HistoriaPublicystykaChamski atak na Dmowskiego

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

18 września 2021 r. na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się tekst prof. Johna Conellego, historyka z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, który specjalizuje się w historii Europy Wschodniej. Tytuł artykułu – „Dmowski – szkodnik stulecia”. Jest to tekst szokujący nie tylko tytułem, ale przede wszystkim treścią.

Oczywiście historyk ma prawo pisać artykuły pozbawione aparatu naukowego, czysto publicystyczne. Jednak fakt bycia historykiem powinien jednak rodzic obowiązek szanowania własnego zawodu i nie przekraczania granic nie tylko najzwyklejszego brukowego chamstwa, ale i śmieszności. Być może pisząc tekst publicystyczny, i to o postaci historycznej, której bez wątpliwości nienawidzi w najwyższym stopniu, prof. Conelly zapomina o zasadzie „sine ira et studio”, ale to go w niczym nie usprawiedliwia. Jego prostacki tekst jest paszkwilem w najgorszym stylu zakłamania, manipulacji, dostosowywania „argumentów” do z góry przyjętych wniosków itd. Conelly spłodził tekst obrzydliwy, tak obrzydliwy, że odpowiadanie mu merytoryczne mija się z celem. Tekst jest tak dalece kłamliwy, że potrzeba by było broszury, aby mu odpowiedzieć. A komuś takiemu nie warto – nic to nie da, a owo indywiduum będzie mieć tylko satysfakcję ze straconego nad polemiką z nim czasu.

Dlatego ograniczę się do przytoczenia cytatów z jego paszkwilu, aby nasi Czytelnicy mieli świadomość z czym i z kim mamy do czynienia. Należy tu dodać, że John Conelly jest typem współczesnego historyka, który przyjmuje a priori dogmat, który rządzi jego postrzeganiem historii. Są różne rodzaje takich dogmatów, jest ich całe spektrum, które widzimy na co dzień chociażby w niektórych „dziełach” wychodzących z IPN. W przypadku Conellego wystarczy szybka kwerenda internetowa, aby stwierdzić, że jego spojrzeniem na historię, zwłaszcza w odniesieniu do XX wieku, rządzi judeocentryzm wypływający z tego zjawiska, które nazywamy religią Holokaustu, tj. spojrzenie na zjawiska historyczne i interpretowanie ich, oraz dokonywanie ocen wstecznych wg współczesnych kryteriów potępienia wszelkiego antysemityzmu przez pryzmat zbrodni dokonanej na Żydach w czasie II wojny światowej.

Cóż zatem Conelly napisał o Dmowskim?

Jest to potok inwektyw, epitetów, pomówień, prymitywnych interpretacji chybionych parabol. Zacznijmy od tytułu: „Dmowski – szkodnik stulecia”. I dalej, bez przerwy i bez umiaru:

– Czczenie Dmowskiego źle się kojarzy – to tak, jakby Włosi stawiali pomniki Mussoliniemu albo Niemcy Hitlerowi; – Bardziej szokujące jest może to, że władze nie ograniczają się do ukrywania polskich sprawców, tylko ich jawnie wysławiają!; – Nie mam tu na myśli jakiegoś granatowego policjanta czy dowódcy NSZ, tylko twórcę toksycznej tradycji szowinizmu, dzięki której te zbrodnie wojenne były możliwe. Chodzi mi o Romana Dmowskiego; – Antysemita bez wątpienia rasistowski; – Badaczom dziejów Europy czczenie tego skrajnie nacjonalistycznego polityka źle się kojarzy – to jakby rząd Francji upamiętnił Charles’a Maurras’a, a Włosi wystawili pomnik Mussoliniemu albo rząd Republiki Federalnej Niemiec kazał wmurować na Berlin Hauptbahnhof tablicę ku czci Adolfa Hitlera i Josepha Goebbelsa.;

