W dzisiejszym świecie żadne państwo nie może działać w pojedynkę, nawet mocarstwa. Dowodzą tego akcje militarne Rosji na Ukrainie i USA w Iranie. Dlatego konieczne jest zrzeszanie się mniejszych i średnich państw w większe bloki.
1 maja 2004 r. Polska została przyjęta do Unii Europejskiej. Nie będę mówił o zaletach i wadach członkostwa w Unii. Niewątpliwie potrzebne są pewne korekty traktatów, zresztą zapowiedziane. Każda umowa międzynarodowa ogranicza w większym lub mniejszym stopni suwerenność państwa. Przy tym po ratyfikacji ma pierwszeństwo przed konstytucją (art. 91 pkt 2). PiS i obie Federacje opierają się na wyroku PiS-owskiego Trybunału Konstytucyjnego, który (wbrew konstytucji!) ogłosił pierwszeństwo polskiej konstytucji. Te partie dążą praktycznie do wyjścia Polski z Unii, negując większość jej postanowień, choć oficjalnie mówią o jej poprawieniu.
Robert Walenciak zapytuje: „Czy PiS i Konfederacje wyprowadzą nas z Unii?” (Przegląd, 22.06.2026) i odpowiada, że polexit grozi nam jak najbardziej. Wskutek negatywnej propagandy tych partii rośnie liczba Polaków niechętnych Unii. W styczniu 2026 wyniosła 24,5%, podczas gdy w 2019 r. tylko 6,7%. W styczniu 2026 r. wśród wyborców koalicji zwolenników polexitu nie ma praktycznie wcale, PiS-u 43,6%, Konfederacji 47,3%. Autor sądzi, że wzrost nastrojów antyunijnych jest wynikiem wieloletniego zohydzania Unii przez partie prawicowe, które głoszą że Unia będzie superpaństwem pod wodzą Niemiec, przekształcając Polskę w land niemiecki, że jest biurokratycznym molochem, narzucającym nie tylko normy techniczne, lecz także obyczajowe.
Taką Unię przedstawia wizja redaktora „Do Rzeczy” Pawła Lisickiego jako scentralizowane państwo europejskie, zbudowane na gruzach państw narodowych. Do realizacji takiego planu trzeba stworzyć odpowiednią ideologię, której trzy filary to: genderyzm, zielona rewolucja i imigracjonizm.
Genderyzm – (według niego) to uznanie, że nie istnieją dwie płcie, a podział na role męskie i kobiece jest zjawiskiem kulturowym. Uznanie tego grozi zerwaniem ciągłości z minionym pokoleniem. [Pomylenie pojęć- to badanie socjologiczne zajęć kobiet i mężczyzn i ich wzajemnego stosunku w różnych kulturach.] Zielona rewolucja – utopia zeroemisyjnej Europy, ma doprowadzić do powszechnego zubożenia, oczywiście z wyjątkiem grupy eurokratów. [Rzeczywiście pełnej redukcji emisji CO2 osiągnąć się nigdy nie da, ale rozwój OZE jest konieczny.] Imigracjonizm – otwarcie granic, wymieszanie w Europie ras, kultur i narodów. [Nie tylko Polska zamyka się przed nadmiarem imigrantów, nawet Szwecja ogranicza przyjmowanie nowych.]
W dalszym ciągu artykułu Robert Walenciak przytacza przykłady systematycznego zohydzania Unii przez PiS, Konfederacje i różnych publicystów. Dodam nieustanne ataki pana Prezesa na Niemcy, w tym niebywały pomysł, wygłoszony na wiecu, że wojska niemieckie i francuskie (?!) wejdą do Polski i pozbawią nas niepodległości. Wszyscy oni wykorzystują drzemiące konserwatywne poglądy społeczne, gdyż nie ma dymu bez ognia bo są w Polsce zwolennicy pełnej integracji z Unią!, jednym państwem z centralną władzą, bez granic, ze swobodą osiedlania się w dowolnym miejscu Unii. Chyba takie nastawienie przeważa wśród najmłodszych wyborców, podróżujących po świecie, nieznających kultury i historii ojczyzny, przypominających sobie o tożsamości narodowej tylko z okazji zwycięstw sportowych rodaczki/rodaka.
