Debanderyzacja cywilizacji
Dla ludobójczych ideologii, do których jest zaliczana ideologia nazizmu ukraińskiego, nazywanego powszechnie banderyzmem, nie ma miejsca nie tylko w cywilizacji chrześcijańskiej – zarówno łacińskiej, jak i bizantyjskiej – ale również we współczesnej Europie.
Choć oderwała się ona od swych chrześcijańskich korzeni, jednak w żadnym z traktatów jednoczących olbrzymią większość jej narodów w Unię Europejską nie ma przyzwolenia na jakąkolwiek formę czystek etnicznych jako sposobu osiągania niepodległości czy państwowości. Na poziomie międzynarodowym jest więc możliwe – przy woli politycznej eurokratów i ich amerykańskich mentorów – powstrzymanie banderowskiej Ukrainy. Mogą to być takie zmieniające kształt ukraińskiej polityki decyzje, które nie wymagają długotrwałych działań. Podobnie w relacjach dwustronnych polsko-ukraińskich poprzez decyzje i akty ustawodawcze Polska ze „sługi Ukrainy” może przeistoczyć się w suwerenny podmiot polityczny, stawiający Kijowowi jako pierwszy warunek jakiejkolwiek współpracy – debanderyzację. Profesor Stanisław Bieleń w artykule Mispercepcja w stosunkach polsko-ukraińskich („Myśl Polska” Nr 27-28, 2026) nad wyraz jasno i zwięźle przedstawił kierunki działań politycznych umożliwiających nam wyjście z roli „sługi”. Ich istotą jest pozbawiony wszelkich prometeizmów i psychologicznych obciążeń realizm polityczny. Jego celem zaś są interesy polskiego państwa i polskiego społeczeństwa.
Zatrucie cywilizacyjne
Przeprowadzenie debanderyzacji polskiej polityki i kształtujących ją elit na poziomie cywilizacyjnym będzie bardziej skomplikowane. Obejmuje ona bowiem sferę wartości wyższych – religijnych, moralnych, kulturowych – kształtujących naszą postawę osobową i narodową. To kategorie dobra, prawdy i piękna – zarówno estetycznego, jak i metafizycznego – które w koncepcji Feliksa Konecznego współtworzą wraz z kategoriami zdrowia i dobrobytu niczym niezastępowalny quincunx – paradygmat cywilizacji chrześcijańskiej. Zaistniała po 1991 roku w ramach proukraińskiego nastawienia banderyzacja Polski zdegradowała te fundamentalne dla naszego kształtu cywilizacyjnego kategorie, nadając im w relacjach z Ukrainą wymiar polityczny. Zostały wręcz podporządkowane celom antyrosyjskiej polityki Kijowa, określanej przez USA oraz NATO i UE. Wojna z Rosją i jej nieustająca eskalacja poprzez ciągłe dozbrajanie i finansowanie Ukrainy stała się „dobrem” antycywilizacyjnym Polski. Prawda o odrodzeniu nazizmu ukraińskiego jako istotnego elementu ideowego tej wojny była systematycznie rugowana z oficjalnego przekazu informacyjnego. Natomiast w obszarze kultury powstało wiele utworów literackich, muzycznych, filmowych, z dziedziny sztuk plastycznych – sławiących walczącą z Rosją Ukrainę, przemilczających jej coraz groźniejsze neobanderowskie oblicze.
One właśnie, na równi z propagandą głównego nurtu i proukraińska cenzurą sprawiły, że w świadomości Polaków ukształtowały się fałszywe ideały dobra wspólnego, przebaczenia i miłosierdzia. Zafałszowanie tych wysokich kategorii moralno-egzystencjalnych dokonało się także poprzez upolitycznienie problematyki ukraińskiej w nauce i edukacji. W tych dziedzinach również eliminowane są systematycznie wszelkie krytyczne jej oceny; nade wszystko te, które dotyczą odrodzenia banderyzmu. W wyniku tej negatywnej transformacji cywilizacyjnej decydenci ukształtowali w świadomości Polaków przekonanie, że ofiarami wojny są jedynie wszyscy bez wyjątku Ukraińcy. Ich katami są Rosjanie, nawet wtedy, gdy są niewinnymi cywilami ginącymi w wyniku dronowych ataków ukraińskich, dokonywanych na rosyjskie cele w odległości setek kilometrów od linii frontu. Nawet wtedy, gdy giną – jak Daria Dugina – w wyniku zamachów terrorystycznych, organizowanych przez Ukrainę w Rosji. W przekonaniu większości Polaków, o czym świadczą nie tylko ich wypowiedzi na portalach społecznościowych, ale również akcje pomocy dla ofiar wojny – na wszelkie rodzaje wsparcia, a nade wszystko przejawy empatii zasługują jedynie Ukraińcy. Dla rosyjskich cywilnych ofiar jest jedynie cyniczna obojętność lub wręcz pogarda. W tej postawie zatrucia cywilizacyjnego Polska trwa od pierwszej fazy wojny, którą po euromajdanie wytoczyła kijowska władza prorosyjskim, separatystycznie nastawionym ukraińskim regionom Doniecka i Ługańska.
