GospodarkaHistoriaPublicystykaWokół sensu aktywnej polityki gospodarczej

Redakcja15 godzin temu
Wspomoz Fundacje

Teza na temat odradzania aktywnej polityki gospodarczej wydaje się dziś oczywista. W stosunkowo małym stopniu rozumiemy jednak jej sens, sprowadzając go do jakiejś odmiany dystrybucjonizmu państwowego. Wydana niedawno praca niemieckiego ekonomisty Friedricha Lista „Narodowy system ekonomii politycznej.

Jak powstają potęgi gospodarcze” z 1841 roku, postaci ciekawej, która przyczyniła się do powstania Niemieckiego Związku Celnego, jest dla współczesnej myśli ekonomicznej szczególnie istotna. Oczywiście wpisuje się ona w założenia wspierania krajowej produkcji na rynkach zagranicznych, za pośrednictwem ceł i innych instrumentów ochronnych, co w czasach narastających wojen handlowych, zabiegów na rzecz reindustrializacji Zachodu wydaje się sprawą podstawową. W literaturze przedmiotu tendencję tą określa się także mianem merkantylizmu, a ten ostatni określany był już w XVII wieku rodzajem nacjonalizmu tyle, że na gruncie ekonomii, takiego „patriotyzmu czynnego”. Z punktu widzenia Polski istotne są argumenty łączące aktywną politykę z rolą handlu zamorskiego, gospodarki morskiej przy udziale portów morskich i przedsiębiorstw logistycznych.

Nie państwo, lecz naród  

Istotny jest kontekst historyczny powyższej refleksji związany z jednej strony z wyzwaniami polityki bismarckowskich Niemiec, II Rzeszy, która szukała swojej szansy dziejowej w nowym świecie, w którym to burżuazja miała odgrywać rolę dominującą, z kolei rodzący się przemysł i jego manufaktury wypierały wcześniejszą gospodarkę feudalną, nie mówiąc już o posiadaniu własnej floty jako źródle sukcesów. Ale wspomnijmy także o kontekście naukowym korespondującym z przemianami dokonującymi się w niemieckich naukach społecznych XIX wieku: socjologii, ekonomii i nauce o administracji. W pewnym sensie List starał się stworzyć dzieło interdyscyplinarne, które wychodziłoby naprzeciw oczekiwaniom ich wszystkich. Choć pisze o cłach, daleko mu do ekonomicznego redukcjonizmu. Stąd też gospodarka była u niego projektem o charakterze politycznym i cywilizacyjnym, który umożliwiał awans narodu na wyższy szczebel.

 

Autora trudno by było też nazwać zwolennikiem etatyzmu i formalnych regulacji. Te ostatnie, jeśli się u niego pojawiają to na marginesie względem założeń polityki gospodarczej jako takiej. W polityce tej jest oczywiście miejsce dla państwa, ale szczególną rolę odgrywają i inni aktorzy wspólnoty zbiorowej motywowani do pracy na rzecz narodu. Dla zrozumienia tej zależności warto by odwołać się do rozróżnienia na organicyzm i mechanizm (gemeinschaft i gesellschaft), stosowanego w naukach społecznych drugiej połowy XIX wieku. Jest ono także bliskie polskiej socjologii Floriana Znanieckiego, której znaczenie dla ekonomii Lista omówimy w drugiej części artykułu. Zauważmy, iż państwo to termin z dziedziny prawodawstwa (mechanizm), naród zaś – z dziedziny socjologii (organizm), a Listowi chodzi o to drugie. Socjologia w przeciwieństwie do nauk prawnych – wprowadza terminologię dynamiczną i modularną, w ramach której organiczna całość jaką jest np. naród współtworzony jest przez żywe i aktywne części składowe, z których każdy kieruje się własną polityką i intencjonalnością. Stąd uczestnikiem strategii gospodarczej będzie nie tylko szczebel centralny, ale i jego oddolne ogniwa: firmy, korporacje zawodowe czy wspólnoty samorządowe złączone świadomością wspólnego celu. To ich udziałem staje się owa protekcja, czyli oddolna mobilizacja do aktywności zewnętrznej, wysokość stawki celnej stanowi jedynie formalne zwieńczenie procesu.

