OpinieRękas: Niepodległość – neutralność – współpraca

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Najważniejszymi obecnie kwestiami dla Polski i dla całej środkowej Europy, a być może również dla świata – pozostają zagadnienia bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym problem zakończenia wojny na Ukrainie, w powiązaniu oczywiście z innymi konfliktami, które obserwujemy już w tej chwili niemal w każdym zakątku globu.

Globalizacja wojny

Choćby niedawna decyzja Kongresu amerykańskiego o dalszym finansowaniu kijowskiego reżimu wskazuje, jak związane są ze sobą kwestie pokonania nazizmu na Ukrainie i oporu wobec syjonizmu w Gazie. Być może już wkrótce będziemy świadkami kolejnego potencjalnie globalnego konfliktu między supermocarstwami, Chinami a Stanami Zjednoczonymi na Morzu Południowochińskim pod pretekstem kwestii tajwańskiej. Żyjemy bowiem w fazie globalizacji wojny.

Zastanawiając się jak zakończyć wojnę na Ukrainie, zmuszeni jesteśmy przyznać, że za wyjątkiem pierwszych kilkunastu tygodni, kiedy przynajmniej stronie rosyjskiej wydawało się, że zna odpowiedź, obecnie nikt nie mógłby z czystym sumieniem stwierdzić, że ma gotowe rozwiązanie. Na początku tej gorącej fazy konfliktu (trwającego wszak od 2014 roku) w rosyjskim planie mieściło się zapewne zostawienie samym Ukraińcom prawa do decydowania o swoim rządzie, oczywiście więc i prawa do zawarcia pokoju, przeprowadzenia neutralizacji i denazyfikacji na własną rękę. Ta nadzieja umarła wraz z fiaskiem rozmów pokojowych w Turcji, wraz z inicjatywą premiera Borisa Johnsona, który storpedował wszelkie szanse na zawarcie jakiegokolwiek, możliwie równorzędnego pokoju między Kijowem a Moskwą. Od tamtej pory możemy się obawiać, że żadna ze stron nie wie, jak tę wojnę zakończyć.

Ukraina jako przedmiot, nie strona konfliktu

Przez strony należy rozumieć w tym przypadku oczywiście już tylko Rosję i mocarstwa zachodnie. Ukraina jest bowiem jedynie przedmiotem, polem bitwy tej wojny między Zachodem a Rosją, toczonej jedynie na terytorium ukraińskim. Skądinąd można domniemywać, że po stronie rosyjskiej dominują teraz tendencje do rozstrzygnięcia militarnego, a więc zdobycia wyraźnej przewagi wojskowej, opanowania kolejnych terytoriów, przełamania kolejnych linii obrony (co zresztą dzieje się w tej chwili na naszych oczach po raz kolejny na odcinku charkowskim, jak i chersońskim), wreszcie do uzyskania takiej pozycji militarnej i strategicznej, która wymusi na Kijowie zawarcie pokoju, a na początek przynajmniej prośbę o zawieszenie broni, o przystąpienie do rozmów na warunkach znanych od samego początku tego konfliktu. Pozostają nimi nieodmiennie denazyfikacja, neutralizacja, przywrócenie i gwarancje prawa ludności rosyjskojęzycznej i wszystkich mniejszości narodowych (podkreślmy: wszystkich mniejszości narodowych, w tym polskiej, rumuńskiej, węgierskiej, bułgarskiej i innych mieszkających na Ukrainie), zmienia się zaś tylko dodatkowa cena, jaką Kijów będzie musiał zapłacić w ubytkach terytorialnych (zresztą być może nie tylko na rzecz Rosji, ale także swoich aktualnych teoretycznych sojuszników). Czy rosyjskie nadzieje na takie właśnie rozstrzygnięcie mają rację bytu?  Jedno, co możemy powiedzieć, to że gdyby to Kijów decydował, być może taki pokój byłby już zawarty.

