FelietonyOpinieCzy to już koń trupio blady? A imię jego jeźdźca Śmierć?

Red.1 minutę temu
Wspomoz Fundacje

„Więc to Otchłań – stwierdziła . Oczy zalśniły jej podnieceniem. – Może to nie jest ostateczne miejsce? Istnieje jeszcze nadzieja…
-Nie ma nadziei. – oznajmiłem. – I nie ma innego miejsca.” – John Everson

To wszystko wydaje się absurdalne a ogółowi zajętemu grillem, korzystaniem z życia albo próbami wiązania końca z końcem, całkowicie obce, nie istniejące lub tak bardzo odległe i w czasie i w przestrzeni, że zgoła nie istniejące. A jednak sygnały, niczym odległy odgłos burzy przybliżają się z każdym dniem, każdą prowokacją i każdym obrotem na spirali eskalacji.

Dyskusje na temat granic a raczej ich braku w groźbie rozpalenia ognia konfliktów w stopniu który już bez ogródek pozwoli określać sytuację III wojną światową, trwają zarówno w gronie niezależnych publicystów i ich słuchaczy, jak i w zaciszach gabinetów zarządców państw a także, czego możemy się tylko domyślać wśród otoczenia tych którzy dyrygując zza kulis sceny politycznej, mogą być określani jako władcy marionetek i twórcy chaosu.

Jakie opcje leżą na stole? Co staje się prawdopodobne? Ile mamy jeszcze czasu aby kontynuować życie w błogiej nieświadomości?

Obok pytania czy to czego jesteśmy świadkami, już można określać mianem pierwszej fazy kolejnej wojny światowej, na stole leżą jeszcze, ewentualna opcja jądrowa na Ukrainie, atak na bazy i strategiczne cele w Europie, otwarte przystąpienie do wojny z Rosją wojsk NATO oraz zakres ewentualnej eskalacji działań zbrojnych poza obszary dzisiaj nimi objęte i na koniec, jak długo uda się nam zachować pozory pokoju?

Czy na stole leży jeszcze karta deeskalacji? To skomplikowane pytanie. Pomimo pozorów działań zmierzających w tym kierunku, czynniki podsycające obecne zbrojne konflikty i zmierzające do ich rozszerzenia, są zdecydowanie silniejsze i w zasadzie od co najmniej dwóch dekad widoczne dla wnikliwych obserwatorów. To temat obszerny i odrębny, dlatego zostawmy go na osobne rozważania.

Jakie są obecnie na stole opcje rozwoju sytuacji?

Po pierwsze opcja zakończenia konfliktu na warunkach zachodu i jego elit sprawujących władzę, czyli całkowite wycofanie się Rosji ze wszystkich celów, które postawiła ona sobie w 2022 roku i tych które w toku walk stawia sobie obecnie. Opcja całkowicie nierealna i nieprawdopodobna, nawet biorąc pod uwagę różne jej warianty. Zachód w swoich dalekosiężnych planach, ma tylko jeden cel. Całkowitą kapitulację Moskwy, zmianę władzy na całkowicie sobie podległą, zagarnięcie lub kontrolę zasobów, deindustrializację, rozbrojenie i podział kraju w celu łatwiejszego nim zarządzania. Dodatkowo kontrola nad Rosją albo tym co z niej pozostanie ma być dźwignią na Chiny oraz wszystkie pozostałe kraje globalnego południa próbujące uniezależnić się od dyktatu i wyzysku głównych, globalistycznych sił zachodu. To oczywiście cele dalekosiężne i mogą one być realizowane etapami, ale globalni władcy będą, gdyż muszą być, konsekwentni w realizacji planu pokonania Rosji, ponieważ stanowi ona wraz z Chinami, klucz do realizacji całej idei globalizmu i kontroli nad światem.

To właśnie ten dalekosiężny plan, powoduje, że obecna wojna zastępcza na Ukrainie jest dla Rosjan wojną egzystencjalną i jako taka musi być kontynuowana. Obecne opcje zmiany władzy na Kremlu, posiadają wyłącznie jeden wariant. Zmiana na ekipę bardziej radykalną i godzącą się na eskalację konfliktu, niezależnie od jej konsekwencji. Obecne nastroje znacznej większości społeczeństwa tego kraju, wbrew naszemu powszechnemu mniemaniu, tę opcję wspierają i na nią się godzą.
A co z opcją odwrotną? Całkowite wycofanie się zachodu ze wspierania Ukrainy, próba normalizacji stosunków z Rosją, wycofanie sankcji, zmuszenie Ukrainy do akceptacji warunków Kremla i podpisanie trwałego porozumienia pokojowego zgodnego z interesami Moskwy?

To również nierealna opcja. Nie tylko z powodu tego, że sprawy zaszły już za daleko a zachód poczuł krew na skutek „sukcesów” w atakowaniu celów w głębi Rosji, ale przede wszystkim ze względu na wcześniej przedstawione dalekosiężne cele globalne ekip sterujących światowymi procesami i polityką.

Dla tej grupy, wojna Rosji z Ukrainą, wojna którą można eskalować na grupę państw europejskich do której to grupy należy tez Polska, ta wojna jest darem od losu, ponieważ wykrwawiają się w niej państwa tworzące kilka dekad wcześniej Związek Radziecki, czyli największego przeciwnika zachodu i jego idei hegemonistycznych oraz globalnych. Co więcej ewentualna eskalacja, dotyczyć będzie głównie innych państw powstałych na bazie dawnych republik ZSRR albo jego państw sojuszniczych w tamtym okresie. Fakt, że wykrwawiają się one dosłownie i gospodarczo, nie jest dla zachodnich elit żadną traumą albo powodem do zmartwień. Musimy bowiem w końcu uświadomić sobie, że nasze życia i egzystencja, warte są dla nich mniej niż zero, że jesteśmy tylko rasą użytkową, drewnem rzucanym na stos po to aby podsycić i nakarmić płomień na którym władcy marionetek pieką własną pieczeń.