To była już w pełni neobanderowska władza, utrwalająca nie tylko kult „bohaterów” OUN-UPA, ale również wykorzystująca do walki z prorosyjską ludnością m. in. neonazistowskie formacje militarne z osławionym Azowem na czele. Ta formacja, znana z terrorystycznych i ludobójczych akcji przeciwko zbuntowanym regionom, powstała w 2014 roku jako batalion ochotniczy, rekrutujący się ze skrajnie probanderowskich osobników. W tym samym roku została przekształcona w pułk, a rok później w brygadę. Obecnie funkcjonuje nie tylko jako brygada szturmowa w ramach Gwardii Narodowej Ukrainy, ale także jako sieć organizacji społecznych i politycznych wspierających jej walkę z Rosją. Ten spektakularny rozwój neonazistowskiej formacji, odwołującej się do symboliki Waffen SS, świadczy o dynamice powrotu Ukrainy do dehumanizującej ideologii Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i ich wspólników. Strona rosyjska dysponuje dokumentacją wielu aktów ludobójstwa Azowa, dokonanych na ludziach Donbasu i Ługańska przed 2022 rokiem. W polskim przekazie głównego nurtu przemilczano jednak wszystkie zbrodnie azowców, co więcej, dokonano heroizacji ich sprawców w czasie walk o wyzwolenie ludności Mariupola z przemocy kijowskiej władzy – na wzór tej, która obejmuje coraz potężniejszy kult OUN-UPA. Dla ich ofiar nie było i nie ma ze strony polskiej żadnych wyrazów empatii, ani napomknień o jakimkolwiek moralnym wsparciu. Po prostu w świadomości polskiego społeczeństwa oni nie istnieją, bo nie są walczącymi z Rosją Ukraińcami.
Propaganda kłamstw, cenzura, nowomowa
W przestrzeni propagandy trwa wojna kognitywna środowisk sprawujących w Polsce władzę o świadomość Polaków. Sama propaganda jest formą różnych typów perswazji tych środowisk – od łagodnych do przemocowych – skierowanych do nas i sterujących naszymi postawami. Nie tylko politycznymi, ale również psychologicznymi i moralnymi. Od euromajdanu głównym jej segmentem jest propaganda prowojenna, w której środki przekazu głównego nurtu dokonują nieustannie fundamentalnej manipulacji prawdą odnośnie do Ukrainy i Rosji. Narzuciły polskiemu społeczeństwu fałszywy przekaz o zagrożeniu ze strony Rosji, przed którą rzekomo broni nas Ukraina. To typowa dysymulacja – odrealnienie stanu faktycznego i ukazywanie go jako realnie istniejący. Jean Baudrillard nazwał takie wytwory w przekazie informacyjnym symulakrami. Powstaje on w wyniku manipulacji prawdą w przestrzeni komunikacyjnej.
Sama zaś manipulacja jawi się tutaj jako instrument władzy nad tą przestrzenią. Jest dokonywana poprzez język, obrazy, znaki, symbole, dźwięki, muzykę. Ich wpływ na odbiór symulakrów jest ogromny. Środowiska władzy kształtują dzięki niej poparcie społeczeństwa dla swojej polityki. Manipulacja prawdą stała się w III RP fundamentem proukraińskiej i jednocześnie antyrosyjskiej – rusofobicznej – propagandy, rozumianej jako oddziaływanie bezalternatywnej perswazji na świadomość społeczeństwa. Dzięki niej władza uzyskała poparcie dla wojny USA i UE z Rosją, toczonej na Ukrainie. Skutki tej manipulacji to nie tylko erozja prawdy i autentyzmu, oraz utopijna perspektywa wiecznej eskalacji tej wojny, ale również destrukcja zaufania jako głównej kategorii kapitału społecznego w przestrzeni komunikowania.
Z taką właśnie destrukcją mamy obecnie do czynienia w Polsce. Wystarczył jeden gest w kierunku prawdy, jaki uczynił prezydent Polski Karol Nawrocki, odbierając banderowskiemu prezydentowi Ukrainy Order Orła Białego za nadanie imienia „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Pełna nazwa tej ukraińskiej jednostki wojskowej wskazuje na wyjątkowe jej znaczenie w ukraińskiej armii. Nadanie jej imienia ludobójczych bohaterów zawiera intencję ideową, na którą nie może się zgodzić polskie społeczeństwo i żadna polska władza. Oznacza to, iż jednostka ta w sposób jawny ma nie tylko kontynuować ideową tradycję UPA, ale również realizować jej politykę unicestwiana mniejszości narodowych. To nie jest jakaś postprawda czy narracja oparta na polskich stereotypach, ostrzegających przed zdradzieckimi Ukraińcami. To ponury fakt i kolejne świadectwo banderyzacji Ukrainy, obejmującej także dziesiątki pomników ku czci ukraińskich ludobójców, ich nazwy ulic, instytucji państwowych i samorządowych, różnego rodzaju organizacji. Kult bohaterów OUN-UPA wniknął głęboko nie tylko do ukraińskiej polityki, ale także do ukraińskiej nauki, kultury, edukacji.
