AktualnościHistoriaKulturaOpinieRecenzjePremiera filmu „Gierek”. Fakty czy IPN-izmy?

Red.4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Za dwa dni pojawi się w kinach. Ja już go widziałem, byłem na premierze filmu w reżyserii Michała Węgrzyna pt. „Gierek” w dąbrowskim Pałacu Kultury Zagłębia. Produkcja jest poświęcona Edwardowi Gierkowi, I Sekretarzowi PZPR i przywódcy Polski w dekadzie lat 70-tych.Przywódcy PRL-u zdecydowanie najlepiej ocenianego w III RP.

Na czerwonym dywanie brylowali między innymi odtwórcy głównych ról  – Michał Koterski, który zagrał rolę tytułową, Małgorzata Kożuchowska grająca Stanisławę Gierek i Sebastian Stankiewicz grający przebiegłego Maślaka (w domyśle Stanisława Kanie). Sala wypełniona po brzegi, wśród gości prezydenci Sosnowca (Arkadiusz Chęciński), Dąbrowy Górniczej (Marcin Bazylak) i Zawiercia (Łukasz S. Konarski).Obecna jest również rodzina Edwarda Gierka z synem, cenionym profesorem, Adamem Gierkiem. Wielu osobiście mi znanych działaczy dekady Gierka. Tradycyjne  podziękowania  dla szeregu instytucji i osób odczytane przez prowadzącego premierową galę Krzysztofa Ibisza. Kilka słów od producenta Heatcliffa Janusza Iwanowskiego miedzy innymi o papieżu Janie Pawle II, Stefanie Wyszyńskim i Lechu Wałęsie. W ciszy i skupieniu obejrzałem film. Pierwsza moja myśl –  film jest nierówny. Znakomite kreacje mieszają się ze słabymi.

Łukasz Jastrzębski w rozmowie z prof. Adamem Gierkiem.

Plejada polskich aktorów

W filmie występuje plejada polskich aktorów: Michał Koterski (Edward Gierek), Małgorzata Kożuchowska (Stanisława Gierkowa), Agnieszka Więdłocha (Marzena, sekretarka Gierka), Sebastian Stankiewicz (Stanisław Kania w filmie Maślak ), Antoni Pawlicki (Wojciech Jaruzelski w filmie gen. Roztocki), Rafał Zawierucha (Piotr Jaroszewicz w filmie premier Filip), Ewa Ziętek (jako matka Edwarda Gierka), Jan Frycz (Prymas  Stefan  Wyszyński), Krzysztof Tyniec (złowrogi generał KGB) i Cezary Żak (Leonid Breżniew). W filmie zagrał również współpomysłodawca i znany lewicowy ekonomista Rafał Woś (ekonoma). Producentem filmu jest Global Studio Heatcliffa Janusza Iwanowskiego (dla dociekliwych obserwatorów życia politycznego III RP, nie jest on osobą anonimową). Sam twierdzi, że przez prawie 30 lat gromadził informacje, które pomogły stworzyć scenariusz filmu. Gierka znał osobiście, to między innymi z nim podczas spotkań od lat porządkował swoją wiedzę. To daje się realnie odczuć, na ekranie widać ciepło relacji małżeństwa Gierków. W śród jego rozmówców byli również: ekonomista i doradca Gierka  profesor  Paweł Bożyk i bankier ze słynnego kiedyś banku Manny Hanny (pomysłodawca pożyczek z Zachodu). Specjalnie twórcy nie chcieli kontaktować się z  najbliższą  rodziną. Chociaż w stanie surowym film pokazali synowi Gierka.

Producent wraz z aktorami.

