Od trzech miesięcy nie nagrywam swoich przemyśleń. Gnębią mnie choroby z nowotworem na czele, więc jeżdżę od szpitala do szpitala. Wytrąca to mnie z obserwowania i analizowania krajowego życia politycznego. Jednak w ostatnich dniach stało się coś, co dosłownie mną wstrząsnęło.
Pierwsze wydarzenie to gigantyczne oszustwo firmy obracającej kryptowalutami. Drugim wydarzeniem jest nieprawdopodobny sukces zbiórki pieniędzy na chore dzieci, zorganizowany przez influencera występującego pod pseudonimem Łatwogang. W obu przypadkach kwoty są oszałamiające. W przypadku oszustwa mówi się o połowie miliarda złotych, a w przypadku charytatywnej zbiórki o dużo ponad dwustu milionach złotych. Zacznę od oszustwa.
Kiedyś ktoś mi powiedział, że Polska to jest baaardzo bogaty kraj, ponieważ setki miliardów ukradziono, cały czas kradną i ciągle jest mnóstwo do ukradzenia. Patrząc na to, co stało się w aferze z kryptowalutami można powiedzieć, że to, co zostało z państwa polskiego jest strukturą istniejącą po to, żeby ją okradać. Pamiętam aferę spółki Art-B panów Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ci oszuści w dość prosty sposób wyciągnęli z państwowego systemu finansowego setki milionów ówczesnych złotych i uciekli z tymi pieniędzmi do Izraela. Bagsika w końcu złapano, Gąsiorowskiego nigdy. Ten drugi przebywając w Izraelu stał się nieosiągalny dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. Schemat obecnej afery z kryptowalutami wygląda podobnie. Główny aferzysta oszukuje tysiące ludzi, którzy zainwestowali swoje pieniądze w kryptowaluty i ucieka do Izraela, co czyni go bezkarnym.
Od afery Bagsika i Gąsiorowskiego minęło prawie trzydzieści lat, a obecna forma polskiej państwowości nie wyciągnęła z tego niemal żadnych wniosków. Cały czas można ukraść, zdefraudować albo w inny sposób sprzeniewierzyć prywatne lub publiczne pieniądze i żeby zapewnić sobie bezkarność najlepiej zwiać do Izraela. W dodatku nie wolno krytykować Izraela za chronienie przestępców, bo to antysemityzm, co jest uważane za grzech i za chwilę będzie przestępstwem gorszym niż ukradzenie pół miliarda. Polskie służby wszelkiego rodzaju są albo bezradne, albo biorą w tym udział. W przypadku Bagsika i Gąsiorowskiego walizkę wypchaną pieniędzmi przenosił im poza kontrolą celną na Okęciu Jerzy Dziewulski, nieżyjący już wysoki rangą oficer różnych służb i parlamentarzysta. Czy okaże się kiedyś jacy oficerowie, których służb polskich czy obcych byli zaangażowani w aferę kryptowalutową?
Jedno jest dla mnie pewne i przez to ogromnie przygnębiające – to, co obecnie określa się państwem polskim przegrało. Przegrało, ponieważ jest bytem pozornym. Pozornym, ponieważ państwo ze swej istoty powinno być tak zorganizowane, by chronić swoich obywateli i ich interesy, a to, co obecnie uważane jest za państwo polskie tak nie działa. Więcej, to państwo zdaje się być nastawione na to, by tych obywateli łupić. To z kolei udaje się znakomicie. Paradoks polega na tym, że ci obywatele są na tyle głupi, że cały czas wybierają do władzy tych, którzy ich bezlitośnie łupią.
Zaczynam nabierać pewności – patrząc na rządzących Polską, a i moją rodzinną Stalową Wolą – że nie doczekam innych czasów. Szkoda.
Powód mojego drugiego zdumienia na pierwszy rzut oka powinien napawać optymizmem. Jest tak rzeczywiście na pierwszy rzut oka. Polskie społeczeństwo często daje dowody olbrzymiej ofiarności. Tak stało się w powyższym przypadku. Influencer poprzez internet zmobilizował chyba setki tysięcy ludzi do przekazania pieniędzy na leczenie ciężko chorych dzieci. Po różnych reakcjach i komentarzach odnoszę wrażenie, że Polacy są sobą zachwyceni. Nie mam nic przeciwko. Nie mamy zbyt wielu powodów do bycia zadowolonymi z Polski i z siebie, więc całkiem zrozumiałe jest, że taka wielka mobilizacja społeczna i ofiarność są powodem do dumy.
Jednocześnie równie wielkie jest w tym przypadku rozczarowanie państwem polskim. Wspomniana zbiórka jest w takim samym stopniu zwycięstwem solidarności społecznej, co i kolejną przegraną państwa odpowiedzialnego za funkcjonowanie systemu opieki medycznej. O ile wiem kilkadziesiąt szpitali powiatowych zagrożonych jest bankructwem. Trochę poznałem funkcjonowanie tego systemu. Na przykład trudno, żeby w takim szpitalu powiatowym w Stalowej Woli starczało pieniędzy na wszystkie potrzeby, skoro w strukturze ma stanowisko „Pełnomocnika Dyrektora do Spraw Komunikacji, Rozwoju i Kontroli Zarządczej” kosztujące miesięcznie kilkanaście tysięcy złotych, a jak sama nazwa wskazuje do niczego niepotrzebne, a w istocie będące polityczną synekurą.
Jak już napisałem, państwo po to jest, żeby dbać i chronić swoich obywateli. W przypadku systemu opieki medycznej funkcjonowanie tego państwa dowodzi, że bardziej działa na szkodę tych obywateli. Odczuwam to już na sobie. Obecnie na leki wydaję ponad osiemset złotych miesięcznie. Długo tego nie wytrzymam. Szans na zostanie pełnomocnikiem dyrektora szpitala do spraw jakichś dupereli nie mam żadnych, więc marne moje widoki. Przykro.
Andrzej Szlęzak



