FelietonyJak to jest z tym donoszeniem?

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Jak to z tym donoszeniem jest? Donald Tusk & spółka – renegaci, Swietłana Tichanowska & spółka – wzorce do naśladowania. Zainspirowana wpisami w mediach społecznościowych („Warto było poświęcić dziś czas i wysłuchać debaty w Parlamencie Europejskim o praworządności w Polsce. Koncyliacyjna Ursula von der Leyen i znakomity od strony politycznej i prawnej Mateusz Morawiecki. Z drugiej strony parada całej niekompetentnej europejskiej menażerii i grupki opozycyjnych polskich renegatów…” oraz „Chyba nie ma innego kraju – członka Unii Europejskiej, w którym byłoby tylu donoszących na własny kraj, szargających jego godność i dobre imię, łżąc często bezczelnie. Węgry też są chłopcem do bicia w Unii, ale takich renegatów tam nie ma. Nasza bolesna specjalność.”), próbuję „zjeść tę żabę”, czy – jak to młodzi definiują – „rozkminić”.

Renegaci, donosiciele, kłamcy, tak, w tym aspekcie zgadzam się. Tak nazwę każdego, kto układa się z obcymi, bez wyjątku, każdego serwilistę, tak nazwę… I tu zaczynam mieć problem w mojej próbie „rozkminki”. Takim Henryk Sienkiewicz mówił wprost „ – jesteś szelma, zdrajca, łotr, rakarz i arcypies! Masz dosyć, czy mam ci jeszcze w oczy plunąć?” (ciekawe czy, gdyby Pradziad wiedział, że za lat sto z nawiązką te określniki będą pasowały, by ocenić postawę wobec ojczyzny Prawnuka Bartłomieja & towarzystwa wzajemnej adoracji, użyłby takich, tylko takich, czy może jeszcze dosadniejszych.)

Problem polega też na tym: ciekawe czy, gdyby Henryk przewidział, że po stu latach z nawiązką w Polsce wykładnią realnej „prawdy” i miary będzie obowiązujący podział na „naszych” renegatów, „waszych” renegatów, „nasz” serwilizm, „wasz” serwilizm, dobre renegackie – „nasze”, godne potępienia – „wasze”, to do „jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy (…) to jest zły uczynek (…). Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy” dodałby rozbudowaną definicję kalizmu, czy pozostawił jako „dziwne materii pomieszanie”.

„Nasza bolesna specjalność”. I z tym się zgadzam, że nasza, że specjalność. Ale, że bolesna ?! Ależ tak, naszą specjalnością serwilizm i wszystkie chwyty dozwolone, by się w nim realizować. I mnie to boli, ale że polityków oraz ich stronników, realizatorów tegoż boli?! Nie wierzę! A może wolę nie chcieć wierzyć, by resztek szacunku, co by nie było, dla ludzi nie stracić. „Rozkminić” nie mogę, co ja gadam, „rozkminić” mogę, pojąć nie mogę miary, jaką waży się w „prawdzie” ciężar gatunkowy serwilizmu dwóch ścierających się ze sobą obozów. Kogo bardziej i co boli.

POPiSowo „zakochani” w suwerenności, do niej się odnoszący, modlący, zaklinający rzeczywistość, a którzy dogadać się jedynie nie mogą czyj protektorat ważniejszy – brukselski czy waszyngtoński, są , trzeba im przyznać, tacy na szóstkę, w tej naszej specjalności . I brawo oni! Niech żyje suwerenna Polska pod protektoratem Brukseli. Niech żyje suwerenna Polska pod protektoratem Waszyngtonu. Że oksymoron?! Eeee tam, „dziwnej materii pomieszanie” , a i zależy od wagi, miary i prawdy („naszej” prawdy, nie „waszej” prawdy, albo tylko „mojszej”, kropka!).

