OpiniePolskaŚwiatModzelewski: Sądziłem, że jesteśmy mądrzejsi

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Ukazał się kolejny tom szkiców polsko-rosyjskich prof. Witolda Modzelewskiego (z głosami wstępnymi: Marii Szyszkowskiej, Stanisława Bielenia, Adama Wielomskiego, Mateusza Piskorskiego, Jana Engelgarda i Artura Bartoszewicza).

We wstępie do tego tomu autor pisze: „To już dziesiąty, zarazem jubileuszowy tom  cyklu „Polska–Rosja”. W istotnej części poświęcony jest on problematyce współczesnej, bo jesteśmy od prawie dwóch lat pod przemożnym wpływem codzienności, którą zdominowały wojna propagandowa z Rosją, ograniczenia formalne i faktyczne wolności słowa oraz zorganizowana lub spontaniczna nagonka na wszelkie odstępstwa od obowiązującej poprawności. Krucjatę przeciwko „niewiernym” (oficjalnej propagandzie) prowadzą wszystkie istotne ośrodki władzy: od ustawodawczej, przez wykonawczą, do tej czwartej – medialnej. Gdy wybuchła z nową siłą trwająca od prawie osiemdziesięciu lat wojna Państwa Izraelskiego z Palestyńczykami (to jest ten jakoby nieistniejący „lud” na jakoby nieswojej ziemi), propagandyści są już „zadaniowani” (tak się teraz ponoć mówi) i walczą na nowym froncie, trzeba bowiem czymś przykryć ludobójstwo ludności cywilnej (Palestyńczyków) w wykonaniu państwa, które – tak jak w przypadku Ukrainy rządzonej przez obecne władze w Kijowie – jest wspierane bezwarunkowo przez „światowe przywództwo” i jego wiernych wasali.

Jesteśmy świadkami resetu propagandowego, a on często wyprzedza zmiany o charakterze politycznym. Wojna Zachodu z Rosją nie jest już i nie będzie najważniejsza, nastąpi więc złagodzenie terroru miejscowych „hycli” (tak młode pokolenie nazywa tych, którzy zwalczają gorliwie niepoprawne poglądy). Może to szansa dla ODGŁUPIENIA (także nowe słowo) debaty na temat naszych interesów, w tym przede wszystkim w relacjach z Rosją. We wstępie do niniejszego tomu chcę się odnieść do tez i prognoz przedstawionych w dziewiątym tomie, a także w tych wcześniejszych. Wymienię je pokrótce:

− nie nastąpił (mimo że była taka szansa jeszcze na początku 2022 roku) jakiś pozytywny „reset” w relacjach dwustronnych. Były one tak złe, że wielu konstruktywnie nastawionych polityków i specjalistów opowiadało się za ich jakąś po[1]prawą, zanim zmarginalizuje nas strategiczny sojusz niemiecko-rosyjski, w którym nie ma dla nas miejsca. Jeszcze na przełomie roku 2021 i 2022 było oczywiste, że przyszłość może być jedynie gorsza, choć jeszcze w sensie ekonomicznym relacje były dla nas korzystne – kupowaliśmy tani gaz, węgiel, ropę (i nie tylko). Wtedy wojna ukraińsko-rosyjska jeszcze nam nie przeszkadzała. Katastrofa naszych relacji – z ogromną szkodą dla polskich obywateli – na[1]stąpiła po 26 lutego 2022 roku. Był więc „reset”, ale o wyłącznie ujemnym (dla nas) bilansie;

− nie potwierdziła się trochę życzeniowa teza, że Stara Europa, działając wyłącznie we własnym interesie, doprowadzi do jakiegoś armistycjum w wojnie ukraińsko-rosyjskiej, zanim nastąpi głębokie i trwałe załamanie ekonomiczne i demograficzne (czyli klęska) Ukrainy oraz definitywna utrata wszystkich korzyści, które czerpał ten region świata z dobrych relacji z Rosją (tanie surowce, inwestycje rosyjskie, rynki zbytu). Przeceniłem zarówno samodzielność, jak i wyobraźnię tamtejszej klasy politycznej, która z własnej woli, czy też na polecenie „światowego przywództwa”, nie tylko działa na własną szkodę (to się zdarza), ale również doprowadza do trwałego zubożenia swoich społeczeństw. Oczywiście od października 2023 roku, gdy rozpętała się DUŻO WAŻNIEJSZA WOJNA, pojawia się szansa na cichy reset z Rosją, ale my nie będziemy w nim uczestniczyć niezależnie od tego, kto będzie w Polsce rządzić. Cała nasza klasa polityczna licytowała się gorliwie przez ostatnie dziesięć lat również w głupiej wrogości do Rosji, a podziały pojawiły się tylko na płaszczyźnie wierności różnym „przywództwom” (europejskiemu, czyli niemieckiemu, albo światowemu). Przegraliśmy już „naszą wojnę” na wschodzie, a to trzecia klęska w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat – przedtem dzielnie walczyliśmy w Iraku i Afganistanie po pokonanej ostatecznie stronie. Mam nadzieję, że konflikt Izraela z Palestyńczykami nie jest „naszą wojną” i nie przegramy po raz czwarty;

