KresyMonika Śladewska kończy 96 lat!

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Swoją książkę „Z Kresów Wschodnich na Zachód” Monika Śladewska opatrzyła dedykacją: „Annie i Agnieszce, moim wnuczkom, prezentuję wspomnienia o kresowych przodkach”. W tym prostym zdaniu zawiera się ważne przesłanie, czy wręcz credo życiowe bohaterskiej i szlachetnej Wołynianki Moniki Śladewskiej, która 1 maja 2021 kończy 96 lat.

Utrwalaniu pamięci o historii polskich Kresów Wschodnich we wszystkich aspektach ich życia i funkcjonowania w organizmie państwowym Rzeczypospolitej Monika Śladewska poświęciła niemal całe dorosłe życie, którego duży fragment przebiegał w gospodarstwie położonym w Kolonii Ostrów w powiecie kowelskim (Wołyń). Inne miejscowości najbliższej okolicy dzieciństwa Moniki Śladewskiej to Nowy Dwór, Dażwa, Ośmigowicze, Kupiczów i znane miłośnikom Kresów Zasmyki, które zasłynęły bohaterską i ofiarną postawą ich mieszkańców podczas tragicznych dni banderowskiego ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej.

Wspominając swoje szkolne lata i okres tuż przed wybuchem II Wojny Światowej Monika Śladewska napisała, iż w owym czasie śpiewała razem z innymi hymn kresowy na melodię piosenki „Morze nasze morze”, ale z takimi słowami: „Żadna siła, żadna burza nie odbierze Kresów nam, Kresy nasze Kresy, wiernie was będziemy strzec”. Temu przyrzeczeniu zacna Wołynianka pozostała wierna na kolejnych etapach swojego pracowitego i twórczego życia, chociaż zmieniały się radykalnie okoliczności temu życiu towarzyszące. Tak Monika Śladewska zapamiętała to co działo się w 1943 roku: „na naszych oczach ginęła polskość na Kresach, zapadała się w mrok historii, zmieniał się krajobraz i straszył. Paliły się dwory położone dalej, było to straszne i niezapomniane widowisko, zapowiadające nieustanne pasmo naszych udręk. Sygnalizowało bezmiar krzywd, jakie miały czekać wszystkie polskie rodziny kresowe mieszkające na wsi… . Coraz częściej krążyły wozy pełne upowców, wieczorem dolatywały do nas śpiewy hymnu, ukraińskie naprędce ułożone złośliwe rymowane przyśpiewki w rodzaju „nadejdzie wasza śmierć”, oraz okrzyki na cześć wolnej Ukrainy, Bandera, Bandera „chaj żywe” lub „Ukraina ridna maty, budem byty i rizaty”.

W tym kontekście pragnę podkreślić, iż swoich publikacjach dotyczących ludobójstwa na Wołyniu Monika Śladewska bardzo sprawiedliwie, rzetelnie i uczciwie opisuje godne najwyższego szacunku i uznania postawy wołyńskich Czechów z Kupiczowa, którzy ratowali Polaków, udzielali im schronienia, a następnie przeprowadzali ich do Zasmyk gdzie funkcjonowała Polska Samoobrona.

W tragicznej dla Wołynia sytuacji i w śmiertelnym zagrożeniu życia dojrzewała w umyśle i sercu Moniki Śladewskiej decyzja o przystąpieniu do walki o przetrwanie i ocalenie pozostałych przy życiu wołyńskich Polaków. Nasza Czcigodna Jubilatka, ówcześnie (1944r.) młoda urocza dziewczyna na ochotnika zgłosiła się do służby zdrowia organizowanej dla potrzeb zgrupowania „Gromada”. Przez pewien czas była pielęgniarką w szpitalu polowym w Kupiczowie, a następnie służyła w tej roli w strukturach medycznych 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Wojenne losy skierowały Monikę Śladewską do formującej się 2. Armii Wojska Polskiego. W jej szeregach pracowała w intendenturze, by wkrótce ukończyć szkołę oficerską w tej specjalności. Już jako podchorąży W.P. Monika Śladewska weszła w skład Batalionu Sanitarnego 10. Dywizji Piechoty. Wojenne ścieżki tej jednostki prowadziły na Pomorze Zachodnie, następnie w okolice Wrocławia by w końcu osiągnąć tereny nad Nysą Łużycką,

Te ostatnie dni wojny Monika Śladewska  zapamiętała tak: „Dzień 1 Maja jest dniem moich urodzin, a że obchodziłam go w wyjątkowych warunkach, więc również doskonale pamiętam, że był słoneczny i ciepły, lecz nie radosny. Dywizja rozpoczynała kolejne natarcie, uwikłana w boje na drodze do Crosty i Commerave dalej składała daninę krwi. Musiał sobie z tym radzić nasz Batalion Sanitarny”.