Po pierwsze: know-how

Ważnym składnikiem koncepcji Lista są ludzka wiedza, kreatywność, umiejętności i kompetencje – to one umożliwiają awans i pięcie się w górę, by przeprowadzić naród na wyższy szczebel drabiny wartości. Wynika stąd silne poparcie dla rozwoju przemysłu poprzez stopniowe odchodzenie od działalności rolniczej oraz rozwój miast. W ramach prowadzonej analizy historycznej List wykazuje, iż biedne narody na początku swej wędrówki rozwojowej osiągają oczywiście przewagi konkurencyjne sprzedając zboża i wełnę na rynkach zagranicznych. Jeśli mają jednak ambicje wybicia się ponad przeciętność ich handel nie może być jedynie odbiciem rynkowego popytu, lecz mieć w sobie zamysł zmiany i ekspansji, a to wymaga refleksji twórczej i odwagi.

Friedrich List

Znów powraca zatem koncepcja witalności, żywotności, dynamiki narodu, a także inicjatywy politycznej. O ile rolnictwo kieruje się wyłącznie cyklami natury i cenami skupu, postawienie na działalność przetworzoną jest wynikiem namysłu, zachętą do odwagi, by brać sprawy we własne ręce. Stąd siły materialne winny być rządzone przez siły umysłowe, a skutkiem tej intencjonalnej działalności będą z jednej strony nowe technologie i działalność przetwórcza, z drugiej zaś nowoczesna nauka o zarządzaniu, która – jak powtarza choćby Peter Drucker – nie może być niewolnikiem praw rynku, lecz je przekraczać swoimi śmiałymi decyzjami antycypującymi przyszłość.

Po drugie: lokal kontent

Drugim prawem ekonomii Lista będzie – wzmiankowane już – uwzględnienie elementu narodowego w gospodarce. Chodzi mianowicie by wspierać nie byle jaki przemysł, ale przemysł własny, krajowy, co we współczesnych czasach określa się modnym terminem local content. Nie chodzi bowiem tylko o jakość produktów, które kupujemy w sklepach, ale czy te produkty są wynikiem naszych talentów i naszych fabryk czy też może talentów i fabryk bardziej przedsiębiorczych sąsiadów. Na pierwszy rzut oka nacjonalizm gospodarczy nasuwa skojarzenia z jakąś formą obawy przed zewnętrzną konkurencją. W przypadku polityki narodowej Lista jest dokładnie odwrotnie – system ceł, kontyngentów importowych, przywilejów i zachęt stosuje się po to by przeszczepić do kraju bogactwo, umiejętności i przedsiębiorczość cudzoziemców. Podobnie Znaniecki w dziele „Współczesne narody” zwrócił uwagę, że dojrzały naród szuka styczności ze światem zewnętrznym oraz chętnie przyswaja z cudzych wartości kulturalnych te, które dadzą się włączyć do jego własnych. Stąd kieruje się swoistą ekspansywnością skierowaną na zewnątrz, w przeciwieństwie do narodów niżej rozwiniętych, które są ekskluzywne i wsobne, bojąc się konfrontacji z otoczeniem. Transponując to do języka ekonomicznego można by powiedzieć, iż parasol ochronny dla raczkujących branży (który budzi notabene tyle irytacji u liberałów), by ochronić je przed tornadem podobnych rozwiązań z zagranicy stosowany jest przez państwa narodowe tylko po to, by wykiełkowało coś własnego na rodzimym podwórku, a jak już będzie silne i dorosłe – mogło żyć własnym życiem.

