HistoriaPowstanie w imię rewolucji

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Powstanie zwane listopadowym wybuchło późnym wieczorem 29 listopada 1830 roku. Wybuch był dziełem spisku węglarskiego w wojsku Królestwa Polskiego, a zwłaszcza w Szkole Podchorążych.

Za spiskiem młodzieży stał spisek starszego pokolenia. „Ogniskiem łączącym (…) były koła (tajnego — J.G.) Towarzystwa Patriotycznego, a zwłaszcza Joachim Lelewel, już wtedy zapewne głowa najściślejszej konspiracji węglarskiej w Polsce” (Kukiel).

Istotną przyczyną wszczęcia powstania był fakt, że w lipcu 1830 roku wybuchła we Francji nowa rewolucja, która obaliła rządy konserwatywnego Karola X (panującego od r. 1824, tj. od śmierci swego brata, Ludwika XVIII, zbliżonego do obozu wolnomularskiego, a nawet po prostu przypuszczalnie masona) i wprowadziła na francuski tron członka młodszej linii królewskiego rodu francuskiego, Ludwika Filipa, przypuszczalnie masona. Ta nowa, rewolucyjna francuska ,,monarchia lipcowa” była w swym bycie od początku zagrożona. Zanosiło się na to, że interwencja zewnętrzna spowoduje stłumienie nowej francuskiej rewolucji. Wprawdzie Anglia i Austria uznały dokonany we Francji przewrót, ale Mikołaj, car rosyjski, powziął zamiar poprowadzenia swego wojska — rosyjskiego i także polskiego z Królestwa — do Francji i przywrócenia tam obalonej władzy prawowitego króla oraz reprezentowanego przez tego króla kierunku politycznego. Czynił on w tym kierunku przygotowania wojskowe. Usiłował także — zresztą bezskutecznie —  namówić Prusy do udziału w swoim przedsięwzięciu.

W interesie rewolucji francuskiej leżało spowodowanie jakiejś dywersji, która powstrzymałaby zapędy interwencyjne Mikołaja. Spiskowcy węglarscy w Polsce z jednej strony chcieli okazać pomoc rewolucjonistom francuskim, z drugiej strony ożywieni byli pragnieniem rewolucji powszechnej i pragnęli przyłączenia się Polski do francuskiej rewolucji bez względu na to, czy to w czym rewolucyjnej Francji pomoże.

Tak więc wybuch polskiego powstania listopadowego związany był z sytuacją międzynarodową. Powstanie to nie było dyktowane dążeniami polityki polskiej zmierzającymi do jakichś, planowo określonych, polskich celów, lecz było wynikiem dążeń i uczuć ożywionych pragnieniami rewolucyjnymi międzynarodowymi.

Od wielu lat w opinii polskiej istnieje spór co do tego, czy powstanie to było samorzutnym przedsięwzięciem politycznym polskim, czy też było tylko dywersją zrobioną niejako ,,na zamówienie” w interesie francuskim, a raczej francuskich rewolucjonistów. Oto ten drugi pogląd: „Polska odegrała w powstaniu listopadowym rolę owcy, którą się zrzuca z sań na pożarcie goniącemu te sanie stadu wilków. Francuzi radzi byli, że Mikołaj ma teraz kłopot z Polakami i że polska „straż przednia” rzuciła się na rosyjską „siłę główną „, ale uczucia ich wobec poświęconej Polski były podobne do uczuć tych, co jadą saniami wobec owej owcy: ot, trochę im było żal”.

Zamorski pisał w roku 1930 [Jan Zamorski, “Uwagi nad Powstaniem Listopadowym”, “Myśl Narodowa” 1930, Nr 46, 47 i 48 z dn. 16, 23 i 30 listopada].: „Półgębkiem tylko wspomina się o jednej przyczynie (wywołania powstania), którą niestety trzeba będzie uznać za istotną. Mianowicie tajne związki europejskie miały zwrócić się do swoich „braci” w Polsce z żądaniem wywołania rewolucji, aby zatrudnić Mikołaja w domu i nie dopuścić do jego interwencji w sprawach belgijskiej i francuskiej. Wolnomularze przypomnieli to dzisiaj (tj. w roku 1930) mimochodem przy okazji stulecia belgijskiego, a przygotowywana w Paryżu wystawa pamiątek powstania listopadowego wychodzi już wyraźnie z tego przypuszczenia”.

Poglądom takim, jak zacytowane wyżej poglądy Zamorskiego i mój, sprzeciwiali się wielbiciele powstania listopadowego, powołując się przede wszystkim na to, że nie jest całkowicie udowodnione, iż rewolucjoniści francuscy rzeczywiście zwrócili się do spiskowców polskich z wezwaniem, by przyszli im z pomocą przez zrobienie powstania.