– Oburzonym umieszczeniem Dmowskiego w tym towarzystwie przypominam, że on umieścił się w nim sam. W dziele „Przewrót” z 1934 r. pisał entuzjastycznie o narodowej rewolucji, która ogarnia Europę, a zwłaszcza Włochy i Niemcy, i wkrótce połączy się z jego ruchem w Polsce; – Dmowski głosił typowo rasistowską tezę, że Żydzi są niezdolni do asymilacji; – Ze wszystkich problemów stojących przed Polską (…) Dmowski wysuwał na plan pierwszy kwestię żydowską. Nazwanie tego antysemityzmem nie wystarczy, to była totalna obsesja, ideologia wyjaśniająca niemal każdy problem ówczesnego świata. „Przewrót” czyta się bardzo podobnie jak „Mein Kampf”, z tą różnicą, że Hitler głosił nienawiść bardziej otwarcie niż chłodny, naukowy Dmowski.  – Jak naziści Dmowski nie uważał Żydów za istoty ludzkie, którym przynależą dane od Boga prawa; – Kilka miesięcy przed uhonorowaniem Dmowskiego na dworcu Warszawa Wschodnia biskup Romuald Kamiński poświęcił inną tablicę w pobliskim kościele katolickim pw. Matki Bożej Loretańskiej. Dziwne to, zważywszy na krytyczny stosunek Dmowskiego do moralności chrześcijańskiej.; – Dmowski miał wielu entuzjastycznych zwolenników wśród polskiego kleru, a kiedy zmarł w 1939 r., został pochowany z pełnymi honorami państwowymi [?!? – AŚ] i kościelnymi.; – Ojciec niepodległości. Czyżby?; – [po II wojnie św.] w Polsce i Europie Wschodniej prawica wraz z innymi niezależnymi siłami politycznymi została wyeliminowana, co zaprzepaściło szanse na samooczyszczenie, na denazyfikację. Co gorsza, w Polsce komunistyczni władcy podjęli radykalne wątki endeckiej spuścizny, by wykorzystać je do własnych celów. Wymownym przykładem była działalność faszysty Bolesława Piaseckiego, a także frakcji „partyzantów” w PZPR, która rzuciła wyzwanie Władysławowi Gomułce, głosząc hasła podobne do endeckich: precz z liberalizmem, Polska dla Polaków, przyjaźń z Rosją.;

– O Dmowskim nie wolno było oczywiście w PRL wspominać, nie mówiąc o celebracji jego postaci. Zamiast więc rozrachunku z jego dziedzictwem – jak było z nazizmem w Niemczech – polski protofaszysta został wymazany, stracił tożsamość, przestał istnieć. A niewiedza jest doskonałą pożywką dla mitologii. Wbrew historycznemu faktowi, że Dmowski kolaborował z okupantem zniewolonej Polski, publiczne milczenie na jego temat w PRL pozwalało uznać go za bezkompromisowego przeciwnika reżimu – on był prawicą, a reżim „lewicą”; – Szkody, jakie wyrządził, są nieobliczalne, ale nie wykraczają poza nasze zrozumienie, poddają się leczeniu, procesowi deendekizacji.;  – Nikt teraz bądź w przeszłości nie zaszkodził bardziej wizerunkowi Polski, zniechęcając do tego bożego igrzyska, niż Roman Dmowski. Jego duchowymi dziedzicami są rządzący dziś wrogowie liberalnej demokracji, którzy ograniczają swobodę badań naukowych. Dmowski był człowiekiem swoich czasów, który w naszych czasach nie zasługuje na szacunek – nobilitowanie go cementuje tę fatalną spuściznę, jawnie sprzeczną z interesami Polski jako państwa i narodu. Odwiedzający gdańskie muzeum, widząc na honorowym miejscu pomnik polskiego adoratora faszyzmu, zdziwią się niepomiernie. Ojciec polskiej niepodległości? To po co ta niepodległość?