Wojna niczym COVID

Gdyby decydowali sami Ukraińcy, jakiś pokój byłby zawarty na pewno i już dawno Ukraina mogłaby zająć się odbudową tego terytorium, które przy niej zostanie. Jednak decyzje nie zapadają w Kijowie, lecz w stolicach Zachodu, w Waszyngtonie, w Londynie, w tym rozproszonym ośrodku władzy globalizmu, neoimperializmu i neoliberalizmu, który wciąż dominuje we współczesnym schyłkowo jednobiegunowym świecie, kruszącym się na naszych oczach. Polityka tej strony konfliktu z Rosją zmierza zaś wyraźnie do kontynuowania wojny bez wyraźnego końca. Mamy więc sytuację żywcem z Roku 1984 George’a Orwella, w którym Oceania płynnie przechodziła od wojny z Wschódazją do starcia z Eurazją i odwrotnie, byle sama walka i jej skutki społeczne były wieczne. Czy tak będzie i w naszym przypadku?  Cóż, COVID też się wydawał trwać bez końca, a jednak rosyjskie czołgi błyskawicznie fikcję pandemiczną zakończyły. Być może więc i ten konflikt w końcu dojrzeje do jakiejś formy przesilenia.

Pamiętam też, co pisałem w dniu, kiedy konflikt ten wszedł w fazę gorącą, a więc 24 lutego 2022 roku, gdy wzywałem (oczywiście na próżno) władze III Rzeczypospolitej do trzymania się jak najdalej od tej wojny, jak najdalej od związanych z nią kosztów, jak najdalej od związanych z nią zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski, dodatkowo potęgowanych prowadzeniem samobójczej nieodpowiedzialnej polityki. Bezskutecznie apelowałem, aby skupiać się wyłącznie na bezpieczeństwie mniejszości polskiej na Ukrainie w okresie pacyfikacji oraz przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa Polakom mieszkającym w Polsce.

Pacyfikacja karykatury Hetmanatu

Swoją drogą, gdy wspominam o pacyfikacji – samozwańczy tropiciele „wszechobecnych ruskich agentów” oczywiście snują wizję, jak to „rusofile w Polsce chcą ogniem i żelazem dusić ukraińskie wsie”. Zachodzi w tych kręgach klasyczne przeniesienie, bo przecież tak rozumianych aktów terroru dopuszczali się właśnie banderowcy na ludności polskiej Wołynia i całych Kresów Południowo-Wschodnich. Tymczasem, jeśli sięgniemy do słowników XIX-wiecznych, piękne słowo pacificationem, pacyfikacja – oznaczało po prostu zaprowadzenie pokoju, takie samo znacznie podają też słowniki Orgelbranda z 1861 roku, Arcta z 1929 roku oraz Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwieckiego z lat 1900-1927. Sejm pacyfikacyjny był to w systemie Rzeczypospolitej szlacheckiej ten sejm, który zaprowadzał pokój pomiędzy zwaśnionymi stronami konfliktów wewnętrznych, wojen domowych, często bardzo gorących sporów w obrębie ówczesnego narodu politycznego, a zwłaszcza między stanami a królem. I w tym sensie w takim razie podtrzymuję swoje zdanie z 2022 roku: życzmy naszym ukraińskim przyjaciołom (bo nadal za przyjaciela Ukraińców się uważam) pacyfikacji, zaprowadzenia pokoju, tak, aby mogli w swoim własnym interesie zająć się odbudową, no i oczywiście, aby mogli szczęśliwie udać się do swoich domów w tej wielomilionowej rzeszy, która znalazła się jako przesiedleńcy w Polsce i innych krajach europejskich.

Nauka dla Polaków?

