PolskaRękas: Ukrainosceptycyzm dla naiwnych, czyli gry wyborcze

Redakcja9 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Nie, wojewoda Kisiel nie stał się kniaziem Jaremą, a rząd III RP nie nabrał rozumu w kwestii ukraińskiej, co nie znaczy, że nie spróbuje jeszcze maksymalizować politycznych zysków z rzekomej eskalacji w stosunkach z Kijowem.

Najnowszym przykładem takiej taktyki jest potwierdzenie przez polską prokuraturę wyłącznie ukraińskiej odpowiedzialności za śmierć dwóch Polaków, którzy 15 listopada 2022 roku zginęli w wyniku wybuchu pocisku rakietowego, który ze wschodu wtargnął w polską przestrzeń powietrzną. Kijów, w tym osobiście Wołodymyr Zełeński do dziś oskarżają o ten incydent Rosję, nie przeprosili ani nie wypłacili odszkodowań i do niedawna Warszawa przyjmowała tę kłamliwą wersję bez słowa sprzeciwu. Nagle nastąpiła zmiana i choć wszyscy Polacy od początku znali prawdę – jej potwierdzenie przez polskie władze ma wymiar symboliczny.

Pustosłowie i łapówki

Nie można zatem wykluczyć, że takich zwrotów będzie więcej, choćby w formie czasowej zmiany narracji na temat Rzezi Wołyńskiej, upamiętnienia jej ofiar i ekshumacji szczątków Polaków pomordowanych masowo przez ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej. Oczywiście też, nadal będą to tylko słowa, obliczone na pozyskanie elektoratu coraz krytyczniej nastawionego do Kijowa. Zwróćmy bowiem uwagę, że za deklaracjami nie idą czyny, tzn., jak podają źródła amerykańskie, nie ma innych niż techniczne przerw w dostawach przez Polskę (i za polskim pośrednictwem) broni na Ukrainę. Nie słychać też nic o ukróceniu przywilejów ukraińskich przesiedleńców do Polski i tak przecież przeważnie rekrutujących z kręgów ukraińskiej oligarchii lub osób przybyłych do Polski zwyczajnie za łapówki. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wzięli ich widać zbyt dużo, żeby się teraz z całej tej afery móc wycofać…

Koniec igrzysk

Strona ukraińska wcale nie ukrywa zresztą, że spodziewa się natychmiastowego rozwiązania wszystkich spraw ogłaszanych obecnie przez Warszawę spornymi natychmiast po wyborach, i to niezależnie od wyniku samego głosowania. Rzecz jasna – rozwiązania sprowadzającego się do uznania żądań i uroszczeń Ukrainy.  Niestety, zapewne Kijów ma pod tym względem rację, igrzyska pozornego ukrainosceptycyznu skończą się w Warszawie wraz z wyborami. Ważniejsze więc będzie nie kto je wygra, ale kto zwycięży w wyścigu prezydenckim w USA oraz czy kolejna (względnie rewitalizowana) administracja waszyngtońska nie położy kreski na ekipie Zełeńskiego, ostatecznie skompromitowanej fiaskiem swej niesławnej „kontrofensywy” i poziomem rozkradania funduszy przysyłanych przecież nad Dniepr dla podtrzymywania wojny z Rosją. Takie objawy zmęczenia kijowskim pajacem są już zresztą odczuwalne na Zachodzie, co również może być jedną z przyczyn usztywnienia stanowiska III RP.

Mądrość ludowa

Kolejną są, rzecz jasna, kalkulacje wyborcze. Prosty wskaźnik: jeśli nie pytani taksówkarze, jadąc wieczorami przez polskie miasta, sami zaczynają rozmowę od „Panie, za dużo ich tu najechało! Wszystkiego im mało! I jeszcze teraz pretensje mają!”, oczywiście mając na myśli ukraińskich przesiedleńców – to znaczy, że środek ciężkości polskiej opinii publicznej wyraźnie już przesunął się od początkowej euforii, przez coraz bardziej nieufną neutralność, w stronę jawnej wrogości wobec przybyszów i przywódców ich państwa. Oczywiście jednak od powszechnego marudzenia do zorganizowanej opozycji, o oporze nie mówiąc, droga jest jeszcze bardzo daleka, a establishment polityczny III RP ma już doświadczenie w rozbrajaniu wszelkich oddolnych ruchów niezadowolenia.