Wstępując do Unii Europejskiej Polska zobowiązała się do przestrzegania praworządności, ratyfikowała traktaty o prawach człowieka, kobiet i dzieci, przyjęte za standard w Unii i obowiązujące jej członków. Wychodzą one (pozytywnie!) poza tradycyjne „wartości chrześcijańskie”, co powoduje opór konserwatystów i Kościoła, ale jest racjonalne i sprawiedliwe.
Inaczej jest w sprawach gospodarczych. Po epidemii covidu okazało się, że kapitał ma jednak narodowość i rozwiązania unijne nie uwzględniają warunków niektórych członków. Rząd zaczął mówić o repolonizacji przemysłu i konieczności renegocjacji niektórych porozumień, jak np. Zielony Ład. (Podobnie Krzysztof Bosak z Konfederacji chce być w Unii, żeby ją poprawiać, lecz zastrzega wyjście w razie niepowodzenia. Nadmierna biurokracja unijna usiłuje regulować zamknięcia butelek i krzywiznę bananów. Dziesiątki tysięcy urzędników unijnych muszą udowodnić sens swego wysoko opłacanego istnienia. Są to sprawy do uzgodnienia między rządami państw członkowskich.
Dodałbym do wad Unii jej zbytnią wojowniczość – jak pokazała II wojna światowa, a także starcie Rosja-Ukraina i USA-Iran, w konfliktach zbrojnych liczą się tylko koalicje kilku mocarstw. Partie prawicowe widzą w Unii Europejskiej wroga. O ile akces do Unii wymagał uprzedniego referendum, to ewentualny polexit może nastąpić przez głosowanie w Sejmie zwykłą większością głosów. Gdyby prawica zyskała większość w Sejmie i przegłosowała polexit, czekałby nas los Wielkiej Brytanii, która wciąż odczuwa negatywne skutki brexitu. I okazałoby się, że antyunijne strachy na Lachy nie były pustym hasłem
Ogromne (nadmierne) wydatki na zbrojenia w budżecie oznaczają brak środków na zdrowie, edukację, naukę i inne dziedziny. W następnych latach trzeba będzie sięgnąć głębiej, Federacje obniżą przede wszystkim wydatki socjalne. Dlatego, mimo wielu niedoskonałości i wad, jest celowe, racjonalne i konieczne pozostanie Polski w Unii Europejskiej. Przed ćwierć wiekiem głosowałem inaczej, ale z woli ponad 80-procentowej większości społeczeństwa stało się jak się stało. Fakt dokonany zmienił sytuację całkowicie, nie ma odwrotu. Jak mówi prof. Andrzej Leder „Jeżeli ma przetrwać suwerenność europejskich narodów, a wraz z nią europejska demokracja, to w formie politycznej federacji”. Nie zmienia to faktu, że Unia Europejska jest biurokratycznym molochem i wymaga naprawy w kierunku uwzględnienia różnic między państwami – nie federacja, lecz konfederacja!
Członkostwo pozwoli na rozwinięcie istniejących więzi gospodarczych i handlowych, spłacić gigantyczny dług. Niechaj rządzący strzegą, aby Rzeczpospolita nie odniosła uszczerbku! Caveant consules ne quid detrimenti respublica capiat! – głosił napis w sali posiedzeń senat rzymskiego. Niech każde porozumienie, każdy traktat przynosi korzyść Polsce!
Polexit oznaczałby Polskę wprawdzie jako członka NATO (chyba?), ale gospodarczo i kulturalnie skłóconą z sąsiadami. Powiązania gospodarcze z Niemcami i Francją, stanowiące dzisiaj główną część dochodów z eksportu, osłabiłyby się wskutek ideologicznej nienawiści do tych państw. Handel międzynarodowy musiałby się osłabić z powodu obowiązkowych ceł. Zapowiadana deportacja większości imigrantów przy jednoczesnym zwiększeniu armii do 500 tys. żołnierzy spowodowałyby masowe zapotrzebowanie na pracowników zagranicznych (imigrantów) i poważne kłopoty produkcyjne. Nie mówiąc już o trudnościach w spłacie gigantycznego długu zagranicznego (same zobowiązania za broń wobec USA wynoszą 200 mld $ = 800mld zł!).
To nie pesymistyczna przepowiednia wróżki, tylko rzetelna analiza przyczyn i skutków określonych działań. Nie mówię już o wymarzonym przez pana Prezydenta antydemokratycznym ustroju autorytarnym, opartym na szowinistycznym pseudopatriotyzmie, pogardzie i nienawiści do innych.
Krzysztof Gutorski