Zasada narodowości kapitału koresponduje także z intencjonalną polityką gospodarczą: chodzi w końcu o to by zwyciężać, a przynajmniej piąć się w górę, a nie być powodem dla chwały innych i ich podnóżkiem. Stąd zasada krajowości nie będzie dobrze odbierana przez konkurencję i sąsiadów, co mogliśmy nie raz jako Polacy odczuć na własnej skórze i opiszemy w dalszej części artykułu. Pamiętajmy, że List był przedstawicielem myśli ekspansywnej, głosił potrzebę dominacji nad otoczeniem, nieco w stylu kolonialnym, z podziałem na centrum i peryferie. W tej logice zwycięzca dyktuje prawa innym.

Po trzecie: handel zamorski

Kolejną zasadą kardynalną ekonomii politycznej Lista jest w końcu akcentowanie wagi dostępu do morza. W ten sposób myśl ta korespondowała z podglądami geopolityków, przywiązujących wagę do obszarów nadmorskich, portów i stref brzegowych będących źródłem ekspansji dla tworzenia niemieckiej przestrzeni życiowej lebensraum, a także z polityką mocarstwową zjednoczonych Niemiec, starających się uczynić z Prus państwo kolonialne z silną marynarką wojenną. Dostęp do morza i rynków zamorskich przede wszystkim umożliwia jednak cele handlowe – stąd wymóg rozbudowy portów morskich i floty, a także przemysłu budowy statków. W istocie po to właśnie rozwijamy przemysł krajowy by umożliwić jego ekspansję na rynkach zamorskich, to rynki zamorskie umożliwiają efekt ssania. Stąd też walka o dostęp do obszarów nadmorskich nie jest tylko pokłosiem opisywanych w poprzednim punkcie celów ekspansywnych narodu, lecz zabiegiem na rzecz rozszerzenia jego styczności i wytworzenia wpływów zamorskich.

Teza o związku postępu z aktywnością morską jest oczywiście bardzo stara niezależnie od nurtu ekonomii, często będąc propagowana na kartach dzieł badaczy tej miary co Adam Smith i David Ricardo. List od początku wiązał jednak politykę morską państwa z orientacją proeksportową osiąganą drogą świadomej stymulacji przewag konkurencyjnych. W żegludze handlowej instrumentem tej protekcji są gestie handlowe i akty nawigacyjne rozumiane jako prawo kraju do eksportu produktów wytworzonych w rodzimych fabrykach przy pomocy żeglugi i własnych statków.  Jak zauważa List powyższy kierunek polityki gospodarczej po raz pierwszy w historii praktykowany był przez hanzeatyckie miasta XIII i XIV wieku, pozwalające własnym portom i kupcom osiągać duże korzyści dzięki wymianie handlowej np. z Anglią, która dostarczała wówczas pastwisk i pól uprawnych dla wyżej rozwiniętych ośrodków Bałtyku i Morza Północnego. Minie kilka stuleci nim koncepcja ta przeniknie do Wielkiej Brytanii, zapewniając jej tytuł „Pani Mórz i Oceanów” dzięki procesowi integracji żeglugi w formie wielkich kompani handlowych, korporacji, a także technologii i prawa Mare Liberum o wolnym morzu.

Warto też wspomnieć o roli miast, mieszczaństwa, kupiectwa i rzemiosła, a także rynków i bazarów miejskich, które tak dynamicznie się rozwijały zarówno w Wenecji i Genui, później zaś w miastach hanzeatyckich jak Lubeka, Hamburg, czy w Gdańsku. Choć porty morskie oddziałują na swoje głębokie zaplecze kontynentalne, w pierwszym rzędzie należy brać pod uwagę ich lokalne i miejskie otoczenie, które w przypadku niemieckiej, zdecentralizowanej struktury terytorialnej zawsze odgrywało ważną rolę. Polityka miejska i przywileje miejskie są zatem integralnym ogniwem polityki narodowej w ujęciu Lista.

