RecenzjeŚwiatAgentura zamiast dziennikarstwa

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

W wydawnictwie Wektory ukazała się praca niemieckiego dziennikarza Udo Ulfkotte pt. „Sprzedajni dziennikarze. Jak politycy, wielka finansjera i tajne służby sterują niemieckimi mediami”.

Autor, wieloletni dziennikarz renomowanego dziennika Frakfurter Allgemeine Zeitung (FAZ), w oparciu o własne doświadczenia pokazuje jak niby wolnymi mediami w Niemczech faktycznie rządzi amerykańska CIA. Co prawda w książce przedstawione są media niemieckie, ale nasuwa się pytanie: czy przypadkiem  analogiczna sytuacja nie występuje również w polskich mediach tzw. głównego nurtu, które teoretycznie zróżnicowane, o dziwo, jeśli chodzi o politykę wschodnią, to nie wyrażają one pragnienia dążenia do pokoju, tylko ciągle mówią o konfrontacji i siłowym rozstrzyganiu sporów. A przecież Polska tylekroć boleśnie dotknięta skutkami wojny powinna stać na czele państw dążących do pokojowego zakończenia wojny na Wschodzie – wojny, której kontynuacja nie leży w naszym żywotnym interesie.

Autor pokazuje metody korumpowania dziennikarzy niemieckich przez obce służby wywiadowcze. Dziennikarze często na koszt tych służb zapraszani są na luksusowe wycieczki, spędzają czas w ekskluzywnych hotelach  i dostają drogie prezenty. W zamian piszą artykuły przychylne Stanom Zjednoczonym i prowadzonej przez nie agresywnej polityce zagranicznej. Częstokroć jedynie podpisują swoim nazwiskiem artykuły przygotowane bezpośrednio przez oficerów CIA. Inną metodą pozyskiwania dziennikarzy jest bezpośredni werbunek przez służby wywiadowcze. U. Ulfkotte podaje, że odmowa współpracy z wywiadem może być bezpośrednim powodem do zwolnienia dziennikarza z pracy z uwagi na zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Prawidłowość tej praktyki potwierdziły niemieckie sądy. Prawda, że brzmi to dziwnie znajomo.

Autor zwraca też uwagę na rolę różnego typu transatlantyckich organizacji współpracy, fundacji  i thin-tank’ów, których głównym celem jest odciąganie niemieckich elit politycznych i medialnych od prób rozwijania normalnych stosunków z Rosją i trzymanie ich na proamerykańskim kursie. Brzmi to też dziwnie znajomo jeśli chodzi i o polskie realia. Infiltracja nie omija nawet fundacji charytatywnych, w których umieszczani są oficerowie wywiadu z zadaniem wpływania na przyszłą niemiecką elitę w duchu proamerykańskim, nie stroniąc przy tym wykorzystywania szantażu wobec bardziej niepokornych.

Niebagatelną rolę odgrywają też wielomiliardowe wydatki Departament Obrony USA mające na celu wpływanie na relacje i informacje na całym świeci w duchu określonych przez niego potrzeb propagandowych. W rezultacie obecnie w niemieckich mediach coraz częściej obecna jest jednostronna propaganda.  Skutkuje to tym, że nie opłaca się, w przeciwieństwie do przeszłości, kupować  gazet teoretycznie zróżnicowanych ideowo (prawicowych, lewicowych, liberalnych itp.), gdyż przekaz w nich, szczególnie jeśli chodzi o tematykę zagraniczną, jest taki sam. Zdaniem autora można odnieść wrażenie, że często niemieckie gazety są czymś w rodzaju lokalnych wydań biuletynu centrum prasowego NATO.

Niewygodnie zaś informacje są przemilczane przez media, chociażby raport Human Rights Watch z 2014 r. na temat ograniczania wolności prasy w zachodnich demokracjach poprzez coraz intensywniejszy nadzór ze strony amerykańskich tajnych służb. U. Ulfkotte trafnie zauważa, że gdyby tematem oskarżycielskiego raportu były ograniczenia pracy rosyjskich dziennikarzy przez tamtejsze władze, taki raport trafiłby na strony tytułowe wszystkich gazet.

Skutkiem tego typu działań jest to, że tam, gdzie kiedyś mogły ścierać się różne opinie dziś panuje klimat strachu, a poprawni politycznie dziennikarze stosujący autocenzurę dyktują czytelnikom co mają myśleć, zaś wolność wypowiedzi, podobnie jak u nas, istnieje tylko na papierze.

Z pracy redaktora U. Ulfkotte warto przytoczyć parę cytatów:

„Kiedy pracowałem dla FAZ otrzymałem nawet od gubernatora Oklahomy oficjalne honorowe obywatelstwo stanu. Tylko po to, abym moje relacje pisał w duchu proamerykańskim” (str. 19)

„Nasze opiniotwórcze media z powodu swoich powiązań z amerykańskimi organizacjami lobbystycznymi funkcjonują jako przedłużone ramię natowskich centrów prasowych, przemysłu zbrojeniowego i wąskiej kliki czołowych polityków” (str. 22).

„W pewnej interesującej pracy licencjackiej z Monachium przebadano 80 wybranych artykułów opublikowanych na łamach FAZ w latach 2000-2012  dotyczących Obamy i Putina. Na ich podstawie zestawiono przymiotniki i przysłów o zabarwieniu wartościującym, odnoszące się do tych polityków. W przypadku Putina przymiotniki i przysłówki wartościujące używane przez FAZ są wyraźnie negatywne… W zupełnie innym tonie pisze się o Obamie (str. 32)

„W ciągu dziesięcioleci spędzonych za granicą siłą rzeczy mogłem się przekonać, że w przypadku amerykańskich czy brytyjskich gazet prawie każdy reporter zagraniczny jednocześnie współpracuje ze swoimi tajnymi służbami. Trzeba mieć to zawsze na względzie, gdy słyszy się, że ukazujące się w mediach materiały informacyjne mają charakter neutralny” (str.47).

I już ostatni cytat: „Specjaliście od prawa państwowego Hansowi Herbertowi von Arnimowi zawdzięczmy głęboką analizę naszego systemu politycznego, w którym partie establishmentowe traktują państwo jako łup i nas obywateli grabią niczym rabusie” (str. 103).

Sądzę, że tych kilka cytatów stanowi wystarczająca zachętę do zapoznania się z całą, jakże wartościową pracą, pokazującą jak współczesne media kreują wyobrażenia czytelników o otaczającym ich świecie w duchu bezrefleksyjnego zachwytu nad polityką USA.

Jacek Marczyński

Myśl Polska, nr 25-26 (16-23.06.2024)

Redakcja