PublicystykaŚwiatBieleń: Klęska ukraińskiej buforowości

Redakcja2 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Od najdawniejszych czasów buforowość w stosunkach międzynarodowych wiązano z logiką równoważenia sił i z imperialnym myśleniem o przestrzeni. Wraz z hegemonizacją systemu międzynarodowego przez Stany Zjednoczone po „zimnej wojnie” zanikło zapotrzebowanie na obszary buforowe, które oddzielały od siebie różne strefy wpływów.

Obecnie temat ten powraca w polskiej publicystyce w związku z bilansowaniem kosztów wojny rosyjsko-ukraińskiej. Coraz więcej obserwatorów zastanawia się, czy była ona nieunikniona i czy pozostawienie Ukrainy (jak sugerował Henry Kissinger) w charakterze obszaru absorbującego napięcia między Rosją a Zachodem nie było wtedy rozwiązaniem najlepszym. Trudno dziś wylewać „krokodyle łzy”, gdyż nikt nie jest w stanie zmienić zaistniałej sytuacji. Powrót do status quo ante bellum jest niemożliwy, ale dla zrozumienia popełnionych błędów warto dokonać rekonstrukcji całego procesu, który skończył się klęską wszystkich zaangażowanych stron, nawet gdy one do tego nie chcą się przyznać.

Doświadczenie Ukrainy rodzi ponadczasowe pytania o rywalizację między mocarstwami na obszarach pogranicza. Od wieków oddzielały one napierające na siebie imperialne ośrodki potęgi i były same na tyle silne (autonomiczne), że nie dawały się żadnemu z nich zdominować czy uzależnić. W sensie strategicznym spełniały funkcję amortyzującą presję militarną i polityczną. W sensie instytucjonalnym przyjmowały natomiast status neutralności (bezaliansowości), co oznaczało odżegnywanie się od sojuszy oraz obstawanie przy obronnym (defensywnym) charakterze doktryny bezpieczeństwa. Jak nietrudno zauważyć, taki status buforowości wynikał przede wszystkim z realistycznych diagnoz swojego położenia w obszarze ryzyka bezpośredniego starcia między sąsiednimi potęgami.

Wielka pomyłka

Wydaje się, że władze nowego państwa, jakim była niepodległa Ukraina, przeliczyły się w diagnozie swoich możliwości moderującego wpływania na środowisko mocarstwowe. Przyjęcie w lipcu 1990 roku, jeszcze w ramach ZSRR, deklaracji suwerenności, było wczesną próbą formułowania przez Kijów strategii buforowania. Odwoływano się do trwałej neutralności, niesprzymierzania się z blokami wojskowymi, dążenia do równoważonych stosunków ze Wschodem i Zachodem, wyrzeczenia się produkcji i nabywania broni jądrowej (tzw. doktryna Dmytra Pawłyczki, stanowiąca ukraiński wariant „finlandyzacji”). Taka samodeklaracja była atutem Ukrainy, ale i jej słabością. Z jednej bowiem strony przywódcy starali się przełożyć strukturalną słabość na działanie strategiczne, z drugiej jednak nie wzbudzili na tyle silnego zainteresowania wśród mocarstw, aby zdobyć ich poparcie dla tego statusu. Jak wiadomo, jedynie gwarancje międzynarodowe (jak w czasie „zimnej wojny” wobec Austrii czy Finlandii) były w stanie nadać neutralności charakter trwały i akceptowalny. Z powodu braku tych gwarancji oraz narastającej niezgody wewnętrznej deklarowana neutralność nigdy nie była wiarygodna ani nie stała się trwałym wzorem zachowań.

Ukraina przeszła przez cztery krytyczne okresy, które prowadziły stopniowo do ograniczania, a nawet dezawuowania opcji buforowości. Już na samym początku niepodległości za prezydentury Leonida Krawczuka zabrakło instytucjonalnego zakotwiczenia buforowej praktyki strategicznej. Ukraina była zbyt słaba, a i okoliczności zewnętrzne związane z rozpadem ZSRR nie sprzyjały prowadzeniu skutecznej i zrównoważonej dyplomacji. Obawy dotyczyły przede wszystkim powrotu do zależności od Rosji. Jednocześnie nie chciano przedwczesnego sprzymierzenia się ze strukturami zachodnimi, zwłaszcza wojskowymi. Już wtedy Rosja miała większe możliwości i motywacje do podważania stabilności i neutralności Ukrainy niż Zachód do ich wspierania.