Od polityki celnej Rzeszy do odbudowy Polski

Dla zobrazowania powyższych zależności warto prześledzić wpływ nauki Friedricha Lista na politykę gospodarczą Niemiec połowy XIX wieku. Istotne będzie naszkicowanie tła tej polityki w postaci relacji Niemiec z najbliższymi sąsiadami, w tym z Polską, w omawianym okresie będącą pod zaborami. To rywalizacja międzynarodowa mobilizuje bowiem siły społeczne do wzmożonego wysiłku i pracy twórczej, co jest zależnością stosunkowo dobrze opisaną w naukach społecznych, zaś przykład polsko-niemieckich konfliktów XIX i XX wieku można wręcz traktować jako modelowy.

Naiwnością byłby twierdzić, iż to co jest dobre dla naszych zachodnich sąsiadów będzie dobre też i dla nas, zwłaszcza iż zarówno List, jak i jego polityczni mecenasi byli zwolennikami nacjonalizmu gospodarczego, nie mając zbyt wygórowanego zdania na temat polskich instynktów obronnych i zdolności do budowy trwałych instytucji. Nie znaczy to jednak, że myśl ta obarczona jest jakimś błędem logicznym, raczej, w duchu Romana Dmowskiego, należałoby skonstatować, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, Polacy zaś mogą, a nawet powinni odpłacać Niemcom za nadobne, a przynajmniej być świadomi zagrożeń płynących z zewnętrznej ekspansji, ale i szans wynikających z naszego położenia geopolitycznego.

Zacznijmy od ukazania roli Friedricha Lista dla bismarckowskich Niemiec i pruskiego Związku Celnego, który powstał w 1834 roku stopniowo rozszerzając zakres oddziaływania unii celnej i tworzącego się rynku wewnętrznego w ramach niemieckich państewek, ośrodków gospodarczych, miast i portów. Integrując te ośrodki poprzez współpracę gospodarczą, industrializację, popularyzację technologii opartych na maszynach parowych i rozwoju metalurgii, bardziej chyba niż działania polityczne i wojny przyczynił się do zjednoczenia Niemiec w 1871 roku pod berłem Prus, jako że państwo to w przeciwieństwie do Austrii lepiej rozumiało ducha czasów. To był proces, który stopniowo rozszerzał macki na otoczenie, jako że wolność handlu wewnątrz krajów związkowych stała się podstawą do rozwoju powiązań gospodarczych od wewnątrz i na zewnątrz.

To co jednak istotne dla Polski, Niemcy kierowały się zasadą centrum-peryferie. Stąd wejście Hamburga do obszaru celnego Rzeszy w 1888 roku przypieczętowało proces dyskryminacji portów bałtyckich i podporządkowania ich polityce gospodarczej kół rządowych w Berlinie. Pogłębiał się zatem już wcześniej rozpoczęty proces koncentracji handlu, produkcji, kapitału i generalnie sił rozwojowych Niemiec w portach zachodnich Morza Północnego Hamburga i Bremy, co wiodło do marginalizacji polskich portów Gdańska, Królewca i Elbląga i ich lądowego zaplecza. Znamienne, iż korporacje kupieckie prowadzące działalność na ziemiach polskich słusznie obwiniały o tą sytuację niemieckie cła ochronne dławiące rozwój polskiego przemysłu, rolnictwa i handlu, a zwłaszcza politykę protekcyjną Związku Północnoniemieckiego, podobnie jak dziś Amerykanie obwiniają Chińczyków o zniszczenie ich klasy średniej.

Do tego dochodziło opóźnienie struktury gospodarczej Prus Zachodnich, brak rozwiniętego przemysłu przetwórczego oraz dominacja monokultury rolniczej, wszak zgodnie ze słowami Lista „nie wszystkie narody dorosły do własnej produkcji przemysłowej”. Bezwład sił twórczych wynikał z dominującej pozycji szlachty, której interes klasowy i ekskluzywność stawały w konflikcie z ekspansywnością narodu, by użyć terminu cytowanego już Znanieckiego. W dodatku wytwórczość przemysłowa ograniczona była strukturą cechową, opartą na tradycyjnych zakładach rzemieślniczych, wrogo nastawionych wobec nowinek technologicznych i zewnętrznej konkurencji, Wisła zaś przestawała pełnić rolę integratora ziem polskich, jak to było w wiekach wcześniejszych.

