GospodarkaDo zobaczenia w Wenezueli

Przemysław Piasta2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Jak poinformował nas niedawno Główny Urząd Statystyczny inflacja za listopad wyniosła u nas 7,7%. Niemal ośmioprocentowy wzrost cen oznacza dla naszych portfelów dokładnie to samo co utrata w skali roku jednej pensji. Rzecz jasna gdyby pracodawca postanowił nie wypłacić swoim pracownikom jednego wynagrodzenia ci wszczęliby słuszne larum. Inny przykład: gdyby ktoś na skutek działania zuchwałych bandytów utracił swoje miesięczne wynagrodzenie natychmiast zgłosiłby tą sprawę policji.

Tymczasem kiedy polski rząd okradł nas – polskich obywateli z miesięcznej pensji nie dzieje się nic. Nie ma demonstracji, buntów strajków. Raz na jakiś czas znajdzie się nawet tytan intelektu, który cieszy się, że inflacja zabiera kasę „kapitalistycznym złodziejom” a nie „prostemu człowiekowi”. Tymczasem na inflacji najbardziej tracą ci, którzy nie potrafią zniwelować jej negatywnych skutków, czyli właśnie najgorzej zarabiający i najbiedniejsi. Międzynarodowy kapitał, dywersyfikujący swój portfel inwestycyjny, traktuje inflację w kraju takim jak Polska jako jeden z tysięcy drobnych czynników ekonomicznych. Dla pani Halinki, emerytki, której co miesiąc ledwie wystarcza do symbolicznego „pierwszego” ośmioprocentowa inflacja oznacza, że odtąd będzie wystarczało jej co najwyżej do równie symbolicznego „dwudziestego ósmego”. Czyli, że nie będzie wystarczało.

Tymczasem kiedy kilkanaście miesięcy temu ostrzegaliśmy czym skończy się niekontrolowany dodruk pieniądza, a jeszcze wcześniej czym skończą się prowadzone na kredyt programy socjalne i gigantyczne marnotrawstwo etatystyczno-biurokratycznego molocha, w który zmieniła się polska administracja publiczna, byliśmy ignorowani. No to mamy teraz konkretne efekty. W ujęciu rocznym ceny mięsa drobiowego wzrosły o 17% a wołowego o 10%, masła o 21% a soli aż o 39%. I co gorsza rosną dalej. Nie lepiej jest na stacjach paliw. Benzyna i olej napędowy zdrożały w stosunku do zeszłego roku o 31% a LPG aż o 53%. W tym czasie rekordy słabości bije złotówka, której kurs w stosunku do euro, dolara czy franka szwajcarskiego jest obecnie najgorszy od kilkunastu lat.

Rzecz jasna piewcy „dobrej zmiany”, zarówno ci zawodowi jak i amatorscy, wiedzieli wtedy lepiej co dla nas dobre. Wypuszczanie w rynek dużej ilości pieniądza miało stymulować popyt i doprowadzić do rozkwitu gospodarki. Upychanie partyjnych kadr po wszelkiej maści instytucjach publicznych i spółkach skarbu państwa miało poprawić ich efektywność. Wynik tych działań jest dziś powszechnie znany. Prawdziwym przełomem w demolowaniu polskiej gospodarki przez ekipę Mateusza Morawieckiego były jednak lockdowny i uruchamianie tzw. „tarcz kryzysowych”. Rząd, który najpierw bezrefleksyjnie zamroził gospodarkę, dla utrzymania władzy uruchomił szeroki strumień pieniędzy na niwelowanie własnych błędów. Pieniędzy, których rzecz jasna nie miał. Zatem zwyczajnie je dodrukował… Tak oto znaleźliśmy się w miejscu, w którym jesteśmy.

To jednak nie koniec złych wieści. Obecnie rząd będzie walczył z inflacją, która sam wywołał. W tym celu dodrukuje jeszcze trochę pieniędzy. Następnie rozda je na zasiłki, które zrekompensują Polakom wzrost cen. Rzecz jasna nie wszystkim Polakom, jedynie tym ich grupą, które są najbardziej „dotknięte skutkami inflacji”. Na skutek przypadkowej koincydencji są to grupy z największą reprezentacją elektoratu obecnej partii rządzącej.

Oddajmy jednak władzy sprawiedliwość: w ramach walki z inflacją podjęte zostaną także słuszne działania, takie jak obniżki podatków, choćby tylko czasowe. Każda obniżka podatków oznacza jednak w krótkiej perspektywie zmniejszenie dochodów budżetu. Powinno iść więc za nim zmniejszenie wydatków. Niestety nic takiego nie będzie mieć miejsca. Zatem powstały w ten sposób niedobór rząd pokryje w sprawdzony sposób. Mianowicie znów wyemituje górę pustego pieniądza…

Poprzednia wielka emisja pustego pieniądza skończyła się ośmioprocentową inflacją. Czym skończy się kolejna? – nie jest trudno przewidzieć. Mam jednak dla Państwa pocieszające wiadomości. Stwierdzenie, że Polska zmieni się w drugą Wenezuelę jest całkowicie pozbawione podstaw. Mianowicie w Wenezueli przez cały rok jest ciepło. U nas będzie równie biednie, ale do tego zimno.

Przemysław Piasta

Przemysław Piasta

Historyk i przedsiębiorca. Prezes Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Autor wielu publikacji popularnych i naukowych.