Od redaktora: Poniższy tekst jest wyborem najważniejszych fragmentów komentarza Jędrzeja Giertycha do ogłoszonych przez niego w „Komunikatach Towarzystwa imienia Romana Dmowskiego” tom II, część pierwsza (Londyn 1979/80) relacji Polaków, którzy przeżyli ludobójstwo dokonane przez szowinistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach II wojny światowej. Giertych pisał o tym problemie już wcześniej (między innymi, prowadził polemiki odnośnie osoby i działalności grekokatolickiego abpa Andrzeja Szeptyckiego, wypowiadał się o kwestii ukraińskiej wielokrotnie w rozmaitych kontekstach, w pierwszym tomie Komunikatów zamieścił własną recenzję książki Henryka Cybulskiego „Czerwone noce” traktującej o (samo)obronie Przebraża na Wołyniu, wreszcie zbierał relacje etc.), jednak – jak sam pisze – ze względu na ogrom podejmowanej tematyki, równolegle prowadzone różne projekty, nie mógł wcześniej poświęcić właściwej uwagi sprawie rzezi dokonanej na Polakach przez szowinistów ukraińskich. Trzeba stwierdzić, że w istocie Jędrzej Giertych był pionierem na tym polu. W Polsce Ludowej ukazywały się artykuły głównie o wojskowych aspektach walki z UPA na terenie Polski w granicach powojennych (np. na łamach „Wojskowego Przeglądu Historycznego”), ale jedynym spektakularnym tytułem dotyczącym ziem niebędących po wojnie w granicach Polski była właśnie książka Cybulskiego. Z kolei na emigracji oddając głos Giertychowi „nic w tym kierunku nie zrobiono, gdyż przewagę ma tu wpływ obozu piłsudczykowskiego i sił wobec tego obozu usposobionych ugodowo, a obóz piłsudczyków sympatyzuje z Ukraińcami i stara się wspomnienie o winach Ukraińców zacierać”. Należy tu wymienić również negatywną rolę odegraną w tej sprawie przez wpływowe środowisko paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia. Jędrzej Giertych był prekursorem. Jego zasługa w kwestii wyświetlenia zbrodni szowinizmu ukraińskiego jest wielka, nie podlega dyskusji i stała się katalizatorem, wraz z konsekwentną, negatywną postawą Giertycha wobec polskiej ślepej miłości do Ukrainy – nie boję się tego powiedzieć – wszystkich działań podjętych później przez ruch kresowy w Polsce po 1989, przez niektórych polityków, publicystów, jak również przez szeroko rozumiane środowisko skupione wokół „Myśli Polskiej”. Nie pierwszy raz i nie ostatni Jędrzej Giertych był pionierem. Wypowiadał swoje sądy w sposób całkowicie wolny, językiem bogatym, ale i ostrym. W tym miejscu należy pamiętać, że Giertych jeszcze przy okazji poniższego tekstu stosuje podział, którego sam jest autorem – ludność, którą dziś nazywamy ukraińską, zamieszkującą Wołyń i Małopolskę Wschodnią, nazywa konsekwentnie Rusinami, „ukrainizm”, „ukraińskość” i samą „Ukrainę” uważając za pomysł ideowy i kierunek polityczny a przez to – za sztuczną kreację. Z trudem i niechętnie przyjmował do wiadomości ukraińską (zamiast rusińskiej) świadomość narodową. To wszystko widać w tekście Giertycha i należy to wziąć pod uwagę w takim właśnie kontekście.
Adam Śmiech

Jędrzej Giertych
O przeprowadzonej przez Ukraińców rzezi polskiej ludności – fragmenty
Jest faktem ogólnie wiadomym pokoleniu polskiemu, pamiętającemu drugą wojnę światową, że w końcowym okresie tej wojny, gdy polskie ziemie wschodnie i południowo-wschodnie znajdowały się pod niemiecką okupacją, organizacje zbrojne ukraińskie, tolerowane lub popierane przez niemieckich okupantów, dokonały rzezi polskiej ludności na tych ziemiach tam, gdzie ta ludność żyła w jakim takim rozproszeniu i była wobec przewagi ukraińskiej bezbronna.
Ale młodsze polskie pokolenie o tym nie wie. Wszak od zakończenia wojny mija już 35 lat – a więc tyle lat mają już niektórzy ludzie, nie tylko dorośli, ale wkraczający już w wiek średni, którzy urodzili się już po zakończeniu wojny. A często opowiadaniom na ten temat nie wierzy. […]
Ogłoszone relacje pokazują jak na dłoni jak ta operacja usuwania polskiej ludności wyglądała. Powiat za powiatem, wieś za wsią. Polacy, o ile nie potrafili się obronić lub uciec, byli wycinani w pień. Była to w sposób oczywisty operacja z góry obmyślona, wykonywana planowo i systematycznie, i z pewnością przez jedną rękę kierowana. […]
Jest przede wszystkim oczywiste, że główną rolę w doprowadzeniu rzezi do skutku odegrała zorganizowana i uzbrojona kadra wyznaczonych do tego zadania uzbrojonych oddziałów. To te oddziały szły od wsi do wsi i od powiatu do powiatu – i wraz z przesuwaniem się z miejsca na miejsce, przesuwał się także zasięg rzezi i pożogi. […]
„Podziemne” oddziały zbrojne ukraińskie, ukrywające się po lasach były bliskimi więzami powiązane z uzbrojonymi oddziałami ukraińskimi, istniejącymi legalnie i z upoważnienia administracji okupacyjnej niemieckiej. W istocie, jedne i drugie stanowiły ten sam aparat, działający różnymi metodami i występujący w różnych rolach. Niemcy w zasadzie odnosili się tolerancyjnie do przeprowadzanej przez Ukraińców rzezi Polaków i można przyjąć, że dokonana ona została za ich milczącym zezwoleniem i przy przymknięciu przez nich oka. Aczkolwiek stwierdzić obok tego trzeba, że w niektórych wypadkach okazywali polskiej ludności trochę pomocy w chwilach zagrożenia, i że tolerowali także tu i ówdzie – zwłaszcza na Wołyniu – niektóre przejawy polskiej samoobrony.