Po wojnie Monika Śladewska jeszcze jako oficer WP podjęła pracę w Wojskowym Instytucie Geograficznym w Warszawie, a następnie rozpoczęła studia w zawsze prestiżowej Szkole Głównej Planowania i Statystyki, po ukończeniu której w 1953 roku zdecydowała się na wyjazd do Wrocławia. Z tym miastem związała swoje dalsze życie pracując 35 lat w jednej instytucji jaką był Wojewódzki Związek Gminnych Spółdzielni. Po wielu latach Monika Śladewska wyznała: „Z Wrocławiem związałam się na zawsze, poza tym miastem nie widzę miejsca dla siebie”. W taki sposób miasto, które w 1945 roku oglądała z daleka jako oficer 2. AWP będąc w drodze na pola bitewne pod Budziszynem, stało się jej życiową przystanią. W tym mieście zrealizowała się zawodowo, ale co najważniejsze właśnie w stolicy Dolnego Śląska Monika ukształtowała się jako zaangażowana społeczniczka, niezłomna strażniczka pamięci o Kresach Wschodnich i dla wielu środowisk jako autorytet moralny i wzór szlachetności przejawiającej się w różnych okolicznościach od ekstremalnych  zagrażających życiu krwawych dni i nocy na Wołyniu, poprzez frontowe pełne poświęcenia trwanie przy rannych i umierających żołnierzach, do pokojowych lat pracy nad odradzającym się życiem na Ziemiach Odzyskanych.

To właśnie we Wrocławiu głównie w trakcie zbierania relacji świadków ocalałych z okrutnego ludobójstwa – a Monika Śladewska zebrała ich setki jeśli nie tysiące – przejawił się talent literacki niezwykłej Kresowianki, która swoją historyczną pasję realizowała w Stowarzyszeniu Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. W tworzeniu zasobu dokumentacyjnego tej właśnie organizacji i w ich naukowym opracowaniu oraz publikowaniu Monika Śladewska ma ogromne, trudne do przecenienia zasługi, Czasopismo historyczno – publicystyczne „Na Rubieży” zawiera wiele artykułów, opracowań, felietonów i komentarzy, które wyszły spod pióra Moniki Śladewskiej.

Różnego rodzaju materiały z powyższego kręgu tematycznego od wielu już lat pojawiają się też na łamach „Przeglądu”, „Myśli Polskiej” czyli tych pism, które o- ludobójstwie dokonanym przez OUN – UPA na Kresach Wschodnich II RP oraz o aktualnych stosunkach polsko – ukraińskich mają odwagę pisać prawdę i tylko prawdę, a przecież wiadomo, że jak to określił prof. Wiktor Poliszczuk jest to ciągle „gorzka prawda”. Jest ona gorzka dla neobanderowców na Ukrainie, ale także dla wielu polskich polityków, dziennikarzy a nawet dla niektórych uczonych – zwłaszcza tych zarażonych wirusem rusofobii, wszak przymykanie oczu na odradzanie się nacjonalizmu ukraińskiego ma być sposobem na spełnianie amerykańskich oczekiwań w tej mierze. Przecież to nasi zamorscy sojusznicy prowadzą swoją „wojnę” z Rosją, a my w tej grze jesteśmy tylko posłusznym narzędziem ponoszącym moralne i polityczne koszty pobłażania wobec wielu antypolskich posunięć Ukrainy.

Twórczość publicystyczną Moniki Śladewskiej cechuje naukowa rzetelność, uczciwość i zwykła ludzka przyzwoitość, a wszystko to podporządkowane jest konsekwentnemu dążeniu do prawdy o tym co wydarzyło się na Kresach w latach 1939 – 1947, a także o tym co działo się z nami Polakami i z Polską w latach późniejszych, aż do chwili obecnej. W Jej tekstach nie uświadczy się żadnej fałszywej nuty w ocenie rzeczywistości ani przejawów uprzedzeń czy chęci zemsty za doznawane przez Polaków krzywdy.

Mimo takie postawy Monika Śladewska nie uprawia relatywizmu moralnego i nie proponuje zgniłych, opartych na kłamstwach kompromisów. W swoich wspomnieniach pisze między innymi „chciałam wiedzieć dlaczego pewnego dnia nasi sąsiedzi, praktykujący chrześcijanie, złapali za siekiery, noże, widły oraz inne narzędzia i ruszyli „rizaty Lachiw”. Gotowość pójścia „pod prąd” w imię sprawiedliwości ocen historycznych wyraźnie obecna jest w  interpretacji wydarzeń ostatniej wojny i udziału w niej żołnierzy polskich. Monika Śladewska w tej kwestii wyraziła pogląd następujący: „ Nic nie zmieni faktu, że losy wojny decydowały się na Wschodzie, że 1. i 2. Amia WP odegrały istotną rolę i że uzbrojenie Polaków w kraju było odwrotnie proporcjonalne do entuzjazmu”.