Nadmorska prowincja się budzi

Paradoksalnie jednak uwarstwiona struktura gospodarcza stawała się zaczynem zmian i stopniowej modernizacji małych enklaw gospodarczych skupionych zrazu wokół rodzin i cechów budzącej się ze snu Polski, co nasuwa pewne skojarzenia z myślą ekonomiczną Friedricha Lista oraz konserwatywnym i prorodzinnym systemem gospodarczych Prus. System ten stopniowo rozszerzał zakres oddziaływania wraz z rodzącą się świadomością narodową i przeświadczeniem, że nasz interes to niekoniecznie interes Niemców, stąd też antagonizmy klasowe winny ustąpić rodzącej się wspólnocie oraz – co ważniejsze – wspólnemu rynkowi, nienaturalnie rozczłonkowanemu w wyniku zaborów. W Królewcu, Elblągu (F. Schichau), w końcu w Gdańsku i Szczecinie kiełkowały punkty produkcji maszyn, zakłady budujące statki jak AG Vulcan Stettin (istniejąca do dziś), a industrializację wspierały procesy napływu ludności ze wsi do miast. Heine, Grott, Mitzlaff czy Klawitter – to życiorysy drobnych wytwórców Pomorza Nadwiślańskiego o rodowodzie kaszubskim, mistrzów szkutniczych, którzy stopniowo akumulowali kapitał, co potwierdza płynny sposób przejścia z gospodarki feudalnej do manufaktur.

Późniejsza historia Polski i Pomorza Nadwiślańskiego dostarcza więcej przykładów budzenia się naszej świadomości na tle walki narodowowyzwoleńczej i odbudowy Polski po zaborach by wymienić budowę Gdyni czy magistrali węglowej, również w oparciu o aktywną politykę gospodarczą Eugeniusz Kwiatkowskiego oraz system taryf celnych, który pozwolił w okresie międzywojennym skoncentrować wokół portów polskiego obszaru celnego gestię ładunkową. Przytaczana wyżej magistrala węglowa integrowała rozbity w wyniku zaborów organizm w jedną całość. Po drugiej wojnie światowej efekt skupienia jeszcze bardziej się pogłębił na skutej spójności terytorialnej ziem polskich przylegających do morza. Przytaczany tą drogą szeroki arsenał polskich „sukcesów” w dziale budowy polskiej podmiotowości łączony jest w literaturze z antagonizmem polsko-niemieckim na froncie nadmorskim i trzeba powiedzieć, iż jest to trop poprawny, który znalazł swoje ujście także w polskiej nauce.

Oto bowiem cytowany już w artykule Florian Znaniecki – najwybitniejszy polski socjolog w pracy „Socjologia walki o Pomorze” buduje teorię wokół znanej nam już tezy, iż kultura polska predestynowana jest do rozwoju ekspansywnych sił narodu polskiego w kierunku morza, aby umocnić naszą suwerenność narodową wobec analogicznych sił narodu niemieckiego, które omawiane były w poprzednich akapitach artykułu pod hasłem krajowości i ekspansywnych, a nawet neokolonialnych sił naszego zachodniego sąsiada. Trudno nie zauważyć, iż myśl Znanieckiego koresponduje z teorią narodowego systemu ekonomii politycznej Friedricha Lista i stanowi jakby jej polskie dopełnienie.