Ale rzeź przeprowadzona była nie tylko przez ukraińskie jawne i niejawne oddziały wojskowe. Ogromną rolę odegrał w tej rzezi udział w niej ludności wiejskiej, do rzezi tej najwidoczniej przez organizacje ukraińskie podburzonej. Rzeź nie zostałaby przeprowadzona tak skutecznie, gdyby nie wzięli w niej udziału chłopi ruscy, obojga płci i wszelkiego wieku, często sąsiedzi, dobrzy znajomi, a nawet krewniacy mordowanych. […]
Aczkolwiek trzeba zauważyć, że były wśród ludności ruskiej żywioły, które się rzezi Polaków sprzeciwiały. To nie cała ludność ruska stanęła po stronie rzezi. Były wśród niej jednostki i środowiska, które się tej rzezi opierały. To nie Rusini jako plemię czy naród dokonali tej rzezi. Dokonała jej jedna w ich obozie partia czy kierunek: Ukraińcy. To oni rzeź obmyślili i wykonali, i to oni pochwalają ją i solidaryzują się z nią.
W przeprowadzeniu rzezi uderza niesłychane okrucieństwo. Niemal we wszystkich relacjach czytamy o znęcaniu się nad ofiarami, o zadawanych im wymyślnych męczarniach, o wyrywaniu języków i wydłubywaniu oczu, o zrywaniu skóry z wierzchu głowy, o łamaniu i obcinaniu członków, o rozpruwaniu brzuchów kobietom brzemiennym, o rozdzieraniu małych dzieci lub rozbijaniu ich główek o mur i innych podobnych okropnościach. […] Być może chodziło organizatorom rzezi o wywołanie szczególnie wielkiego strachu i spowodowanie wśród polskiej ludności paniki, która by ją skłoniła do masowej ucieczki. […] Ale musiał tu odegrać role także i sadyzm, będący widocznie odziedziczoną cechą ludności ruskiej lub niektórych jej odłamów. Jest wiadome, że cechę sadystyczną miały rzezie przeprowadzone przez uczestników powstania Bohdana Chmielnickiego po roku 1648, czy „koliszczyzny” w Humaniu w roku 1768. Ludność ruska widocznie miała w sobie pierwiastek dzikości, wytworzony w warunkach egzystencji stepowej, a mający z pewnością częściowe źródło we wpływie stepowych ludów pochodzenia azjatyckiego – i pierwiastek ten ujawniał się przy okazji wybuchów ludowej nienawiści.
Szczególnie znamienne jest notowane przez dużą część ogłoszonych sprawozdań szerokie posługiwanie się przez sprawców rzezi siekierą i nożem. W nowoczesnych warunkach wydawałoby się, że to raczej kula karabinowa albo stryczek, albo granat ręczny albo nawet trucizna, śmiertelny zastrzyk lub gaz, byłyby najskuteczniejszymi narzędziami „eliminacji” niepożądanej ludności. A tymczasem Ukraińcy używali głównie siekiery i noża. Czy dlatego, że robią one na tych, dla których są przeznaczone wrażenie szczególni przerażające? Że sprawiają więcej bólu? Czy też może dlatego, że jest wśród tej ludności tradycyjne narzędzie mordu, owiane aureolą swoistej, bandyckiej poezji?
Na osobną wzmiankę zasługują relacje o nakazywaniu mordowania swoich polskich małżonków i dzieci przez Rusinów i Rusinki w polsko-ruskich małżeństwach mieszanych. […]
Najwyraźniej istniała ogólnie obowiązująca instrukcja, by w wypadku małżeństw mieszanych zmuszać stronę ruską, by zamordowała własnoręcznie swoją żonę czy męża.[…]
Wiemy, że w niektórych wypadkach strona ruska ugięła się, zapewne powodowana strachem, i popełniła tę straszliwą zbrodnię. Wiemy, że w innych wypadkach nie poddała się i heroicznie poniosła śmierć wraz ze współmałżonką i dziećmi. Widocznie chodziło o to, by okazać ogółowi Rusinów, że nie wolno im wstępować w związki małżeńskie z Polakami i Polkami, i że będzie to karane w sposób szczególnie straszliwy. Ale cóż to za polityka z piekła rodem! Przecież to były zbrodnie o cechach diabelskich.
Trzeba stwierdzić, że zbrodniami tymi Ukraińcy (to znaczy ta część Rusinów, która deklaruje się jako narodowość ukraińska) dowiedli, że nie są takim samym narodem jak inne. Nie można obciążać tymi zbrodniami ogółu Rusińskiej (czy nawet nazywającą się ukraińską) ludności. Ale trzeba nim obciążyć całość obozu politycznego, który głosi postulat utworzenia niepodległego ukraińskiego państwa i deklaruje się jako ukraiński obóz nacjonalistyczny. Zbrodnie te określiły, czym są Ukraińcy. Nie są oni narodem o równych z innymi narodami prawach. Nie stoją na tym samym co inne narody poziomie jako naród cywilizowany, czy też jako naród mający prawo do niepodległości i bytu państwowego.
Jędrzej Giertych
(kompilacja Adam Śmiech)



