Publicystyka„Lex szarlatan”, czyli wszystko dla pacjenta

Redakcja11 minut temu
Wspomoz Fundacje

W dniu 3 lipca br. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta zwaną potocznie „lex szarlatan”. Ustawa po zaakceptowaniu poprawek senackich została ostatecznie przyjęta w dniu 31 lipca br. Obecnie dokument oczekuje na podpis prezydenta.

Przedmiotem powyższej nowelizacji była kwestia rzekomej dezinformacji pacjentów przez osoby nieposiadające uprawnień medycznych, a prowadzące działalność paramedyczną (m.in. bioenergoterapeuci, zielarze, kręgarze). Zdaniem projektodawców osoby te stwarzają realne zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów, stosując niesprawdzone metody terapii, bądź też odwodząc chorych od konwencjonalnego leczenia. Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wprowadziła możliwość formułowania ostrzeżeń publicznych przez Rzecznika Praw Pacjenta przed praktykami paramedycznymi i podmiotami świadczącymi taką działalność.

Po drugie – Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał prawo kierowania nakazu natychmiastowego zaprzestania powyższych praktyk. Po trzecie – wprowadzona została sankcja wysokich kar (do 1 miliona złotych) na podmioty prowadzące działalność paramedyczną, a ściśle rzecz ujmując działalność, która nie jest potwierdzona oficjalną wiedzą medyczną. Ponadto Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał prawo udziału w postępowaniach dotyczących pacjentów na prawach prokuratora. Co więcej, nowelizacja przewidziała możliwość blokowania stron internetowych uznanych za szerzące dezinformację oraz wpisywania ich do specjalnych rejestrów. Powyższe zmiany Sejm przyjął stosunkiem głosów – 232 za, 34 przeciw i 162 wstrzymujących się. Nowelizację poparły kluby Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, koło Razem oraz większość posłów PSL i Polski 2050. Przeciwni byli posłowie Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, a posłowie Prawa i Sprawiedliwości wstrzymali się od głosu.

Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wywołała szereg obaw i kontrowersji i to nie tylko w środowiskach, do których się odnosi. Między innymi negatywną opinię o przyjętych rozwiązaniach legislacyjnych wydał Instytut Ordo Iuris, wskazując na nadmierną i uznaniową rolę Rzecznika Praw Pacjenta, niosącą za sobą zagrożenie dla praw i wolności obywatelskich. Część ekspertów uznała, że „lex szarlatan” uderzy w uznane od dawna metody leczenia, takie jak ziołolecznictwo, czy homeopatia. Krytyka dotyczyła także nieostrych i nie do końca sprecyzowanych pojęć i sformułowań pozwalających na dowolność interpretacyjną. Dotyczy to na przykład definicji „praktyk pseudomedycznych” i „dezinformacji medycznej”. Przy braku jednoznacznych kryteriów niesie to niebezpieczeństwo, że egzekwowanie prawa będzie zależeć od subiektywnej oceny urzędników. Wreszcie, krytyka dotyczyła naruszania praw pacjentów do wolnego wyboru metod leczenia i stosowania terapii alternatywnych.

Warto zatem przyjrzeć się wprowadzonym zapisom i zastanowić się jakie zagrożenia z sobą niosą. Na wstępie podkreślić należy, że funkcjonowanie rynku usług paramedycznych w żaden sposób nie stoi na przeszkodzie korzystaniu przez pacjentów z placówek „oficjalnej służby zdrowia”. Co więcej – usługi paramedyczne mają charakter marginalny i w zdecydowanej większości dotyczą leczenia wspomagającego (obok leczenia konwencjonalnego), bądź też leczenia „beznadziejnych przypadków”, kiedy „oficjalna medycyna” jest już bezradna. Tak zwani „szarlatani” nie zmuszają nikogo do korzystania ze swoich usług, jak również nie stosują nachalnej propagandy, w tym „reklam podprogowych”, co jest udziałem wielu firm farmaceutycznych. Po prostu nie mają środków na stosowanie takich metod promocji. Nawet jeżeli określone podmioty oferują niesprawdzone metody terapeutyczne, bądź niesprawdzone specyfiki, to korzystanie z tego typu usług zależy wyłącznie od woli pacjentów. Należy podkreślić, że również w przypadku korzystania z medycyny konwencjonalnej – w wielu przypadkach leczenie jest nieskuteczne, a nawet prowadzi do śmierci. Wiele leków i preparatów leczniczych  jest nie tylko nieskutecznych, ale wręcz przynosi niepożądane skutki uboczne. Wspomnieć również należy o długiej liście tak zwanych „błędów medycznych” i braku odpowiedzialności personelu medycznego za powyższe uchybienia. Nawet jeżeli błąd medyczny zostaje stwierdzony, to ewentualne zadośćuczynienie jest rażąco nieadekwatne do doznanej krzywdy.

