoro III RP uparła się opierać własną politykę energetyczną docelowo wyłącznie na relacjach z Zachodem, to po prostu musimy to brać pod uwagę. Także ze względu na wspomniane powiązania przemysłowe z Niemcami, jak i bardziej szczegółowe zjawiska, jak np. udział naszej infrastruktury w kołowych przepływach energii między Niemcami a Austrią itd.

Krym jest rosyjski

I zupełnie marginalnie, bo jednak bez związku z główną kwestią – powtórzmy po raz trzeci, gospodarczą – jest wypowiedź adm. Kay-Achima Schönbacha: “Półwysep Krymski już przepadł, nigdy nie wróci, to fakt”.  Jedno proste pytanie, do wszystkich nią oburzonych: a niby jak, w jaki sposób, w jakich okolicznościach Rosja miałaby obecnie lub w najbliższej przyszłości utracić Krym?

Tylko proszę o odpowiedź konkretną, bez “zgodnej postawy społeczności międzynarodowej” i tym podobnego bajkopisarstwa.

Naprawdę, słabością tego, co udaje analizę geopolityczną i aktywność dyplomatyczną III RP, jest wmawianie Polakom realności świata imaginacji.

Tylko bowiem w Nibylandii III-RP-owskich mediów i MSZ:

  • Krym jest ukraiński,
  • Swietłana Tichanowska jest prezydentem Białorusi,
  • Andżelika Borys jest szefową Związku Polaków na Białorusi,
  • a III RP – mistrzem świata w picipolo na małe brameczki.

Tylko dokładnie nic (dobrego) z takich urojeń nie wynika.

Realizm nigdzie nie odszedł

Co więcej, to, że Niemcy przyjmują do wiadomości fakt realnego posiadania jakiegoś terytorium – powinien wręcz być dla nas pocieszający. Z całą bowiem pewnością dziś taki np. Szczecin czy Kłodzko są we władaniu polskim. A chyba nie chcielibyśmy, by kraj tylokrotnie potężniejszy od Polski zaczął nagle rozważać historyczne implikacje tej przynależności. Adm. Schönbach przeszedł do porządku nad rosyjskim panowaniem nad Krymem, tak jak niemiecka dyplomacja nie kwestionuje przynależności państwowej Ziem Zachodnich. I niech tak lepiej zostanie…

Bo realizm geopolityczny bynajmniej nie wrócił do współczesnego, nie-alternatywnego świata. On z niego nigdy nie odszedł. I można nadal udawać pryncypialnych idealistów – o ile jednak naprawdę się tylko udaje i inni wiedzą o takim kamuflażu. W przeciwnym bowiem wypadku to nie jawnie już realistyczne Niemcy, ale naiwna, dziecinna i zaperzona III RP okazuje się być słabym ogniwem jakiejkolwiek prawdziwej gry dyplomatycznej.

I albo sobie przyswoimy to gospodarcze, energetyczne i geopolityczne nauczanie przedszkolne, albo nigdy z niego nie zostaniemy wypuszczeni.

Konrad Rękas

Redakcja