OpinieEngelgard: Szeptycki to tylko symbol

Redakcja1 godzinę temu
Wspomoz Fundacje

Zagęszcza się atmosfera wokół Andrzeja Szeptyckiego, wiceministra nauki w rządzie Donalda Tuska. Komentując jego opinie zrównujące UPA z polskim podziemiem powojennym, dziennikarka Polsatu Dorota Gawryluk powiedziała:

„Porównania UPA do żołnierzy niezłomnych dokonuje wiceminister nauki, który jest wykładowcą. On jest Ukraińcem. To jest Ukrainiec ze Związku Ukraińców w Polsce. Zawsze sprzeciwiał się podnoszeniu kwestii Wołynia na poziom stosunków polsko-ukraińskich, gloryfikował UPA, podpisywał pod zdjęciami banderowskimi. Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim, reprezentujący ukraińskie interesy, jest wiceministrem w polskim. W polskim rządzie powinni być polscy ministrowie, którzy reprezentują polską rację stanu i widzą historię taką, jaka ona była. Ilu Polaków jest w rządzie Wołodymyra Zełenskiego?”.

Reakcja obozu „postępu i demokracji” była natychmiastowa i – jak było do przewidzenia – jest to reakcja histeryczna. Uznano, że Gawryluk, ale także prawicowi publicyści i politycy – rozpętują „kampanię nienawiści” na wzór Marca 1968, że nawołują do tropienia ludzi zatrudnionych w strukturach państwa tylko i wyłącznie ze względu na „narodowość, pochodzenie i kolor skóry”. Podczas debaty sejmowej Donald Tusk w ogóle nie ustosunkował się do podniesionego przez Gawryluk REALNEGO problemu, jakim jest postawa i poglądy ministra Szeptyckiego, tylko straszył „brunatną falą”, która się źle skończy. Ale przecież nie tylko o Szeptyckiego tutaj chodzi. Leszek Miller wyraził niedawno opinię, że w Polsce bezkarnie i skutecznie działa ukraińska V kolumna. W odczuciu dużej części społeczeństwa jest to ocena prawdziwa, a działalność tej V kolumny jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa polskiego. To ludzie z tego kręgu epatują demagogiczną propagandą o zagrożeniu wojennym ze strony Rosji i lansują bzdurną teorię o tym, że jeśli Ukraina przegra – to Polska będzie następną ofiarą Putina.

Bezmyślnie powtarzają to prawie wszyscy polscy politycy i dziennikarze.  Ma to paraliżować jakąkolwiek dyskusję o sensowności gigantycznych zbrojeń rujnujących polskie finanse i konieczności rewizji polityki wobec Ukrainy. Przerażony zmianą nastrojów opinii publicznej w Polsce obóz „sług Ukrainy” próbuje przejść do kontrofensywy, zasypuje Internet i media histerycznymi artykułami i kuriozalnymi opiniami na temat historii polsko-ukraińskich stosunków. Histeria, jak wiadomo, nie jest najlepszym doradcą, tym bardziej, że duża część Polaków już uodporniła się na te demagogiczne i prymitywne chwyty. To zwyczajnie już nie działa. Przypadek Doroty Gawryluk pokazuje też jasno, że nawet w mediach mainstreamowych dziennikarze przestają być sparaliżowani strachem przed oskarżeniem o bycie „tubą kremlowskiej propagandy”.

Jan Engelgard

Myśl Polska, nr 25-26  (21-28.06.2026)

 

Redakcja