Przepraszam Czytelników „Myśli Polskiej” za zamieszczenie tego morza pomyj wylanych na Dmowskiego. Musiałem je przytoczyć. Nie są one jedynym wyrazem nienawiści do Dmowskiego obecnej współcześnie w publicystyce mediów różnych odcieni politycznych. Tak, różnych, gdyż np. portal fanatyków prometeizmu i różnych międzymórz i trójmórz jagiellonia.org, z pewnością nie będący ideowym bratem „Gazety Wyborczej”, od lat zamieszcza artykuły atakujące Dmowskiego, ruch narodowy (także naszą „Myśl Polską”) o bycie najzwyklejszą agenturą rosyjską/sowiecką. Zgodzimy się jednak, że oddziaływanie portalu wobec wciąż jeszcze istniejącej pozycji „GW”, to różnica. Co ciekawe, sam Adam Michnik, puszczający dziś do druku bełkot Conellego, był niegdyś znacznie bardziej racjonalnie nastawiony do postaci Dmowskiego i endecji, jego roli i zasług.

Pozwolą Państwo, że posłużę się metodą Conellego i dokonam „wybiórczego” wyboru ze słynnego swego czasu artykułu Michnika „Rozmowa w Cytadeli”. Korzystam z tekstu zamieszczonego w książce szefa „GW” „Szanse polskiej demokracji”, wydanej przez Aneks w Londynie w 1984 r. Zatem, Adam Michnik o Dmowskim i endecji:

Stereotyp antyendecki – zwłaszcza lewicowy – jest równie jednowymiarowy i prymitywny. Akcentuje się w nim ksenofobię i antysemityzm endecji, jej prorosyjskość, związek z klasami posiadającymi i caratem, ciągoty pałkarsko-dyktatorskie, sympatie do faszyzmu. (…) stereotypizacja zawsze jednak zubaża, odsuwa od prawdy historycznej, prymitywizuje i czyni dogmatycznym własne myślenie. Tak składa, że wiem o czym piszę, bowiem we własnych artykułach znajduje skażenie antyendeckim stereotypem, odnajduję krytyczną emocję (…).;

– Książkę Barbary Toruńczyk [chodzi o książkę „Narodowa Demokracja. Antologia myśli politycznej ‘Przeglądu Wszechpolskiego’ (1895-1905)” – AŚ] czytałem dlatego jako mądrą i wnikliwą polemikę ze stereotypami. Mądrą, bo oddaje głos oryginalnym tekstom, wnikliwą, bo stara się objaśnić endecki fenomen, bo precyzyjnie wydziela to, co nowatorskie i odrywa od tego, co wtórne, mroczne  i zaściankowe. Bo uczciwie stara się dojrzeć korzenie wielkości i małości (…). Jakże słusznie punktem wyjścia czyni autorka antyugodową myśl endecji!;

– Uderzająca jest klarowność i siła perswazyjna argumentów Dmowskiego. Przywódcy endecji dobrze umieli hierarchizować swoje cele.;

– W Rosji widział Dmowski nie tylko zagrożenie, ale i szansę. Zjednoczenie całości ziem polskich w ramach państwowości rosyjskiej – co postulowali endecy – miało być etapem do odzyskania niepodległego bytu. (…) Geopolityczne analizy otwierały nowe perspektywy, pozwalały na konstruowanie sprzyjających Polsce scenariuszy. Zmuszały do rewizji zestarzałych stereotypów, ale i godziły nierzadko w narodowe imponderabilia. Prorosyjska orientacja Dmowskiego bulwersowała opinie publiczną; taktyka była nierozumiana, a jej cele mało klarowne. (…) Istota myśli politycznej zasadzała się na lokowaniu sprawy polskiej na tle międzynarodowym, w zerwaniu z zaściankowością myślenia o polityce. Płodność i skuteczność tego sposobu myślenia zwieńczyła akcja Dmowskiego podczas konferencji wersalskiej. (…) Nie wszystkie prognozy Dmowskiego się sprawdziły, nie wszystkie analizy okazały się trafne, ale sam styl diagnozowania pozostał trwałym, chyba najświetniejszym modelem analizy położenia politycznego Polaków (…). Trudno dziś nie podziwiać przenikliwości publicystycznej Dmowskiego, czy Popławskiego. Nikt chyba w całej historii polskiej myśli politycznej nie opisał tak jasno i przejrzyście konfliktowego charakteru stosunków Polski z sąsiadami. Nikt tak odważnie nie umiał rozprawić się ze złudzeniami, z samookłamywaniem się, z rachubami na bezinteresowną pomoc Europy (…), z naiwna wiarą, że hasło „za naszą i waszą wolność” może zastąpić myśl polityczną (…). Niezależnie od ideologicznych przesłanek Dmowskiego, jego praktyczne analizy były celne. (…) Kształcił umysły rozwijając ideę polityki czynnej, ucząc geopolityki, zaszczepiając twardy realizm.;