A czy wyciągniemy z tego konfliktu jakieś wnioski dla polityki bezpieczeństwa państwa polskiego? Oczywiście doświadczenie tych dwóch lat wskazuje, że wniosków nie wyciągamy żadnych, co zresztą nie powinno dziwić w przypadku tzw. elit politycznych.  Klasa polityczna Rzeczypospolitej składa się po prostu ze zdrajców. Są to osoby sprzedajne, pozostające na służbie ośrodków zagranicznych. To obca agentura, wrogie Polsce kompradorskie ciało, narośl na państwie i narodzie polskim. Niestety jednak, dostrzegamy też problem z pewną niedojrzałością wielu środowisk, które chcą angażować się w politykę, zakładając przynajmniej, że robią to w celach patriotycznych czy z pobudek patriotycznych, ale niestety nadal bez zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości i zachodzących w Polsce i wokół Polski procesów geopolitycznych.

Otóż oczywiście na dziś fundamentem bezpieczeństwa Polski (tak jak i każdego innego państwa środkowej Europy) jest trzymać się jak najdalej od konfliktu ukraińskiego, a zatem: zakończyć całą idiotyczną tak zwaną pomoc dla Kijowa, która jest nie tylko przeciwskuteczna, bo podtrzymuje niepotrzebny opór, ale jest też masowo rozkradana, będąc przedmiotem gigantycznej korupcji, ponieważ banderowsko-oligarchiczny twór w Kijowie jest skorumpowany systemowo i nie da się go naprawić od środka inaczej, niż po prostu pozbywając się wszystkich tamtejszych klanów, grup i sitw oraz oczywiście wpływów zachodniego kapitału i zachodnich wywiadów, które rządzą tą parodią Hetmanatu.

Poza tą palącą kwestią bieżącą, oszczędzająca miliardy polskich złotówek i tysiące ukraińskich żyć – pozostaje jednak niezmiennie kwestia strategiczna: co dalej? Przerwać fałszywą pomoc i co?

Przede wszystkim suwerenność

Rzecz jasna, łatwiej byłoby szukać teoretycznych odpowiedzi dla świeta idealnego, w którym rzeczywiście problem bezpieczeństwa Polski i Europy Środkowej byłby traktowany poważnie, mając szansę znaleźć swoje polityczne rozwiązanie. Dla takiego właśnie świata idealnego pod koniec lat dziewięćdziesiątych, będąc młodym jeszcze autorem tygodnika Myśl Polska wraz z naszym narodowo-demokratycznym kręgiem politycznym – dawaliśmy odpowiedź: neutralność. Proponowaliśmy budowę systemu bezpieczeństwa zbiorowego choćby w oparciu o OBWE. Podnosiliśmy wówczas, że NATO, jeśli już musi istnieć, skoro nie rozwiązało się po zakończeniu zimnej wojny, to aby być prawdziwym paktem bezpieczeństwa – powinno rozszerzyć się także o Rosję, a być może i o Chiny.

Oczywiście tak się nie stało. NATO pozostaje tylko agresywnym ośrodkiem władzy i militarnego nacisku imperialistów zachodnich, a neutralność zeszła w ogóle z agendy polskiej, a nawet europejskiej. Okno przesunęło się daleko, daleko od niej. W dyskursie publicznym, nie tylko zresztą polskim, dominuje dziś krzyk, że „neutralność jest niemożliwa w naszej części Europy, że tu zawsze trzeba być po czyjejś stronie”. Odpowiedź na te wrzaski jest zupełnie prosta: dlaczego niby samo odrzucenie neutralności miałoby równocześnie znaczyć, że mielibyśmy być po stronie wrogów Polski, nazistów, oligarchów, globalistów, którzy trzymają Polskę i resztę naszej części Europy w pułapce średniego rozwoju?

Kolejną odpowiedzią, którą chętnie udzielaliśmy i którą nadal uważamy, częściowo przynajmniej, za aktualną, pozostaje bowiem współpraca, współpraca regionalna. Niestety jednak kraje Europy Środkowej do niej skutecznie zniechęcane, paradoksalnie wraz ze wzmożeniem pustej propagandy, różnych Trójmórz i Międzymórz. A przecież trudno było o lepszy przykład współpracy między narodami europejskimi niż Jugosławia, bandycko zniszczona: militarnie, przemocą, za pomocą czystek etnicznych, zbrodni, secesji i sterowanego przede wszystkim przez Waszyngton i Berlin rozpadu. Trudno i dziś mówić o współpracy między narodami europejskimi w momencie, kiedy jest ona tak wyraźnie nie na rękę centrom globalizmu. Niemniej jednak kooperacja z pewnością jest koniecznością, na co wskazują dobre przykłady, które znamy z obszarów pozaeuropejskich, jak Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego, Szanghajska Organizacja Współpracy czy inicjatywa BRICS, efektywne nie tylko z punktu widzenia geopolityki i bezpieczeństwa, ale przede wszystkim gospodarki.