Film pokazuje Edwarda Gierka i jego żonę Stanisławę takimi jakimi byli prywatnie. Pokazuje zwyczajnych Polaków, ludzi się kochających, rodzinnych. Prawdziwość tego przekazu potwierdziło mi to kilka osób znających ich osobiście a będących na premierze. Film bardzo spodobał się również synowi Edwarda Gierka – profesorowi Adamowi Gierkowi. Potwierdził on to w rozmowie z „Super Expressem”. Oczywiście tu nie może dziwić brak krytycyzmu. Jego ojca bezrefleksyjnie opluwali i gnoili, i nie tylko ci z opozycji. To jest dla ponad osiemdziesięcioletniego człowieka jakiś forma sprawiedliwości dziejowej. Rola to wielki i niezaprzeczalny sukces Koterskiego. Gdy pierwszy raz usłyszałem kto ma się wcielić w rolę Pierwszego Sekretarza, chwyciłem się za głowę, gdy zobaczyłem go na gali premierowej przed oczami miałem odtwórcę roli przedwojennego kramowego handlarza z Będzina. Bardzo zaskoczył. Do roli przytył aż 21 kilogramów. Udało mu się skopiować gesty i sposób mówienia. Zagrał dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jako Gierek czasu stanu wojennego wręcz rewelacyjnie. Kożuchowska też zagrała bez zarzutu, chociaż fizycznie mało przypominała Stanisławę.

Michał Koterski wcielił się w rolę Edwarda Gierka.

Film pokazał znakomicie prywatne życie Pierwszego Sekretarza, politycznie wyszło gorzej. W produkcji przedstawiono Gierka jako kolejnego Konrada Wallenroda. Jako będącego antykomunistą w ciele komunisty. Dobry car, źli bojarzy. Wymyślono przywódcę państwa, który głównych przeciwników miał nie w KOR-owskiej opozycji finansowanej przez Zachód, tylko w szeregach własnej partii i  ówcześnie sojuszniczym Związku Radzieckim. Wymowna jest tu scena, gdy w końcówce filmu widzimy sekretarkę Gierka z znaczkiem Solidarności. Sam Gierek spotyka się z prymasem Wyszyńskim w nieczynnym basenie obawiając się podsłuchów Służby Bezpieczeństwa. Mówi do premiera o tym, że chce być prezydentem jak w USA a nie pierwszym sekretarzem jak z ZSRR. Zasada filmu jest prosta – przed Gierkiem był zły Gomułka, po Gierku zły Jaruzelski a alternatywą dla jego rządów byłaby dyktatura krwawego Moczara. To nie jest prawdziwy obraz tamtego czasu. Produkcja słusznie rehabilituje bezrozumnie opluwanego Gierka i ukazuje uczciwie jakim modernizacyjnym skokiem w dziejach Polski była ta dekada. Pokazuje prawdziwy stosunek Edwarda Gierka do robotników i szerzej do zwykłych Polaków. Pozwala również zrozumieć współczesnemu widzowi kwestię kredytów i wątek z petrodolarami. Scena internowania Gierka i braku możliwości obrony jest wstrząsająca. Jeżeli coś po tym filmie zostanie po latach, to na pewno będzie to aktorska kreacja Koterskiego jako Gierka.

Znacznie gorzej poszło w przedstawieniu otoczenia Edwarda Gierka, a zwłaszcza jego oponentów i wrogów. Zarówno tych krajowych, jak i tych w Moskwie. Słabo wyszedł Maślak (Stanisław Kania), który był rzeczywiście intrygantem, ale przejaskrawienie tego w filmie jest wręcz kabaretowe. I myślę, że nie jest to winna w żadnej mierze aktora Stankiewicza, który zagrał zgodnie z scenariuszem i uwagami reżysera. Podobnie mało wiarygodnie wyszedł półżywy Leonid Breżniew w kreacji Cezarego Żaka. Przypominał on Breżniewa z dowcipów w prowincjonalnej solidarnościowej bibule. Zupełnym nieporozumieniem jest postać generała Roztockiego (Wojciecha Jaruzelskiego). Antoni Pawlicki w najmniejszym stopniu nie pasował do tej tragicznej postaci. Nie było w żadnym momencie czuć cechującej go odpowiedzialności za kraj i wojsko. Jaruzelski pokazany jest w filmie jako bezwzględny, cyniczny, obrzydliwy i pozbawiony uczuć człowiek będący na krótkim pasku KGB. Groteskowo wypadły sceny, gdy Jaruzelski nieumiejętnie pije szampana z butelki, przemocą chce zmusić sekretarkę Gierka do współpracy czy niszczy w furii odbiornik radiowy słysząc kazanie prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jako prymitywów pokazano funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa.  Chęć  uwypuklenia dobrych cech głównego bohatera i przejaskrawienia negatywnych cech u jego przeciwników obniżyła moim zdaniem radykalnie poziom filmu.