Ten ostatni nie kwapił się do promowania nowego porządku z niepodległą Ukrainą. Nie jest przecież tajemnicą, że w miesiącach poprzedzających referendum niepodległościowe z 1 grudnia 1991 roku przywódca radziecki Michaił Gorbaczow wraz z partnerami zachodnimi próbował odwieść Kijów od opuszczenia ZSRR. Prezydent USA George H.W. Bush jeszcze w sierpniu 1991 roku, tuż przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, przestrzegał Ukraińców przed ścieżką „samobójczego nacjonalizmu”. W Waszyngtonie obawiano się, że dążenie Kijowa do niepodległości zdestabilizuje porządek po „zimnej wojnie” i stworzy trzecią co do wielkości potęgę nuklearną na świecie. Pod tym względem politycy zachodni byli zgodni z Borysem Jelcynem, że niepodległa Ukraina musi przystąpić do traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), jako państwo nieposiadające broni jądrowej oraz zaakceptować zbiorową kontrolę nad odziedziczonymi po ZSRR głowicami jądrowymi. Już wówczas Ukraina stała się obiektem skoordynowanego „zarządzania” przez mocarstwa, wobec których chciała pełnić rolę „pomostową”.

Ograniczeniom zewnętrznym towarzyszyła słabość wewnętrzna. W pierwszych latach niepodległości stworzono hybrydowy porządek instytucjonalny, w którym nowy organ prezydencki, pochodzący z demokratycznych wyborów, współistniał z niezreformowanym parlamentem w stylu radzieckim. Niejasne podziały kompetencji między organami władzy, uznaniowość polityczna w procesach decyzyjnych, zależność polityki monetarnej i energetycznej od  doraźnych przetargów politycznych, wreszcie brak mechanizmów kontroli i egzekwowania odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych – wszystko to nie sprzyjało budowaniu zrównoważonej dyplomacji, która byłaby zdolna do podtrzymywania zobowiązań w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Kto wie, czy największą słabością w perspektywie długookresowej nie okazało się wprowadzenie gospodarki rynkowej, ale bez instytucji zdolnych do regulowania polityki pieniężnej lub nadzorowania prywatyzacji. Sprzyjało to powszechnej korupcji i dało podstawy gospodarce oligarchicznej, która podporządkowała  państwo swoim egoistycznym interesom.

Mimo rosyjskich pretensji do kontroli militarnej w przestrzeni poradzieckiej, Ukraina zdecydowanie zmierzała do zbudowania niezależnej armii, co wywołało spór o Flotę Czarnomorską i port wojenny w Sewastopolu. Do tego doszła presja na spłatę długu oraz szantaż gazowy, które uświadomiły Ukrainie, jak bardzo jest narażona na rosyjski dyktat, bez posiadania wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa. Na takim tle zrodziło się przekonanie, aby nie rezygnować z arsenału jądrowego, który miał być niezbędnym zabezpieczeniem przed rosyjskim rewizjonizmem. Jednakże presja amerykańska współgrała ze stanowiskiem rosyjskim. W ich wyniku doszło do wymuszenia na Ukrainie przez USA i Rosję  trójstronnego porozumienia ze stycznia 1994 roku, w którym strona ukraińska zrzekła się swojego arsenału jądrowego w zamian za ograniczoną pomoc gospodarczą i niejasne gwarancje bezpieczeństwa. Potwierdzeniem porozumienia było czterostronne Memorandum Budapeszteńskie z 5 grudnia 1994 roku, do którego dołączyła Wielka Brytania.

