FelietonySprawa Jeziorańskiego

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Uczestniczyłem w spotkaniu z młodzieżą narodową z okolic Rudy Śląskiej. Mocno mnie zdziwiło, że w środowisku odwołujących się do tradycji narodowej-demokracji przyjmuje się bezkrytycznie osobę Jana Nowaka Jeziorańskiego jako polskiego patriotę.

Usłyszałem: „Dlaczego kolega krytykuje JNJ, który walczył w Armii Krajowej, był kurierem i siedział w więzieniu Gestapo. Pod koniec życia poparł NATO i bredził, że ono nas ocali, ale czy to wystarczy by nazwać źle o nim mówić? Wiem dużo ze szkoły o działaniach JNJ. Zresztą jako Polacy wyznajemy zasadę, by o zmarłych mówić dobrze lub milczeć”.

Uważam, że to ważna kwestia, więc odpowiadam na łamach „Myśli Polskiej”. Koledzy, jak sami twierdzą, dużo wiedzą o pierwszym etapie życia Nowaka Jeziorańskiego ze szkoły. Ale warto przyjrzeć się także okresowi powojennemu. To nie starcze opowieści o Unii Europejskiej czynią z Jana Nowaka Jeziorańskiego ważną osobistość w układance Przeciwnika, tylko fakt, że po 1945 roku przeszedł na obcy żołd. Jako długoletni etatowy dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa – instytucji jawnie utrzymywanej przez CIA – był w oczywisty sposób pracownikiem wywiadu USA i tej roli do końca życia się nie pozbył. Był potem jednym z największych lobbystów atlantyckich w polskojęzycznych mediach, przez wiele lat czołowym stronnikiem interesu Waszyngtonu rozdającym nad Wisłą laurki tym, którzy działali w interesie USA. Właśnie w tym kontekście jako wykonywanie instrukcji mocodawcy i wieloletniego pracodawcy, a nie przejaw demencji należy oceniać między innymi  jego „brednie” o NATO.

W „Myśli Polskiej” nie przestrzegamy zasady „o zmarłych dobrze, albo wcale”, przynajmniej ja jej nie przestrzegam, ponieważ uważam ją za starożytny prototyp załganej politycznej poprawności. A ta narobiła we współczesnym świecie wiele szkód. Uważam, że należy pisać i mówić o zmarłych tak, jak na to zasługują. Tak jak my ich oceniamy i jak oceniamy ich działania dla Polski. Wychodzę z założenia, że powinno być jasne, jaką ocenę zmarły pozostawia po sobie wśród żyjących. Jeżeli pozwalamy zakłamać życiorysy poprzez niedomówienia, to nie możemy się potem dziwić, że są one wykorzystywane przez Przeciwnika do umacniania systemu nam obcego i wrogiego.

Dla mnie Jan Nowak Jeziorański nie był żadnym bohaterem narodowym, tylko najemnikiem niepolskiej sprawy. Być może nie ze względów finansowych a ideologicznych, ale to nie zmienia faktu. Ze swoich wcześniejszych zasług, dla naszej ojczyzny niewątpliwych, zbudował sobie pozycję autorytetu moralnego, którym w drugiej połowie życia służył wyłącznie Ameryce. Każda jego wypowiedź po zmianie ustroju w 1989 roku była głosem Atlantystów i punktem widzenia Waszyngtonu. Dzisiejsze elity w Polsce, w dużej części niepolskie, pracują w drugą stronę mapy i tym, którzy zdradzili lub zdradzają Polskę dla Ameryki dorabia się opinie bohaterów narodowych. Najjaskrawszym tego przykładem jest nieznośny kult Kuklińskiego.

Aby zatuszować to, że ich postępowanie jest jawną zdradą uwypukla się tylko przykłady zdrady na stronę rosyjską (radziecką) i ogólnie wschodnią. Co oczywiście jest takim samym łajdactwem, jak współpraca z stroną amerykańską. Tyle, że ta druga jest słusznie potępiana, a pierwsza wręcz odwrotnie. W całym społeczeństwie usilnie koduje się nastroje antyrosyjskie poprzez pół-rasistowskie poczucie przynależności do rzekomo wyższej cywilizacji zachodniej (NATO, UE) oraz przekonanie , że na wschód od Polski jest tylko dzicz, brud, kłamstwo i groźny rosyjski (ewentualnie białoruski i chiński) imperializm.

Powszechna dominacja proamerykańskiego styropianu po 1989 roku pozwala na jawne zawłaszczanie symboliki narodowej dla kultu ważnych postaci w Panteonie Przeciwnika i podrzucanie nam ich jako naszych bohaterów. To pogrzeb Czesława Miłosza na Skałce, to uroczysty pochówek Lecha i Jadwigi Kaczyńskich na Wawelu czy uroczystości pogrzebowe Ryszarda Kuklińskiego na Powązkach. I oczywiście uroczyste pochowanie Nowaka Jeziorańskiego w zabytkowej trumnie królewskiej, czekającej na prochy ostatniego króla Polski Stanisława Augusta. To musi budzić sprzeciw a przynajmniej czujność. Ta symbolika ma wielkie znaczenie. Fałszywie wykreowane autorytety wskazują fałszywą i zgubną dla naszego narodu drogę.

Łukasz Marcin Jastrzębski

Fot. Wikipedia Commons

Myśl Polska, nr 43-44 (24-31.10.2021)

Redakcja