PublicystykaKoniuszewski: Największe odkrycie?

Redakcja19 minut temu
Wspomoz Fundacje

Właśnie, co byśmy nie sądzili o ludzkim życiu, człowiek z czasem pozyskuje nowe narzędzia, ułatwiające jego dobrostan. Przez to jest na ogół dłuższe, dostateczniejsze, czy wygodniejsze.

Nawet najwięksi malkontenci nie mogą tym faktom zaprzeczyć. Są one oczywiste, a zatem mamy do czynienia z tak zwanymi truizmami. Ale w świetle tej rzeczywistości, na potrzeby felietonistyki, możemy zadać sobie jednak pewne pytanie.  W całym tym pakiecie odkryć, ulepszeń i osiągnięć, które z nich jest najważniejsze? Które z nich przyniosło nam najwięcej korzyści? Dodać również można, że zasadniczo wszystkie te udoskonalenia, potencjalnie same istnieją w stanie natury. Odkrywca je tylko rozpoznał, ujarzmił i skoncentrował. Choćby energię elektryczną, przecież ona także naturalnie istnieje. Każdy z nas słyszał o nieprzyjemnych skutkach działania choćby węgorzy elektrycznych. Nie mając kończyn – kopią! A powracając do pytania: może największym dobrodziejstwem jest prąd? Są z pewnością tacy, którzy wskażą nam na uniwersalne znaczenie koła lub ujarzmienie ognia? Czy nawet podporządkowanie sobie wielkiej mocy wody?

Już w tym momencie śmiało możemy skonkludować, że postawione pytanie właściwie może nawet nie ma większego sensu, skoro odpowiedź kwalifikuje je do kategorii gier i zabaw. Powyższe zagadnienia – w naszym mniemaniu – nabiorą jednak znaczenia, gdy potraktujemy je jako prowokację do roztrząsania innej sprawy niż ta, która się tutaj nam jakby sama narzuca. Chodzi zatem o to, czy rzeczywiście te błogosławione odkrycia wykorzystujące świat materii, są w istocie tym, co dla naszego ziemskiego bytowania jest  kluczowe? Otóż jednak nie! Stanowczo nie! To co stanowi  o człowieczeństwie, o jego rdzeniu nie jest bowiem przypisane do  natury. Zatem ani ogień, ani koło, ani nawet atom. Więc co? Można to ludzkie osiągnięcie nazwać rozpoznaniem duchowego świata, a konkretnie przyjęciem jego ponad naturalnego charakteru, który został ukoronowany przysposobieniem jakiejś idei lub osoby Boga. Wszystkie kultury, zarówno te istniejące, jak i te już bezpowrotnie minione, w istocie, do tego możemy ostatecznie sprowadzić. W zasadzie nie znamy wyjątków. I na dobrą sprawę, jeśli rozważamy egzystencję człowieka, jego społeczne urządzenia, kwestia szczegółów, różnic, historycznego czasu i rytów – nie ma tu większych rozbieżności.

Właściwie to są tylko przyczyny, wzbudzające emocje, a jednak tworzące tło i tak zwany drugi plan. Można by w tym momencie zapytać: a co na to powiedzą konserwatyści i tradycjonaliści? Tak przecież bardzo przywiązani do różnych aspektów katolickiego obrządku, czy nawet chrześcijańskiego korpusu rozumienia tych dylematów? Są bowiem i tacy przecież. Otóż trzeba teraz i tu zdecydowanie powiedzieć, oni mają swoje racje. W życiu codziennym jesteśmy bowiem zanurzeni, aż – by tak rzec –  po same uszy w ten pikantny sos, który zwiemy naszą cywilizacją. A ona wymaga od nas konkretnej wiary, zrozumienia dogmatyki, chrześcijańskich praktyk, itd. Nie przeszkadza to jednak, by na istotę naszego losu spojrzeć niejako ponad wymaganiami i powinnościami naszego bieżącego życia.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Redakcja