Zestarzeć się brzydko jak Jan Pietrzak …
Dzisiaj swoje 89. urodziny obchodzi Jan Pietrzak. Kiedyś wybitny artysta, dziś symbol fanatycznego zaangażowania się po jednej ze stron w styropianowej wojnie.
Jego korzenie i wybory polityczne jako młodego człowieka wcale takiego kierunku nie wskazywały. Na przykładzie Jana Pietrzaka widzimy jak obłudna jest gra lustracyjno-dekomunizacyjna. Sędziwy artysta odmieniający przez wszystkie przypadki słowa komuchy, czerwoni, kacapy, onuce, bolszewicy, ruskie, pzprowcy, prlowcy – ma do tego naprawdę średnio pasujący do tego życiorys.
Pietrzak urodził się w Warszawie jako syn polskiego komunisty Wacława Pietrzaka (1910-1942). Jego ojciec był robotnikiem, przed wojną członkiem Komunistycznej Partii Polski (KPP). Organizował strajki i komunistyczne wiece. Był inwigilowany i szykanowany przez sanacyjną policję. Walczył dzielnie w Kampanii Wrześniowej, był ranny. W czasie okupacji należał do organizacji Młot i Sierp oraz Związku Walki Wyzwoleńczej. Aresztowany przez Niemców był przez dwa miesiące przetrzymywany na Pawiaku, gdzie zmarł w październiku 1942 roku. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Grunwaldu III klasy.
Jego mamą była Władysława Pietrzak z domu Majewska (1907–1992). Żołnierz Batalionów Chłopskich. W latach 1947–1952 była posłanką na Sejm Ustawodawczy. Działała w Stronnictwie Ludowym i szerzej ruchu ludowym, ale w latach 60-tych przepisała się do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).
Jan Pietrzak od 1948 w Korpusie Kadetów im. gen. Karola Świerczewskiego w Jeleniej Górze, które utworzono pierwotnie dla małoletnich wychowanków KBW. Ukończył tam również Oficerską Szkołę Radiotechniczną, służył w stacji radiolokacyjnej koło Zgorzelca jako członek grupy zabezpieczenia propagandy specjalnej. Był członkiem Związku Młodzieży Polskiej (ZMP), a także Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). Studiował na kursie wieczorowo–zaocznym na Wydziale Socjologii Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, którą ukończył w 1968 roku. W tym samym wyśmiewał się z antygomułkowskich intelektualistów w dzisiaj mało znanej piosence, zaśpiewanej w ówczesnej telewizji.
„Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem
Chodzi taki, intelekt ma w oku
Zastanawia go kryzys powieści
To Sibelius mu bliższy niż Chopin
Kształci styl w umysłowych igraszkach
Póki co… A dostanie tylko paszport…
I do Anglii prać pieluchy,
do Szwecji myć talerze
Do Francji sprzątać brudy,
do Danii skubać pierze. (…)
I pomyślmy panowie Polacy,
Czy osobnik, o którym tu mowa,
Wie, co sprawa i walka co znaczy?
O Judymie co sądzi nasz rodak?
Czy w ogóle ma jakieś idee?
Jeśli nie, no to co się u nas dzieje?”
Od 1960 roku związał się z Estradą Poetycką klubu studenckiego „Hybrydy” w Warszawie. W 1967 roku powstała „Kabaret pod Egidą” Członkami zespołu artystycznego byli: Wojciech Brzozowicz, Jonasz Kofta, Barbara Krafftówna, Adam Kreczmar, Hanna Okuniewicz, Krzysztof Paszek, Anna Prucnal, Jan Raczkowski, Kazimierz Rudzki, Wojciech Siemion czy Jan Stanisławski.
W 1979 władze PRL wyróżniły Pietrzaka Złotym Krzyżem Zasługi. W latach 80-tych było coraz gorzej. Bezkrytyczne poparcie dla opozycji i wszelkich jej działań. W 1995 roku wystartował na prezydenta Polski pod hasłami większego liberalizmu w gospodarce i poparcia dla NATO otrzymując zaledwie 1,12% poparcia. Wspiera działania prolustracyjne Bronisława Wildsteina, co wywołuje liczne złośliwości wśród osób znających jego przeszłość.
W późniejszym okresie zaś poparcie dla PiS, udział w komitetach wyborczych Lecha Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy i wsparcie dla Karola Nawrockiego. Pielęgnowanie smoleńskich mitów i promowanie fałszywej legendy genialnego prezydenta Kaczyńskiego. Był jednym z inicjatorów społecznej akcji na rzecz likwidacji pomników i innych miejsc poświęconych Armii Czerwonej, również na Ziemiach Odzyskanych.
Jan Pietrzak od początku bezkrytycznie wspierał Ukrainę walczącą z Rosją. Stwierdził, że „Państwo rosyjskie jest koszmarem” oraz, że jest „ciągle wściekłe oraz agresywne”. Według niego Rosjanie chcą całkowicie „wytrzebić i zniszczyć Ukraińców”. Pietrzak naprawdę wierzy, że Polska jest zagrożona ze strony Rosji, ale również ma problemy z Niemcami. Dlatego jest przekonany, że Ukraina jest naturalnym sojusznikiem Polski.
Zupełnie bezkrytyczne wsparcie jednej ze stron styropianowej wojny sprawiło, że człowiek współpracujący z Koftą i Kreczmarem, za rządów PiS-u komentował rzeczywistość na antenie TVP Info wraz z Marianem Kowalskim. Szkoda.
Celnie jego przeistoczenie opisał kol. red. Konrad Rękas: „Przemianę Pietrzaka zgrabnie ilustruje autocenzurowanie jednej z głośniejszych w swoim czasie jego piosenek, w której najpierw śpiewał: „Ojciec, a jakże, siedział przed wojną, Za komunę, za strajki i wiece…”, by następnie komunę zamienić na warcholstwo, a z czasem wyrzucić zwrotkę całkiem (…) Generalnie zaś problem Pietrzaka polegał chyba na niedopieszczeniu. Przez dekady był pieszczochem Partii, potem jak wielu (nie tylko artystów) rzucił ogrzewać się w słoneczku Solidarności, licząc na hołdy gdy ta przejmie władzę. Pechowo dla Pietrzaka – najpierw u żłoba znalazła się ekipa tzw. lewicy laickiej/korowszczyzny, z bardzo obszernym własnym dworem artystycznym. Pietrzak więc się obraził i zradykalizował na pozycje typowe dla deklaratywnie antykomuszej części post-Solidarności.”
Ja będę starał się przypominać głównie Jana Pietrzaka sprzed oczadzenia styropianowego. Bo moim zdaniem warto.
Łukasz Jastrzębski