Geopolityczna pułapka

Pierwsze lata niepodległej Ukrainy pokazały, że nie zbudowano solidnych podstaw instytucjonalnych dla strategii buforowości, tracąc bezpowrotnie atuty na rzecz wpływania na stosunek sił mocarstwowych. Za prezydentury Leonida Kuczmy zanikła determinacja władz na rzecz buforowości, a samą ideę zrównoważonych relacji przesłoniła taktyczna gra nacisków i oportunizm władz. Podtrzymywano wrażenie prowadzenia wielowektorowej polityki zagranicznej, co miały potwierdzać afiliacje z NATO i z Unią Europejską w 1994 roku (Partnerstwo dla pokoju i umowa o partnerstwie i współpracy). W 1997 roku podpisano Kartę o szczególnym partnerstwie z NATO i w formie traktatowej uregulowano najważniejsze problemy z Rosją. W rzeczywistości  te akty były dowodem transakcyjnej logiki dyplomacji. W stosunkach z Rosją było to ciągłe powracanie do negocjacji w sprawie dostaw energii, opłat tranzytowych i długu państwowego. Wobec Zachodu zobowiązywano się natomiast do wdrażania reform politycznych i gospodarczych, które miały charakter spóźniony i wybiórczy. Cierpiała na tym wiarygodność władz ukraińskich i słabło zaangażowanie Zachodu na ich rzecz.

Ostatecznie kryminalizacja polityki, której przejawem stało się morderstwo dziennikarza Gieorgija Gongadze w 2000 roku oraz sprzedaż sprzętu radarowego do Iraku w 2002 roku z naruszeniem sankcji ONZ, doprowadziły do izolacji dyplomatycznej i wstrzymania pomocy USA. Sytuacja ta sprzyjała zwrotowi Kijowa ku Rosji, która wykorzystała okazję dla wzmocnienia swoich wpływów. W wyborach prezydenckich 2004 roku Rosja otwarcie poparła następcę Kuczmy – Wiktora Janukowycza. Jego starcie z prozachodnim Wiktorem Juszczenką stało się przedmiotem manipulacji wyborczych. Masowe protesty przeciw sfałszowaniu wyników wyborów zapoczątkowały „pomarańczową rewolucję” i powrót Zachodu do gry. Po tygodniach pokojowych demonstracji i narastającej presji zewnętrznej Sąd Najwyższy unieważnił głosowanie i zarządził nową drugą turę wyborów, która doprowadziła Juszczenkę do władzy.

Wiktor Juszczenko postrzegał bezpieczeństwo i dobrobyt Ukrainy jako zależne od integracji z Zachodem, a nie od zrównoważonych relacji z największymi protagonistami – Rosją oraz strukturami Unii Europejskiej i NATO. Takie stanowisko nie było bynajmniej oparte na ponadpartyjnym konsensusie czy zgodnej koordynacji polityki między organami władzy. Rozdrobnienie polityczne i liczne kryzysy rządowe sprzyjały oligarchizacji, narastaniu praktyk protekcjonistycznych i klientelistycznych. Nie bez znaczenia był renesans nacjonalizmu banderowskiego, który z zachodniej Ukrainy zaczął rozlewać się na cały kraj. Zachód nie był jednolity w swojej postawie, jeśli chodzi o aspiracje Kijowa. USA George’a W. Busha gotowe były wyjść naprzeciw oczekiwaniom w sprawie przyjęcia planu działań na rzecz członkostwa Ukrainy w NATO (MAP), ale na przykład Francja i Niemcy obawiały się, że spowoduje ono sprzeciw Rosji i zdestabilizuje europejski układ bezpieczeństwa.

Od Juszczenki do Janukowycza

Gdy Juszczenko podtrzymywał swój „zwrot” ku Zachodowi, w Rosji odbierano go jako geopolityczne wyzwanie dla jej regionalnego prymatu, a także modelu ustrojowego. Gdy Zachód się wahał, Rosja podjęła działania rewindykacyjne poprzez zwiększoną presję ekonomiczną, jednocześnie wysyłając sygnały ostrzegawcze pod adresem Zachodu i Ukrainy (wystąpienie Putina na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa w 2007 roku oraz wojna gruzińska w 2008 roku). Prezydentura Juszczenki oznaczała więc utratę drugiej szansy na utrwalenie buforowania jako strategicznej praktyki. Kijów decydując się na integrację z Zachodem (który wcale nie był na to gotowy) naruszył kruchą równowagę, od której zależało jego bezpieczeństwo. Ukraina stała się jeszcze bardziej narażona na wpływy rosyjskie i praktycznie wobec nich bezbronna.

