OpinieŚwiatJankowski: czy BRICS przestanie być tylko szyldem?

Redakcja2 lata temu
Wspomoz Fundacje

Pojawiające się informacje o rozszerzeniu BRICS o Iran i Argentynę każą się zastanowić, czy nieco już przyschnięta idea może dostać nowe paliwo. Dopóki bowiem Rosja i Chiny, czyli motorniczy „świata wielobiegunowego”, widziały możliwość porozumienia z Zachodem, dopóty BRICS był tylko pomysłem, czymś znajdującym się na dalekim horyzoncie.

Lutowy przełom

Nikt zresztą nie starał się tam, by było inaczej. W przeciwieństwie do tego rodzaju ponadnarodowych instytucji świata euroatlantyckiego, BRICS nie ma bowiem ani formalnej stolicy, ani waluty, ani oficjalnej bankowości etc. Do dnia dzisiejszego bliżej było tej inicjatywie raczej do forum wymiany myśli.

24 lutego zmienił jednak wiele. Pekin właściwie jednoznacznie przekazał, że rozumie obawy Kremla i żaden lobbing czy to ze strony USA czy UE nie był w stanie tego zmienić. Podobnie ostentacyjnie, choć mniej spodziewanie, zachowały się wobec Zachodu Iran czy Indie. Z kolei już zupełnym zaskoczeniem było przewodzenie przez Meksyk grupie krajów Ameryki Łacińskiej, sprzeciwiających się dalszej dominacji USA w regionie.

Wydaje się, że BRICS ożył, bo nie da się inaczej tłumaczyć faktu, iż zgłaszają się do niego kolejni kandydaci. Zwłaszcza w tym momencie historii jest to okazja do opowiedzenia się za światem wolnych i równych narodów, przeciwko hegemonii euroatlantyzmu i starych imperiów kolonialnych.

Zalążki alternatywy

Czy wpłynie to na samą inicjatywę? Chyba musi. Inaczej dynamika ruchu upadnie, a lepszej okazji może nie być. To i tak dopiero początek całego procesu. Na razie Zachód nie może uwierzyć, iż ktoś śmie odrzucać jego propozycje, czy nie przyłączać się do jego inicjatyw. Jest pełny oburzenia i wyraźnie nie rozumie zjawiska. Broni się przed utratą wpływów, a właściwie zasłania oczy na rzeczywistość, w której nie jest już tak potężny, jak mogło mu się wydawać przed 24 lutego 2022 roku.

Dla narodów jęczących do tej pory pod jarzmem neokolonializmu, ostateczne zerwanie Rosji ze światem euroatlantyckim, to szansa na pozyskanie sojusznika w walce o emancypację, takiego jakim kiedyś był Związek Radziecki. To dlatego ludzie w Burkina Faso potrafią wyjść na protest przeciwko francuskiej okupacji z… rosyjskimi flagami. To dlatego relatywnie niewielkie państwa jak Wenezuela czy Iran, a nawet Arabia Saudyjska, potrafią odrzucić propozycje Waszyngtonu, absolutnie nie ufając odchodzącemu hegemonowi, a widząc w tym szansę na zbliżenie z Federacją Rosyjską.

Światowi wielobiegunowemu brakuje jednak do tej pory instytucji, która to wszystko by w jakiś sposób nadzorowała, zdolnej postawić się Zachodowi na poziomie wyższym niż narodowy. ONZ nią nie zostanie, a zachodnie instytucje, nawet te „niezależne” są na tyle zinfiltrowane przez polityczne wpływy imperialistów, że nie ma sensu wierzyć w ich obiektywizm. Choćby pierwsza lepsza z brzegu FIFA, wykluczająca rosyjskich piłkarzy z mundialu, choć nigdy nie stosowała takich sankcji wobec USA, mimo prowadzenia przez Biały Dom czasem po kilku wojen naraz w różnych miejscach świata. BRICS ma wszystko, by stać się właśnie taką platformą. Gospodarczą, polityczną, militarną, sportową, kulturalną etc. Oby jak najszybciej i oby z udziałem Polski.

Tomasz Jankowski

Redakcja