Byłabym zapomniała: na koń, na Moskwę, no i Aleksandra Łukaszenkę goń, goń, goń. „Menażeria polskich renegatów”. Według klasyfikacji plemiennej (czytaj: partyjnej), godne potępienia renegackie „wasze”, mamy według wykładni jednej strony – Antoniego Macierewicza i Annę Fotygę, którzy USA deklarowali, iż ich partia mogłaby współpracować z Partią Republikańską, byle tylko USA pomogły udowodnić winę PO, a może zamach PO na delegację lecącą nieszczęsnym lotem smoleńskim, a tym samym pomogły przejąć władzę. Z drugiej Tuska & wszystkich POpleczników, Millerów, Kohutów, Biedroniów itd. – nazwiska znamy, reklamy nie uprawiamy – którzy w serwilizmie gotowi posunąć się do najbardziej parszywych sztuczek, byle tylko Bruksela pomogła odsunąć PiS i podzielić frukty już po nowemu, lewackiemu, „cywilizowanemu” między swoich.

Tak więc każdy, kto zechce, znajdzie w panteonie politycznym, dziennikarskim, stronników, „swego” renegata i przywali mu, miarą „SWOJEJ”, „mojszej” prawdy tak, że nie będzie czego zbierać. No i pięknie. Wszak po to są igrzyska, by się działo. Gdy się dzieje, to i o chlebie nie czas myśleć. A tu dochodzę do najpoważniejszej trudności w „rozkmince”: kto renegat i kiedy, i który/a, bo jeśli do tego predystynowany/a miast usłyszeć „- jesteś szelma, zdrajca, łotr, rakarz i arcypies!”, słyszy: popieramy, wspieramy, dołożymy wszelkich starań, by ciebie, i ciebie, i was u sterów władzy zainstalować itd., dysonans poznawczy to, rozdwojenie jaźni, zwyczajna hipokryzja, niewinny kalizm?!

Przed oczami, widząc menażerię rodzimych renegatów, a niby nierenegatów sąsiadów, tak się zastanawiam, Tichanowska, Paweł Łatuszka, Swietłana Aleksiejewicz, by reszcie reklamy nie robić, donoszący na własny kraj, „szargający jego godność i dobre imię, łżący często bezczelnie”, brylujący na warszawskich, brukselskich, waszyngtońskich „salonach” to kompetentni czy niekompetentni, łotry, sprzedawczyki, targowiczanie, zdrajcy czy bohaterowie godni cokołów? Czym się różni Tichanowska od Tuska oprócz tego, że płcią (choć tego pewnie dziś z pełną stanowczością powiedzieć nie można). Czym różni się Łatuszka od Fotygi , pozostając w narracji jak wyżej? Czym się różni prawo Polski do samostanowienia o sobie, od prawa Białorusi do samostanowienia o sobie ? Ano tym tylko, że u nas ci, którzy obalić rząd próbują raz rękami Waszyngtonu, drugi raz rękami Brukseli nazywani są (i słusznie) renegatami, a tacy sami, którzy obalić rząd chcą (żeby nie było wątpliwości – rząd wybrany przez większość społeczeństwa białoruskiego, podkreślałam i podkreślam, czy się komu podoba czy nie: wybory w 2020 roku wygrał Łukaszenko) decyzjami Waszyngtonu, rękami Warszawy i Brukseli renegatami nie są, przeciwnie – są wzorcami do naśladowania.

No i pewnie tym jeszcze, że Waszyngton, Warszawa, Bruksela o tym, że suwerenna Białoruś to Białoruś pod protektoratem Waszyngtonu, Warszawy, Brukseli mówią jednym głosem. Podział łupów nastąpi w stosownym czasie. Nie będzie Władimir Putin… no chyba, że będzie. Ale nie oburzajmy się, dziś wszak czasy takie, kapitalizm nie po to rynkiem, by na polityce nie mógł / powinien zarobić renegat, każdy (tfu!).

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Redakcja