Wszystko to, co ciągle jeszcze było w zasięgu Polski i innych krajów środkowej Europy na początku czy w pierwszej dekadzie XXI wieku – znów zostało odsunięte, zepchnięte ze stołu na rzecz jednostronnego udziału w agresji Zachodu przeciwko Rosji, a także w spodziewanej agresji Zachodu przeciwko Chinom. Dzisiaj więc pierwszą odpowiedzią co zrobić, jak zapewnić bezpieczeństwo Polsce – pozostaje odpowiedź najprostsza: metodą zapewnienia bezpieczeństwa Polsce jest suwerenność.

Państwo Polaków zamiast III RP

Nie może być mowy o bezpieczeństwie Polski bez odzyskania kontroli przede wszystkim nad polską gospodarką, efektywnie będącą tylko częścią gospodarczych Wielkich Niemiec, bez odzyskania kontroli nad prawodawstwem, które jest obecnie związane nadrzędnością prawa superpaństwa europejskiego. Nie dajmy się oszukiwać, że tak nie jest. Prawo III RP jest podrzędne wobec tego stanowionego przez elity brukselskie, transnarodowe, beznarodowe, całkowicie podporządkowane planom światowego neoliberalnego globalizmu. Dopóki nie odzyskamy kontroli nad granicami, nie tylko tymi z płotami, szturmowanymi (jak to się pięknie pokazuje w telewizji) przez uchodźców z globalnego Południa, ale przede wszystkim nad granicami otwartymi na oścież przed przesiedleńcami z Ukrainy, przed ukraińską nieuczciwą konkurencją wobec polskiej gospodarki – dopóty nie staniemy się państwem suwerennym, nowym, prawdziwym państwem polskim. Nie kompradorską, skorumpowaną, neokolonialną III Rzeczpospolitą, ale państwem Polaków. A bez niego nie może być mowy o jakimkolwiek bezpieczeństwie naszego kraju, bezpieczeństwie naszego narodu, naszych rodzin i bliskich.

Siła równowagi

Odzyskawszy suwerenność, wówczas dopiero możemy myśleć o współpracy międzynarodowej z innymi suwerennymi podmiotami, zarówno w bezpośrednim naszym sąsiedztwie, jak i na całym świecie: z wielkim projektem Pasa i Drogi, z wielkim projektem BRICS, z organizacjami, które starają się zapewniać obustronne korzyści swoim członkom, a nie tylko ich eksploatować, tak jak to się dzieje w przypadku Unii Europejskiej, już nie mówiąc o NATO. Słowem, wówczas dopiero na bazie równorzędnych porozumień suwerennych państw możemy uzyskać stan bezpieczeństwa, również związany z neutralnością. My nie potrzebujemy, opowiadać się w konflikcie Wschodu i Zachodu po którejkolwiek ze stron. Powinniśmy natomiast zawsze i ponad wszystko pilnować polskich interesów narodowych. A w naszym właśnie interesie w przyszłym świecie wielobiegunowym pożądana jest nie tyle równowaga sił, co siła równowagi.

I tym punktem równowagi może i powinna być niepodległa, suwerenna, neutralna Polska.

Konrad Rękas

Wystąpienie na konferencji „Problems of European security – how to avoid war?” zorganizowanej w Warszawie, 27 kwietnia 2024 r. przez Center for Geostrategic Studies oraz Fundację Swobód Obywatelskich im. Andrzeja Leppera.

Redakcja