AktualnościUkraina bardziej potrzebuje Polski niż Polska Ukrainy.

Redakcja5 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Poseł Krystian Kamiński z Konfederacji opublikował w mediach społecznościowych obszerną wypowiedź na temat bezwarunkowego wsparcia, jakie polska administracja kieruje wobec Ukrainy. Poseł ostro krytykuje politykę w tym obszarze, przyjętą przez obecny, ale i poprzedni obóz rządowy. „W Polsce PO-PiS nadal rezonuje postulaty Kijowa, domagając się perspektywy wstąpienia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego. To polityka skrajnie nieodpowiedzialna. Nie mamy zasobów do walki z Rosją o Ukrainę bez silnych sojuszników. Hasła i kroki na rzecz przyjmowania Ukrainy do struktur zachodnich, są tym, na co Moskwa na pewno odpowie siłą. Poza Ukrainą to właśnie Polska poniesie największe koszty eskalacji.” – pisze Kamiński.
Poseł zwraca uwagę na jednostronność relacji polsko-ukraińskich. W jego opinii ukraińskie elity wykorzystują polską ukrainofilię nie czyniąc najmniejszych ustępstw na rzecz strony polskiej. Przypomina też o polityce historycznej władz w Kijowie, która jest jaskrawym przejawem nie liczenia się ze stanowiskiem Warszawy.  „Ukraina bardziej potrzebuje Polski niż Polska Ukrainy. A w takiej sytuacji Polska może i powinna wymagać więcej od Kijowa.” – podsumowuje poseł.

 

Poniżej cała treść wypowiedzi posła:

„Jedną z najbardziej charakterystycznych cech polityki zagranicznej III RP i jej pookrągłostołowej elity politycznej jest nieumiejętność rozróżniania, intelektualnego odseparowania interesów narodowych Polski i Ukrainy. W efekcie nasze rzeczywiste interesy często są poświęcane. Naczelnym hasłem polskiej polityki wschodniej stał się wywiedziony z Giedroycia slogan „nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy”. To bzdura. Polska może istnieć nawet bez państwa ukraińskiego (istniała tak przez setki lat), choć oczywiście jest to trudniejsze. Istnienie niepodległej Ukrainy jest korzystne dla państwa polskiego, co jednocześnie nie oznacza, że Polska powinna bezkrytycznie, zawsze i wszędzie wspierać to państwo kosztem każdego swojego interesu, żyrować każde dążenie polityczne Kijowa, pozycjonować się w roli jego „adwokata”.
W chwili, gdy wobec otwartej manifestacji zbrojnej ze strony Federacji Rosyjskiej, która wyznaczyła czerwoną linię, czołowe mocarstwa zachodnie coraz wyraźniej potwierdzają uznanie buforowego statusu Ukrainy, w Polsce PO-PiS nadal rezonuje postulaty Kijowa, domagając się perspektywy wstąpienia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego. To polityka skrajnie nieodpowiedzialna. Nie mamy zasobów do walki z Rosją o Ukrainę bez silnych sojuszników. Hasła i kroki na rzecz przyjmowania Ukrainy do struktur zachodnich, są tym, na co Moskwa na pewno odpowie siłą. Poza Ukrainą to właśnie Polska poniesie największe koszty eskalacji.
Elity ukraińskie zachowują się całkiem inaczej niż polskie. Mimo skomplikowanej pozycji strategicznej wobec Rosji nie są one nigdy skłonne do jednostronnych ustępstw wobec polskich oczekiwań i interesów, a ponieważ Polska warunków nie stawia, to takich ustępstw nie czynią. Elity ukraińskie cynicznie wykorzystują ukrainofilię elit III RP. Na arenie Unii Europejskiej polscy politycy gremialnie poparli np. wysokie bezcłowe kontyngenty na wiele produktów rolno-spożywczych, wzmagając konkurencje dla naszych rolników. Obecnie Ukraina szantażuje Polskę, blokując ważny dla nas tranzyt z Chin, by wymóc na nas zwiększenie liczby zezwoleń dla ciężarówek z Ukrainy, co biłoby w inny nasz sektor – transportowy. W tym samym czasie prezydent Andrzej Duda ogłasza, że „bezpieczeństwo Ukrainy jest dla nas kwestią fundamentalną”.
Innym dobrym przykładem jest polityka historyczna. Gdy szef naszej dyplomacji profesor Zbigniew Rau przyjechał w środę na obrady z ukraińskimi dyplomatami w Stanisławowie, powitała go wciągnięta na maszt czerwono-czarna flaga ludobójców z OUN-UPA. To kolejny objaw tego jak mało Kijów liczy się ze stanowiskiem Warszawy. Ukraina zarówno za Poroszenki, jak i Zełenskiego, nie uważała Polski za ważnego partnera. Pierwszy witał w 2017 roku ruch bezwizowy z UE na granicy ze Słowacją. Ani jeden, ani drugi nie postulował włączenia Polski do międzynarodowych formatów rozwiązywania konfliktu w Donbasie. To pokazuje, że elity ukraińskie najwyraźniej nie uważają zagrożenia rosyjskiego za tak poważne, a znaczenia Polski za tak duże, by czynić ustępstwa wobec nas. Całkiem odwrotnie niż elity III RP, które szacują zagrożenie rosyjskie i znaczenie Ukrainy tak wysoko, że zawsze ustępują Kijowowi.
Polskie elity, zamiast roić i ogłaszać wielkie wizje, powinny kalkulować wymierne, konkretne interesy, uważanie szacować nasze możliwości, rzeczywiste stanowisko Ukrainy, stanowisko czołowych mocarstw mających znaczenie dla równowagi sił i postępować z Kijowem na zasadach wzajemności. Obóz PiS powinien wreszcie wyciągnąć wnioski z własnych tez: jeśli zagrożenie ze strony Rosji jest aż tak wielkie jak to reklamuje ten obóz, to jednak Ukraina bardziej potrzebuje Polski niż Polska Ukrainy. A w takiej sytuacji Polska może i powinna wymagać więcej od Kijowa.”

Redakcja