Odpowiadając na to pozwalam sobie stwierdzić, że gdyby nawet żadnych poszlak nie było wskazujących na to, że powstanie polskie zostało przez rewolucjonistów francuskich „zamówione”, zależność wybuchu powstania listopadowego od francuskiej rewolucji lipcowej polega nie tylko na formalnym „zamówieniu”, ale na poczuciu solidarności i na samorzutnym pragnieniu przyjścia z pomocą ruchowi rzekomo bratniemu. Widzimy to w sposób jaskrawy, przypominając sobie słowa pieśni „Warszawianka”, która była przecież jakby obwieszczeniem haseł, którym powstanie listopadowe służyło. W pieśni tej mowa jest o tym, że „orzeł biały” jest wpatrzony w „tęczę Francji” i podniecony „słońcem lipca”, to znaczy rewolucji lipcowej. Jest także obwieszczenie pod adresem Polski: „dziś twój triumf albo zgon”, to znaczy, że po karciarsku rzucamy na szalę byt Polski (w istocie: Królestwa Kongresowego) jako stawkę w hazardowej rozgrywce i dopuszczamy do tego, że w razie przegranej może ona zginąć.

To nie są uczucia patriotyczne polskie, wyrażające chęć osiągnięcia jakichś narodowych celów albo wolę obrony jakichś zagrożonych dóbr. To jest zapatrzenie się w „słońce” rewolucji francuskiej oraz gotowość poświęcenia dla dobra tej rewolucji bytu jako tako samodzielnego, istniejącego polskiego państwa. Sama tylko treść pieśni ,,Warszawianka” jest dowodem, jakie uczucia i jaka inspiracja kierowały wystąpieniem tych, co gotowi byli narazić na „zgon” — i rzeczywiście doprowadzili do zgonu — konkretną wartość narodową, jaką było Królestwo Kongresowe.

Ale nie brak jest także i zupełnie wyraźnych poszlak, że nastąpiło „zamówienie”: ,,W roku 1831 ówczesny minister francuski, Cazimir Perier, oskarży wyraźnie Lafayette’a (czołowego węglarza — J.G.) o zachęcanie Polaków do powstania i to samo da w roku 1832 do zrozumienia w Izbie Gmin sekretarz stanu spraw zagranicznych (Anglii) lord Palmerston” (Kukiel). „Jest nie do pomyślenia, by od węglarskiego „Wielkiego Namiotu Świata” w Paryżu, przez Lafayette’a i Chodźkę nie szły wskazówki i postulaty do braci węglarzy w Polsce, zwłaszcza, gdy grozić zaczęła Francji interwencja Mikołaja” (Kukiel).

„Sytuacja jest zupełnie jasna: nowemu rządowi francuskiemu groziło obalenie przez interwencję cara Mikołaja. (…) Naród polski przyszedł temu rządowi z pomocą, paraliżując interwencję Mikołaja przez zrobienie antyrosyjskiego powstania. Powstanie zrobili węglarze: ostateczna decyzja zapadła na zebraniu u Lelewela, wodza polskich węglarzy. We Francji rewolucja lipcowa była także dziełem węglarzy. To prawda, że to nie węglarze doszli w wyniku tej rewolucji do władzy: korzyść z przewrotu wyciągnęła masońska i związana silnymi węzłami z Anglią młodsza gałąź Burbonów, a więc wyłoniło się rozwiązanie kompromisowe. Ale rola węglarza Lafayette’a była w rewolucji rolą czołową. Nawet gdyby polscy węglarze nie otrzymali od francuskich żadnych zachęt i żadnych wezwań i gdyby tylko (…) podburzeni przez przykład rewolucji lipcowej francuskiej pospieszyli nowemu rządowi francuskiemu z pomocą z własnej pilności i inicjatywy, byłoby to dostateczną podstawą do wypowiedzenia poglądu, że powstanie listopadowe w Polsce zrobione było nie w interesie Polski, ale w interesie rewolucji francuskiej. Ale jak się okazuje z pracy Kukiela, między węglarzami francuskimi i polskimi były bezpośrednie nici związków. Kukiel nie podaje, czy Leonard Chodźko ostatecznie w 1830 roku przyjechał do Polski, czy nie. (…) Stwierdza jednak, że był on w zrewolucjonizowanym Paryżu adiutantem Lafayette’a, że urządzał w Paryżu tuż przed rewolucją manifestacje polsko-francuskiego braterstwa broni, że nawiązywał nici między Polakami i Lafayettem i że były o nim pogłoski, że wybierał się do Polski z intencją wywołania powstania. Jeśli to powiążemy z napomknieniami rządowymi francuskimi i angielskimi oraz z tradycjami belgijskimi, że powstanie wywołali Francuzi w swoim interesie — możemy uznać, iż wywołanie powstania nie z myślą o Polsce, ale dla pięknych oczu Francji, a raczej francuskiej rewolucji, jest faktem udowodnionym”.