Zrozumieć przyczyny

Charakterystyczne przy tym, że sam konflikt ukraińsko-rosyjski oficjalnie pozostaje poza obecnym sporem polsko-ukraińskim, tzn. Kijów nadal chwalony jest za swój „heroiczny opór” albo wysuwany jako „biedna ofiara” do okazywania współczucia. Niewątpliwie jednak w kampanii wybrzmiewają kwestie nierówności handlowej w relacjach Warszawa-Kijów, czy zagadnienie kosztów socjalnych związanych z utrzymywaniem w Polsce ukraińskich przesiedleńców, a także ich sytuacji na polskim rynku pracy. Te ostatnie są wprawdzie wciąż poruszane raczej nieśmiało i płytko, przy wyraźnej niechęci władz do podawania prawdziwych danych, jednak sam fakt, że po półtora roku można wreszcie głośno pytać i mówić z jednej strony o miliardach wydawanych na „bezpłatną” opiekę medyczną dla Ukraińców w Polsce, z drugiej zaś przyznawać, że ci nieliczni spośród przybyszów, którzy rzeczywiście chcą pracować – bywają często wyzyskiwani, także zresztą przez własnych rodaków. Samo wybrzmienie takiej debaty to już pewien postęp, jednak jej niekompletność czyni ją zupełnie jałową. Nie można bowiem jednym tchem powtarzać „Dobrze, panie, że to oni z tymi Ruskimi wojują…” oraz „Oj, jacy oni biedni, ale ich tam mordują…!” i równocześnie zżymać się, że tyle ich najechało i tak wiele nas kosztują. To transakcje łączone i tylko całkowite odcięcie się od konfliktu na Ukrainie pozwoliłoby Polsce i Polakom zniwelować jego negatywne skutki dla naszego kraju i narodu.

Kontynuacja, „zmiana” czy Zmiana?

Przebudzenie takie jest przy tym nijak nie związane z wynikami wyborów 15 października. W teorii w ich wyniku możliwe są różne scenariusze, zarówno zachowania status quo (być może w poszerzonym wariancie dietetyczno-koalicyjnym), jak i powrotu do władzy socliberałów. Wszystkie wydają się dziś realne, choć oczywiście urzędującemu układowi zawsze łatwiej utrzymać się przy władzy, nawet początkowo w formie rządu mniejszościowego. Wszystko, jak zawsze, zależy od równowagi dwóch tendencji: do zmiany i do kontynuacji. Mimo coraz powszechniej zauważanych błędów i wręcz afer PiS-u, trudno byłoby wskazać w jaki sposób socjal-liberalna opozycja miałaby uzasadnić nawoływanie do zmiany, może poza samym naturalnym zmęczeniem części wyborców, typowym po 8 latach rządów (tak w 2015 roku władzę utraciła wszak Platforma Obywatelska, wcześniej niemal pewna kolejnej wygranej). Problem polega na tym, że i PiS, i główni oponenci tej partii ewidentnie mają już puste szuflady, mają do zaproponowania Polakom jeszcze mniej niż zwykle, czyli nic. Stąd właśnie pozostaje granie na emocjach, czynienie tematem kampanii filmu fabularnego, czy nawet nagłe, a pozorne obrażanie się na Kijów. To wprawdzie nic nowego w udawanej zachodniej demokracji liberalnej, jednak widać, że system partyjno-polityczny III RP znajduje się już w całkowitym dryfie, wśród wciąż tych samych twarzy i rebrandowanych szyldów , bez żadnych widoków na nowe impulsy.

Przynajmniej na razie.

Konrad Rękas

Redakcja