OpinieŚwiatFrancuski politolog: ludzie „skądś” kontra ludzie „znikąd”

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Francuski politolog i historyk, Thibaut Gibelin, wykładowca budapeszteńskiego Kolegium Macieja Korwina, współpracownik Instytutu Eliadego na rzecz Długiej Pamięci Europejskiej, udzielił wywiadu narodowo-konserwatywnemu węgierskiemu dziennikowi „Magyar Nemzet”. Przeanalizował w nim główne osie podziału socjopolitycznego we Francji w kontekście obecnych wyborów prezydenckich. Odniósł się także do Węgier – uczony pracuje obecnie nad kolejną książką poświęconą ich premierowi Viktorowi Orbánowi.

Ludzie „znikąd” i ludzie „skądś”

„Wybory prezydenckie we Francji są okresem najbardziej ożywionych debat między różnymi partiami. Tradycyjny spór polityczny rozgrywa się między lewicą a prawicą. Jednak obecnie podział ten zanika w związku z brakiem pomysłów na jego zagospodarowanie i brakiem partii go reprezentujących. Partia Socjalistyczna (PS) niemal zanikła wskutek pojawienia się w 2017 roku partii Emmanuela Macrona, ‘Republika Naprzód’ (LREM), zaś Republikanie (LR) rozdarci są pomiędzy liberalną centrolewicą a populistyczną prawicą. Innym podziałem jest podział na blok elit i blok populistyczny, które brytyjski autor David Goodhart określa mianem ludzi ‘znikąd’ i ludzi ‘skądś’. Zaproponował on schemat konfliktu między tymi, którzy czują się zakorzenieni w określonym miejscu (‘skądś’), a wykorzenionymi obywatelami świata (‘znikąd’). Dychotomie prawica / lewica i ‘skądś’ / ‘znikąd’ mniej więcej się pokrywają.

Ludzie ‘skądś’ i spora część klasy pracującej, tradycyjnie bliżsi lewicy, zostali przejęci przez populistyczną prawicę i uznają, że ich interesów pracowniczych broni dziś Zjednoczenie Narodowe (RN). Pozostałe opcje polityczne również wpisują się w ten zasadniczy podział. Partia Zielonych (EELV) pozostaje zakładnikiem koncepcji lewackich, będąc dziś jedną z tych sił politycznych, które najbardziej wykorzystują agendę antydyskryminacyjną i teorię gender, czyli nurty będące największym przeciwieństwem porządku naturalnego. W porównaniu z rokiem 2017 widzimy dziś zmniejszenie perspektyw Frexitu, czyli radykalnego postulatu wyjścia z Unii Europejskiej. Z drugiej strony partie populistyczne usiłują doprowadzić do politycznego pata polegającego na realizacji ich programu, nawet jeśli oznaczałoby to wyjście poza obecne traktaty europejskie” – mówi politolog.

Le Pen zdobyła elektorat protestu

Marine Le Pen jest główną reprezentantką nurtu populistycznego, rywalizującą z Emmanuelem Macronem jako faworytem bloku elit. Przekracza ona zasadnicze sprzeczności populizmu lewicowego reprezentowanego przez Jeana-Luca Mélenchona (Niepokorna Francja, LFI), który twierdzi, że broni najsłabszych grup społecznych, lecz nie kwestionuje masowej imigracji oraz multikulturalizmu (które są źródłem przemocy społecznej). Problemem Le Pen jest to, że silna osobowość przewodniczącego Niepokornej Francji uniemożliwia jej przekonanie pewnego segmentu klas pracujących do narodowego populizmu.

Jednak, mimo wszystko, to przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego dysponuje przewagą sytuacyjną na scenie politycznej Francji; przyciąga elektorat protestu. Jej wzrost poparcia nie był związany z żadnym szczególnym wydarzeniem w kampanii Macrona. W rzeczywistości Marine Le Pen jest liderką pewnego bloku społecznego, bardziej niż nurtu opinii. Największym zagrożeniem jest dla niej brak mobilizacji jej elektoratu, bo jej wyborcy są najbardziej skłonni do wyborczej absencji. Paradoksalnie zyskuje ona natomiast na ofensywnej kampanii prowadzonej przez jej prawicowego konkurenta Erica Zemmoura. Formułowane przez Zemmoura jeszcze bardziej konserwatywne postulaty oraz jego radykalny sprzeciw wobec imigracji sprawiły, że to on stał się głównym celem ataków medialnych” – zauważa Gibelin.

Batalia o kształt prawicy

„W sumie w wyborach wystartowało 12 kandydatów. Jeśli zsumujemy poparcie dla Marine Le Pen (RN), Erica Zemmoura (Rekonkwista) i Valérie Pécresse (LR) otrzymamy około 40%, czyli tyle, ile wyniosło poparcie dla Françoisa Fillona (LR) i Le Pen w 2017 roku. W pierwszej turze uzyskanie poparcia 40% wyborców przez jednego kandydata nie jest możliwe. Pokusa wyłonienia jednego kandydata prawicy nie doprowadziłaby do żadnego sukcesu, podobnie jak nie doprowadziła do niego w przypadku opozycji węgierskiej… Pomiędzy partiami prawicowymi istnieją poważne różnice politycznej wrażliwości.

