GospodarkaPublicystykaFiskus dokręca śrubę

Redakcja2 tygodnie temu

„Prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że podatki nie będą podnoszone” przekonywał w końcówce zeszłorocznej kampanii prezydenckiej Mateusz Morawiecki. Analitycy już wtedy przewidywali, że w kontekście sytuacji gospodarczej państwa, słowa premiera są całkowicie pozbawione pokrycia.

Tym bardziej, że wiosenny lockdown wywołał poważne spowolnienie gospodarcze, natomiast kosztowne „tarcze antykryzysowe” dodatkowo zaburzyły równowagę budżetową. Zemściły się też czasy finansowej dezynwoltury, kiedy to poprzez rozbuchane rozdawnictwo socjalne przejedliśmy nadwyżkę wypracowaną w okresie dobrej koniunktury.

W ten sposób na progu roku 2021 stało się oczywiste, że budżet państwa nie będzie się domykał i to przy znacznie większym niż zwyczajowo deficycie. Rada Ministrów stanęła zatem przed alternatywą: szukać oszczędności lub podwyższać podatki. I jak przystało na rząd etatystów i populistów spod znaku PiS wybrała źle. Lista nowych lub podwyższonych podatków i opłat jest obszerna, omówię więc tylko niektóre z nich.

Od 1 stycznia 2021 r. została zminimalizowana ulga abolicyjna. Jej ograniczenie ma znaczenie dla Polaków, którzy uzyskują dochody z państw, z którymi stosujemy zasadę unikania podwójnego opodatkowania. W praktyce dotyczy to osób, które płacą za granicą niższy podatek niż podatek należny w Polsce, czyli lwiej części polskiej emigracji finansowej. Będzie to skutkować masowym przeroszeniem przez Polaków miejsca rezydencji podatkowej poza Polskę, do państw, w których świadczą pracę. Według danych Ministerstwa Finansów z ulgi abolicyjnej korzysta obecnie około 67 tys. osób.

Od bieżącego roku spółki komandytowe i część jawnych zostają objęte podatkiem CIT. Do tej pory przedmiotowe spółki nie musiały płacić podatku dochodowego od osób prawnych, właściwą daninę od zysku opłacali wyłącznie ich wspólnicy. W nowym porządku podatkowym będzie to wyglądać odmiennie. Początkowo spółka opłaci podatek CIT od swoich dochodów, następnie podział zysku między wspólnikami zostanie obciążony podatkiem dochodowym PIT. Nadanie spółkom komandytowym i jawnym statusu osoby prawnej będzie zatem skutkować podwójnym opodatkowaniem zysków wypracowanych przez te spółki.

Od początku roku obowiązuje także zapowiadany od dawna podatek od sprzedaży detalicznej. Obciąży on sklepy wielkopowierzchniowe, ma być pobierany od przychodów ze sprzedaży detalicznej według dwóch progresywnych stawek. Podatek ten odczujemy natychmiast w cenach oferowanych towarów. Przy wszelkich zastrzeżeniach wobec podwyżek podatków jako takich, należy jednak docenić regulacyjny charakter tego konkretnego rozwiązania. Poprzez obciążenie sieci handlowych rząd wytwarza warunki do zwiększenia konkurencyjności rodzimego handlu co zasadniczo jest słusznym kierunkiem działania.

Natomiast większość z nas boleśnie odczuje wprowadzenie tzw. „opłaty mocowej”. Będzie ona pobierana od każdej zużytej megawatogodziny energii elektrycznej, jednak jedynie od poniedziałku do piątku. Wysokość opłaty ma wynosić 76,20 zł za każdą zużytą megawatogodzinę, co zdaniem ekspertów przyczyni się do kilkunastoprocentowgo wzrostu wysokości rachunków za prąd w naszych domowych gospodarstwach. Podwyżka ceny energii jest ponadto istotnym czynnikiem napędzającym inflację, zatem pełne skutki tej regulacji są trudne do oszacowania.

W 2021 r. czeka nas także podwyżka podatku od nieruchomości. Stawki maksymalne tej daniny na bieżący rok wzrosną o 3,9 proc. i o tyle samo wzrosną m.in. w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Gdańsku i Łodzi. Te zmiany odczują właściciele mieszkań, domów, lokali usługowych, działek i budynków w wielu miastach. Dotyczy to zarówno osób fizycznych, jak i przedsiębiorców.

Sporo medialnego szumu wzbudziło wprowadzenie podatku od „małpek”, czyli napojów alkoholowych o zawartości alkoholu powyżej 18 proc., w opakowaniach jednostkowych o pojemności nieprzekraczającej 300 ml. W tym przypadku producenci natychmiast skorzystali z ułomności wprowadzonej regulacji oferując klientom napoje w opakowaniach o pojemności nieznacznie przekraczającej 300 ml.

Nie mniejszą pomysłowością wykazują się przedsiębiorcy wobec nowo wprowadzonej opłaty od środków spożywczych, zwanej podatkiem cukrowym. Obejmuje ona popularne napoje słodzone. Maksymalnie wysokość opłaty może wynieść 1,20 zł za litr produktu, ale tą kwotę trzeba  powiększyć o VAT. Producenci już teraz oferują na rynku koncentraty do produkcji przedmiotowych napojów. Co ciekawe za syropy, nieobjęte nowym podatkiem cukrowym, płacimy także niższą stawkę VAT. Pojawiły się również pomysły sprzedaży popularnej Coca-coli jako… odrdzewiacza. Jak wiedzą wszyscy majsterkowicze ze względu na obecność kwasu ortofosforowego ten napój znakomicie nadaje się do usuwania rdzy.

Choć niektóre pomysły przedsiębiorców budzą uznanie, inne zaś wesołość, powodów do radości zdecydowanie nie mamy. W roku 2021 będzie odczuwalnie drożej, a siła nabywcza nas zych pensji znacząco spadnie. Zanosi się więc na to, że wszyscy zapłacimy potężną cenę za zeszłoroczne zamrożenie gospodarki.         Co ciekawe, nie wszystkie europejskie kraje podzielają polskie pomysły na zażegnanie kryzysu. Zgoła odmiennie zachowują się na przykład nasi zachodni sąsiedzi. Rząd Republiki Federalnej Niemiec obniżył VAT do 16%, wspomagając ten sposób niemiecką gospodarkę. Analogiczne kroki podjął rząd Republiki Czeskiej, który obniżył PIT do 15% i zlikwidował podatek solidarnościowy dla najlepiej zarabiających. Rzecz jasna by pomóc Czechom i czeskiej gospodarce.

Tymczasem rząd Rzeczpospolitej postępuje dokładnie odwrotnie. Fiskus dokręca śrubę wszystkim konsumentom, bezwzględnie drenując nasze kieszenie. Być może na krótką metę ta polityka uratuje budżetowe słupki, docelowo jednak zamrozi wzrost gospodarczy. Dlatego gdy Czesi i Niemcy dawno już zapomną o pandemii i kryzysie, my wciąż będziemy walczyć z biedą, bezrobociem i zastojem gospodarczym. Całkowicie na własne życzenie.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 3-4 (17-24.01.2021)

Redakcja

Powiązane Posty