Oczywiście są również przypadki nieuczciwych i szkodliwych działań podmiotów świadczących usługi paramedyczne, jednak nawet gdy „szarlatan”  przekonuje, że jego metody są skuteczniejsze, to przecież nie jest w stanie zabronić swoim pacjentom leczenia konwencjonalnego. Ostateczna decyzja zawsze należy do pacjenta. Reasumując – pacjent posiada niezbywalne prawo do decydowania o swoim zdrowiu i preferowanych metodach leczenia, nawet jeżeli z obiektywnego punktu widzenia jest ono nieskuteczne. Zakazane powinny być jedynie takie praktyki terapeutyczne, które w sposób ewidentny niosą zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów (np. terapie muchomorem, czy też środkami psychoaktywnymi, co samo w sobie jest przestępstwem). Podkreślić przy tym należy, że z usług tzw. szarlatanów korzystają z reguły ci, których oficjalna medycyna zawiodła, bądź też ci, którym oficjalna medycyna nie daje już żadnych nadziei. Czy odbieranie osobom śmiertelnie chorym, którym konwencjonalne leczenie nie pomogło, ostatniej iskierki nadziei w postaci alternatywnych metod terapii – nie jest działaniem nieludzkim? Oczywiście, ktoś powie, że zapisy „lex szarlatan” nie zakazują wprost działalności paramedycznej, jednak faktyczny zakaz reklamowania takiej działalności (np. poprzez strony internetowe), zagrożenie procesami, a przede wszystkim drakońskimi karami finansowymi – z całą pewnością doprowadzi do zaniku takiej działalności, ewentualnie do powstania „szarej strefy”, która będzie jeszcze trudniejsza do kontroli.

Nawet jednak jeżeli uznamy działalność podmiotów świadczących usługi paramedyczne za szkodliwe społecznie, to walka z tym zjawiskiem powinna być racjonalna i adekwatna do rozmiaru zagrożenia. Przede wszystkim powinna być sformułowana precyzyjna definicja praktyk pseudomedycznych ze ścisłym rozgraniczeniem jaka działalność jest dozwolona, a jaka nielegalna. Nie można przy tym opierać tego rozgraniczenia na kryterium „aktualnej wiedzy medycznej”, gdyż wiedza ta jest płynna i dynamiczna, a pomiędzy samymi specjalistami nie ma często zgody jakie metody leczenia są wskazane, a jakie niepożądane. Jak słusznie zauważyła Polska Organizacja Zdrowia w liście skierowanym do Prezydenta RP Karola Nawrockiego – ustawa uderza nie tylko w ewidentnych szarlatanów, ale także „w osoby i podmioty działające legalnie, uczciwie i odpowiedzialnie: zielarzy, fitoterapeutów, naturopatów, edukatorów zdrowotnych, sklepy zielarsko-medyczne, producentów, dystrybutorów, rolników uprawiających rośliny zielarskie oraz pacjentów korzystających z legalnych form wspierania zdrowia”, a „osoby działające legalnie i uczciwie mogą zrezygnować z edukacji zdrowotnej, wypowiedzi publicznych, działalności informacyjnej lub doradczej z obawy przed karami, ostrzeżeniami publicznymi lub stygmatyzacją społeczną”.

Zgodzić się również należy z Polską Organizacją Zdrowia, że „ochrona pacjenta nie może oznaczać kneblowania debaty publicznej ani ograniczania dostępu do rzetelnej informacji o profilaktyce, żywieniu, fitoterapii, ziołach i legalnych formach wspierania zdrowia”. Nieprecyzyjne i stwarzające pole do nadinterpretacji i nadużyć jest również pojęcie „dezinformacji medycznej”, z którą ustawa ma walczyć. Teoretycznie przez dezinformację medyczną rozumiane są działania wprowadzające w błąd i polegające na publicznym rozpowszechnianiu lub promocji metod niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną jako skutecznych w leczeniu chorób lub kwestionowaniu uznanych metod leczniczych.  Pytanie brzmi, co jest jeszcze aktualną wiedzą medyczną, a co już nieaktualną? Czy na przykład ziołolecznictwo, lub tradycyjna medycyna chińska spełniają te standardy? I czy decydowanie o tym, co jest dezinformacją mamy powierzyć urzędnikom, którzy nie posiadają elementarnej wiedzy medycznej? Przy okazji należy przypomnieć jakie pole do nadużyć stwarza walka z tak zwaną „dezinformacją rosyjską”, za pomocą której wprowadzana jest zakazana w Konstytucji RP cenzura i kneblowane są usta wszystkim, którzy nie podzielają narracji geopolitycznej sił rządzących naszym krajem. Wszystko to prowadzi do naruszenia zagwarantowanej w Konstytucji RP wolności słowa (art. 54 Konstytucji), a w przypadku działalności, która nie spełnia wymogów „aktualnej wiedzy medycznej” – również naruszenia prawa do działalności naukowej przez niezależnych badaczy (art. 73 Konstytucji).

Dodatkowo zaznaczyć należy, że w przypadku szkody na zdrowiu spowodowanej przez faktycznych szarlatanów i oszustów – pacjenci są objęci ochroną na podstawie przepisów innych ustaw. Każdy pokrzywdzony może wystąpić na drogę sądową, w trybie powództwa cywilnego i żądać odszkodowania, bądź zadośćuczynienia na podobnych zasadach jak w przypadku błędów medycznych, których zresztą jest więcej niż szkód wyrządzonych przez paramedyków. Ustawę „lex szarlatan” należy uznać zatem za przejaw zbędnej talmudyzacji prawa. Na koniec należy postawić pytanie – kto za tym stoi i pociąga za sznurki? Czy faktycznie pacjenci? Czy zatroskani o tychże pacjentów urzędnicy? A może przedstawiciele miłościwie nam panującej koalicji rządowej? Czy oby na pewno? W tym miejscu można powołać rzymską paremię: „is fecit, cui prodest”. Reszta niech będzie milczeniem…

Michał Radzikowski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Redakcja