Kampania wyborcza była ciekawa, bo uwidoczniła te różnice i pozwoliła na poddanie ich ocenie. W oczach najaktywniejszych zwolenników prawicy Marine Le Pen jest zakładniczką faktu, iż przedstawiana jest jako najmniej groźna z przeciwników Macrona. Z kolei Eric Zemmour ma ambicję, by ją zastąpić i stworzyć syntezę różnych postaci prawicy. Jego propozycje powoli przenikają do opinii publicznej. Z drugiej strony, jego retoryka medialnego polemisty i sprecyzowane odniesienia intelektualne odstręczają od niego spore grupy wyborców. Jego kampania doprowadziła, mimo wszystko, do wywołania imponującego poziomu entuzjazmu. Być może potencjał wyborczy jego ruchu nie przekracza 10%, ale za to opiera się on na gorliwych wyznawcach, którzy gotowi będą do przekonywania swego otoczenia do końca. Stawka pierwszej tury polegała na określeniu, jaki typ prawicy wyrażać będzie francuski interes narodowy przeciwko kandydatowi liberalnemu, Emmanuelowi Macronowi” – mówi francuski politolog.

Brak zrozumienia ciągu przyczynowo-skutkowego

„Wybory prezydenckie są wyjątkowe pod tym względem, że wyborcy głosują bardziej na konkretnego człowieka niż na partię, raczej na pewną wizję niż na program. Zdolność do zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego stała się ważniejsza od innych kwestii. To dlatego Emmanuel Macron opóźnił rozpoczęcie wspierania Ukrainy, aby móc prowadzić kampanię w roli polityka zabiegającego o pokój. Przez półtora miesiąca konflikt rosyjsko-ukraiński zdominował debaty.

Mimo że ceny paliwa na stacjach benzynowych wzrosły do ponad 2 euro za litr, choć cena baryłki ropy w tym czasie nie wzrosła, społeczny gniew koncentruje się na rosyjskim prezydencie, a nie na francuskich władzach, które podniosły podatki. Sprawa ta jest tak zagmatwana w debatach publicznych, że większość nie jest w stanie zrozumieć prostych związków przyczynowo-skutkowych. Zdaniem większości ludzi, wzrost cen energii może być wyłącznie efektem działań Rosji, ale już nie sankcji wprowadzanych przez władze europejskie. Wygląda na to, że kryzys zdrowotny trwający od 2020 roku wzmocnił skłonność do takiego rozumowania. Coraz większa liczba obywateli odwraca się od debaty publicznej, uznając ją za jałową. Głównymi problemami społecznymi stają się brak stabilności i ubóstwo. Najbardziej zmobilizowani wyborcy to osoby starsze i najzamożniejsze, które skłaniają się do popierania centrolewicy i centroprawicy czyli Emmanuela Macrona. Ważne miejsce w debatach publicznych zajmuje również imigracja, jednak sytuacja jest dziś taka, że sam spór stał się ważniejszy od propozycji jego rozwiązania” – podsumowuje Gibelin.

Węgry – europejska synteza

„Drzewo poznaje się po jego owocach. Wyniki głosowania 3 kwietnia pokazują, że wybory polityczne dokonywane przez decydentów węgierskich zgodne są z oczekiwaniami większości Węgrów. Najistotniejszym czynnikiem wydaje się symbioza kulturowa pomiędzy narodową elitą a narodowymi aspiracjami. Staje się ona możliwa dzięki uznaniu konkretnego, mającego własną kulturę narodu, który przeciwstawiam liberalnemu społeczeństwu. To drugie opiera się na dominacji anonimowego obywatela pozbawionego wspólnotowego, kolektywnego ducha, z którego mogłaby czerpać jego indywidualna dusza. Upadek Europy stanowi efekt traum XX wieku, który z pewnością był mrocznym okresem dziejów naszej cywilizacji.

Ta fascynująca perspektywa zaprezentowana została przez francuskiego historyka Dominique Vennera w jego książce Le Siècle 1914. W moim przekonaniu cała ta dekadencja wpływa na kraje Europy Środkowej w mniejszym stopniu z dwóch powodów. Po pierwsze, nie znajdowały się one w centrum XX-wiecznych nurtów ideologicznych. Po drugie, podczas ich długiej historii jako wspólnot kulturowych pozbawione były one państw reprezentujących ich własną tożsamość i właśnie dlatego musiały nauczyć się przetrwania w oparciu o żywotność swojej zbiorowej świadomości tożsamościowej. Obecnie, na odwrót – nowoczesne państwo poszerzyło swoją przestrzeń. Ale to państwo nierzadko wiąże się z kulturową negacją narodu, który ma rzekomo reprezentować. Istotą sztuki polityki jest dziś syntetyzowanie narodu, państwa i poziomu ponadnarodowego. Węgry są pod tym względem ciekawym przykładem” – mówi analizujący od lat politykę węgierską Francuz.

Opr. MP

Redakcja