Celnie ocenił taki rodzaj produkcji kol. Roland Lasecki: „Jest taki trend, nazywam go „sentymentalną rehabilitacją PRL”, że w okresie tym była Wisłocka, były fajne bary mleczne, Gierek był taki fajny chłop w dechę w sumie, fajne samochody były, ludzie nie lubili tak naprawdę ruskich, byli w sumie tacy jak my. To jest pozorna rehabilitacja PRL, a w istocie projekcja McRzeczpospolitej i panującego w niej światopoglądu na PRL. Nie ma tu szczerej refleksji nad tym okresem w historii Polski, nad dobrymi i słabymi stronami  ówczesnego państwa, ustroju społeczno-ekonomicznego itp. Jest granie na sentymencie za czasami rodziców i dziadków dzisiejszych odbiorców tej popkultury. Myślę, że szczególnie „lewica narodowa” powinna być wyczulona na taką tandetę”. Film oczywiście jest zgodny z  dzisiejszymi narzuconymi standardami, czyli pokazuje jednoznacznie negatywnie wszystko co  kojarzy  się z Rosją. Polska jest prawie kolonią ZSRR. Jaruzelski jest bez wątpienia człowiekiem Moskwy, który wykona każdy rozkaz. Kania podobnie. Rosjanie to zimni, cyniczni i bezwzględni lub upokarzający Polskę ludzie. To widzimy w półsatyrycznej wręcz scenie, gdy Breżniew chce od Gierka Virtuti Militari podczas alkoholowej biesiady a ten mu w tych okolicznościach przypina go do klapy marynarki.

W kuluarach.

Ciekawym wątkiem natomiast jest pokazanie – chociaż również przerysowane – siły plotki. Zauważalną jest scena ukazująca jak ważną i skuteczną bronią bywa w polityce. Pokazano jak absurdalnymi a jednak odbieranymi na poważnie przez znaczną część naszego narodu były ówczesne kłamstwa puszczane na temat rzekomego luksusu rodziny Gierków. To  znaczący  wątek w tym filmie. A jednak twórcą nie udało się jednocześnie uniknąć tego samego błędu, który krytykują. Umieścili w swoim filmie sceny mówiące o rzekomych materiałach  obciążających syna  premiera  Filipa (Jaroszewicza) ze względu na czyny syna. Wprost zasugerowano, że premier był szantażowany przez Służbę Bezpieczeństwa, Kanię i Jaruzelskiego. Ten wątek jest równie wiarygodny jak wizyty Stanisławy Gierek w paryskich salonach  fryzjerskich czy złoty  sedes  w domu Gierków.

A jakie są fakty?

Najważniejszym dla mnie momentem filmu jest sama końcówka. Tam w formie tekstu pojawiają się dane dotyczące  ówczesnych kredytów i dzisiejszego zadłużenia Polski. Pokazują się liczby ukazujące zadłużenie krajów europejskich, takich jak Luksemburg czy Włochy. Widzimy na ekranie informację na co szły te kredyty, co z nich zostało, co zostało wybudowane i jak realnie wzbogacały one nasz kraj.  Dekada lat 70-tych w Polsce Ludowej to niekwestionowany rozwój polskiej gospodarki, kultury, nauki i sportu, na które państwo przeznaczało wysokie nakłady. W latach 70. nastąpił szybki rozwój przemysłu i budownictwa. Budowano ponad 200 000 mieszkań rocznie. Wielką rolę odegrało tu budownictwo żelbetowe z prefabrykatów, oparte na technologii tzw. „wielkiej płyty”. Władzom jednak nie do końca udało się dostosować możliwości produkcyjne do ówczesnego wyżu demograficznego, mimo iż do 1975 powstało 65 fabryk domów i zbudowano ok. 1 mln mieszkań – co przyznają również niechętne Polsce Ludowej. Ten okres to również czas błędów, jednak zasługuje na uczciwą debatę i pokazanie tego co było w nim dobre. A przez długie lata styropianowe władze robiły wszystko by to uniemożliwić.  Uważam, że film można zobaczyć, ale jednocześnie pozostać krytycznym i szukać wiedzy w alternatywnych źródłach.

Łukasz M. Jastrzębski

Red.