W tej sytuacji odłożona w czasie prezydentura Wiktora Janukowycza, dzięki legalnemu zwycięstwu wyborczemu w 2010 roku (po klęsce „pomarańczowej rewolucji”) oznaczała celowy demontaż strategii buforowania na rzecz „geopolitycznej bitwy”, ze wskazaniem na patronaż Moskwy. Będąc w trudnej sytuacji gospodarczej, balansując między opcją stowarzyszenia z Unią Europejską za cenę długoterminowych korzyści, ale i głębokich reform strukturalnych, a „pakietem ratunkowym” ze strony Rosji, nieobwarowanym żadnymi warunkami, a jedynie oczekiwaniem lojalności politycznej, Janukowycz wybrał drugą opcję. Zawieszenie przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską w listopadzie 2013 roku wywołało proeuropejski ruch protestu, przekształcony wkrótce w ruch przeciwko korupcji, represjom i autokracji. Obalenie Janukowycza na drodze zamachu stanu oznaczało upadek autokratycznego reżimu, ale obnażało też wyczerpanie się ukraińskiego eksperymentu z buforowaniem po uzyskaniu niepodległości.

Zachowania poszczególnych ekip prezydenckich pokazują, że zabrakło pomysłu i aktywności dyplomatycznej, aby  z biernego adresata roszczeń zewnętrznych uczynić Ukrainę aktywnym kreatorem samodzielnych ról, warunkowanych szczególną przestrzenią geopolityczną. Nie wykorzystano atutów wielowektorowego sąsiedztwa i nie przekonano partnerów zewnętrznych ze względu na spory wewnętrzne do wiarygodności obranej strategii. Ukraina tkwiła w posowieckim marazmie, bazując bardziej na inercji i pretensjach wobec Rosji niż na tworzeniu nowoczesnych wizji swojego statusu.  Strukturalnej podatności na obce wpływy sprzyjał oportunizm przywództwa, rywalizacja klanów o kontrolę zasobów i wpływy w gospodarce, słabość dyplomacji, wreszcie korupcja i brak dojrzałej tożsamości narodowo-państwowej.

Klęska strategii „buforowania”

W rezultacie załamała się symetria interesów między Rosją a Zachodem, gdyż obie strony uznały, że powściągliwość nie jest skuteczną gwarancją ich stanu posiadania. Obalenie Janukowycza przez siły prozachodnie i rosyjska aneksja Krymu oznaczały zerwanie z polityką nieingerencji w wewnętrzne sprawy tego państwa. Od tego czasu straciło ono odporność na presję zewnętrzną, odnoszącą się do zdolności przeciwstawienia się przejęciu i przymusowi.

Przypadek ukraiński pokazuje, że dla sukcesu polityki buforowości potrzebna jest wola polityczna władzy i życzliwe wsparcie zewnętrzne. Kolejne prezydentury pokazują, że przywództwo polityczne, dyplomacja i instytucje państwa traciły spójność i nie były konsekwentne w dążeniu do celu. Ostatni dwaj prezydenci – Petro Poroszenko i Wołodymyr Zełenski – zaangażowali się w strategię wypierania Rosji, co doprowadziło do gry pozorów na tle realizacji porozumień mińskich i sytuacji patowej. Ukrainę zaczęto otwarcie konfrontować z presją zewnętrzną, która stawiała uległość, sprzymierzenie i powstrzymywanie ponad równowagę. Gdy postawy mocarstw zachodnich były ambiwalentne, szala przechylała się na korzyść Rosji. Gdy natomiast Zachód, a ściślej USA, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zwietrzyły okazję do ulokowania swoich strategicznych interesów nad Dnieprem, Rosja sięgnęła do środków agresywnych. Wojna w tej sytuacji stała się nieuchronna.

