PublicystykaRozpieszczone umysły pokolenia Z

Redakcja9 minut temu
Wspomoz Fundacje

Autorzy „Rozpieszczonego umysłu” przedstawiają trzy idee, które ich zdaniem wpłynęły na istotne zjawiska społeczne w społeczeństwie amerykańskim. Każda z nich daje się streścić w jednym zdaniu.

Pierwsza brzmi: „Co cię nie zabije, uczyni cię słabszym”, druga: „Zawsze ufaj swoim uczuciom”, a trzecia: „Życie to wojna między Dobrymi i Złymi ludźmi”. Pierwsza z wymienionych idei znajduje wyraz w obsesji na punkcie ochrony młodych ludzi przed „poczuciem zagrożenia”. Autorzy książki, polemizując z nią, czynią analogię między funkcjonowaniem ludzkiego organizmu a działaniem naszej psychiki. Przywołują choćby wprowadzone w jednym z przedszkoli ograniczenia dotyczące jedzenia przez dzieci orzeszków ziemnych. Miały one wywoływać alergię u części dzieci. Tymczasem przeprowadzono badanie na pewnej próbie statystycznej dzieci – przez pewien czas jednym podawano orzeszki, zaś innym nie, natomiast później nakarmiono nimi przedstawicieli obydwu grup. Okazało się, że 17% dzieci nie jedzących orzeszków ziemnych reagowało na nie alergicznie, zaś spośród tych, które orzeszki jadły alergię miało jedynie 3%.

Innymi słowy, organizmy dzieci przystosowywały się do spożywanego pokarmu i stawały się bardziej odporne. Autorzy „Rozpieszczonego umysłu” twierdzą, że w dwóch przypadkach rozwój psychiki młodych ludzi przebiega nieprawidłowo – gdy są skrajnie obciążone stresem oraz wtedy, gdy w ogóle nie doświadczają stresu, siłą rzeczy związanego ze znajdowaniem się w nowych sytuacjach społecznych.

Nasza psychika pracuje podobnie do naszych mięśni. Człowiek, który będzie ciągle leżał w łóżku niezwykle osłabi swoją formę fizyczną, jego mięśnie zaczną zanikać, on sam stanie się słaby. Ta prawda wydaje się jasna dla każdego. Jednocześnie, nie wiedzieć czemu, jedną z prawd przyjętych przez znaczną część społeczeństwa amerykańskiego, jest ta, że chronienie młodych ludzi przed czymkolwiek, co zawiera choćby odrobinę zagrożenia jest konieczne dla ich prawidłowego rozwoju. A przecież odczuwanie strachu jest nie tylko czymś ludzkim i naturalnym, ale wręcz czynnikiem umożliwiającym przetrwanie gatunku. To, że odwaga jest cnotą nie wynika z tego, że człowiek odważny nie odczuwa strachu – strachu nie odczuwa tylko psychopata. Odwaga jest cnotą, bo polega na zdolności przełamania strachu.

W psychologii znany jest Paradoks Muru – mur daje nam poczucie bezpieczeństwa, lecz nieustanne izolowanie się od ludzi i przebywanie za tym murem wywołuje lęk przed światem. Wyobraźmy sobie sytuację więźnia, który po wielu latach wychodzi na wolność – niepewność tego co zobaczy jest jego podstawowym odczuciem.

Autorzy książki określają taki pogląd mianem „sejfityzmu”. To ciekawe, że ulice amerykańskich miast są bezpieczniejsze niż kilkadziesiąt lat temu, a zarazem rodzice amerykańskich dzieci mają więcej obaw przed wypuszczaniem ich samych z domu niż dekady temu. Te dzieci natomiast podejmują znacznie więcej prób samobójczych i o wiele częściej popadają w depresję niż kiedyś.

Skutkiem wzrostu poczucia zagrożenia w amerykańskim społeczeństwie są redefinicje pojęć tradycyjnie używanych do opisu sytuacji silnego stresu. Mamy do czynienia ze zjawiskiem diametralnego obniżenia progu, po którego przekroczeniu diagnozowane jest zaburzenie psychiczne. Oczywiście, najpewniej występuje tu także sprzężenie zwrotne – gdy psychiatrzy obniżają pułap, za którym znajduje się choroba, ludzie prędzej skłonni są dopatrywać jej objawów, zwłaszcza gdy chodzi o choroby „nieostre”, a więc dotyczące naszego samopoczucia, nie określane przecież przy pomocy prześwietlenia.