Dzielna Wołynianka, która była uczestniczką ważnych w życiu naszego narodu wydarzeń ubolewa nad tym, że „słowo kombatant zatraca właściwe znaczenie – uczestnika walk zbrojnych z faszyzmem, a roszczenia o przywileje wnoszą też ci, którzy wspomagali hitlerowskie formacje faszystowskie”. Wnioski o rehabilitację i gloryfikację UPA odbiera Monika Śladewska jako „głos upiora z zaświatów”. Swoją aktywność pisarsko – publicystyczną uzasadnia tymi słowy: „Moją intencją było między innymi upamiętnienie krwawej taktyki UPA jako przejawu rzadko spotykanego barbarzyństwa. Jest to dla mnie wciąż ważna karta historii, której rozdział nie został zamknięty i jednoznacznie osądzony. Pisać o tym należy, ponieważ młode pokolenie kresowych Polaków zna tragiczną prawdę z przekazu dziadków, natomiast wiedza ogółu społeczeństwa o podstawach nacjonalizmu ukraińskiego, o współczesnych metodach działania jest prawie żadna”. Tak pisała dzisiejsza Jubilatka w latach 90 – tych ubiegłego wieku, ale jej przemyślenia i wnioski są nadal aktualne. Wtedy to uzasadniała swoją aktywność stwierdzeniem, „iż pora najwyższa zabrać głos ponieważ lekcji historii zza grobu nikt słuchać nie będzie”.

W atmosferze „mody” na totalną negację PRL uprawianą często niezgodnie z faktami a zawsze wbrew zdrowemu rozsądkowi Monika Śladewska będąc w zgodzie z własnym sumieniem i przekonaniami człowieka, który wiele w życiu widział i doświadczył wyznaje z prostodusznością, iż „wszystko co osiągnęłam wiążę z Polską Rzeczpospolitą Ludową, nie wiem  jaka będzie nowa Polska (pisała to w 1990 r.), lecz ta która przechodzi do historii, była moją Polską. Mieliśmy szeroki dostęp do kultury wysokiej, w tej Polsce pracowaliśmy, bawiliśmy się i zdążyli jeszcze wykształcić dzieci. Rozumieliśmy twórców i ludzi sztuki lub raczej oni rozumieli nas”.

Może zabrzmi to patetycznie, ale ośmielę się użyć w stosunku do obchodzącej 96 urodziny Moniki Śladewskiej miana „Bohaterki”. Biografia tej niezwykłej kobiety potwierdza, iż była Bohaterką czasu wojny i czasu pokoju. Mimo to, że jako kobieta dzielnie znosiła trudy żołnierskiej służby, że zdobyła szlify oficerskie, że pracowała w Centralnej Instytucji Wojskowej mogąc tam zrobić prawdziwą karierę postanowiła pozostać osobą cywilną gdyż jak pięknie podsumowała swoje wspomnienia: „Kobiety, którym dana została nadzwyczajna moc rodzenia i pielęgnowania życia, powinny cieszyć się potomstwem, a nie przeżywać grozy wojny z wszelkimi jej konsekwencjami, łącznie z zabijaniem”.

Monika Śladewska i Tadeusz Samborski

Dziś w wieku 96 lat Monika Śladewska prawdziwa dama z kresowego, wołyńskiego świata z wojennym rozdziałem swojego życia rzeczywiście cieszy się potomstwem.  A powodem i źródłem radości jest córka Danuta Wojciechowska, również „pogrążona” w problematyce kresowej oraz wnuczka Agnieszka dobrze wykształcona lekarka stojąca u progu swojej kariery zawodowej. Ta zacna ukorzeniona kresowo rodzina mieszka we Wrocławiu, a ich mieszkanie jest prawdziwym ogniskiem rodzinnej miłości i miejscem szczególnej troski jaką jest otaczana Seniorka Rodu, której życie może być scenariuszem do kolejnego filmu o polskich losach zawierających trafne odpowiedzi na pytanie jak być przyzwoitym w każdych okolicznościach życia. Wspomniane mieszkanie jest także „przytuliskiem” wszystkiego co kresowe i co służy prawdzie o polskich Kresach Wschodnich.

Wielce Szanownej i Drogiej sercom wszystkich Kresowian Pani Monice Śladewskiej składam serdeczne gratulacje z okazji 96-tych urodzin i z głębi również kresowego serca życzę dalszych, długich lat twórczego życia. Życia potrzebnego Polakom, Kresowiakom i wszystkim tym, którzy mają pragnienie obcowania z osobą niezwykłą, ofiarną gorącą polską patriotką stojącą na straży zagrożonych wartości uniwersalnych i właściwie rozumianego interesu narodowego, którego składnikiem jest prawda historyczna o polskich Kresach Wschodnich.

dr Tadeusz Samborski

Prezes Stowarzyszenie Kulturalnego „Krajobrazy” w Legnicy

Na zdjęciu :Wołyń (lata 30. XX wieku)

Szczegóły biograficzne zaczerpnąłem między innymi z książki „Z Kresów Wschodnich na Zachód” autorstwa Moniki Śladewskiej (wyd. ATLA 2 Wrocław).

Myśl Polska, nr 17-18 (25.04-2.05.2021)

 

Redakcja