Francuski premier i prezydent Rzeczypospolitej — oraz historyk — Adolphe Thiers oświadczył w 1871 roku: „Przed czterdziestu już laty mówiłem i powtarzałem z trybuny parlamentarnej, że rachuby na dawną Polskę są w stosunku do niej nielojalnością, a w stosunku do nas samych wielkim oszustwem. My sami gubiliśmy Polskę od lat czterdziestu, nie chcąc jej podtrzymać, a z Rosji zrobiliśmy sobie nieprzejednanego wroga”. „Zapewniał, że Francja nie będzie się już wtrącać do spraw polskich” (Kukiel).

Trzeba się zastanowić nad początkiem powstania listopadowego jako nad aktem polityki zagranicznej.

Pisałem w roku 1936: „Powstanie listopadowe (…) nie było właściwie powstaniem, ale wypowiedzeniem wojny, z równoczesnym dokonaniem przewrotu rewolucyjnego (obaleniem rządu) w państwie, wojnę wypowiadającym” „Powstanie listopadowe było wojną, wypowiedzianą Rosji w imieniu istniejącego naówczas, niewielkiego państwa polskiego — i to wojny bez określonego celu i programu. Wojna ta nie mogła — absolutnie nie mogła — skończyć się inaczej, jak klęską. Bo jej sprawcy zupełnie nie brali pod uwagę niesłychanie ważnej konsekwencji tej wojny, jaką byłoby w razie większych powodzeń polskiego oręża wmieszanie się w nią Prus”. ,,Z wybuchu listopadowego wyłoniła się niejako automatycznie wojna z Rosją — wojna bez celu i nadziei — której jednak sam poryw patriotyczny dał jaki taki ład i rozmach. Ale w swoich początkach — powstanie listopadowe jest przykładem zwykłej, bezmyślnej, politycznej burdy”.

Pisałem wyżej w związku ze sprawą powstania Kościuszki, a także i kampanii wrześniowej 1939 roku, że są sytuacje, gdy nie ma innego wyjścia, tylko trzeba się bić, i to bić do upadłego. Ale rok 1830 taką sytuacją nie był. Żadne nowe nieszczęście narodowi polskiemu — ani jego szczątkowemu państewku — w owej chwili nie zagrażało. Nie chodziło o ratowanie Polski (czy Królestwa Kongresowego), ale o ratowanie rewolucji francuskiej. W dodatku dla tego obcego celu było się gotowym byt owego Królestwa i wielu innych polskich interesów narazić. A narażanie podstawowych dóbr narodowych bez potrzeby i konieczności jest lekkomyślnością tak wielką, że z narodowego punktu widzenia zasługuje na nazwę zbrodni.

Cele wojny polsko-rosyjskiej wszczętej przez wybuch listopadowy mogły być tylko dwa: po pierwsze zerwać unię personalną Królestwa Polskiego z Rosją, a więc uczynić Królestwo państwem całkowicie niepodległym, a po drugie powiększyć je o ziemie wschodnie lub ich część, to znaczy o Litwę i może niektóre ziemie ruskie.

Pomijam to, że osiągnięcie tych celów było w warunkach 1830 i 1831 roku niemożliwe. Ale gdyby było możliwe, czy było ono warte zachodu?

Zamorski napisał: ,,Inicjatorzy i kierownicy powstania byliby się znaleźli w największym kłopocie, gdyby im się udało wygrać. Co robić z Kongresówką odciętą od morza i świata, która liczyła wtenczas 3 miliony ludności, otwarta jak stoi i otoczona zewsząd przez przemożnych wrogów?”. Idea niepodległej Kongresówki nie była urzeczywistnieniem pragnień polskiego narodu. To nie tego naród polski chciał. A w dodatku, niepodległa Kongresówka nie była zdolna do życia. Mogła w latach 1815-1830 istnieć, a nawet w końcowym okresie być w stanie kwitnącym — ale tylko dlatego, że miała oparcie w Rosji; tak samo, jak Księstwo Warszawskie mogło istnieć, bo miało oparcie w Napoleonie i jego imperium. Ale całkowicie suwerenna Kongresówka — suwerenna nie tylko formalnie, lecz faktycznie — jest geopolitycznym niepodobieństwem. Gdyby się narodziła — stałaby się w sposób nieunikniony satelitą któregoś z państw niemieckich — Prus, Austrii lub ich obu razem.

Myśl o niepodległości na wzór grecki małego skrawka polskiej ziemi snuła się niejednokrotnie w polskich głowach w XIX i XX wieku, ale była to myśl zarazem nierealna — i zbyt nieśmiała. Celem prawdziwym narodu polskiego była niepodległość Polski zjednoczonej, a nie jednej tylko jej dzielnicy. W praktyce, program niepodległości Królestwa Kongresowego oznaczał umieszczenie tego Królestwa w systemie politycznym niemieckim. A więc trwałe zredukowanie narodu polskiego do roli narodu małego i zależnego.

Jędrzej Giertych

„Tysiąc lat historii polskiego narodu”, tom II, Londyn 1986, ss. 277-281.

Redakcja