FelietonyAndrzej Lepper

Redakcja2 lata temu
Wspomoz Fundacje

Od razu zacznę od opinii własnej, iż jest to nietuzinkowa postać naszej epoki, rozpoczętej w 1989r., która być może wkrótce skończy swój bieg? Tego jednak nie wiemy, a prognozy nie są jednoznaczne. Należy On zatem do ery demokratyczno-liberalnej, triumfu wolnego rynku i głębokiego światopoglądowego zróżnicowania.

W praktyce uzyskał coś co jest niezwykle niepewne i rzadkie: osobisty status! Zauważmy, że trudno jest Andrzeja Leppera przyporządkować do któregoś z głównych politycznych nurtów końcowych dekad dwudziestego wieku. Jego społeczno – polityczna działalność nie była bowiem legitymizowana ani przez zwycięską Solidarność, ani przez ówczesną lewicę wywodzącą się z PZPR. Kariera Leppera biegła swoim wyrąbanym przez Niego torem. To wielka sztuka, nieczęsty dar i nadzwyczajna zdolność.

Przewodniczący, późniejszy minister i znaczący wówczas gracz na naszej scenie, wykiełkował gdzieś z boku, ale nazbyt samodzielnie. Rósł z roku na rok. Ta suwerenność wybranej drogi była niewątpliwie podstawą Jego siły, ale też mogła stanowić w przyszłości decydujący powód upadku. I tak też się stało. Mam wrażenie, że ten polityk wyrosły z ludu, a nawet z jego niższych pokładów, czerpał z tego swoją moc. Nigdy bowiem nie starał się być kimś zupełnie innym niż w rzeczywistości był. I to – w moim przekonaniu – podstawowa przyczyna Jego sukcesów. Nie zdradził. Nieczęsty to przymiot. Doszedł do takiej pozycji, że nie sposób było Leppera zlekceważyć. Wtedy system zajął się Nim.

Pierwszym sposobem jest próba przyciągnięcia kogoś  takiego na swoją stronę. W tym przypadku nieudana, chybiona. W wyborach prezydenckich 2005r. Lepper odniósł swój wielki sukces. Osiągnął trzeci wynik po Lechu Kaczyńskim i Donaldzie Tusku, z rezultatem w granicach dwudziestu procent. Wtedy to działając, z punktu widzenia swoich zapatrywań, udzielił jednoznacznego poparcia przyszłemu Prezydentowi. Gdyby nie tak zdecydowana agitacja – Kaczyński nigdy by nie wygrał drugiej tury?! Wygląda na to, że p. Andrzej chyba dość naiwnie – co dziwi – szczerze przyjął realność sporu między Polską solidarną – a Polską liberalną. A jeśli nawet miał wątpliwości to działał według zasady mniejszego zła. A to były tylko pozory i z punktu widzenia strategicznych interesów Samoobrony i jej lidera należało, z boku, czekać na dalszy bieg naszych spraw. Jak zwykle w takich przypadkach zaszkodziła nadmierna niecierpliwość.

Konsekwencją tego błędu w ocenie okazało się poparcie, najpierw mniejszościowego rządu PiS, a później wejście do koalicji i objęcie funkcji ministra rolnictwa. I to nic, że okazał się zadziwiająco kompetentnym szefem resortu. Poza wrodzoną inteligencją i pracowitością kochał ziemię i naszą wieś. Znał i rozumiał jej problemy. Zapomniał tylko o tym, że w świecie władzy zasada wdzięczności nie obowiązuje. Przeciwnie, zastosowanie mają zachowania całkiem odwrotne. Został więc w straszny sposób zniszczony przez tych, których właściwie On wyniósł.

Przegrał, aż nawet do końca. Szczegóły nie są tu istotne. Także kwestia Jego śmierci, dość zagadkowej? Zostawmy to przyszłym kompetentnym badaczom dziejów. Jednak jeszcze coś muszę dodać. W świetle bieżących wydarzeń trzeba zauważyć, że brakuje nam dzisiaj Andrzej Leppera, Jego głosu w kluczowych polskich sprawach: zdecydowanego, ludowego i narodowego.

Antoni Koniuszewski

Na zdjęciu: Andrzej Lepper na obchodach rocznicy Sierpnia w Szczecinie (2001), obok Marian Jurczyk. Z tyłu prof. Jadwiga Staniszkis.

Myśl Polska, nr 33-34 (14-21.08.2022)

Redakcja