Znamienna jest zmiana pojmowania pojęcia „traumy”. Kiedyś diagnozowano traumę po sytuacji, w której fizyczny czynnik wywołał fizyczne obrażenia. Później pojawił się „syndrom stresu pourazowego”, czyli PTSD – by można było mówić o traumie wystarczyło skrajne doświadczenia uderzające w zdrowie psychiczne. Jednocześnie kryteria takiego doświadczenia były ściśle określone – według Diagnostycznego i statystycznego podręcznika zaburzeń psychicznych III (DSM III) doświadczenie wywołujące traumę musi „wywoływać znaczne objawy stresu u niemal każdego człowieka” oraz znajdować „poza zakresem typowych doświadczeń życiowych”. W podręczniku tym, stanowiącym podstawowe źródło wiedzy psychiatrycznej, podkreślono, że doświadczenie nie podlega ocenie tego kto go doświadczył pod kątem określenia czy mieliśmy do czynienia z przyczyną traumy. Do traumo-gennych doświadczeń zaliczono wojnę, gwałt czy tortury.

Obecnie subiektywnie odczuwana krzywda stała się podstawą identyfikacji traumy. Czyli – nasze emocje jest miarodajne dla rodzaju zaburzenia, jakie nas dotknęło. Strach pomyśleć co by było, gdyby lekarze diagnozowali nowotwory na podstawie przekonania pacjenta, że ma raka.

Zawsze ufaj swoim uczuciom

Podniesienie naszych uczuć do rangi podstawowej miary dla tego, co nas spotkało zostało uznane przez autorów „Rozpieszczonego umysłu” za drugą rozpowszechnioną, a szkodliwą ideę. W książce wymienione są zniekształcenia poznawcze, które rzutują na wygłaszane przez ludzi opinie, a które wynikają z bezgranicznego ufania własnym emocjom. Wśród nich znajduje się katastrofizacja, polegająca na koncentracji na najgorszym możliwym scenariuszu, nadmierne uogólnianie, czyli postrzeganie całości zjawiska przez pryzmat jednego aspektu, myślenie dychotomiczne, czyli widzenie świata w kategoriach „czarne albo białe”, czytanie w myślach, czyli bezpodstawne zakładanie, że zna się myśli innych ludzi, a także filtrowanie negatywne, czyli skupianie się na negatywnych aspektach zjawiska.

Przy dochodzeniu do prawdy mądrzy ludzie formułowali przez wieki rozmaite wskazówki: by odróżniać opinie od faktów, oddzielać jeden aspekt od całości czy – wreszcie – nie łączyć tego co podpowiada rozum z tym co mówią emocje. Ideologia głosząca, że trzeba „wsłuchać się w siebie” być może byłaby pomocna w zdefiniowaniu przez człowieka swoich problemów – jest jednak niebezpieczna, gdy skłania do traktowania „głosu emocji” jako lupy, przez którą ogląda się świat.

W świecie współczesnym bardzo widoczna jest obecność samozwańczych psychologów – mnóstwo osób traktuje psychologię jako „zastępczą wiedzę”, najpewniej dlatego, że teorii psychologicznych lub do takich aspirujących można wygłosić nieskończoną ilość, a ich nieweryfikowalność ze słabości staje się siłą, bowiem często pozwala nie dowiedzieć się o własnej pomyłce. W rzeczywistości, w której najpewniej ludzi mądrych jest mniej niż dekady temu, za to więcej tych, którzy chcieliby być za mądrych uznani rozpowszechnione pojęcia z zakresu psychologii (jest ich kilkanaście) pełnią bardzo użyteczną rolę – wystarczy przejść się do klubu w Warszawie, by od upojonej alkoholem i emocjami młodzieży usłyszeć o ADHD, toksyczności, psychopatach, narcyzach i introwertykach. Łatwiej zrobić wrażenie i nie trzeba mieć głowy matematyka.

