Wszystko wskazuje na to, że wróci pokój na wschodzie Europy. „Kolektywny Zachód” wystrzelał zapasy rakiet (zwłaszcza tzw. Patriotów), a produkcja amunicji jest zbyt mała i nie ma jej od kogo kupić. Może od Rosjan albo Chińczyków?
„Zachodu” już nie stać na zaciąganie kolejnych kredytów na bezzwrotne finansowanie wydatków bieżących obecnych władz w Kijowie, a udzielone już pożyczki mają (jakoby) być spłacane z rosyjskich aktywów zgromadzonych w zachodnich bankach (nonsens). Najważniejsze chyba jest to, że pokój jest poleceniem „światowego przywództwa”, które przegrało wojnę z Iranem i ma przed sobą równie przegraną wojnę ekonomiczną z Globalnym Południem; BRICS nie rozpadnie się, bo w Brazylii wygrał nie ten, kogo sobie życzył prezydent USA.
Ostatnie cztery lata wsparcia dla „walczącej Ukrainy” zmiecie kolejne rządy w starej Europie, bo wyborcy zupełnie słusznie nie chcą finansować jej wydatków. „Zachód” miał przecież zarabiać na podtrzymywanych przez siebie wojnach, a nie do nich dokładać. Ściągnięto jasyr z Ukrainy w postaci ponad 10 mln ludzi, który nieco odmłodził starzejącą się Europę. USA przejęły prawa do zasobów surowcowych tego państwa oraz zniszczono jego infrastrukturę i część istniejącego jeszcze przemysłu. Dlatego tej masy upadłościowej już nikt nie chce utrzymywać. Prawem „Zachodu” jest brać to, co się chce od tych, którzy aspirują do jego grona, ale nikomu nie obiecuje się, że wykupi w ten sposób jakiekolwiek gwarancje członkowskie.
Ta najbardziej bezsensowna ze wszystkich wojen w tej części Europy, skutecznie podtrzymana (nie po raz pierwszy) przez Albion, spełniła swoją historyczną rolę. Jeżeli pan Zełenski (on chyba naprawdę nazywa się Zieleński) będzie przeszkadzał w jej zakończeniu, to się go demokratycznie usunie lub wymieni. W końcu jest już osobą prywatną, bo jego kadencja jako prezydenta Ukrainy dawno wygasła. To, co zostanie z tego państwa, „Zachód” zostawi Rosji i innym państwom regionu: niech znajdą zatrudnienie dla dziesiątków tysięcy zdemobilizowanych żołnierzy armii ukraińskiej i dla kolejnych setek tysięcy bezrobotnych, którzy żyją dziś dzięki naszym pieniądzom; ich pokojowa Ukraina nie jest w stanie ich utrzymywać.
„Zachód” (ten europejski) szybko przejdzie na stronę zwycięzców (ma to w zwyczaju): dzięki tej umiejętności osiągnął w przeszłości wiele sukcesów. Już podjął negocjacje z Moskwą, bo nie chce być po stronie przegranych. Zdradzanie i oszukanie „zawsze wiernych” sojuszników, zwłaszcza z tej części świata, było dlań zawsze bardzo opłacalne. Potem pójdą tą drogą państwa „nowej Europy”, a przynajmniej te, które nie chcą być wrogiem „światowego przywództwa”.
Kto będzie przegranym w obozie przegranych oprócz nas? Chyba tylko Unia Europejska jako organizacja i jej szefowa, bo jej polityka wschodnia poniosła sromotną klęskę; po zwycięstwie AFD w Niemczech jej dni w wielkiej polityce będą policzone. Przez cały nasz kontynent przejdzie fala nastrojów antyukraińskich, czyli obiektywnie prorosyjskich. Nasi „słudzy narodu ukraińskiego” gdzieś się schowają lub wyjadą (do Kijowa?).
A my pozostaniemy w swoim zacietrzewieniu „zdradzeni”, „oszukani” i samotni.
prof. Witold Modzelewski
Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2026)