A więc co dalej? Eskalacja jest wariantem bardzo prawdopodobnym. Ale jaka?

Co z opcją jądrową? Czy jest realne, że Rosja użyje taktycznej broni jądrowej na Ukrainie aby przełamać impas i wysłać „zachodowi” sygnał i ostrzeżenie przed dalszym i głębszym włączaniem się w wojnę? W mojej ocenie to opcja bardzo odległa i ostateczna. Z kilku powodów. Już w 2023 roku napisałem, że główni orędownicy wojny Moskwą wręcz marzą o tym aby użyła ona w tym konflikcie broni jądrowej. Konsekwencje jej użycia dla niej byłyby katastrofalne. Przede wszystkim ze względu na reperkusje międzynarodowe które mogłyby się skończyć faktyczną izolacją Rosji we wszystkich dziedzinach, blokadą wymiany handlowej i jej załamaniem gospodarczym. Całkowity upadek idei BRICS. Szanghajskiej Organizacji Współpracy i więzi z Chinami to aspekt kolosalny.

Propaganda zachodu, wciąż jeszcze najpotężniejsza na naszej planecie, nie pozostawiłaby takiej okazji do całkowitej dyskredytacji Rosji oraz rosyjskiego świata i byłaby w tym bardzo skuteczna.

Inne aspekty takiego, nawet najbardziej ograniczonego, użycia broni jądrowej byłyby nie mniej dalekosiężne. Jej użycie na Ukrainie mogłoby otworzyć puszkę Pandory. Precedens byłby skrupulatnie wykorzystany przez USA. Czy możemy się łudzić, że w takim przypadku również to państwo albo Izrael nie użyłyby tej broni wobec Iranu? Zawoalowane groźby jej użycia wobec tego państwa już były. Czy ktoś wobec tego wierzy, że po precedensie na Ukrainie Trump lub jacykolwiek jego następcy zawahaliby się przed takim rozwiązaniem w Iranie? To byłby precedens drugiej strony i on z kolei pozwoliłby na stosowanie jądrowego szantażu przez USA wobec wszystkich niepokornych i chcących uwolnić się spod hegemonii tego państwa.
Z tych powodów opcja nuklearna jest ciągle odległa i ostateczna. Zachód zdaje sobie z tego sprawę i próbuje ten arsenał zagłady lekceważyć. Może dziś to robić, ale do czasu.

Czy wobec tego istnieje zagrożenie, że Rosja zdając sobie sprawę, że NATO i grupa państw zachodnich, już prowadzi z nią wojnę, udając brak swojego bezpośredniego zaangażowania, w ramach działań odwetowych zaatakuje bazy logistyczne, zakłady zbrojeniowe i niektóre obiekty strategiczne w państwach wspierających Kijów, na przykład w Polsce, Rumunii, krajach bałtyckich czy w Niemczech?

Ten wariant wydaje się bardziej prawdopodobny, ale tylko pozornie. Rosja zdaje sobie sprawę z dysproporcji sił konwencjonalnych pomiędzy NATO a własną armią a także z istnienia własnego miękkiego podbrzusza, do zaatakowania którego, taka akcja dałaby wiarygodny pretekst.

Włączenie konwencjonalnych sił zbrojnych NATO oraz jego środków napadu powietrznego do ataku na Rosję, powodowałoby dla niej koszty absolutnie nieakceptowalne. Ponadto taki wariant eskalacji byłby lustrzanym powtórzeniem wydarzeń z lutego 2022 roku. Tak więc, pomimo tego, że tysiące zachodnich dronów i pocisków każdego dnia atakuje rosyjskie zaplecze, to Rosja w przypadku odpowiedzi poza granicami Ukrainy, uznana byłaby za agresora jej atak za „niesprowokowaną agresję” na spokojne i niezaangażowane państwa europejskie.

Uderzenie zostałby wykorzystany zarówno do rozpoczęcia już jawnego ataku konwencjonalnego państw „koalicji chętnych” przeciwko tysiącom celów w Rosji jak również do blokady morza bałtyckiego i czarnego, inwazji na enklawę kaliningradzką, Naddniestrze i niewykluczone że Białoruś. Taki rozwój sytuacji tym razem mogłyby stanowić powód do ostrzegawczego użycia broni jądrowej, pomimo wszystkich konsekwencji o których mówiłem wcześniej.

Rosja w ostatnim roku znalazła się w sytuacji przymusu krzyżowego, stąd każdy wariant dalszego rozwoju konfliktu, aż do przekształcenia go w tym razem naprawdę pełnoskalową wojnę co najmniej europejską, jest prawdopodobny.

Logika obecnych wydarzeń i perspektyw ich rozwoju, pokazuje z jednej strony, że jawne włączenia naszego państwa do wojny, choć prawdopodobne w dalszej perspektywie, wciąż jeszcze nie jest na na stole. To co nas w zasadzie na pewno czeka w obecnej konfiguracji politycznej, to dalsze coraz szybsze pogrążanie się w bagnie tego konfliktu z pełnymi konsekwencjami i gigantycznymi kosztami wyborów jakie podjęto za nas już bardzo dawno i których co najgorsze, ciągle nie dostrzegamy.

Andrzej Górzny

Red.