– Dmowski zawsze był zdania, że Polska należy do Europy, że jako wielki historyczny naród musi wzbogacać kulturę europejską o nowe wartości.;  – Dmowski świetnie rozumiał, że optując za długofalową polityka prorosyjską idzie na przekór oczekiwaniom społeczeństwa.;  – Jakie cechy Polacy powinni nabyć? Wedle Dmowskiego były to: pracowitość i samodyscyplina, trzeźwość (zerwanie z etosem romantyczno-insurekcyjnym) i egoizm narodowy (odgradzanie interesu narodowego Polaków od innych interesów narodowych).; – Idea Rzeczypospolitej wielu narodów nigdy nie została zrealizowana. W tym sensie większym realistą był Dmowski.; – Dmowski, odnotowując z przekąsem wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej na socjalistycznych sztandarach, trafiał celnie w osobliwe rozdwojenie mentalności polskich socjalistów.; – (…) Dmowski otwarcie odrzucał ultramontanizm, piętnował podporządkowywanie interesów polskich polityce papieskiego Rzymu, ujawniał cele bynajmniej nie święte przyświecające politycznym działaniom Stolicy Apostolskiej.

Zaskakujące prawda? Oczywiście postąpiłem jak Conelly tylko w niektórych sytuacjach, kiedy pozytywnemu zdaniu Michnika o Dmowskim towarzyszyło zdanie uwypuklające, zdaniem Michnika, negatywy. Ale niezależnie od tego nie sposób nie dostrzec rażącej, kolosalnej różnicy w podejściu do Dmowskiego i ruchu narodowego w tym tekście Michnika (z czego się on zresztą tłumaczy w posłowiu do artykułu) w stosunku do gotowych wniosków Conellego „potwierdzanych” przez odpowiednio przycięte, wyrwane z kontekstu cytaty.

Dzisiaj to jednak ten sam Michnik zamieścił porażający jednostronnością i nachalną manipulacją tekst Conellego. Czyżby zapomniał o zubażającej stereotypizacji, o jednowymiarowym i prymitywnym stereotypie antyendeckim? W jakim celu zamieścił podły paszkwil „griaduszczego chama” zza oceanu, któremu po tym występie trudno już byłoby kiedykolwiek zaufać choćby pisał historię latryn bądź nawet instrukcję obsługi suszarki – z obawy przed manipulacją?

Cóż, Michnik dawno już dokonał wyboru – z ideowego przeciwnika, ale człowieka wiernego jednak pewnym obiektywnym standardom i wartościom, stał się sam i pozwolił na przekształcenie „GW” w lewacki sztandar tęczowo-zielony. Dla swojej obecnej gawiedzi – młodocianych tęczowych lewaków walczących z prawami natury – proponuje niestrawny pasztet amerykańskiego propagandzisty najgorszego sortu. I ta gawiedź z dziką przyjemnością będzie korzystać z tak przygotowanego dania, opluwając bez umiaru i bez choćby odrobiny krytycyzmu wobec antyendeckiego stereotypu, osobę i dokonania Romana Dmowskiego. Tak kończy Michnik i jego gazeta…

Adam Śmiech

Na zdjęciu: Romana Dmowski po otrzymaniu tytułu Doctora Honoris Causa Uniwersytetu Cambridge (11 VIII 1916)

Myśl Polska, nr 41-42 (10-17.10.2021)

Redakcja