Inną przyczyną „psychologizacji” społeczeństwa jest fakt, że ludzie coraz częściej widzą swoje zdjęcia, a coraz mniej o sobie wiedzą. Czasem nie są w stanie określić czy na Instagramie relacjonują życie czy w życiu relacjonują Instagram. Potrzebują klucza do powierzchownego choćby poznania osób, na które częściej niż kiedyś patrzą i o których mniej niż kiedyś wiedzą. Psychologia toczy dziś walkę z marketingiem, tak jak poznanie chce przechytrzyć pozę.

Życie to wojna między dobrymi i złymi ludźmi?

Trzecia fałszywa, a rozpowszechniona idea jest czymś w rodzaju zwulgaryzowanego manicheizmu. Pozwala opisywać rzeczywistość w sposób, który nie ułatwia wprawdzie jej poznania, za to pomaga się w niej nie zgubić. Jacek Kaczmarski śpiewał: „Ten z nami, ten przeciw nam – kto sam ten był najgorszy wróg”. Świat składa się z plemion. Albo sekt.

Oczywiście, podobne podejście nie tylko sprzyja konfrontacji, ale też jest sprzeczne z jakimkolwiek doświadczeniem życiowym – to niemożliwe, by określone poglądy mieli wyłącznie dobrzy ludzie, a przeciwne jedynie źli. Ponadto, ludzi „wyłącznie dobrych” prawie nie ma, tak jak nie istnieją osoby „wyłącznie złe”. Życie uczy raczej, że ludzie są w większości średni, ich różne cechy toczą ze sobą walkę i zależnie od czasu i miejsca inne właściwości pojawiają się na pierwszym planie. Taka obserwacja jest zgodna z rzeczywistością. Co z tego, skoro godzi w uporządkowany świat naszych umysłów?

Skoro osoba o przeciwnych poglądach od naszych jest personifikacją zła, musimy się od niej odgrodzić, bo jeszcze się tym złem zarazimy – a jeśli nie, to na pewno może nas skrzywdzić. Odgradzanie się sprawia, rzecz jasna, że zło tamtej osoby urasta w naszych oczach do karykaturalnych wymiarów, spotęgowane jest bowiem przez uczucie lęku i naszą wyobraźnię, a także skłonność do potwierdzania zdania, które mamy.

Pogląd o świecie jako konfrontacji dobrych i złych ludzi, oprócz roli porządkującej nasze postrzeganie świata, pełni też funkcję budulcową dla poczucia sensu życia. Im większe zło tkwi w moim przeciwniku, tym większy sens ma moje życie, w którym z nim walczę.

Przykładanie takich „totalnych” miar do poglądów politycznych, bezdyskusyjne przyjęcie, że wartości moralne idą po linii barw partyjnych jest wątpliwe z kilku powodów, choć – uczciwie trzeba dodać – można je uzasadnić.

Taka „totalność” myślenia nie bierze pod uwagę między innymi faktu, że ludzie dokonują wyborów politycznych z szeregu różnych przyczyn, wśród których jako wyraz minimalizmu etycznego wskazać możemy głosowanie na daną formację, bo da nam pieniądze, zaś jako przejaw maksymalizmu etycznego wymienić trzeba oddanie głosu na kogoś, kto według nas najlepiej zadba o przyszłość kraju. Motywacja wynikająca z popierania poglądów swojego kandydatami jest tylko jedną wśród wielu – w dodatku nie zawsze zgadzamy się z nimi wszystkimi.

„Totalność” myślenia broni się tak, że stosunek do własnego państwa należy traktować jako jeden z barometrów dobra i zła, a rozwiązania wynikające z określonych przekonań w sposób weryfikowalny temu państwu sprzyjają bądź szkodzą.

Problem w tym, że dobro i zło bardzo często stanowią rodzaj aksjologicznej „nadbudowy” dla walki ludzi, których spór bardziej niż jakichkolwiek wartości dotyczy wzajemnych pretensji i antagonizmów kierujących nimi przez całe lata.

Jacek Tomczak

Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2026)

Redakcja