Gdy w 2022 roku Władimir Putin ogłosił, iż jednym z celów SWO na Ukrainie jest jej denazyfikacja oraz obrona rosyjskojęzycznej ludności przez represjami i aktami ludobójstwa ze strony kijowskich władz, nikt z polskiego etablishmentu politycznego i opiniotwórczego nie przyznał mu i nie przyznaje nadal racji. Rusofobia okazała się silniejsza i pierwotna w stosunku do ukrainofilii przemieszanej z banderofilią. Propaganda kłamstw oraz towarzysząca jej proukraińska cenzura uwięziły Polaków w klatce rusofobii, w której wentylem bezpieczeństwa może się dla nas stać odrzucenie neobanderyzmu nie tylko na Ukrainie, ale nade wszystko w Polsce.
Wyjście z cywilizacyjnej zapaści
Powinniśmy zacząć od pytania, dlaczego po rozpadzie Związku Radzieckiego na Ukrainie doszło do odrodzenia ludobójczej ideologii, której wyznawcy w barbarzyński sposób pozbawili życia setki tysięcy polskich cywilów w czasie II wojny światowej – głównie kobiet, dzieci i starców. Nie tylko na Wołyniu, ale również w Małopolsce Wschodniej. Świadomie możemy używać w tym wypadku nazwy Małopolska Wschodnia – co czynią zajmujący się tą problematyką niezależni i zarazem niezłomni badacze: Lucyna Kulińska, Czesław Partacz, Włodzimierz Osadczy, Bogusław Paź. Mamy do tego zarówno moralne, jak i historyczne prawo, ponieważ w czasie ludobójstwa ludności polskiej tereny, na których go dokonywano należały do II RP i Małopolska Wschodnia, nazywana wymiennie Galicją Wschodnią nie była wówczas żadną zachodnią Ukrainą.
Trzeba też przywołać w tym miejscu casus Królewca. Choć należy do Federacji Rosyjskiej, gdzie występuje jako Kaliningrad, w polskiej debacie nikt go tak obecnie nie nazywa. Dlatego kuriozalna jest reakcja ukraińskich polityków na słowa szefa kancelarii prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego o ludobójstwie ukraińskim w Małopolsce Wschodniej. Sprowadza się ona do konstatacji, iż użycie tej nazwy stanowi zakwestionowanie integralności Ukrainy. Taka przewrotna reakcja Kijowa, podobnie jak towarzyszące jej kłótnie polskich polityków na ten temat, to cyniczna próba odwrócenia naszej uwagi od istoty problemu. Sprowadza się on do dwóch pytań: 1. jak do tego doszło, że mija już osiemdziesiąty pierwszy rok od zakończenia II wojny światowej i trzydziesty pierwszy od rozpadu ZSRR, a my wciąż czekamy na pełne dane o ofiarach ukraińskiego ludobójstwa, ich ekshumację i godny pochówek; 2. kto odpowiada – oprócz samej Ukrainy – za odrodzenie banderyzmu w jej przestrzeni narodowej i państwowej? W odpowiedzi na te pytania musimy wskazać – zgodnie z prawdą – na bardzo dużą część odpowiedzialności polskich polityków oraz oderwanych od społeczeństwa elit i środowisk opiniotwórczych. To te kręgi godziły się na dyktat Kijowa w sprawie polskich ofiar, wynikający z banderyzacji ukraińskiej polityki i związanych z nią najważniejszych form życia społecznego. Była oficjalna i nieoficjalna cicha zgoda Polski na zaistnienie obecnej sytuacji. Przymykanie oczu, tolerowanie rosnącego na Ukrainie zła społecznego i moralnego, jakie niesie sama ludobójcza ideologia i kult uosabiających ją ludzi.
Straszenie tych środowisk trybunałami czy sądami nic nie da. Konieczna jest wymiana elit, która będzie możliwa po najbliższych wyborach parlamentarnych. Tylko zupełnie nowa władza umożliwi wymianę elit. Tylko nowy parlament może wprowadzić penalizację neobanderyzmu, zakazać cenzury, odpolitycznić naukę i edukację, stworzyć warunki dla rozwoju polskiej kultury, wolnej od ukrainofilskich uzależnień.
Prof. Anna Raźny
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)