Dla polskiego socjologa konflikt o Pomorze był bowiem egzemplifikacją szerszego konfliktu polsko-niemieckiego, zaś na przykładzie nadmorskiej prowincji autor zarysował teorię konfliktu narodów ekspansywnych i ekskluzywnych, którą rozwinął w pracy „Współczesne narody”. Znaniecki wprowadza dynamiczną wykładnię narodu, który jest konstytuowany przez jego społeczne i ekonomiczne podmioty. Rozpoczyna się ona innowacjami jednostek twórczych, z których każda zyskuje poparcie zwolenników i mecenasów. Aktywność ta wiedzie z kolei do powstania licznych, w różny sposób zorganizowanych grup, których zadaniem staje się popieranie, rozszerzanie i integrowanie działalności twórczej. Kluczową rolę w procesie tym odgrywają twórcze i świadome elity. Gdyby do koncepcji Znanieckiego wprowadzić nieco terminologii ekonomicznej można by ją uznać za polski wkład do teorii Friedricha Lista. Tak czy inaczej idea samoorganizującego się narodu bliska jest organicznej koncepcji niemieckiego badacza. Przyglądając się oddolnemu sposobowi konstytuowania się narodu, zrozumiemy, dlaczego Lista trudno byłoby nazwać państwowcem, pomimo że to jego koncepcja przysłużyła się „żelaznemu kanclerzowi” do budowy silnego państwa.

Ekonomia jako nauka społeczna

Jak starano się wykazać w artykule, rodzenie się nowoczesnej świadomości narodowej – proces, który realizował się na przełomie XIX i XX wieku w Europie posiadał swoje silne dopełnienie w postaci polityk gospodarczych, co zapoczątkowało postrzeganie ekonomii jako siły równie ważnej dla suwerenności państwa, co akcja narodowowyzwoleńcza, działania militarne czy dyplomacja. Zjawiska te w sposób szczególnie widoczny manifestowały się w Europie Środkowo-Wschodniej wpisując się w koncepcję narodów odzyskujących niepodległość. W ten sposób ekonomia służyła nie tylko firmom, nie tylko gospodarstwom domowym, służyła także dojrzałej polityce i rozwojowi państwa narodowego jako całości.

Aktywizacja postaw społecznych zaczyna się bowiem od pracy formacyjnej przeprowadzonej u podstaw, w toku tej inicjatywy tworzy się aktywna polityka ekonomiczna nastawiona na wspieranie własnych sił wytwórczych na rynkach zagranicznych. Zarówno cła, jak i inne instrumenty ekonomicznej protekcji są jedynie zwieńczeniem procesu – wypuszczania produktów naszych myśli w świat. Uczestnikami tego procesu są zarówno rządy narodowe, korporacje biznesowe (produkcyjne i logistyczne), jak i mniejsze jednostki terytorialne. Ostatnie lata wykazały, iż ten kierunek refleksji ekonomicznej w świetle międzynarodowych tąpnięć i uskoków „płyt tektonicznych” jest szczególnie aktualny, a jako książkowy przykład przytacza się przesłanki sukcesów państw azjatyckich.

Dobrze by jednak było, gdyby także Europa powróciła do namysłu nad własną historią oraz dorobkiem ekonomistów, którzy potrafili niegdyś trafnie zdiagnozować jej problemy. Tym bardziej, iż problemy te narastały na znaczeniu w kolejnych okresach historycznych, przeistaczając się w wyzwania o charakterze globalnym. Powiedzmy sobie szczerze: z gospodarki bismarckowskich Niemiec pozostało już niewiele, jako że państwo to trapione jest dziś szczególnie przewlekłym kryzysem, zaś jego przemysł rozsypał się w proch.  Nie wszystko jednak stracone. Rekomendacje Friedricha Lista to myśl uniwersalna, która pozostaje aktualna dla wszystkich, którzy mają ambicję by uczestniczyć w niełatwej rywalizacji o zasoby i siły umysłowe współczesnego świata.

Michał Graban

Friedrich List, „Narodowy system ekonomii politycznej. Jak powstają potęgi gospodarcze”, Wyd. Prześwity, Warszawa 2026, ss. 608.

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

Redakcja