Historia Ukrainy pokazuje, że jej funkcje buforowe od początku były kruche i trudne do utrzymania. Poradzieckie elity dostrzegały potrzebę „znoszenia” wpływów i nacisków ze strony rosyjskiej i zachodniej, ale w duchu były przekonane o konieczności oddalania się od Rosji. Ukraina strukturalnie była podatna na obce wpływy, jednak jej przywództwo polityczne i dyplomacja nie potrafiły wypracować odporności na presję zewnętrzną. Niezwykle silną „piątą kolumnę” stanowili oligarchowie, którzy przeszli na stronę interesów anglosaskich i izraelskich. W rezultacie, gdy bufor zaczął orientować się na mocarstwa zachodnie, Rosja poczuła się zgodnie z „dylematem bezpieczeństwa” zagrożona i podjęła interwencję na rzecz przywrócenia równowagi.

Zawsze było tak, że gdy terytorium państwa spełniającego warunki buforowości stawało się „polem bitwy” między rywalami, każdy z nich usiłował przeciągnąć je na swoją stronę. Wydarzenia na Ukrainie od „pomarańczowej rewolucji” w 2004 roku pokazują, jak eskalacja interwencjonizmu państw zachodnich i Rosji prowadziła nie tylko do ubezwłasnowolnienia miejscowych władz, ale i przekreślenia statusu szans na autonomię. Ukraina straciła swoją ułomną podmiotowość, stając się przedmiotem gry obcych wpływów. Przeciąganie władz w Kijowie na stronę zachodnią oznaczało jej skonfliktowanie z Rosją, która nie chciała przyzwolić, aby bezpośrednie sąsiedztwo na najbardziej wrażliwej rubieży stało się źródłem jej egzystencjalnych zagrożeń (presji, penetracji, ataków i konfliktów zastępczych).

Anty-Rosja

Paradoks położenia Ukrainy polegał na tym, że w optyce mocarstw zachodnich, zwłaszcza anglosaskich, zyskiwała ona coraz większe znaczenie strategiczne jako baza wypadowa przeciw Rosji, większe niż wynikałoby to z jej potencjału materialnego. Od 2015 roku postawiono zatem na dozbrajanie Ukrainy, negując jej status niedookreślonej „szarej strefy”. Pożegnano się w ten sposób z jej „ekwidystansem” wobec Rosji i Zachodu czy niesprzymierzaniem się z żadną z rywalizujących stron. W warunkach rewolucji informatycznej, gdy rywalizacja objęła także przestrzeń cyfrową, energetyczną i infrastrukturalną, Ukraina stała się ważnym „poligonem doświadczalnym” oraz dźwignią mobilizacji kompleksów militarno-przemysłowych Zachodu. Uznano ją za panaceum na trapiące gospodarki kapitalistyczne kryzysy.

Ukraina jako państwo o statusie buforowym mogła być ogniwem redukującym bezpośrednią konfrontację między Rosją a Zachodem. Tymczasem stała się mechanizmem reprodukującym wrogość w bezpośrednim sąsiedztwie, co w rezultacie doprowadziło do eskalacji napięć i wybuchu otwartego konfliktu. W transakcyjnym podejściu Donalda Trumpa do rozwiązywania problemów międzynarodowych napomyka się obecnie o możliwości powrotu Ukrainy do roli „strefy buforowej”. Tim Marshall uznaje wszak jej położenie za „przekleństwo geografii”, ale inny badacz amerykański Friedrich Kratochwil przyznaje, że status buforowy jest mimo wszystko lepszy od podboju, okupacji czy aneksji. Takie teoretyzowanie ma się jednak nijak do realnych warunków przywracania normalności po latach okrutnej wojny między zantagonizowanymi sąsiadami.

Ukraina jest przykładem państwa, którego buforowość zmieniła się ze strategii w tragedię. Zamiast rzeczywistej równowagi na różnych wektorach działań i oddziaływań, a tym samym wyhamowywania konfliktowości w swoim środowisku międzynarodowym, doprowadziła w latach 1990-2014 do pogłębienia geopolitycznej konfrontacji. Stała się katalizatorem konfliktu, którego konsekwencje obciążą wszystkich jego uczestników na długie lata.

Prof. Stanisław Bieleń

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Redakcja