− sądziłem, że władzom w Kijowie włączy się instynkt samozachowawczy, a do tego wyczerpanie zasobów spowoduje, że zaoszczędzą swoim obywatelom poniewierki i nędzy, którą przynosi ta wojna, co doprowadzi do zawieszenia działań zbrojnych. Nie wiadomo dlaczego („światowe przywództwo”?) ktoś zdecydował inaczej i nakazano, a przede wszystkim dano możliwość prowadzenia tej wojny z cudzych zasobów, napływająca z Zachodu gigantyczna pomoc okazała się zaś wielkim biznesem dla tych, którzy umieją na tym zarobić. Okazało się (tu nie doceniłem ewolucji i znaczenia tych interesów), że podtrzymywanie tej wojny daje sposobność do trwałego otwarcia europejskiego rynku zbytu na ukraińskie płody rolne, bo kilka „międzynarodowych” koncernów dostało unikatową szansę na likwidację większości rolnic[1]twa Starej i Nowej Europy. Jeżeli przegramy również z nimi tę wojnę, będzie to już coś więcej niż klęska;

− moją naiwnością było swoiste domniemanie, że klasa polityczna, w tym rozpolitykowane w większości media, „ostatecznie” rządzą się jakkolwiek pojętą racjonalnością. W czasie wojen od wieków odzywały się powszechnie instynkt samozachowawczy, zdolność do kompromisów oraz powściągliwość. Dobrym przykładem była pozytywna metamorfoza polskich elit po powstaniu styczniowym, czy też – jeszcze dość niedawno – po klęsce sanacyjnej Polski w 1939 roku. Tymczasem katastrofę Ukrainy u nas zinterpretowano jako otwarcie drogi do tworzenia jakichś absurdów w postaci konfederacji lub nawet federacji z tym najbardziej skorumpowanym państwem, nawet bez pytania, czy ktoś z tamtej strony (nikt) jest zainteresowany takim pomysłem. Cała klasa polityczna i media (z nielicznymi wyjątkami) licytowały się w pogardzie i naiwności wobec Rosji, która (ich zdaniem) „musi przegrać tę wojnę”. Gdy się okazało, że ten festiwal nonsensu skończy się blamażem, a większość państw – nawet małych – umie się kierować własnymi interesami, do boju ruszyli oficjalni i samozwańczy cenzorzy, którzy gorliwie walczą z wszelkimi odchyleniami od proukraińskiej propagandy. Cios między oczy zadał im osobiście Wołodymyr Zełenski, który żąda od Polski bezwarunkowego podporządkowania się interesom „ichnich” oligarchów. Mówiąc po prostu: sądziłem, że jesteśmy zdolni do kierowania się swoimi interesami, czyli że jesteśmy trochę mądrzejsi.

To przypomnienie tylko tych najważniejszych rozważań i tez z poprzednich tomów. Bilans ostatnich lat jest zdecydowanie ujemny. „Polityka wschodnia” doprowadziła do drożyzny i zubożenia obywateli, spadku wartości aktywów i żenującej wręcz niekompetencji w ułożeniu jakichkolwiek istotnych spraw, które nas dotyczą. Nie jest niczym haniebnym prze[1]grać bitwę na wojnie, którą można wygrać. Głupotą jest ponosić klęski i wyrzeczenia w wojnach, w których nie musimy ani czynnie, ani biernie uczestniczyć. Jakoś nikt nie zauważył, że wyrzeczenia naszego społeczeństwa poniesione od 26 lutego 2022 roku nie miały i nie mają żadnego wpływu na to, czy oligarchowie ukraińscy obronią swoje interesy, czy też ich nie obronią.

Cele tej wojny się zmieniają. Teraz trzeba wy[1]wieźć stamtąd wszystko, co się da (zwłaszcza ludzi), bo rozpoczęła się „ważniejsza wojna”, którą też można przegrać. Przecież Stany Zjednoczone od dawna obiektywnie nie wygrały militarnie żadnej konfrontacji. Ze wszystkich atakowanych państw wycofały się z podkulonym ogonem, a przy tym porzuciły broń o wielomiliardowej wartości oraz… swoich wasali. Nie o to w tych wojnach chodziło. Ich celem było podtrzymanie bytu nieopłacalnego sektora zbrojeniowego w tym państwie oraz rabunek podbitych państw, a nie jakieś tam zwycięstwo militarne. Nowa, DUŻO WAŻNIEJSZA WOJNA, a szczególnie wybory w USA, zmienią nasz stosunek do Rosji. Na dany sygnał rozpocznie się jakiś „reset”, a nawiedzeni (dziś) propagandyści (w tym zwłaszcza internetowi geostratedzy) nie będą mieli nic do robo[1]ty. My jednak przechowamy istotną część ich głupoty. Na później. Przyda się, gdy będziemy mogli ją reaktywować”.

Witold Modzelewski   

Na zdjęciu: prof. Witold Modzelewski i Jan Engelgard podczas jednego z seminariów na temat relacji polsko-rosyjskich

Książkę można kupić: https://tiny.pl/c45tf

 

Redakcja